!!! Pomoc dla Senny !!!
Administracja
• Sulfur, Adirael, Aurora
Wydarzenia
• Walentynki
• Zadania kwartalne
• Sulfur, Adirael, Aurora
Wydarzenia
• Walentynki
• Zadania kwartalne
![]() |
-15°C | Śnieg Nad wilczą krainą zawisły gęste chmury, z których grubymi płatami sypie się śnieg. W wielu miejscach tworzy on wysokie, ponad półmetrowe zaspy. |
Forum w trakcie przebudowy! Zapraszamy na nasz {Discord} po więcej informacji.
Szmaragdowy Strumień
- Mikasa
- Formator

- Posty: 290
- Rodzice: Dantalion x Fella.
- Płeć: Samica
- Siła: 10
- Zręczność: 5+10=15
- Czujność: 5+10=15
- Wiedza: 10
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 115
Szmaragdowy Strumień
Czarnofutra pozostała na polanie jeszcze przez chwilę, pozwalając oczom przyzwyczaić się do mroku. Szmaragdowy Strumień cicho szemrał obok, a jego zielonkawy blask odbijał się na jej ciemnym futrze — w tę piękną gwieździstą feralną noc. Wiedziała, że kolejny składnik powinien znajdować się właśnie tutaj — czterolistna koniczyna. Noc nie ułatwiała zadania, ale wilczyca była przyzwyczajona do trudniejszych poszukiwań...
Delikatnie uniosła słoik ze świetlikami. Maleńkie owady rozjaśniły się odrobinę bardziej, jakby wyczuły, że mają pomóc. Miękkie, zielone światło wysuwało się przez otworki w wieczku, padając na trawę i rosnące w niej rośliny. Mikasa poruszała się powoli, przesuwając słoiczek przy ziemi, by oświetlić każdy fragment polany...
Liście koniczyny błyszczały w świetle świetlików, a ich cienie tańczyły na jej łapach. Musiała się schylać, wciągać zapach wilgotnej trawy i sprawdzać kolejne kępki, jedna po drugiej. Czas płynął spokojnie, bez nachalnego pośpiechu, tak jakby cała polana chciała jej pomóc w znalezieniu tego przedmiotu — roślinki szczęścia.... Ugh... a może to ułuda... Nie mniej, szukała...
Delikatnie uniosła słoik ze świetlikami. Maleńkie owady rozjaśniły się odrobinę bardziej, jakby wyczuły, że mają pomóc. Miękkie, zielone światło wysuwało się przez otworki w wieczku, padając na trawę i rosnące w niej rośliny. Mikasa poruszała się powoli, przesuwając słoiczek przy ziemi, by oświetlić każdy fragment polany...
Liście koniczyny błyszczały w świetle świetlików, a ich cienie tańczyły na jej łapach. Musiała się schylać, wciągać zapach wilgotnej trawy i sprawdzać kolejne kępki, jedna po drugiej. Czas płynął spokojnie, bez nachalnego pośpiechu, tak jakby cała polana chciała jej pomóc w znalezieniu tego przedmiotu — roślinki szczęścia.... Ugh... a może to ułuda... Nie mniej, szukała...
𝓜𝓲𝓴𝓪𝓼𝓪
•❅────✧❅✦❅✧─────❅•
ZAPACH: WINO, KREW, ZIOŁA, MORSKA BRYZA. | POSIADA: Amulet Metamofrozy (nieużyty)
★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯
To ja twój cień, Twoja zguba i krzyk, Przestań biec uciekać, Nie zostanie już nic.
Moje ciernie przebiją, Każdą z twoich żył, Nie przeraża mnie zapach, Ciepłej i gęstej krwi.
Jestem głodna i nic, na to nie poradzę, Znam tę drogę, Barbaria tu oznacza władzę.
Podejdź bliżej i pozwól, Się wziąć w ramiona, Chyba że chcesz bym została, Znów zraniona.
Nie puszczam swych więzi, A twój oddech słabnie, Zatapiam kły pożeram, Ktoś twą duszę kradnie,
Zobacz co się ze mną stało, Jestem zła i jadowita,
Nie szukaj mnie uważaj, Śmierć rozkwita.
•❅────✧❅★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯❅✧─────❅•
Naszą Matką Iluzja, naszym Ojcem Chaos.
•❅────✧❅★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯❅✧─────❅•

KARTA POSTACI — INFORMACJE
- Mikasa
- Formator

- Posty: 290
- Rodzice: Dantalion x Fella.
- Płeć: Samica
- Siła: 10
- Zręczność: 5+10=15
- Czujność: 5+10=15
- Wiedza: 10
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 115
Szmaragdowy Strumień
W końcu zauważyła ją. Wśród zwykłych trójlistków wyróżniał się jeden drobny, niezwykle symetryczny kształt — czterolistna koniczyna. Jej zieleń była głębsza, a światło świetlików sprawiało, że wyglądała prawie jak mały klejnot ukryty w trawie...
Mikasa nachyliła się, uważnie zerwała roślinę i wsunęła ją do zabezpieczonej sakiewki. Sprawdziła jeszcze raz, czy wszystko jest na swoim miejscu — bursztyn, świetliki, a teraz czterolistna koniczyna.
Potem podniosła słoik i ruszyła dalej, pozostawiając Szmaragdowy Strumień za sobą. Noc była cicha, a ona płynnie wtapiała się w jej mrok, gotowa odnaleźć kolejne składniki potrzebne jej babce..
KONIEC zbieractwa: Czterolistna koniczyna /zt.
Mikasa nachyliła się, uważnie zerwała roślinę i wsunęła ją do zabezpieczonej sakiewki. Sprawdziła jeszcze raz, czy wszystko jest na swoim miejscu — bursztyn, świetliki, a teraz czterolistna koniczyna.
Potem podniosła słoik i ruszyła dalej, pozostawiając Szmaragdowy Strumień za sobą. Noc była cicha, a ona płynnie wtapiała się w jej mrok, gotowa odnaleźć kolejne składniki potrzebne jej babce..
KONIEC zbieractwa: Czterolistna koniczyna /zt.
𝓜𝓲𝓴𝓪𝓼𝓪
•❅────✧❅✦❅✧─────❅•
ZAPACH: WINO, KREW, ZIOŁA, MORSKA BRYZA. | POSIADA: Amulet Metamofrozy (nieużyty)
★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯
To ja twój cień, Twoja zguba i krzyk, Przestań biec uciekać, Nie zostanie już nic.
Moje ciernie przebiją, Każdą z twoich żył, Nie przeraża mnie zapach, Ciepłej i gęstej krwi.
Jestem głodna i nic, na to nie poradzę, Znam tę drogę, Barbaria tu oznacza władzę.
Podejdź bliżej i pozwól, Się wziąć w ramiona, Chyba że chcesz bym została, Znów zraniona.
Nie puszczam swych więzi, A twój oddech słabnie, Zatapiam kły pożeram, Ktoś twą duszę kradnie,
Zobacz co się ze mną stało, Jestem zła i jadowita,
Nie szukaj mnie uważaj, Śmierć rozkwita.
•❅────✧❅★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯❅✧─────❅•
Naszą Matką Iluzja, naszym Ojcem Chaos.
•❅────✧❅★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯ ★ ☆ ✮ ✯❅✧─────❅•

KARTA POSTACI — INFORMACJE
- Jalví
- Wilkołak
Ahroun
- Posty: 153
- Rodzice: Ebony & Cyprus [✝]
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 40 (10+30)
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 40 (10+30)
- Wiedza: 40
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 212
- Profesje: Uzdrowiciel [3]
Szmaragdowy Strumień
Szukał jej od dłuższego czasu, niestety nie było to łatwe zadanie biorąc pod uwagę fakt, że nie mógł nawet podjąć sensownego tropu. Najwidoczniej po ich sprzeczce niechętnie odwiedzała tereny Klanu Księżyca, a to oznaczało że musiał zrobić przebieżkę po terenach wolnych, tak długo aż w końcu podłapie choćby najsłabszą namiastkę wiśniowej woni. Im dłużej to trwało tym bardziej się niepokoił, układając w głowie najczerniejsze scenariusze. Ostatnim razem kiedy się tak posprzeczali nie skończyło się to dla niej dobrze, po dziś dzień pluł sobie w brodę, wciąż się o to obwiniając. Kiedy więc po kilku godzinach marszu wreszie podłapał trop — czym prędzej za nim podążył. Wpadł między drzewa, zatrzymując się w samą porę przed przecinającym mu drogę wąskim strumieniem. Mało brakowało by w roztargnieniu go nie zauważył i widowiskowo w nim skąpał. Woń w tym miejscu była zdecydowanie silniejsza dlatego też uniósł pysk w górę i rozejrzał się po okolicy.
— Nifret? — zawołał, a głos mu lekko zadrżał.
— Nifret? — zawołał, a głos mu lekko zadrżał.
.
.
.
![]() | .. |
The moon was reigning over their world, glowing its full splendor to all those willing to look up. . bereness: true love is not easy and easy love is not true. [Nifret] rrahar'ry: Ebony & Cyprus [✝] {ëa'rocanbh}, Rham {rathor'erthal} a'baethbh: sometimes soulmates may meet, stay together until a task or life lesson is completed, and then move on. This is not a tragedy, only a matter of learning. [N, Q] We are all like the bright moon, we still have our darker side.
EKWIPUNEK |
- Nifret
- Samotnik

- Posty: 50
- Rodzice: Naiara & Aci Intiqam
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 25 (15+10)
- Zręczność: 30 (20 + 10)
- Czujność: 25 (15 + 10)
- Wiedza: 0
- Życie: 91 (12/12)
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 48
Szmaragdowy Strumień
Wyłoniła się spomiędzy drzew, niepewnie podążała w jego stronę. Nie wiedziała, w jakim był humorze i czemu jej szukał. Nie była pewna, czy nadal ją... lubił, o niczym głębszym już nawet nie mówiąc. I choć pewnie podeszła do niego w chwilę, wydawało się jej, że pokonuje te kilkanaście metrów wyjątkowo długo.
Stanęła w końcu naprzeciwko niego, nie mając pojęcia co powiedzieć ani jak się zachować. Nawet nie potrafiła na niego spojrzeć. Może bała się tego, co mogłaby zobaczyć w jego oczach.
— Cześć — powiedziała w końcu próbując brzmieć wesoło i życzliwie.
Jalví
Stanęła w końcu naprzeciwko niego, nie mając pojęcia co powiedzieć ani jak się zachować. Nawet nie potrafiła na niego spojrzeć. Może bała się tego, co mogłaby zobaczyć w jego oczach.
— Cześć — powiedziała w końcu próbując brzmieć wesoło i życzliwie.
Jalví

z nie do końca jasnych powodów Nifret pachnie wiśniami.

EKWIPUNEK:
• kieł dzika x1
GALERIA
- Jalví
- Wilkołak
Ahroun
- Posty: 153
- Rodzice: Ebony & Cyprus [✝]
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 40 (10+30)
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 40 (10+30)
- Wiedza: 40
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 212
- Profesje: Uzdrowiciel [3]
Szmaragdowy Strumień
Jalvi z kolei jak tylko ją zobaczył — czym prędzej wyszedł jej na spotkanie by będąc już blisko — nachylić się ku niej i objąć ją szyją. Nosem zmierzwił lekko kryzę sierści na jej karku, spuszczając z ulgą nagromadzone w płucach powietrze. Dopiero potem przyszła myśl, że być może nie powinen pozwalać sobie na taką poufałość. Biorąc pod uwagę emocje w jakich się ostatnim razem rozstali — mogła zwyczajnie sobie tego nie życzyć. Cofnął się więc momentalnie i lekko pochylił pysk szukając jej spojrzenia, niestety dość bezskutecznie gdyż zdawała się jego oczu rozmyślnie unikać.
— Proszę, nie gniewaj się na mnie... — wybrzdękolił wreszcie, odchylając lekko, bezradnie ucho.
Nifret
— Proszę, nie gniewaj się na mnie... — wybrzdękolił wreszcie, odchylając lekko, bezradnie ucho.
Nifret
.
.
.
![]() | .. |
The moon was reigning over their world, glowing its full splendor to all those willing to look up. . bereness: true love is not easy and easy love is not true. [Nifret] rrahar'ry: Ebony & Cyprus [✝] {ëa'rocanbh}, Rham {rathor'erthal} a'baethbh: sometimes soulmates may meet, stay together until a task or life lesson is completed, and then move on. This is not a tragedy, only a matter of learning. [N, Q] We are all like the bright moon, we still have our darker side.
EKWIPUNEK |
- Nifret
- Samotnik

- Posty: 50
- Rodzice: Naiara & Aci Intiqam
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 25 (15+10)
- Zręczność: 30 (20 + 10)
- Czujność: 25 (15 + 10)
- Wiedza: 0
- Życie: 91 (12/12)
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 48
Szmaragdowy Strumień
Prawdę mówiąc kompletnie nie wiedziała co miała czuć. Co miała mu powiedzieć. Jego prośba była prosta i banalna, a jednak było w tej prostocie coś skomplikowanego. Drgnęła delikatnie w reakcji na jego dotyk, chociaż sama nie była pewna z czego to tak naprawdę wynikało. Cieszyła się na to spotkanie, denerwowała nim, ale jeszcze bardziej wkurzała ją jej własna niepewność. Podniosła łeb, jakby wyczuła, ze szuka jej spojrzenia i na moment mu je podarowała, nim znów uciekła spojrzeniem gdzieś w bok.
— Ja... Och... — Bo co miała mu powiedzieć? Uderzył szczenię. JEJ szczenię. Owszem, w jej obronie, ale.. na pewno nie był to najlepszy sposób. Nie była pewna, czy to nie był moment, kiedy zwyczajnie doznała szoku gdy ukochany okazał się nieco inny od tego, jakim go widziała. Jej idealny Jalvi miewał swoje humorki i bywał trudny w obyciu, ale... nie podnosił łapy na gówniarza, który przecież nie był dla niego żadnym zagrożeniem. Zagryzła wargę, próbując znaleźć odpowiednie słowa, ale te wcale nie chciały nadejść.
— To zabolało nie tylko Budzigniewa — szepnęła w końcu, nie potrafiąc zbudować niczego sensowniejszego.
Jalví
— Ja... Och... — Bo co miała mu powiedzieć? Uderzył szczenię. JEJ szczenię. Owszem, w jej obronie, ale.. na pewno nie był to najlepszy sposób. Nie była pewna, czy to nie był moment, kiedy zwyczajnie doznała szoku gdy ukochany okazał się nieco inny od tego, jakim go widziała. Jej idealny Jalvi miewał swoje humorki i bywał trudny w obyciu, ale... nie podnosił łapy na gówniarza, który przecież nie był dla niego żadnym zagrożeniem. Zagryzła wargę, próbując znaleźć odpowiednie słowa, ale te wcale nie chciały nadejść.
— To zabolało nie tylko Budzigniewa — szepnęła w końcu, nie potrafiąc zbudować niczego sensowniejszego.
Jalví

z nie do końca jasnych powodów Nifret pachnie wiśniami.

EKWIPUNEK:
• kieł dzika x1
GALERIA
- Jalví
- Wilkołak
Ahroun
- Posty: 153
- Rodzice: Ebony & Cyprus [✝]
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 40 (10+30)
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 40 (10+30)
- Wiedza: 40
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 212
- Profesje: Uzdrowiciel [3]
Szmaragdowy Strumień
Niby się domyślał, że tak łatwo mu tego płazem nie puści, a mimo wszystko zabolało go okrutnie gdy drgnęła w reakcji na jego dotyk, unikając jednocześnie jego spojrzenia. Szanując jej przestrzeń odsunął się jeszcze bardziej, nawet jeśli wcale tego nie chciał.
— Wiem. — odparł, również spuszczając wzrok przy jednoczesnym odwróceniu jasnego pyska na bok. Uważał wręcz, że paradoksalnie go zabolało najmniej. Wciąż miał bowiem wrażenie, że po Budzigniewie spłynęło to jak po kaczce, za to Gniewomir mocno się przestraszył, a Nifret... No właśnie, co z Nifret? Nie mógł wiedzieć co czuła nie będąc nigdy w jej sytuacji, a wszystko co sądził, że czuła leżało jedynie w sferze jego domysłów. — Przepraszam, nie powinienem był. — rzadko przepraszał bo i rzadko uważał, że powinien. Słowa te bardzo ciężko przechodziły mu przez gardło bo nakazywały mu przyznać się do błędu, których popełniać z natury nie lubił. — Ja po prostu... Martwię się, Nif. Budzigniew jest coraz starszy, coraz większy, coraz silniejszy, a szacunku do ciebie nie ma za grosz. Boję się, że któregoś dnia zrobi ci krzywdę. Tobie albo Gniewomirowi. — trudno było się przyznać do rodzicielskiej porażki ale niestety w tym przypadku zawiedli oboje. Obawiał się, że nie dało się już tej relacji odratować, a jednocześnie nie potrafiłby jej tak po prostu zaproponować by pozwolili mu odejść. Podejrzewał, że dla Nifret nie było to żadną opcją.
— Powodów do zmartwień jest znacznie więcej, Nif... Od dłuższego już czasu jestem wilkołakiem. — oznajmił podnosząc wzrok i próbując raz jeszcze złapać z nią kontakt wzrokowy. — ...może po części jest to przyczyną większej drażliwości i obniżonego progu cierpliwości, szczególnie w dniach poprzedzających pełnię ale nie chcę używać tego argumentu jako głupiej wymówki. — co zdawać by się mogło właśnie robił. Ale czy na pewno? Nic bardziej mylnego, chciał po prostu poruszyć w rozmowie inny, dość niewygodny ale równie ważny w jego opinii temat i potrzebował ku temu krótkiego, szybkiego nawiązania.
— Wiem. — odparł, również spuszczając wzrok przy jednoczesnym odwróceniu jasnego pyska na bok. Uważał wręcz, że paradoksalnie go zabolało najmniej. Wciąż miał bowiem wrażenie, że po Budzigniewie spłynęło to jak po kaczce, za to Gniewomir mocno się przestraszył, a Nifret... No właśnie, co z Nifret? Nie mógł wiedzieć co czuła nie będąc nigdy w jej sytuacji, a wszystko co sądził, że czuła leżało jedynie w sferze jego domysłów. — Przepraszam, nie powinienem był. — rzadko przepraszał bo i rzadko uważał, że powinien. Słowa te bardzo ciężko przechodziły mu przez gardło bo nakazywały mu przyznać się do błędu, których popełniać z natury nie lubił. — Ja po prostu... Martwię się, Nif. Budzigniew jest coraz starszy, coraz większy, coraz silniejszy, a szacunku do ciebie nie ma za grosz. Boję się, że któregoś dnia zrobi ci krzywdę. Tobie albo Gniewomirowi. — trudno było się przyznać do rodzicielskiej porażki ale niestety w tym przypadku zawiedli oboje. Obawiał się, że nie dało się już tej relacji odratować, a jednocześnie nie potrafiłby jej tak po prostu zaproponować by pozwolili mu odejść. Podejrzewał, że dla Nifret nie było to żadną opcją.
— Powodów do zmartwień jest znacznie więcej, Nif... Od dłuższego już czasu jestem wilkołakiem. — oznajmił podnosząc wzrok i próbując raz jeszcze złapać z nią kontakt wzrokowy. — ...może po części jest to przyczyną większej drażliwości i obniżonego progu cierpliwości, szczególnie w dniach poprzedzających pełnię ale nie chcę używać tego argumentu jako głupiej wymówki. — co zdawać by się mogło właśnie robił. Ale czy na pewno? Nic bardziej mylnego, chciał po prostu poruszyć w rozmowie inny, dość niewygodny ale równie ważny w jego opinii temat i potrzebował ku temu krótkiego, szybkiego nawiązania.
.
.
.
![]() | .. |
The moon was reigning over their world, glowing its full splendor to all those willing to look up. . bereness: true love is not easy and easy love is not true. [Nifret] rrahar'ry: Ebony & Cyprus [✝] {ëa'rocanbh}, Rham {rathor'erthal} a'baethbh: sometimes soulmates may meet, stay together until a task or life lesson is completed, and then move on. This is not a tragedy, only a matter of learning. [N, Q] We are all like the bright moon, we still have our darker side.
EKWIPUNEK |
- Nifret
- Samotnik

- Posty: 50
- Rodzice: Naiara & Aci Intiqam
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 25 (15+10)
- Zręczność: 30 (20 + 10)
- Czujność: 25 (15 + 10)
- Wiedza: 0
- Życie: 91 (12/12)
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 48
Szmaragdowy Strumień
Wysłuchała go uważnie. Naprawdę próbowała go zrozumieć, chociaż pewnie nie była w stanie. Nie siedziała w jego głowie ani sercu, nie wiedziała co czuje i myśli. Znała tylko ten urywek, którym się z nią dzielił, a Jalvi... jak to Jalvi, nigdy nie był szczególnie wylewny. A przynajmniej tak go widziała Nifret. Czuła, że basior sporo skrywa dla siebie. Dzisiaj jednak i tak dość mocno się przed nią obnażył, co dostrzegła i doceniła, nawet jeśli tego nie skomentowała.
Nie powinien, miał rację. Nie czuła powodu, żeby przyznawać mu rację, czuła, że na pewno nie pomogłoby to w poprawie jego samopoczucia. Ważne było, że zdawał sobie z tego sprawę. Nie zamierzała go tym katować. Pokiwała tylko głową, bo to był odruch, nad którym już nie zapanowała.
— Wiem, Jalvi... Ja też się martwię — przyznała cicho. — O synów... — doprecyzowała. O siebie się nie martwiła, jako matka stawiała na pierwszym planie Gniewka i Budzika. O jednego się bała, że wpadnie w kłopoty, a o drugiego, że skrzywdzi go ten pierwszy. Westchnęła i pokręciła łbem. Porażka, którą odniosła jako matka, zdecydowanie nie działała dobrze na nią samą.
Poruszyła uchem, gdy Jaskier wspomniał o większej ilości zmartwień. Serce jej na moment zamarło, bo sama nie wiedziała, czego się w zasadzie spodziewać po takiej deklaracji. Okazało się jednak, że milion czarnych scenariuszy, które zdążyła naprodukować w myślach, nie miał tutaj swojego uzasadnienia. Został wilkołakiem.
— Gratuluję. Słyszałam, że dla wilków z twojego klanu to prawdziwe wyróżnienie — powiedziała spokojnie, naprawdę ciesząc się z takiego awansu ukochanego. Kwestia tego, co to znaczyło dla niej, pozostała gdzieś na uboczu. Zresztą przecież tracił nad sobą kontrolę jednej nocy w miesiącu, więc mieli dla siebie wciąż ponad 300. Chyba nie myślała o tym, że mógłby ją przypadkiem skrzywdzić. Uśmiechnęła się delikatnie i zmniejszyła dystans, by trącić go nosem w policzek.
— Nie mam pojęcia, co z nim robić — wydusiła w końcu, odsuwając znowu nieco pysk. Ciężko jej było żyć z charakterem Budzigniewa, zwłaszcza że w zachowaniu przypominał ojca... Spisała syna na straty, choć nie mówiła o tym głośno. Może nawet nie była tego w pełni świadomą. Już kiedy tylko zobaczyła te jego czerwone oczy...
— Wdał się w ojca — mruknęła, chyba próbując jakoś na koniec zażartować, ale wyszło dość nieporadnie.
Jalví
Nie powinien, miał rację. Nie czuła powodu, żeby przyznawać mu rację, czuła, że na pewno nie pomogłoby to w poprawie jego samopoczucia. Ważne było, że zdawał sobie z tego sprawę. Nie zamierzała go tym katować. Pokiwała tylko głową, bo to był odruch, nad którym już nie zapanowała.
— Wiem, Jalvi... Ja też się martwię — przyznała cicho. — O synów... — doprecyzowała. O siebie się nie martwiła, jako matka stawiała na pierwszym planie Gniewka i Budzika. O jednego się bała, że wpadnie w kłopoty, a o drugiego, że skrzywdzi go ten pierwszy. Westchnęła i pokręciła łbem. Porażka, którą odniosła jako matka, zdecydowanie nie działała dobrze na nią samą.
Poruszyła uchem, gdy Jaskier wspomniał o większej ilości zmartwień. Serce jej na moment zamarło, bo sama nie wiedziała, czego się w zasadzie spodziewać po takiej deklaracji. Okazało się jednak, że milion czarnych scenariuszy, które zdążyła naprodukować w myślach, nie miał tutaj swojego uzasadnienia. Został wilkołakiem.
— Gratuluję. Słyszałam, że dla wilków z twojego klanu to prawdziwe wyróżnienie — powiedziała spokojnie, naprawdę ciesząc się z takiego awansu ukochanego. Kwestia tego, co to znaczyło dla niej, pozostała gdzieś na uboczu. Zresztą przecież tracił nad sobą kontrolę jednej nocy w miesiącu, więc mieli dla siebie wciąż ponad 300. Chyba nie myślała o tym, że mógłby ją przypadkiem skrzywdzić. Uśmiechnęła się delikatnie i zmniejszyła dystans, by trącić go nosem w policzek.
— Nie mam pojęcia, co z nim robić — wydusiła w końcu, odsuwając znowu nieco pysk. Ciężko jej było żyć z charakterem Budzigniewa, zwłaszcza że w zachowaniu przypominał ojca... Spisała syna na straty, choć nie mówiła o tym głośno. Może nawet nie była tego w pełni świadomą. Już kiedy tylko zobaczyła te jego czerwone oczy...
— Wdał się w ojca — mruknęła, chyba próbując jakoś na koniec zażartować, ale wyszło dość nieporadnie.
Jalví

z nie do końca jasnych powodów Nifret pachnie wiśniami.

EKWIPUNEK:
• kieł dzika x1
GALERIA
- Jalví
- Wilkołak
Ahroun
- Posty: 153
- Rodzice: Ebony & Cyprus [✝]
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 40 (10+30)
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 40 (10+30)
- Wiedza: 40
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 212
- Profesje: Uzdrowiciel [3]
Szmaragdowy Strumień
— Jesteś jak promyk słońca przebijający się przez szare, przesłonięte ciemnymi chmurami niebo. Taka... troskliwa, dobra, uprzejma, empatyczna, cierpliwa i wyrozumiała, że każdy kolejny dzień spędzony u twego boku utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że zupełnie na ciebie nie zasługuję. — nie ma co ukrywać — miał zdecydowanie więcej za uszami. Żył podług zupełnie innych zasad i inne wartości wyznawał. Często było to w ich związku przyczyną konfliktów i nieporozumień. Pochodzili z dwóch zupełnie różnych światów, na przekór wszystkiemu i wszystkim usiłując mimo wszystko połączyć te dwa, oddalone od siebie o tysiące mil bieguny. — Wkurza mnie, że samą siebie zawsze stawiasz na ostatnim miejscu. To chyba główne źródło mych niepokojów. Strach o ciebie odbiera mi sen, szczególnie kiedy nie mam cię w zasięgu swojej łapy. Chciałbym abyś dbała również o swój dobrostan, Nifret. Abyś w decyzjach jakie podejmujesz brała pod uwagę również siebie — swój komfort i swoje bezpieczeństwo. — niczego jej nie sugerował, niczego między słowa nie wplatał. Ale bardzo chciał uniknąć sytuacji gdzie z miłości do swojego syna wpakuje się w tarapaty, z których on sam nie będzie w stanie jej wyciągnąć.
— Dziękuję. Tak, to ogromne wyróżnienie, płynące z łaski samego Ithila. Niestety Ithil przed wilkołakami chroni tylko swoje dzieci co oznacza, że mimo łączącej nas relacji — podczas pełni nie jesteś przy mnie bezpieczna. — właściwie nigdy nie była bo nawet kiedy tym wilkołakiem nie był — niewiele mógłby zdziałać gdyby jakaś ich zgraja postanowiła wpaść do nich na herbatę... — ...właściwie nigdzie nie jesteś bezpieczna. — dodał, gnąc wargę w zgorzkniałym grymasie. Zasadniczo przed wilkołakami nie dało się obronić, praktycznie nie dało się też przed nimi ukryć, za wyjątkiem kilku lokacji chronionych silną magią danego klanu. — Wiem, że proszenie cię o to byś została Księżycową to zbyt wiele ale... obiecaj mi proszę, że będziesz na siebie uważać. I twoi synowie również. — miał tylko nadzieję, że Budzigniewowi nie wpadnie nigdy do głowy pomysł by prowokować go lub inne wilkołaki podczas pełni.
Trącony w policzek złagodniał momentalnie, jakby całe dotychczasowe napięcie związane z uwieszoną na jego szyi od czasu tej afery na świetlikowej polanie niepewnością wreszcie z niego zeszło, pozwalając na swobodne zaczerpnięcie powietrza. Westchnął bezgłośnie, odpowiadając jej bardzo podobnym gestem.
— Zrobiłaś dostatecznie wiele... Może nawet wszystko co tylko mogłaś? — trącił nosem jej jasne, przyjemnie pachnące wiśniami ucho. Nie chciał by Nifret czuła jakby zrobiła coś źle albo niedostatecznie dobrze. Pewnych rzeczy nie dało się po prostu przeskoczyć. Cofnął pysk i rozejrzał się przelotnie wokół, szukając sposobu by poprawić jej humor. W pewnym momencie postąpił kilka kroków naprzód, mijając samicę i zatrzymując się pod jednym z okolicznych drzew. Stając na tylnych kończynach wyciągnął pysk na jasnej szyi by sięgnąć do jednej niższych gałęzi i... urwać z niej soczyste, czerwone jabłko.
— Co tam mówiłaś wtedy w pałacu? Że fajnie byłoby uczynić z tego tradycję? — uśmiechnął się szczątkowo, bardzo wymownie, a potem podszedł bliżej i wyciągnął w jej stronę łapę z owocem.
— Jabłko na zgodę? — zapytał w niemal tym samym tonie co i ona jego te dwa lata temu przy okazji innego pojednania.
— Dziękuję. Tak, to ogromne wyróżnienie, płynące z łaski samego Ithila. Niestety Ithil przed wilkołakami chroni tylko swoje dzieci co oznacza, że mimo łączącej nas relacji — podczas pełni nie jesteś przy mnie bezpieczna. — właściwie nigdy nie była bo nawet kiedy tym wilkołakiem nie był — niewiele mógłby zdziałać gdyby jakaś ich zgraja postanowiła wpaść do nich na herbatę... — ...właściwie nigdzie nie jesteś bezpieczna. — dodał, gnąc wargę w zgorzkniałym grymasie. Zasadniczo przed wilkołakami nie dało się obronić, praktycznie nie dało się też przed nimi ukryć, za wyjątkiem kilku lokacji chronionych silną magią danego klanu. — Wiem, że proszenie cię o to byś została Księżycową to zbyt wiele ale... obiecaj mi proszę, że będziesz na siebie uważać. I twoi synowie również. — miał tylko nadzieję, że Budzigniewowi nie wpadnie nigdy do głowy pomysł by prowokować go lub inne wilkołaki podczas pełni.
Trącony w policzek złagodniał momentalnie, jakby całe dotychczasowe napięcie związane z uwieszoną na jego szyi od czasu tej afery na świetlikowej polanie niepewnością wreszcie z niego zeszło, pozwalając na swobodne zaczerpnięcie powietrza. Westchnął bezgłośnie, odpowiadając jej bardzo podobnym gestem.
— Zrobiłaś dostatecznie wiele... Może nawet wszystko co tylko mogłaś? — trącił nosem jej jasne, przyjemnie pachnące wiśniami ucho. Nie chciał by Nifret czuła jakby zrobiła coś źle albo niedostatecznie dobrze. Pewnych rzeczy nie dało się po prostu przeskoczyć. Cofnął pysk i rozejrzał się przelotnie wokół, szukając sposobu by poprawić jej humor. W pewnym momencie postąpił kilka kroków naprzód, mijając samicę i zatrzymując się pod jednym z okolicznych drzew. Stając na tylnych kończynach wyciągnął pysk na jasnej szyi by sięgnąć do jednej niższych gałęzi i... urwać z niej soczyste, czerwone jabłko.
— Co tam mówiłaś wtedy w pałacu? Że fajnie byłoby uczynić z tego tradycję? — uśmiechnął się szczątkowo, bardzo wymownie, a potem podszedł bliżej i wyciągnął w jej stronę łapę z owocem.
— Jabłko na zgodę? — zapytał w niemal tym samym tonie co i ona jego te dwa lata temu przy okazji innego pojednania.
.
.
.
![]() | .. |
The moon was reigning over their world, glowing its full splendor to all those willing to look up. . bereness: true love is not easy and easy love is not true. [Nifret] rrahar'ry: Ebony & Cyprus [✝] {ëa'rocanbh}, Rham {rathor'erthal} a'baethbh: sometimes soulmates may meet, stay together until a task or life lesson is completed, and then move on. This is not a tragedy, only a matter of learning. [N, Q] We are all like the bright moon, we still have our darker side.
EKWIPUNEK |
- Nifret
- Samotnik

- Posty: 50
- Rodzice: Naiara & Aci Intiqam
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 25 (15+10)
- Zręczność: 30 (20 + 10)
- Czujność: 25 (15 + 10)
- Wiedza: 0
- Życie: 91 (12/12)
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 48
Szmaragdowy Strumień
[ najmocniej Cię przepraszam, ostatnio psychicznie u mnie ciężko było na sesje, zwłaszcza te poważniejsze </3 ]
Słuchała jego opisów walcząc, żeby nie rozdziawić pyska. To co mówił było piękne. I jakoś... mało pasowało jej do raczej zamkniętego Jalviego. Zadziwił ją wyznaniami, bo im bardziej go poznawała, tym bardziej wątpiła, czy w ogóle usłyszy od niego coś więcej niż ewentualne "kocham cię". A i co do tego, że kiedyś jeszcze jej to powie miała wątpliwości, biorąc pod uwagę jak burzliwie przebiegała ich znajomość w ostatnim czasie. Zmrużyła lekko oczy, kiedy przeszedł dalej, ale o dziwo jej wady przedstawił zgrabnie w taki sposób, że brzmiało nadal, jakby ją chwalił, w duchu się nawet na to zaśmiała.
— Mam to chyba po matce... Ona też zawsze dbała najpierw o mnie, o siebie dopiero potem — powiedziała spokojnie, westchnęła lekko na koniec. Możliwe, że przejęła wzorzec rodzicielstwa od niej, a że nie miała ojca (z wyjątkiem tej krótkiej chwili od momentu, gdy go odnalazła do jego śmierci) ani żadnych innych dorosłych opiekunów to nie mogła zestawić podejścia Naiary z czyimkolwiek innym. — Chyba... Po prostu nie umiem inaczej. Synowie są dla mnie ważni, niezależnie od tego, jakie demony wychodzą z ich skór.
Opowiedział jej odrobinę o wilkołakach, słuchała bardzo uważnie. Po części ją to interesowało tak po prostu, ale w znacznie większej mierze ciekawiło ją to dlatego, że dotyczyło samca, którego przecież kochała. Uśmiechnęła się łagodnie i znów trąciła go lekko nosem w policzek. Lubiła to robić. Czułe, a przy tym nie aż tak inwazyjne żeby postanowił uciec. Przynajmniej taką miała nadzieję.
— Do tej pory żaden wilkołak nie rozszarpał mnie na strzępy. Sądzę, że uda mi się ten stan utrzymać. Najwyżej będziemy randkować przez pozostałe 29 albo 30 dni w miesiącu — mówiła miękko, łagodnie, próbując przekonać nie tylko Jaskra, ale też i chyba trochę samą siebie. Prawda, że mógł ją wywęszyć i skrzywdzić, nieświadom tego kompletnie. Ale do tej pory też mógł to zrobić, w końcu miał już chyba za sobą kilka pełni księżyca. Paradoksalnie czuła się przy nim bezpieczna. Może trochę naiwnie wierzyła, że mimo szału wilkołaka podświadomie nie będzie w stanie jej zranić, nawet jeśli przecież sam powiedział jej właśnie coś dokładnie odmiennego.
— Będę na siebie uważać — obiecała. Chciała nawet dodać, że "jak do tej pory", ale szybko sobie przypomniała o dwóch czteronożnych dowodach na to, że wcześniej z tym uważaniem jednak różnie bywało. Na pewno lista terenów, na które się nie będzie zapuszczać, poszerzyła się o kilka nowych pozycji. Tereny Cienia były niebezpieczne cały rok, a te Księżyca tylko przez 12 nocy, więc i tak rachunek był niezły.
Westchnęła cicho, bo temat Budzigniewa wciąż wisiał pomiędzy nimi. Nadal nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Wizja Jalviego, który zdzielił młodego przez pysk nie dawała jej spokoju. Co mógłby zrobić, przemieniony w bestię? Zabiłby go? Wzdrygnęła się na to wyobrażenie. Może powinna po prostu się odsunąć, zabrać dzieci i spieprzać? Tylko wcale tego nie chciała...
— Cóż, chyba mówiłam, że mam nadzieję, że to nie będzie tradycją — zaśmiała się, kiedy podał jej jabłko. — Że nie będziemy musieli już nigdy więcej się przepraszać... — powiedziała już ciszej i podobnie, jak on wtedy złapała jabłko w łapy i przepołowiła.
Prawie.
Wybrał na tyle solidne jabłko, że chyba nie miała dość siły, ewentualnie brakowało jej wprawy. Bardzo długo była jedynaczką, więc nie potrzebowała się z nikim dzielić. Poczerwieniała z wysiłku i się zasapała, ale humor miała zdecydowanie lepszy niż wcześniej. Skapitulowała i podała mu owoc.
— Mógłbyś? — spytała.
Jalví
Słuchała jego opisów walcząc, żeby nie rozdziawić pyska. To co mówił było piękne. I jakoś... mało pasowało jej do raczej zamkniętego Jalviego. Zadziwił ją wyznaniami, bo im bardziej go poznawała, tym bardziej wątpiła, czy w ogóle usłyszy od niego coś więcej niż ewentualne "kocham cię". A i co do tego, że kiedyś jeszcze jej to powie miała wątpliwości, biorąc pod uwagę jak burzliwie przebiegała ich znajomość w ostatnim czasie. Zmrużyła lekko oczy, kiedy przeszedł dalej, ale o dziwo jej wady przedstawił zgrabnie w taki sposób, że brzmiało nadal, jakby ją chwalił, w duchu się nawet na to zaśmiała.
— Mam to chyba po matce... Ona też zawsze dbała najpierw o mnie, o siebie dopiero potem — powiedziała spokojnie, westchnęła lekko na koniec. Możliwe, że przejęła wzorzec rodzicielstwa od niej, a że nie miała ojca (z wyjątkiem tej krótkiej chwili od momentu, gdy go odnalazła do jego śmierci) ani żadnych innych dorosłych opiekunów to nie mogła zestawić podejścia Naiary z czyimkolwiek innym. — Chyba... Po prostu nie umiem inaczej. Synowie są dla mnie ważni, niezależnie od tego, jakie demony wychodzą z ich skór.
Opowiedział jej odrobinę o wilkołakach, słuchała bardzo uważnie. Po części ją to interesowało tak po prostu, ale w znacznie większej mierze ciekawiło ją to dlatego, że dotyczyło samca, którego przecież kochała. Uśmiechnęła się łagodnie i znów trąciła go lekko nosem w policzek. Lubiła to robić. Czułe, a przy tym nie aż tak inwazyjne żeby postanowił uciec. Przynajmniej taką miała nadzieję.
— Do tej pory żaden wilkołak nie rozszarpał mnie na strzępy. Sądzę, że uda mi się ten stan utrzymać. Najwyżej będziemy randkować przez pozostałe 29 albo 30 dni w miesiącu — mówiła miękko, łagodnie, próbując przekonać nie tylko Jaskra, ale też i chyba trochę samą siebie. Prawda, że mógł ją wywęszyć i skrzywdzić, nieświadom tego kompletnie. Ale do tej pory też mógł to zrobić, w końcu miał już chyba za sobą kilka pełni księżyca. Paradoksalnie czuła się przy nim bezpieczna. Może trochę naiwnie wierzyła, że mimo szału wilkołaka podświadomie nie będzie w stanie jej zranić, nawet jeśli przecież sam powiedział jej właśnie coś dokładnie odmiennego.
— Będę na siebie uważać — obiecała. Chciała nawet dodać, że "jak do tej pory", ale szybko sobie przypomniała o dwóch czteronożnych dowodach na to, że wcześniej z tym uważaniem jednak różnie bywało. Na pewno lista terenów, na które się nie będzie zapuszczać, poszerzyła się o kilka nowych pozycji. Tereny Cienia były niebezpieczne cały rok, a te Księżyca tylko przez 12 nocy, więc i tak rachunek był niezły.
Westchnęła cicho, bo temat Budzigniewa wciąż wisiał pomiędzy nimi. Nadal nie wiedziała, co o tym wszystkim myśleć. Wizja Jalviego, który zdzielił młodego przez pysk nie dawała jej spokoju. Co mógłby zrobić, przemieniony w bestię? Zabiłby go? Wzdrygnęła się na to wyobrażenie. Może powinna po prostu się odsunąć, zabrać dzieci i spieprzać? Tylko wcale tego nie chciała...
— Cóż, chyba mówiłam, że mam nadzieję, że to nie będzie tradycją — zaśmiała się, kiedy podał jej jabłko. — Że nie będziemy musieli już nigdy więcej się przepraszać... — powiedziała już ciszej i podobnie, jak on wtedy złapała jabłko w łapy i przepołowiła.
Prawie.
Wybrał na tyle solidne jabłko, że chyba nie miała dość siły, ewentualnie brakowało jej wprawy. Bardzo długo była jedynaczką, więc nie potrzebowała się z nikim dzielić. Poczerwieniała z wysiłku i się zasapała, ale humor miała zdecydowanie lepszy niż wcześniej. Skapitulowała i podała mu owoc.
— Mógłbyś? — spytała.
Jalví

z nie do końca jasnych powodów Nifret pachnie wiśniami.

EKWIPUNEK:
• kieł dzika x1
GALERIA
- Jalví
- Wilkołak
Ahroun
- Posty: 153
- Rodzice: Ebony & Cyprus [✝]
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 40 (10+30)
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 40 (10+30)
- Wiedza: 40
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 212
- Profesje: Uzdrowiciel [3]
Szmaragdowy Strumień
Jalvi miał swoje momenty. I choć całe swoje życie był raczej skryty i ostrożny w relacjach z innymi — związek z Nifret pomógł mu się otworzyć na uczucia i rozmowy. Oczywiście wyłącznie przed nią. Czuł, że może jej ufać. Że może się przed nią odsłonić bez obaw że zostanie oceniony.
— Myślę, że powinienem ją poznać. — odparł, nawiązując rzecz jasna do Naiary. W sumie... Taka chyba była kolej rzeczy? Dwójka wilków się poznaje, zakochuje, wchodzi w związek i koniec końców przedstawia się wzajemnie swoim rodzicom. Nifret miała już okazję poznać jego matkę i choć bardzo chętnie przedstawiły ją jej jako swoją partnerkę — na ten moment nie było to niestety możliwie. Ebony... Nawet nie miał pojęcia gdzie jej szukać.
Pokiwał lekko głową na wspomnienie o Budzigniewie i Gniewomirze, bo to przecież nie tak, że nie rozumiał. Rozumiał. Aż za dobrze. Może nie okazywał tego szczególnie wylewnie ale jemu również na nich zależało. Do Budzigniewa zwyczajnie nie potrafił dotrzeć, a na jego bezczelne zachowanie często reagował frustracją, której jako osobnik dorosły powinien się przecież raczej wystrzegać. Miał tego świadomość i starał się z tym walczyć. Nie zawsze wychodziło.
I choć odetchnął cicho w reakcji na jej zapewnienie — nie przepełniało go wcale uczucie ulgi. Niezależnie od tego jak bardzo wilczyca będzie na siebie uważać — nie dawało mu to stuprocentowej pewności, że będzie całkowicie bezpieczna. Myśl, że coś mogłoby się jej stać dosłownie odbierała mu sen. Dziś jednak starał się skupić na pozytywnych aspektach dzisiejszej rozmowy i całej ich relacji. Uważał, że oboje zasłużyli na odrobinę swobody i najzwyczajniejszego w świecie szczęścia.
— Tak myślałem, że coś pokręciłem. — odparł z wyczuwalną w głosie przekorą gdy Nifret postanowiła go poprawić. Bo oczywiście się zgrywał — wszak doskonale pamiętał jakie słowa wtedy padły, jaki miały wydźwięk i jakie przesłanie za sobą niosły. Nawiązanie wydało mu się po prostu całkiem zabawne i poruszające. — Nie wierzę w idealne związki. Gdyby istniały, nie byłoby w nich miejsca na prawdę. Byłyby gładkie, ciche, bez rys — a ja wiem, że my tacy nie jesteśmy. I nie chcę udawać, że możemy być. Prawdziwa relacja czasem boli. Czasem pada zbyt wiele słów, czasem ktoś zawodzi. Ale to nigdy nie przekreśla tego, co jest między nami. Przekreśla to dopiero obojętność. Dlatego przeprosiny są w porządku bo jeśli potrafimy się przepraszać i nadal wybierać siebie to znaczy, że to co jest między nami nie jest jedynie zwykłą iluzją. — uśmiechnął się pod nosem widząc jak samica siłuje się z jabłkiem, a kiedy wreszcie się poddała i bezceremonialnie mu je wręczyła — chwycił je w łapy i przetoczył w palcach. — Po prostu źle to robisz, to kwestia techniki, nie siły. — wystarczyło odpowiednio ułożyć palce ale że te wilcze były średnio chwytne — na pewno dla wielu było to nie lada wyzwaniem. Tak czy owak — Jalviemu udało się bez większych problemów, choć też w sumie nie od razu. Połówkę owocu podał samicy.
— Chodź ze mną, chcę ci coś pokazać. — wyznał nagle, kiedy oboje schrupali już swój słodki przydział. Lekko klejącą od soku łapę wytarł w podłoże, a potem dźwignął się z ziemi i stuknął partnerkę nosem w żebra. Pyskiem wskazał jej kierunek, w którym zresztą zaraz się udali. /zt
— Myślę, że powinienem ją poznać. — odparł, nawiązując rzecz jasna do Naiary. W sumie... Taka chyba była kolej rzeczy? Dwójka wilków się poznaje, zakochuje, wchodzi w związek i koniec końców przedstawia się wzajemnie swoim rodzicom. Nifret miała już okazję poznać jego matkę i choć bardzo chętnie przedstawiły ją jej jako swoją partnerkę — na ten moment nie było to niestety możliwie. Ebony... Nawet nie miał pojęcia gdzie jej szukać.
Pokiwał lekko głową na wspomnienie o Budzigniewie i Gniewomirze, bo to przecież nie tak, że nie rozumiał. Rozumiał. Aż za dobrze. Może nie okazywał tego szczególnie wylewnie ale jemu również na nich zależało. Do Budzigniewa zwyczajnie nie potrafił dotrzeć, a na jego bezczelne zachowanie często reagował frustracją, której jako osobnik dorosły powinien się przecież raczej wystrzegać. Miał tego świadomość i starał się z tym walczyć. Nie zawsze wychodziło.
I choć odetchnął cicho w reakcji na jej zapewnienie — nie przepełniało go wcale uczucie ulgi. Niezależnie od tego jak bardzo wilczyca będzie na siebie uważać — nie dawało mu to stuprocentowej pewności, że będzie całkowicie bezpieczna. Myśl, że coś mogłoby się jej stać dosłownie odbierała mu sen. Dziś jednak starał się skupić na pozytywnych aspektach dzisiejszej rozmowy i całej ich relacji. Uważał, że oboje zasłużyli na odrobinę swobody i najzwyczajniejszego w świecie szczęścia.
— Tak myślałem, że coś pokręciłem. — odparł z wyczuwalną w głosie przekorą gdy Nifret postanowiła go poprawić. Bo oczywiście się zgrywał — wszak doskonale pamiętał jakie słowa wtedy padły, jaki miały wydźwięk i jakie przesłanie za sobą niosły. Nawiązanie wydało mu się po prostu całkiem zabawne i poruszające. — Nie wierzę w idealne związki. Gdyby istniały, nie byłoby w nich miejsca na prawdę. Byłyby gładkie, ciche, bez rys — a ja wiem, że my tacy nie jesteśmy. I nie chcę udawać, że możemy być. Prawdziwa relacja czasem boli. Czasem pada zbyt wiele słów, czasem ktoś zawodzi. Ale to nigdy nie przekreśla tego, co jest między nami. Przekreśla to dopiero obojętność. Dlatego przeprosiny są w porządku bo jeśli potrafimy się przepraszać i nadal wybierać siebie to znaczy, że to co jest między nami nie jest jedynie zwykłą iluzją. — uśmiechnął się pod nosem widząc jak samica siłuje się z jabłkiem, a kiedy wreszcie się poddała i bezceremonialnie mu je wręczyła — chwycił je w łapy i przetoczył w palcach. — Po prostu źle to robisz, to kwestia techniki, nie siły. — wystarczyło odpowiednio ułożyć palce ale że te wilcze były średnio chwytne — na pewno dla wielu było to nie lada wyzwaniem. Tak czy owak — Jalviemu udało się bez większych problemów, choć też w sumie nie od razu. Połówkę owocu podał samicy.
— Chodź ze mną, chcę ci coś pokazać. — wyznał nagle, kiedy oboje schrupali już swój słodki przydział. Lekko klejącą od soku łapę wytarł w podłoże, a potem dźwignął się z ziemi i stuknął partnerkę nosem w żebra. Pyskiem wskazał jej kierunek, w którym zresztą zaraz się udali. /zt
.
.
.
![]() | .. |
The moon was reigning over their world, glowing its full splendor to all those willing to look up. . bereness: true love is not easy and easy love is not true. [Nifret] rrahar'ry: Ebony & Cyprus [✝] {ëa'rocanbh}, Rham {rathor'erthal} a'baethbh: sometimes soulmates may meet, stay together until a task or life lesson is completed, and then move on. This is not a tragedy, only a matter of learning. [N, Q] We are all like the bright moon, we still have our darker side.
EKWIPUNEK |
- Nifret
- Samotnik

- Posty: 50
- Rodzice: Naiara & Aci Intiqam
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 25 (15+10)
- Zręczność: 30 (20 + 10)
- Czujność: 25 (15 + 10)
- Wiedza: 0
- Życie: 91 (12/12)
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 48
Szmaragdowy Strumień
Uśmiechnęła się do Jalviego, kiedy wspomniał, że powinien poznać jej matkę. W sumie tak by na pewno wypadało. Skinęła głową.
— Tak, to dobry pomysł. Obecnie moja matka mieszka na terenach Klanu Natury, możemy ją kiedyś odwiedzić — zaproponowała. Przecież jeśli mieli stanowić poważny, stabilny związek, wypadało przedstawić wilka Naiarze. Żałowała tylko, że nie da rady zapoznać wilkołaka z ojcem, przez moment przez jej lico przetoczył się blady, smutny grymas. Żałowała, że dostała tak niewiele czasu...
Na szczęście szybko przegnała przykre myśli. Zaśmiała się krótko, kiedy samiec rzucił, że coś pokręcił. Ton basiora utwierdził samotniczkę w przekonaniu, że doskonale wiedział, jak to było naprawdę. Zatrzymała spojrzenie na jego ślepiach, pochyliła lekko pysk, wysłuchując kolejnych jego słów. Miał rację. Idealne związki nie istniały, ale to nie zmieniało faktu, że mogła z nim zbudować relację idealną dla siebie, idealną dla nich. Dopuszczała do siebie, że ideały mogą mieć pewne skazy, byleby nie były bardziej wyraziste niż zalety.
— Nie jest, Jalvi. Nie jest iluzją. Chociaż.. bardzo długo nie byłam tego pewna — przyznała niegłośno, pozwalając wilkowi wykazać się talentem do rozdzielania owoców, którego połówkę zresztą zaraz zjadła. Nawet nie wiedziała, że była głodna, dopóki nie zatopiła zębów w jabłku.
— A... Co takiego? — spytała, mrużąc oczy jakby podejrzliwie.
Oczywiście nie zmieniało to tego, że ruszyła za nim. A raczej obok, ramię w ramię, czasami przypadkiem delikatnie ocierając się bokiem o jego ciało.
[zt] Jalví
— Tak, to dobry pomysł. Obecnie moja matka mieszka na terenach Klanu Natury, możemy ją kiedyś odwiedzić — zaproponowała. Przecież jeśli mieli stanowić poważny, stabilny związek, wypadało przedstawić wilka Naiarze. Żałowała tylko, że nie da rady zapoznać wilkołaka z ojcem, przez moment przez jej lico przetoczył się blady, smutny grymas. Żałowała, że dostała tak niewiele czasu...
Na szczęście szybko przegnała przykre myśli. Zaśmiała się krótko, kiedy samiec rzucił, że coś pokręcił. Ton basiora utwierdził samotniczkę w przekonaniu, że doskonale wiedział, jak to było naprawdę. Zatrzymała spojrzenie na jego ślepiach, pochyliła lekko pysk, wysłuchując kolejnych jego słów. Miał rację. Idealne związki nie istniały, ale to nie zmieniało faktu, że mogła z nim zbudować relację idealną dla siebie, idealną dla nich. Dopuszczała do siebie, że ideały mogą mieć pewne skazy, byleby nie były bardziej wyraziste niż zalety.
— Nie jest, Jalvi. Nie jest iluzją. Chociaż.. bardzo długo nie byłam tego pewna — przyznała niegłośno, pozwalając wilkowi wykazać się talentem do rozdzielania owoców, którego połówkę zresztą zaraz zjadła. Nawet nie wiedziała, że była głodna, dopóki nie zatopiła zębów w jabłku.
— A... Co takiego? — spytała, mrużąc oczy jakby podejrzliwie.
Oczywiście nie zmieniało to tego, że ruszyła za nim. A raczej obok, ramię w ramię, czasami przypadkiem delikatnie ocierając się bokiem o jego ciało.
[zt] Jalví

z nie do końca jasnych powodów Nifret pachnie wiśniami.

EKWIPUNEK:
• kieł dzika x1
GALERIA
- Nathellion
- Wojownik

- Posty: 32
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 25
- Zręczność: 10
- Czujność: 5
- Wiedza: 10
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 26
Szmaragdowy Strumień
Przylazł. Coś nie dawało mu spokoju.
Ten zapach... Zaśmiał się parszywie. Zapachowi znanej mu wilczycy towarzyszył jeszcze jeden, taki którego kompletnie nie znał. Oblizał lubieżnie mordę. Czyżby jego niedawna kochanica miała jakąś fajną koleżankę? Oj, chętnie by spotkał tamtą biała laskę, była tak cholernie ciepła, tak ciasna... Na samo wspomnienie Nifret mu stanął.
Przysiadł, przez moment zastanawiał się, czy nie ruszyć jej tropem. Nie. Skoro natrafił na jej ślad przypadkiem, z całą pewnością uda mu się ją jeszcze odnaleźć innym razem.
Ten zapach... Zaśmiał się parszywie. Zapachowi znanej mu wilczycy towarzyszył jeszcze jeden, taki którego kompletnie nie znał. Oblizał lubieżnie mordę. Czyżby jego niedawna kochanica miała jakąś fajną koleżankę? Oj, chętnie by spotkał tamtą biała laskę, była tak cholernie ciepła, tak ciasna... Na samo wspomnienie Nifret mu stanął.
Przysiadł, przez moment zastanawiał się, czy nie ruszyć jej tropem. Nie. Skoro natrafił na jej ślad przypadkiem, z całą pewnością uda mu się ją jeszcze odnaleźć innym razem.
— Jego mordę kryje masa szram, jedno ucho jest naderwane, a prawe oko mętne, prawie całkiem ślepe (pamiątka po pewnym urazie). Dwukolorowe oczy, z czego zdrowe jest czerwone, a prawe mleczno-błękitne. Kiedyś było uroczo niebieskie, ale na skutek urazu zmieniło barwę na prawie białe, znaczną jego część pokrywa bielmo.
— Często bełkocze coś pod nosem, bo czemu dbać o jakąś dykcję czy cokolwiek, a potem się wkurza, że go nikt nie rozumie, głuchoty głupie. W mowie często zjada końcówki wyrazów, nie robi przerw gdzie wypada żeby ktoś cię zrozumiał.
- Nathellion
- Wojownik

- Posty: 32
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 25
- Zręczność: 10
- Czujność: 5
- Wiedza: 10
- Życie: 100
- Energia: 100
- Punkty Doświadczenia: 26
Szmaragdowy Strumień
Raz jeszcze oblizał pysk a potem ruszył dalej. /zt
— Jego mordę kryje masa szram, jedno ucho jest naderwane, a prawe oko mętne, prawie całkiem ślepe (pamiątka po pewnym urazie). Dwukolorowe oczy, z czego zdrowe jest czerwone, a prawe mleczno-błękitne. Kiedyś było uroczo niebieskie, ale na skutek urazu zmieniło barwę na prawie białe, znaczną jego część pokrywa bielmo.
— Często bełkocze coś pod nosem, bo czemu dbać o jakąś dykcję czy cokolwiek, a potem się wkurza, że go nikt nie rozumie, głuchoty głupie. W mowie często zjada końcówki wyrazów, nie robi przerw gdzie wypada żeby ktoś cię zrozumiał.




