!!! Pomoc dla Senny !!!
Administracja
Sulfur, Adirael, Aurora

Wydarzenia
Walentynki
Zadania kwartalne
Obrazek -15°C | Śnieg

Nad wilczą krainą zawisły gęste chmury, z których grubymi płatami sypie się śnieg. W wielu miejscach tworzy on wysokie, ponad półmetrowe zaspy.
Forum w trakcie przebudowy! Zapraszamy na nasz {Discord} po więcej informacji.

Mała zatoczka z rafą koralową

Mozaika naturalnych krajobrazów, od wilgotnych, tropikalnych lasów przez ciepłe, urodzajne morza, aż po rozległe sawanny i spiekane słońcem pustynie. Słońce tu nieustannie praży, kształtując ekosystemy pełne życia oraz wymagające od ich mieszkańców wyjątkowej odporności.
Awatar użytkownika
Angoulême
Adept
Klan Potępienia
<b>Adept</b><br>Klan Potępienia
Posty: 288
Rodzice: Kaimler & Elisabeth
Płeć: Samica
Ciąża: Nie
Siła: 10
Zręczność: 10
Czujność: 10
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 100

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Angoulême »

Szła przez plażę, uważając by nie nadziać się na jeżowce, a miękki i drobny piach przesypywał jej się między palcami, co było w pewnym stopniu satysfakcjonujące. Podreptała do najbliżej znajdującej się bujnej nadmorskiej roślinności, upatrzywszy wcześniej odpowiednie drzewo. Odłupała z niego kawałek kory i sprawdziła, czy da się dostać do środka. W międzyczasie sprawdziła w swej torbie, czy ma jakąkolwiek fiolkę na żywicę, później zaczęła wkręcać się pazurem w głębsze warstwy drzewa, aż w końcu sandarak zaczął płynąć jednostajną strużką, pod którą podstawiła małe szklane naczynie. Zakorkowała je, po czym pełną fiolkę schowała z powrotem do torby.

Obrazek 𝓐𝓷𝓰𝓸𝓾𝓵𝓮̂𝓶𝓮
· · ─ ·✶· ─ · ·
ɪ ᴅᴏɴ'ᴛ ᴡᴀɴɴᴀ ʟᴏꜱᴇ ᴍʏ ᴍɪɴᴅ. ɪ ᴅᴏɴ'ᴛ ᴡᴀɴɴᴀ ʟᴏꜱᴇ ᴍʏꜱᴇʟꜰ.
ᴛᴇʟʟ ᴍᴇ ɪꜰ ɪ ᴄʀᴏꜱꜱᴇᴅ ᴀ ʟɪɴᴇ. ɪ ᴀɪɴ'ᴛ ᴛʀʏɴᴀ ʜᴜʀᴛ ᴍʏꜱᴇʟꜰ.
· · ─ ·✶· ─ · ·
ᴅɪᴅɴ'ᴛ ᴡᴀɴɴᴀ ᴄᴀʟʟ ʏᴏᴜʀ ɴᴀᴍᴇ.
ᴏɴʟʏ ɢᴏᴛ ᴍʏꜱᴇʟꜰ ᴛᴏ ʙʟᴀᴍᴇ, ᴏʜ ʏᴇᴀʜ.
ɪɴ ᴍʏ ᴡᴏʀʟᴅ, ɪɴ ᴍʏ ᴍɪɴᴅ, ᴀʟᴡᴀʏꜱ ʀᴜɴɴɪɴ' ᴏᴜᴛ ᴏꜰ ᴛɪᴍᴇ.
ɪɴ ᴍʏ ʟᴏᴠᴇ, ɪɴ ᴍʏ ʜᴇᴀʀᴛ, ʏᴏᴜ'ʀᴇ ᴛʜᴇ ᴏɴʟʏ ᴋʀʏᴘᴛᴏɴɪᴛᴇ.
ʙᴜᴛ ɪ. ʙᴜᴛ ɪ ᴡᴀɪᴛ ꜰᴏʀ ʏᴏᴜ, ꜱᴛɪʟʟ, ɪ ᴡᴀɪᴛ ꜰᴏʀ ʏᴏᴜ.
· · ─ ·✶· ─ · ·

EKWIPUNEK
Kilka plastrów wędzonej makreli, oprawiony okoń,
kwiaty wrzosu od Łapa, Jagoda Brawury, Marchewka™,
cukierek w kształcie karafki, Dzwonek Szczęścia, piękna
wstążka, ciastko z żurawiną, bransoleta z oszlifowanych
ametystów, fioletowy szal z wietrznej włóczki, kartka z
drzewem genealogicznym, śnieg w słoiku, babeczka
z czekoladą, pluszak przedstawiający Elisabeth, herbatka
"Wzmocnienie", jemioła, świeczka zapachowa "Remedium",
czarny kocyk w białą kratę, pierniczek w kształcie pszczoły,
Superaśny Patyk od Saby, żywica enta

GALERIA | FAMILY ECHO | KARTA POSTACI
Awatar użytkownika
Angoulême
Adept
Klan Potępienia
<b>Adept</b><br>Klan Potępienia
Posty: 288
Rodzice: Kaimler & Elisabeth
Płeć: Samica
Ciąża: Nie
Siła: 10
Zręczność: 10
Czujność: 10
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 100

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Angoulême »

Westchnęła, napawając się ostatni raz urokliwą scenerią i ruszyła przed siebie. /zt

/Koniec zbieractwa — Żywica

Obrazek 𝓐𝓷𝓰𝓸𝓾𝓵𝓮̂𝓶𝓮
· · ─ ·✶· ─ · ·
ɪ ᴅᴏɴ'ᴛ ᴡᴀɴɴᴀ ʟᴏꜱᴇ ᴍʏ ᴍɪɴᴅ. ɪ ᴅᴏɴ'ᴛ ᴡᴀɴɴᴀ ʟᴏꜱᴇ ᴍʏꜱᴇʟꜰ.
ᴛᴇʟʟ ᴍᴇ ɪꜰ ɪ ᴄʀᴏꜱꜱᴇᴅ ᴀ ʟɪɴᴇ. ɪ ᴀɪɴ'ᴛ ᴛʀʏɴᴀ ʜᴜʀᴛ ᴍʏꜱᴇʟꜰ.
· · ─ ·✶· ─ · ·
ᴅɪᴅɴ'ᴛ ᴡᴀɴɴᴀ ᴄᴀʟʟ ʏᴏᴜʀ ɴᴀᴍᴇ.
ᴏɴʟʏ ɢᴏᴛ ᴍʏꜱᴇʟꜰ ᴛᴏ ʙʟᴀᴍᴇ, ᴏʜ ʏᴇᴀʜ.
ɪɴ ᴍʏ ᴡᴏʀʟᴅ, ɪɴ ᴍʏ ᴍɪɴᴅ, ᴀʟᴡᴀʏꜱ ʀᴜɴɴɪɴ' ᴏᴜᴛ ᴏꜰ ᴛɪᴍᴇ.
ɪɴ ᴍʏ ʟᴏᴠᴇ, ɪɴ ᴍʏ ʜᴇᴀʀᴛ, ʏᴏᴜ'ʀᴇ ᴛʜᴇ ᴏɴʟʏ ᴋʀʏᴘᴛᴏɴɪᴛᴇ.
ʙᴜᴛ ɪ. ʙᴜᴛ ɪ ᴡᴀɪᴛ ꜰᴏʀ ʏᴏᴜ, ꜱᴛɪʟʟ, ɪ ᴡᴀɪᴛ ꜰᴏʀ ʏᴏᴜ.
· · ─ ·✶· ─ · ·

EKWIPUNEK
Kilka plastrów wędzonej makreli, oprawiony okoń,
kwiaty wrzosu od Łapa, Jagoda Brawury, Marchewka™,
cukierek w kształcie karafki, Dzwonek Szczęścia, piękna
wstążka, ciastko z żurawiną, bransoleta z oszlifowanych
ametystów, fioletowy szal z wietrznej włóczki, kartka z
drzewem genealogicznym, śnieg w słoiku, babeczka
z czekoladą, pluszak przedstawiający Elisabeth, herbatka
"Wzmocnienie", jemioła, świeczka zapachowa "Remedium",
czarny kocyk w białą kratę, pierniczek w kształcie pszczoły,
Superaśny Patyk od Saby, żywica enta

GALERIA | FAMILY ECHO | KARTA POSTACI
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Ophelia »

Ewent indywidualny: Jajko ognia

Słona nuta wdarła się w powietrze wyraźnie odcinając się od ziemistej woni dżungli. Gdy Ophelia wyszła spomiędzy ostatnich drzew, przestrzeń otworzyła się przed nią szeroko i niemal oślepiająco. Jasne światło odbijało się od piasku i tafli wody, tworząc migotliwą, ruchomą poświatę, do której jej oczy musiały się przyzwyczaić. Zatrzymała się na skraju zatoki. Łagodny brzeg morza rozciągał się w półkolu, otoczony skalistymi zboczami porośniętymi gęstą, nadmorską roślinnością. Pomiędzy skałami kryły się gniazda ptaków, a ich głosy niosły się echem nad wodą, mieszając z cichym szumem fal. Piasek był drobny i jasny, miękki pod łapami, zupełnie inny niż wilgotna ziemia jaką znała z dżungli. Ruda zeszła ostrożnie w dół, testując nowy teren krok po kroku. To miejsce było dla niej równie obce jak wcześniej dżungla. Tu nie było gęstwiny ani cienia, w którym można się ukryć. Przestrzeń była otwarta, odsłonięta, pełna światła i dźwięku. Fale co chwilę zmieniały kształt brzegu, zacierając wszystko, co mogło być śladem. Piasek zapadał się lekko, a drobne kamienie przesuwały pod naciskiem łap. Zaczęła odruchowo szukać punktów orientacyjnych. Najpierw wyłowiła wzrokiem charakterystyczny fragment skały, przypominający wygięty hak. Kilka metrów dalej rosła samotna kępa krzewów o grubych, mięsistych liściach, odporna na słoną bryzę. Jeszcze dalej było płytkie zagłębienie w piasku, gdzie woda zostawała na dłużej, tworząc naturalną, błyszczącą sadzawkę. Zapamiętywała je jedno po drugim. Nie ufała temu miejscu na tyle, by nie mieć zapamietanej drogi powrotu. Dopiero potem wróciła myślami do tropu. Ślady w piasku były nieczytelne, ale nie zniknęły. W jednym miejscu dostrzegła delikatną smugę, jakby coś było przeciągnięte po ziemi, zostawiając za sobą lekko falującą linię. Nie była głęboka, wyglądała, jak ślad ogona albo skrzydła muskającego piasek. Kilka kroków dalej znalazła coś, co przyciągnęło jej uwagę bardziej niż wszystko wcześniej. Niewielkie skupisko odchodów, częściowo już zaschniętych, leżących przy jednym z kamieni. Ophelia schyliła głowę badając je ostrożnie zapachem. Woń była wyraźna, inna niż u ssaków, bardziej ostra, skoncentrowana, z nutą czegoś, co kojarzyło się jej z gadami, które widywała kiedyś na bagnach. Zmarszczyła lekko pysk. Jaszczurka?przemknęło jej przez myśl, choć nie wypowiedziała tego na głos. W odchodach dostrzegła drobne resztki pancerzy owadów i coś, co mogło być częścią skorupki. To nie wyglądało na dietę typowego drapieżnika z lądu. Raczej na coś, co żywi się drobnymi stworzeniami. Rozejrzała się uważnie. W płytkiej wodzie, tuż przy brzegu, zauważyła pierwsze zarysy rafy koralowej. Barwne kształty poruszały się pod powierzchnią, jakby morze skrywało własny, pulsujący las. Ryby przemykały między koralowcami, a coś półprzezroczystego, prawdopodobnie meduza, unosiło się leniwie w prądach. Ophelia poczuła lekkie ukłucie niepewności. To nie był teren, który rozumiała. Woda zmieniała wszystko: zapachy, dźwięki, ślady. Fale mogły zmyć niemal każdy trop, a to, co wyszło z dżungli, mogło równie dobrze wejść do morza. Zbliżyła się do linii fal, uważnie obserwując piasek. W kilku miejscach dostrzegła drobne wgłębienia, jakby coś cięższego osunęło się na chwilę, po czym znów ruszyło. Ślady nie były gwałtowne. Raczej powolne. Nierówne. Zmęczone. Coraz więcej elementów zaczynało do siebie pasować, choć wciąż brakowało najważniejszego fragmentu układanki. Wiedziała już, że śledzi coś, co nie jest ssakiem, porusza się przy ziemi, zatrzymuje się często, bo prawdopodobnie jest ranne i zmęczone. Tylko te ślady skrzydeł jakoś nie pasowały? Nie potrafiła powiedzieć, z czym ma do czynienia. Stała przez chwilę na brzegu zatoki, z jednej strony otoczona jasnym, otwartym światem morza, z drugiej ciemniejszym cieniem dżungli, którą właśnie opuściła. Dwa zupełnie różne światy, a ona stała dokładnie na granicy między nimi, próbując połączyć ślady w jedną historię.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Ophelia »

Ophelia nie zeszła od razu na sam brzeg. Zamiast tego jej uwagę przyciągnęły skaliste zbocza otaczające zatokę — strome, poszarpane, porośnięte niską, twardą roślinnością, która zdawała się trzymać skał na przekór wiatrowi i soli. Między głazami ciągnęły się wąskie szczeliny, półcienie, miejsca, gdzie światło docierało tylko fragmentami. To właśnie tam trop nagle stał się wyraźniejszy. Na suchszej, twardej powierzchni, zapach trzymał się lepiej niż w mokrym piasku obmywanym falami. Ophelia dostrzegła delikatne ślady, drobne rysy, starte osady, jakby coś wielokrotnie ocierało się o skałę, próbując wcisnąć się głębiej. Zapach również był silniejszy. Ten sam, który czuła wcześniej przy odchodach, ale teraz świeższy. Skoncentrowany. Zwolniła instynktownie. Obniżyła się na łapach, kroki stały się jeszcze cichsze. Nie wiedziała co dokładnie znajdzie, ale czuła, że jest bardzo blisko. Każdy kolejny metr był już nie tylko eksploracją, ale też ekscytacją związaną z rozwiązaniem zagadki. Zatrzymała się na krawędzi jednego z większych głazów. Rozejrzała się i wtedy ją zobaczyła. W półmroku szczeliny, częściowo osłonięta przez kamień, leżała zwinięta sylwetka. Nie poruszała się prawie wcale. Jej ciało układało się w ciasny krąg, a w samym jego środku znajdowało się coś jeszcze. Jaśnieszy, owalny kształt, wyraźnie odcinający się od ciemnej skały. Jajko? Samica leżała wokół niego jak żywa bariera, niemal obejmując je całym ciałem. Jej oddech był płytki, nierówny. Co jakiś czas jeden z mięśni drgał, jakby nawet utrzymanie tej pozycji kosztowało ją wysiłek. Ophelia nie widziała jeszcze skrzydeł, były zasłonięte przez kamień i przez samo ułożenie ciała. Widziała tylko fragment pyska, zamknięte oko, nieruchomą szyję. Zwierzątko wyglądało na skrajnie wyczerpane. Ruda obserwowała scenę, nie ruszając się z miejsca. Serce biło jej szybciej. Zdawała sobie sprawę, że jest świadkiem czegoś wyjatkowego. Zaczynała rozumieć determinację stworzenia w ucieczce. Samica jeszcze jej nie zauważyła. Leżała nieruchomo, skupiona wyłącznie na jajku, jakby cały świat poza tą szczeliną przestał istnieć. Dopiero po chwili wzrok Ophelii skupił się na skorupce. Była jasna, delikatnie połyskująca i niepokojąco znajoma. Jej pamięć natychmiast wróciła do dżungli. Do drobnych fragmentów leżących w ściółce, do kruchej, niemal przezroczystej struktury, którą tam zobaczyła. Teraz widziała ją w całości na tym jajku. Identyczny kolor, ta sama faktura, te same subtelne linie na powierzchni. Myśl uderzyła w nią powoli, ale bezlitośnie. Samica uciekając musiała zgubić jedno z jaj albo zmuszona została by je zostawić. Nie była w stanie go ochronić, dlatego teraz tak bardzo pilnowała tego jajka, które jej zostało. Jedyne. To co ruda wzięła w dżungli za ślad jej żerowania, było po prostu resztką tragedii, która wydarzyła się przypadkiem. Ktoś znalazł zagubione jajko i zjadł je. Może to co ją goniło, chociaż nie widziała innych tropów, może jakaś małpa lub ptak. Ophelia poczuła, jak nagłe bolesne zrozumienie ściska ją w klatce piersiowej. Było jej tak bardzo przykro. Wiedziała, że codziennie ginie czyjeś dziecko lub czyiś rodzic. Sama bywała przyczyną czyjeś śmierci. Zwykle starała się o tym nie myśleć, a teraz te myśli ją znalazły. Samica leżała tu z jednym jajkiem, jakby to było wszystko, co jej zostało. Zwinięta wokół niego, zbyt słaba, by się bronić, zbyt wyczerpana, by uciekać dalej, być może przygnębiona tym, że jedno z jej dzieci już nie żyje. Ophelia zaś stała w bezruchu, ukryta za skałą i czuła jak oczy zaczynają ją piec.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Ophelia »

Stojąc w półcieniu, obserwowała samicę. Widziała każdy jej płytki, ledwo zauważalny oddech. Widziała ciało zwiniete dookoła jajka. Sen był luksusem, na który chwilowo sobie pozwoliła, chociaż nie odpoczywała w pełni. Samica nie poruszała się, ale też nie wyglądała na całkiem martwą. Ruda uniosła łapę ocierając oczy. Kamyk pod łapą lekko się przesunął. Samica zareagowała natychmiast. Jej ciało napięło się gwałtownie, a głowa uniosła się z sykiem. Oko, dotąd przymknięte, otworzyło się szeroko, błyszcząc ostrzegawczo w półmroku szczeliny. Z gardła wydobył się niski, chropowaty dźwięk będący ostrzegawczym syknięciem kogoś, kto nie ma już siły walczyć, ale wciąż ma coś do stracenia. Samica nie uciekła.
Nie cofnęła się ani o centymetr. Zamiast tego jeszcze mocniej przycisnęła ciało do jajka, osłaniając je własnym bokiem. Jej ogon drgnął nerwowo, pazury wbiły się w kamień, a całe ciało układało się w desperacką pozycję obronną. Ophelia teraz doskrzegła owadzie skrzydła na grzbiecie samicy. Uszy rudej opadłu lekko na boki, a ogon instynktownie obniżył się do ziemi. Serce biło jej szybciej. Wróciło do niej wspomnienie, echo czegoś, co sama próbowała wyprzeć ze swojej pamięci. Dzień ataku na ich dom, kiedy straciła matkę i brata. Czy jej matka czuła tę samą desperację co ta samica tutaj? Gdzie był jej brat? Nagle poczuła przypływ sympatii i współczucia dla tej samicy. Nie chciała być zagrożeniem, chciała jakoś dac jej znać, że spróbuje pomóc. Cofnęła się pokazując samicy, że jej groźny syk ja odstraszył. Zatrzymała się w bezpiecznej odległości, tak by jeszcze widzieć samicę i jej kryjówkę, ale żeby nie być odbieraną jako zagrożenie. Nie chciała jej prowokować. Nie chciała być kolejnym zagrożeniem w świecie, który najwyraźniej już i tak ją złamał. Samica sykneła jeszcze parę razy. Słabiej, ciszej. Każdy kolejny wydech kosztował ją coraz więcej wysiłku. Jej ciało drżało z wyczerpania. Ophelia dopiero teraz zaczeła sobie zdawać sprawę, że ciemniejsze plamy na łuskach, to nie była jej barwa tylko rany. I wtedy dotarło do niej coś jeszcze. Samica nie ma już dokąd uciec, jej atak to czysta desperacja. Ruda poczuła, jak w gardle zbiera jej się suchość. Zrobiła minimalny ruch głową w dół. Nie była pewna, czy w ogóle powinna tu być. Część jej chciała się wycofać, zostawić to i nie mieszać się. Nie brać na siebie cudzej tragedii. Ale druga część, ta cichsza, uczuciowa, empatyczna czuła więź z tą samicą, z jej cierpieniem i desperacją, z jej walką o dziecko i nie potrafiła już odejść. Widok jajka, identycznego jak te skorupki z dżungli, palił ją gdzieś pod skórą. Głowa samicy opadła odrobinę niżej, ale ciało wciąż pozostawało napięte, gotowe bronić ostatniego, co jej zostało. To była agresja matki, która nawet umierając, nie zamierza się poddać. Ophelia stała tam w ciszy, rozdarta między instynktem, by pomóc a strachem, że każda ingerencja może być już tylko kolejnym ciosem. Patrzyła, czując, że właśnie stanęła na granicy decyzji, która zmieni coś nieodwracalnie i to niezależnie od tego, czy się cofnie, czy zostanie.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Ophelia »

Stała w bezruchu, słuchając nierównego oddechu samicy i własnego serca, które biło zbyt mocno. Syknięcia były słabsze, po chwili zamilkły. Ophelia wytężyła spojrzenie. Widziała jak samica trwała jeszcze jakiś czas w pogotowiu, zanim opuściła głowę kładąc na ziemi. Ruda nie wiedziała co powinna zrobić. Nie miała planu i żaden nie chciał się pojawić. Nie miała doświadczenia z takimi stworzeniami, inne niż polowanie na nie. Powoli cofnęła jedną łapę, bardzo ostrożnie, nie odrywając wzroku od samicy. Potem drugą. Krok po kroku wycofała się za skałę. Odwróciła się i rozejrzała po okolicy. Wśród nadmorskiej roślinności dostrzegła krzew z jasnymi, mięsistymi owocami. Widziała wcześniej w dżungli, że były zjadane przez ptaki i drobne ssaki. Zerwała jeden delikatnie, uważając, by nie uszkodzić skórki. Może to było głupie, może naiwne, a może kompletnie bez sensu, ale to było jedyne co przyszło jej do głowy. Wróciła powoli w stronę szczeliny. Tym razem musiała podejść bliżej. Zatrzymała się w bezpiecznej odległości i bardzo ostrożnie położyła owoc na kamieniu, kilka metrów od samicy. Potem cofnęła się. Samica znów napięła ciało. Jej pysk uniósł się minimalnie, a z gardła wydobył się słaby syk. Ale tym razem nie był już gwałtowny. Jej wzrok przesunął się z Ophelii na owoc. I z powrotem. Nie poruszyła się, oddychała ciężko. Dopiero po dłuższej chwili wyciągnęła głowę o kilka centymetrów, wciąż nie odsłaniając jajka. Zatrzymała się, jakby każdy ruch kosztował ją wysiłek. Wciągnęła powietrze. Zapach owocu musiał do niej dotrzeć, słodki i świeży, zupełnie inny niż zapach krwi i soli. Ruda wycofała się gorączkowo zastanawiając się co dalej. Przypomniała sobie słowa matki, że miód jest dobry. Krzepi, dodaje sił a nawet leczy. Tylko skąd ja mam wziąć miód? Pomyślała. Wróciła też pamięcią do znalezionych odchodów, które sugerowały, że samica mogła żywić się owadami, a niekoniecznie owocami. Zerknęła z wahaniem na szczelinę, gdzie była samica i jej jajko. Musiała odejść, ale nie chciała jej zostawić. Bała się, że zanim wróci samicy coś się stanie. Było jednak coś co mogło pomóc spłoszyć mniejsze drapieżniki. Skuliła uszy. Pomyślała, że to trochę upokarzające. Przysiadła nad piaskiem upuszczając kilka kropel moczu. Wstała rozdrapując łapami piasek. Powtózyła cały zabieg kilka razy w róznych odległościach, tworząc barierę zapachu oddzielającą skałę od plazy i dżungli. Niesamowicie wstydząc się, zawróćiła do dżungli mając nadzieję, że znajdzie jakieś owady.

/zt
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Ophelia »

Ophelia wracała tą samą ścieżką, którą wcześniej opuściła zatoczkę. Skórzasty liść, na którym niosła larwy, trzymała ostrożnie w pysku, starając się nie ściskać go zbyt mocno ale też nie wypluć z obrzydzeniem. Poruszała się wolniej niż zwykle, z głową lekko opuszczoną. Zapach morza uderzył ją jeszcze zanim zobaczyła samą zatokę. Sól, wilgoć, glony i ciepły kamień nagrzany słońcem. Wszystkie te wonie mieszały się w jeden, intensywny aromat, zupełnie inny od ciężkiej, dusznej woni dżungli. Fale były spokojne, niemal leniwe, a pod powierzchnią wody migotały barwne kształty rafy. Nie podeszła od razu. Najpierw rozejrzała się uważnie – po skałach, po niebie, po linii brzegu. Dopiero gdy upewniła się, że nic nowego nie krąży w pobliżu, ostrożnie podeszła bliżej. Samica nadal leżała w tej samej szczelinie, zwinięta wokół jajka. Jej sylwetka była niemal nieruchoma, tylko bok unosił się powoli w rytmie płytkiego oddechu. Ruda podeszła kilka kroków bliżej. Zauważyła, że zostawiony wcześniej owoc jest nie ruszony. Samica drgnęła. Jej głowa uniosła się minimalnie, nozdrza poruszyły się, badając zapach. Ophelia podeszła bliżej, ostrożnie wsuwając liść do szczeliny z samicą. Potem natychmiast się cofnęła. Nie chciała być zbyt blisko za długo. Samica zasyczała cicho, strosząc się i ukazując zęby. Ruda instynktownie cofnęła się, uginając łapy i obniżając sylwetkę. Nie chciała prowokować. Chciała tylko zostawić to, co przyniosła. Samica spoglądała podejrzliwie na liśc i owady, potem na Ophelię i znów na owady. Ophelia kiwnęła do niej pyskiem i odeszła chowając się w półcieniu. Obserwowała samice z daleka czując dziwne, ciężkie ukłucie w klatce piersiowej — coś pomiędzy ulgą a bezradnością.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Ophelia »

Nie została tu długo. Jej myśli krążyły dookoła tego, gdzie można zdobyć miód. Samica była wyczerpana. Ranna. Chroniła jajko kosztem własnych sił. Same larwy były odżywcze, ale potrzebowałą czegoś jeszcze, co pozwoliłoby jej się pokrzepić i odzyskać odrobine energii bez konieczności polowania. Westchnęła cicho, niemal niesłyszalnie. Spojrzała raz jeszcze na linię swoich znaków na piasku, jakby sprawdzała, czy krąg jest wystarczająco szeroki. Potem na skały, na niebo i na dżunglę majaczącą w oddali. Zacisnęłą zeby, podjęła decyzję.
Wrócę — wymamrotała pod nosem, choć nie była pewna, czy mówi to do samicy, czy do siebie. Odwróciła się powoli i ruszyła w głąb lądu, zostawiając za sobą zatoczkę z rafą koralową, ciche fale i jedno kruche życie, którego los zaczynał ciążyć jej bardziej, niż była gotowa przyznać.

/zt
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Ophelia »

Ophelia wracała ostrożnie, wolniej niż wcześniej. Niosła zawiniątko ostrożnie. Co kilka kroków zerkała na boki, jakby spodziewała się, że z gęstwiny wysunie się coś zwabionego miodem. Instynkt podpowiadał jej, że niesie ze sobą coś, co nie powinno podróżować tak otwarcie przez obcy teren. Łapa, którą wcześniej użądliły pszczoły, pulsowała tępo, nieprzyjemnie. Skóra była jeszcze lekko opuchnięta, wrażliwa na każdy dotyk podłoża. Co jakiś czas zwalniała, by ją polizać, szukając w tej sposób ulgi. Nie zatrzymywała się jednak na długo. Kiedy znów poczuła zapach morza, a powietrze stało się chłodniejsze i bardziej wilgotne, napięcie w jej ciele opadło minimalnie. Skaliste zbocza wyłoniły się spomiędzy zieleni, znajome już na tyle, by nie czuła się tu całkiem obco. Zanim zeszła na piasek, przystanęła jeszcze na moment, sprawdzając otoczenie. Upewniwszy się,że jest pusto, poszła prosto do szczeliny. Samica leżała tam, gdzie ją zostawiła. Zwinięta wokół jajka, nieruchoma, zbyt zmęczona, by reagować na każdy dźwięk. Ophelia podeszła powoli, nisko przy ziemi, dając jej czas na rejestrację obecności. Nie chciała jej zaskakiwać. Kiedy była już blisko, ostrożnie rozwinęła korę i wysunęła liść, na którym połyskiwały gęste, złote krople. Zapach miodu natychmiast zmienił powietrze w grocie. Słodki, intensywny, zupełnie niepasujący do surowej, skalnej przestrzeni. Ophelia nim sie odsunęła, zobaczyła jeszcze że jeden z robaków był nadjedzony. Owoc pozostał nie ruszony. Cofnęła się i usiadła z boku. Serce biło szubciej niż zwykle, a ukąszona łapa wciąż lekko drżała. Nie miała pewności czy robi to dobrze, czy miód jest właściwym wyborem i pomoże, nie miała lepszego pomysłu. Teraz pozostało liczyć na to, że samica posili się, odpocznie. Powoli położyła się na piasku. W mroku szczeilny dojrzała czujne oczy samicy. Po raz pierwszy nie patrzyła na nią jak na wroga.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Ophelia »

Ophelia siedziała tutaj już od dłuższego czasu. Nie próbowała się zbliżać bardziej niż pozwalała samica, tylko trwała częściowo leżąc, z łapami podciągniętymi pod ciało, jakby sama chciała zająć jak najmniej miejsca. Samica oddychała płytko. Z każdym wdechem jej bok unosił się coraz słabiej, nierówno, z cichym, chropowatym dźwiękiem. Skrzydło, którego wcześniej Ophelia nawet nie widziała w całości, teraz było wyraźnie widoczne. Leżało częściowo na ziemi, opadnięte, nienaturalnie wykręcone, pokryte zaschniętą krwią i piaskiem. Ruda przyglądała sie temu z niepokojem. Zrobiła wszystko, co przyszło jej do głowy. Szukała pożywienia, ryzykowała użądlenia, przyniosła miód, pilnowała terenu, odpędzała drapieżniki. Nawet teraz została tu i czuwała, czując, że musi zrobić cokolwiek, byle nie siedzieć bezczynnie. Samica poruszyła się nagle. Uniosła głowę, drżącą, jakby ważyła zbyt wiele. Jej spojrzenie na moment skupiło się na Ophelii, nie było w nim agresji, nie było już nawet strachu, tylko zmęczenie. Potem przesunęła pysk w dół. Dotknęła jajka. Delikatnie, ale czule. Tak, jakby bała się je obudzić. Ophelia poczuła, jak coś w niej pęka. Serce ścisnęło się gwałtownie, aż zabrakło jej tchu. Chciała się odezwać, powiedzieć cokolwiek, zachęcić żeby walczyła, nie dla siebie a dla swojego jajka, ale głos ugrzązł jej w gardle, zamienił się w bezdźwięczny skurcz. Samica jeszcze raz nabrała powietrza. Bardzo płytko. I więcej już nie wypuściła. Jej ciało znieruchomiało w pozycji ochronnej, pyskiem opartym o skorupkę, jakby nawet w śmierci nie potrafiła przestać pilnować tego jednego, ostatniego sensu. Jej głowa po chwili opadła, a półotwarte mętniejące oczy niewidzącym spojrzeniem utkwiły w Ophelii. Ruda trwała w bezruchu, uderzona tym widokiem w samo serce. Patrzyła na nią, na jajko, na owady, na owoc, na miód, na wszystkie swoje starania rozłożone na ziemi jak dowody porażki.
Nie… — wyszeptała w końcu, bardzo cicho. — Nie zgadzam się, słyszysz? Przecież… ja… ja naprawdę próbowałam… — łapy zaczęły jej drżeć. Najpierw lekko, potem coraz bardziej, aż musiała oprzeć się o skałę, żeby nie stracić równowagi. Oddech zrobił się nierówny, rwany a oczy piekły i były dziwnie mokre. To uczucie było znajome. Ten sam ciężar w klatce piersiowej. Ta sama bezradność. To samo pytanie, które wracało zawsze: Dlaczego znowu nie wystarczyło? Przed oczami stanęły jej obrazy sprzed czasu, którego nie potrafiła już nawet dobrze umiejscowić. Brat znikający gdzieś w chaosie. Matka, której losu nigdy nie była pewna, a której scena śmierci prześladowała ją we śnie. Wspomnienia urwane w pół zdania, w pół ruchu, w pół życia. Zawsze spóźniona. Zawsze o krok za późno. Zawsze z tym samym uczuciem, że gdyby zrobiła coś inaczej, może świat nie zabierałby jej wszystkiego po kolei. Włosy opadły jej na pysk, który wtuliła w bezuczuciową skałę. Całe ciało drżało. Oparła łapę o skałę wbijając w nią pazury i rysując jej powierzchnię. Czy mogła coś więcej zrobić? Przynieść coś innego? Nie wtrącać się w ogóle? Była myśliwą, nie raz zabijała, zabijała by przetrwać. Czyjegoś syna, córkę, matkę, ojca. Tak było w naturze. W naturze niektórzy giną, by inni mogli żyć. W naturze zostawia się martwych, by byli pozywieniem dla nowego. W naturze nikt nie ratuje wszystkiego. W naturze jajka giną razem z matkami. Tak powinno być. Odwróciła głowe i spojrzała na jajko. Małe jajko w objęciach ciała jego matki. Gdyby Ophelia teraz odeszła, wiedziała, że prawdopodobnie zostanie zjedzone. Może przez mewe, albo jazczurkę, cokolwiek co będzie pierwsze. To byłoby normalne. Właściwe. Tylko, że nie umiała się z tym pogodzić. Nie w tym wypadku. Ofiara matki byłaby daremną. Pomoc jaką starała się udzielić, byłaby bezsensowna. Tkwiła tak nie umiejąc podjąć właściwej decyzji. Do ruchu zmusiła ją przelatująca mewa interesująca się tym miejscem. Lisowata rzuciła się kłapiąc zebami i odganiając ją. Ptak obrazony odleciał ze skrzekiem. Ophelia cofnęła się do szczeliny. Ostrożnie wyciągneła łapę. Lekko musnęła jajko. Poczuła pod opuszkami delikatna skorupkę. Czuła lekkie ciepło, życie, które jeszcze tam było. Spojrzała na martwą już samice z wyrzutem
Nie wiem, co robię. Nie wiem, czy dam radę. Nie wiem nawet, czy powinnam… — mówiła jakby licząc, że ta nagle podniesie głowe i jej odpowie. W końcu zacisnęła zęby. W tymn momencie, wśród zapachu morza, krwi i miodu, nad ciałem martwej samicy podjeła decyzję. Ostrożnie wzięła jej ciałko. Podniosła wyjmując ze szczeliny
Zaopiekuję się Twoim dzieckiem, śpij spokojnie, biegnij do światła — szepnęła. Przytuliła ją do piersi. Jedną z łap wykopała dół, drugą wsadziła martwe ciałko do przygotowanego dołu. Zakopała go, pyskiem przetoczyła kamień by uniemożliwić innym łatwe dostanie się tutaj. Otrzepała łapy. Siegnęła do szczeliny po jajko. Ostrożnie wzieła je i umieściła w zwojach wietrznego szalika, tuż przy swojej szyi, tak by było w cieple i chronione. Gdyby tak Mekonops wiedział jak wielofunkcyjny szalik stworzył, byłby pewnie dumny. Może mu kiedys powie? Rzuciła jeszcze ostatnie spojrzenie na kamień, pod którym spoczywała matka jajka. Odwróciła się i powoli ruszyła w drogę powrotną ściezkami które juz poznała.

/zt
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Libélula
Grzmot
<b>Grzmot</b>
Posty: 20
Płeć: Samica
Siła: 10
Zręczność: 10
Czujność: 10
Wiedza: 20
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 1

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Libélula »

Całkiem możliwe że po prostu szukała cieplejszego miejsca, a tereny Słońca jej się znudziły. W każdym razie znalazła się w najbardziej tropikalnej części świata, ostrożnie zatrzymując się przed morzem. Podeszła powoli i zamoczyła ledwo łapę, żeby sprawdzić czy woda nie była zimna. Uśmiechnęła się i rozłożyła skrzydła, machnęła nimi kilka razy. Nadal wierzyła że znajdzie kogoś, kto będzie w stanie ją nauczyć jak wzlecieć w powietrze. / Threthon
Awatar użytkownika
Threthon
Cień
Enervateyrral
<b>Cień</b><br>Enervateyrral
Posty: 316
Rodzice: Tiave x Raim
Płeć: Samiec
Ciąża: Nie dotyczy
Siła: 42 (12+30)
Zręczność: 40 (10+30)
Czujność: 40 (10+30)
Wiedza: 23
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 24
Profesje: Tropiciel [1]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Threthon »

Musiał przejść całkiem spory kawałek, żeby znaleźć sie w tej części krainy. Co go tutaj przyciągało? Sam nie wiedział, ale może zaraz się dowie. Spacerował sobie brzegiem, swobodnie bujając kitą na boki, aż w którymś momencie nie poczuł potężnego ukłucia gdzieś w okolicach prawego pośladka. Obejrzał się gwałtownie, ale zanim zdążył zrobić cokolwiek więcej to strzelająca w niego paskuda zniknęła. Warknął tylko pod nosem i poczuł sie trochę skołowany. Tak to zdecydowanie było to. Przeszedł jeszcze kilka kroków i wtedy zobaczył ją. Skrzydlatą piękność. Cholera, chyba właśnie spotkał anioła.

Libélula
𝓣𝓱𝓻𝓮𝓽𝓱𝓸𝓷
Why would you let this voice set in your head?

⋆♱✮♱⋆
ZAPACH: Krew
𝚁𝙾𝙳𝚉𝙸𝙽𝙰: 𝚁𝚊𝚒𝚖𝚔𝚑𝚊𝚊𝚛𝚞𝚗 𝚡 𝚃𝚒𝚊𝚟𝚎.
𝙿𝙰𝚁𝚃𝙽𝙴𝚁: Asmodeus
Catch the fire burning out your soul
Just make it die or you will turn it all

To ashes and blood

⋆♱✮♱⋆
KARTA POSTACI x EKWIPUNEK

Obrazek
Awatar użytkownika
Libélula
Grzmot
<b>Grzmot</b>
Posty: 20
Płeć: Samica
Siła: 10
Zręczność: 10
Czujność: 10
Wiedza: 20
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 1

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Libélula »

Bezczelny ktoś, kto ubódł Threthona w pośladek, potrzebował dla niego pary. Akurat tak się złożyło, że napatoczyła się Libelula, która dostała zaraz strzałką przez ramię, aż podskoczyła i pisnęła z przestrachem. Szybko zaczęła się rozglądać za sprawcą zamieszania, ale Kupidyn zdążył się już ewakuować, a jej spojrzenie padło na białogrzywego wilka. Przechyliła lekko głowę. Był zabójczo przystojny, z tymi kontrastującymi kolorami. Uśmiechnęła się do niego najbardziej uroczo jak umiała. Jego czerwone oczy nie wydały jej się przerażające, może akurat przesłaniała je grzywka?
— Pomyślała bym, że to ty mnie czymś ukłułeś, ale chyba to niemożliwe? — spytała po prostu.
Strzałka w międzyczasie zniknęła, rozmywając się w różowej, słodko pachnącej mgiełce. Ale ona już tego chyba nie zauważyła za bardzo zajęta podziwianiem piękna Cienistego. / Threthon
Awatar użytkownika
Threthon
Cień
Enervateyrral
<b>Cień</b><br>Enervateyrral
Posty: 316
Rodzice: Tiave x Raim
Płeć: Samiec
Ciąża: Nie dotyczy
Siła: 42 (12+30)
Zręczność: 40 (10+30)
Czujność: 40 (10+30)
Wiedza: 23
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 24
Profesje: Tropiciel [1]

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Threthon »

Zamrugał kilka razy, jakby próbował sobie wszystko poukładać w głowie, ale to, że w jego mózgu panował teraz jeden wielki bałagan niczego mu nie ułatwiało. Gapił się więc na nieznajomą, z wielkim znakiem zapytania wypisanym na mordzie. On miałby ją ukłuć? Za daleko stał, więc nie miałby nawet jak sięgnąć. Chyba, że mocno by się postarał.
— Nie, nie, ale jeśli ten ktoś spróbuje to zrobić drugi raz to będzie miał ze mną do czynienia.— Rycerz, kto by się spodziewał? I to w dodatku zrobił się taki względem samicy, a to kompletna nowość.
— Jak ci na imię?

Libélula
𝓣𝓱𝓻𝓮𝓽𝓱𝓸𝓷
Why would you let this voice set in your head?

⋆♱✮♱⋆
ZAPACH: Krew
𝚁𝙾𝙳𝚉𝙸𝙽𝙰: 𝚁𝚊𝚒𝚖𝚔𝚑𝚊𝚊𝚛𝚞𝚗 𝚡 𝚃𝚒𝚊𝚟𝚎.
𝙿𝙰𝚁𝚃𝙽𝙴𝚁: Asmodeus
Catch the fire burning out your soul
Just make it die or you will turn it all

To ashes and blood

⋆♱✮♱⋆
KARTA POSTACI x EKWIPUNEK

Obrazek
Awatar użytkownika
Libélula
Grzmot
<b>Grzmot</b>
Posty: 20
Płeć: Samica
Siła: 10
Zręczność: 10
Czujność: 10
Wiedza: 20
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 1

Mała zatoczka z rafą koralową

Post autor: Libélula »

Zaśmiała się czarująco kiedy basior obiecał jej ochronę. Zamrugała nawet rzęsami, ale że nie była raczej typem uwodzicielki to mogła wyglądać jak jakaś chora na umyśle choć wcale nie to było jej zamiarem. Pokonała w kilku susach dzielącą ich odległość, by sobie usiąść naprzeciwko niego. Teraz widziała w pełnej okazałości szkarłatne oczy. Były piękne, jak dwa rubiny czy inne drogocenne kamienie. Aż sobie mordę rozdziawiła z podziwem. I te mięśnie! Cholera, przystojniak z niego!
— Libelula — przedstawiła się z uśmiechem.
— Ale możesz dowolnie skracać, pewnie jakbym miała przyjaciół to by skracali. Może... Li? Lib? Lula? Ach, jest tyle możliwośći! — zawołała wesoło i klasnęła w łapy.
— A ty mój najwspanialszy? Jak masz na imię? / Threthon
ODPOWIEDZ

Wróć do „Upalne Tropiki”