Dopiero napotkanie zapachu Kaimlera wyrwało go z zamyślenia. Spojrzał na ziemię, rozejrzał się, zorientował, że to jakiś obcy teren, po czym — podążył za tropem, zainteresowany co też Khamul robi w takim miejscu.
Wszedł na wzgórze i ujrzał upiora... w towarzystwie jakiegoś szczeniaka, dwóch wilczyc i kolorowogrzywego dziwoląga. Na jakieś szemrane interesy to nie wyglądało... Na towarzystwo do picia też nie.
— Agito Khamul Aran Kaimlerze — przywitał się, po czym zerknął na resztę towarzystwa.
— Agito — rzucił im też, choć raczej nie należeli do Klanu Potępienia.
















































