Uniosła lekko uszy, słysząc jego słowa. Nie była pewna, czy bardziej zirytowało ją to, że ją zaskoczył, czy to, że miał w tym rację. Mimo to nie skomentowała, zamiast tego skupiła się na jego spojrzeniu, które śledziło każdy jej ruch z niepokojącą uwagą. Kiedy wspomniał o ziołach, skinęła krótko głową. Nie miała zamiaru wdawać się w długie rozmowy, zwłaszcza z kimś, kto pachniał Cieniem. Jej klan nie bez powodu ostrzegał przed nimi. A potem padło pytanie.
„Czy mogę wyciągać z tobą?” Eza zesztywniała na ułamek sekundy. Odsunęła się o krok, jakby mimochodem, choć ruch był wyraźnie kontrolowany.
—
Właściwie… Powinnam już wracać. Czekają na mnie w klanie. Nie mogę się spóźnić. — zaczęła, zerkając w stronę, z której przyszła. Jej ton był uprzejmy, ale wyraźnie zdystansowany. Nie chciała go urazić, ale jeszcze mniej chciała zostać tu z nim sam na sam.
—
Zioła mam już, których potrzebowałam A im szybciej wrócę, tym lepiej.— dodała, poprawiając niewielką wiązkę przy łapie.
Zrobiła kolejny krok w bok, zwiększając dystans między nimi. Jej ogon poruszył się niespokojnie, ale spojrzenie pozostało spokojne, choć czujne.
—
Miłego… zwiedzania — rzuciła, starając się, by zabrzmiało to neutralnie. Wyglądała na gotową do odejścia, jeśli tylko samiec nie spróbuje jej zatrzymać.
 Kupidyn | Kupidyn stał w cieniu starego drzewa, skrzydła złożone ciasno przy bokach, różowa poświata przygaszona do minimum. Nie chciał, by go zauważyli.
— Ucieczka. Klasyka. Może i byłoby to skuteczne… gdyby nie to, że ja tu jestem. — szepnął cicho. Kaen zrobił pół kroku w jej stronę, nie nachalnie, ale z tą ostrożną ciekawością, która zawsze była dla Kupidyna jak dzwonek. Ezayra poprawiła zioła przy łapie, jej ogon drgnął niespokojnie.
— „Miłego zwiedzania”. Och, dziecko… ty naprawdę myślisz, że to koniec rozmowy. — powtórzył po niej szeptem, unosząc brew. Sięgnął powoli po strzałę, zdecydowanie zrobił to z wprawą kogoś, kto robił to od tysiącleci.
— Nie, nie, nie. Nigdzie nie idziesz. — mruknął, choć jego "palce" już zaciskały się na cięciwie. Ezayra zrobiła kolejny krok w bok. Kaen patrzył za nią z tym cichym, niepokojącym skupieniem. Kupidyn westchnął.
— Dobrze. Wystarczy. To jest ten moment. — Prychnął napinając łuk. Różowy blask przeciął powietrze bezszelestnie.
Pierwsza strzała trafiła Kaena — lekko, jak muśnięcie światła.
Druga — Ezayrę, zanim zdążyła zrobić następny krok.
I zniknął w różowej mgle, zanim któreś z nich zdążyło choćby podejrzewać, że nie byli tam sami. |