Strona 4 z 4

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 8:25
autor: Morrigan
nie wiedziałam czym jest duch, ale Riskikoi natychmiast wyjasnil. zaraz, to po śmierci wilki po prostu nie robiły pff czy coś? Morrigan zrobila dziwną minę. Tym bardziej gdy to to mglista. duch. zaczęło gadać o przedmiotach które są wiatrem.
— wiatr to wiatr, jak przedmiot może byc wiatrem? — zapytała przekrzywiają łeb i patrząc w pełnym, autentycznym zdziwieniu- tak to ten... — spojrzała na skrzydło Riskikoia i bez pytania pociągnęła je pyskiem, by jedno rozsunąć- pióro może? no bo skrzydła, to lata czy coś, no nie? — Zapytała z pelnym pyskiem

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 10:32
autor: Riskikoi
Rizz aż szarpnął skrzydłem, czując wyraźne szarpnięcie bólu. Zamarł na chwilę, patrząc na Morrigan z miną, jakby właśnie próbował pojąć, czy ona naprawdę to zrobiła.
Ty… właśnie wyrwałaś mi pióro. — powiedział powoli, cedząc każde słowo z niedowierzaniem. — Morrigan, na Zefira… ja mówiłem, żeby znaleźć coś związanego z wiatrem, nie mnie. — Zanim zdążył dodać coś jeszcze, duch rozjarzył się jasnym, chłodnym blaskiem. Mgła wokół niego poruszyła się jak od podmuchu, wirując, jakby właśnie wdychała nową porcję życia.
Pióro! — zawołał z entuzjazmem, jego głos zadźwięczał echem między skałami. — Wilcze pióro, noszące wiatr w swych włóknach! Pierwszy z pięciu przedmiotów! — Zawołał zachwycony duch, który chwilę później uniósł pióro w powietrze, tak to samo, które Morrigan właśnie wyrwała, a wokół niego zakręcił się subtelny strumień powietrza. Przez moment pióro zawirowało, jakby tańczyło z wiatrem, po czym delikatnie opadło przed wilkami, lśniąc srebrnym światłem. Ryszard wypuścił powietrze przez nos, powoli, z tą swoją niezmiennie zrezygnowaną miną.
No świetnie. Duch szczęśliwy, ty też. — mruknął. — A ja mam dziurę w swym
upierzeniu.
— Dodał, składając skrzydła i zerknął na nią kątem oka, z lekkim przekąsem.
Dobra robota, Morrigan. Następnym razem może po prostu powiedz, że chcesz mnie skalpować w imię dobra duchów, żebym chociaż się przygotował. — Prychnął.

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 10:38
autor: Morrigan
— I co marudzisz jakbym cię na rosół oskubala? przeżyjesz i znów będziesz mógł sie bawić w barach czy coś- powiedziała przewracając oczami i nawet nie patrząc na poszkodowane skrzydło Riskikoia — dobra! to jeszcze jakieś cztery, ale co właściwie jest wietrznego? Nie wiem, złapać Ci do słoika trochę bryzy czy coś, upolować jakieś pisklęta... serio nie wiem co, mysl trochę! — zwróciła sie do samca nagle, jakby nic nie robil

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 10:54
autor: Riskikoi
Bryza w słoiku? — powtórzył z rozbawieniem, unosząc brew. — Tak! To jest pomysł! — parsknął śmiechem i potrząsnął łbem, jakby sam siebie chciał zganić za to, że na to nie wpadł. — Genialne, Morrigan. Naprawdę. Tylko… — zawahał się, zerkając na nią z lekkim przekąsem. — Ty przypadkiem masz ten słoik? Bo jeśli nie, to będziemy gonić wiatr gołymi łapami, a to nawet jak na nas brzmi idiotycznie. — Dokończył, a zza ich pleców rozległ się cichy, melodyjny śmiech. Duch unosił się kilka łap nad ziemią, a jego mglista sylwetka zdawała się migotać w rytm powiewu wiatru, jakby naprawdę był z niego utkany.
Bryza w słoiku… och, jakież to przewrotne! — zamruczał z rozbawieniem, zacierając niematerialne łapy. — Tak, to będzie… doskonały dar dla wiatru!

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 11:05
autor: Morrigan
— nie mam, ale jest pewnie masa miejsc gdzie można je znalezc. jakąś kuchnia, bar, strych, czy coś- mowila, marszczac brwi w zamyśleniu i tupiac ogonem o ziemię — łapanie łapami nie byłoby głupie ale ulotne, bo raczej pan duch tu o chce to na dłużej niż pół sekundy... — kiwnela pyskiem — mogę sprawdzić u siebie w domu. jakis inny pomysł?

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 11:53
autor: Riskikoi
Próbował ją trochę ubodlić, ale nie dała się. Zatem i on nie ciągnął tego temartu dalej w ten sposób. Samiec po prostu słuchał wywodu Morri w milczeniu, z lekko uniesioną brwią. Spojrzał na Ducha, który wciąż krążył w pobliżu, nie spuszczając z niego widmowego wzroku. Widocznie to on był jego aktualnym „gospodarzem”.
Dobra — powiedział stanowczym, ale cichym tonem, odcinając wszelkie dalsze rozważania teoretyczne. — Schodzimy ze szczytu. Nie ma sensu tracić czasu tu na szczycie. Jeśli duch potrzebujemy znaleźć słoik, w który wpakujemy bryzę to ruszajmy. — Riskikoi kiwnął pyskiem w dół, w kierunku terenów klanu natury.
Widziałem taki jeden słoik na wiatr. Nie, nie żartuję. Jakiś czas temu, w barze. Jest szansa, że nadal tam stoi, jako głupi element dekoracji. — Obrócił się na pięcie, gotów ruszyć w dół szlakiem. Nie było sensu zwlekać. Im szybciej pomogą duchowi, tym lepiej. Nie marnował czasu. Decyzja została podjęta i teraz liczyło się tylko efektywne wykonanie. Zbocze Alf było strome i pełne zdradzieckich kamieni, ale dla niego stanowiło to raczej wyzwanie do pokonania niż przeszkodę. Odbijał się od skalistych półek z siłą, która pozwalała mu na krótkie, kontrolowane szybowanie w dół, zamiast na uciążliwe truchtanie. Każdy skok był długi i precyzyjny, skracający dystans do doliny z zaskakującą szybkością. Mimo skupienia na nierównym terenie, nie mógł nie zauważyć obecności pasażera. Duch nie trzymał się kurczowo jego futra, ale wił się w jego bezpośredniej bliskości, zachowując się jak szczeniak na pierwszej wyprawie. A im wyżej i dłużej Riskikoi utrzymywał się w powietrzu, tym widmo stawało się bardziej radosne.
U-L-O-T-N-O-ŚĆ! — rozległo się w jego głowie, a jednocześnie przez futro przeszedł go nagły, dziwnie chłodny dreszcz, jakby ktoś otworzył lodówkę w środku lata. — O-TO-TEN-Z-A-C-H-W-Y-T!
Przy kolejnym, szczególnie długim susie, w którym Riskikoi pokonał kilkanaście metrów, ledwo dotykając ziemi, Duch uniesiony entuzjazmem wystrzelił z jego boku w górę, osiągając maksymalną wysokość, jaką mógł, bo nie więcej niż pół metra nad głową wilka i wpadł w wir czystej, wietrznej euforii.

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 12:00
autor: Morrigan
ok, ok. Morrigan nadal byla w pewien sposob obrażona na Riskikoia. i naprawdę byla zla. Chciala być zla. Ale widok jak samiec szybował w dół z pomocą susów, mimo wszystko sprawiała ze Morrigan zrobila le gasp. Ona sama rzecz jasna nie mogła szybować. fałd skóry tez nie miała, więc nie mogła sie bawić w latającą wiewiorke, zamiast tego... ryzykownie, jak to Morrigan zresztą, zaczęła zbiegać w dół, skacząc ze skalnej półki na półkę. Było szybko, szaleńczo i niebezpiecznie, ale jakos tak świst wiatru w uszach i pęd łap nad którym nie panowała sprawił, ze aż zapiszczała radośnie.

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 12:05
autor: Riskikoi
Widmo, które było w ekstazie z powodu skoków Riskikoi, nagle zwróciło uwagę na Morrigan. Zaczęło wirować wokół niej, a jej szaleńczy pęd w dół góry wywołał w nim widmowy rechot.
T-A-K! S-Z-Y-B-K-O-Ś-Ć! O-C-Z-Y-W-I-Ś-C-I-E W-O-L-Ę S-U-S-Y P-O-D-W-I-K-I-E-M T-E-N-T-O, ale Z-A-D-Y-M-A jest C-Z-Y-M-Ś, co szanuję! — Duch gwizdnął tuż przy jej uchu, a Morrigan poczuła silny, ale niematerialny podmuch, który popchnął ją nieco do przodu, ale też o dziwo pomógł jej utrzymać kurs na niestabilnym kamieniu. Gdy teren w końcu się wyrównał, wskazał pyska na ledwo widoczną, zdeptaną ścieżkę, która z pewnością prowadziła do tereny klanu natury. Ruszyli.

/zt

Szczyty Alf

: 06 lis 2025, 12:12
autor: Morrigan
trochę zdyszany ale w dobrym sensie, Morrigan biegła ścieżką, nie zwalniając bo trochę nie miała jak, śmiejąc sie wraz z duchem.

z/t

Szczyty Alf

: 10 lis 2025, 23:04
autor: Mizrak
/zbieractwo: topaz

Oj chyba wędrowanie mu się spodobało bo oto znowu postanowił zapuścić się w góry i poszukać co nieco. Tym razem wydawało się, że będzie mniej marudny. Może. Standardowo wyposażony w mały kilof i torbę przemierzał szczyty, rozglądając się za miejscówką do wydobywania. Cisza dookoła pozwalała mu się rozluźnić, nie czuł też żeby ktoś go śledził, więc powinien mieć spokój. Wydobędzie co chce i sobie pójdzie.

Szczyty Alf

: 10 lis 2025, 23:44
autor: Mizrak
Usiadł w końcu przy jednej ze skał i mozolnie zaczął ją obłupywać. Szukanie minerałów było okropnie upierdliwe, ale miał nie narzekać, więc skupił się na tym, żeby niczego nie rozwalić. Jakby spędził tutaj czas tylko po to, żeby wydobyć coś co się do niczego nie nadaje to sam walnął by się w łeb.

Szczyty Alf

: 11 lis 2025, 0:27
autor: Mizrak
Zebrał co planował zebrać i zmył się stąd.

zt

Szczyty Alf

: 12 sty 2026, 1:25
autor: Vorni
Zapada powoli zmierzch. Podnóża szczytu powoli zapadają się w cieniu nocy, gdzie jedynie księżyc wydaje się obserwować co dzieje się w dole. Coś jednak rozrywa ten spokój. Ziemia nasiąknięta świeżą krwią. Kłębki futra podróżujące z wiatrem. Zakrwawione ciało, rozerwane, rozszarpane leży na ziemi. Obok drugie, mniejsze, smuklejsze, niegdyś może i nawet piękniejsze, ale równie okaleczone i zbeszczeszczone. Trzy ciała jednak jedno tylko wciąż oddycha. Jedno najmniejsze i wyglądające bardzo podobnie co dwa ciała lecz czyste i nienaruszone. Ciało całe ,ale coś innego w nim zupełnie złamane.

Mały biało-czarny-błękitny kłebech skryty w krzakach nieopodal masakry. Patrzy cały czas w to samo miejsce. Pomimo upływu minut a później godzin wciąż ma ten sam otępiały i przerażony wzrok jakby to co się wydarzyło wcześniej wciąż trwało. W jego umyśle pojawia się ten sam obraz. Czarne skrzydła. Rogi jak u demona. Wzrok, czerwony i pozbawiony jakichkolwiek innych emocji niż gniew.

Kły i pazury rozrywają ciało z taką łatwością jakiej nigdy oczy małego szczeniaka nie widziały. Rozprawiając się z jednym ciałem przechodzi do wciąż żywej samicy. Brutalnie wykorzystana a potem zabita z takim samym okrucieństwem. Dla tej diabelskiej istoty to mogło być cos normalnego dla małego szczeniaka to śmierć czegoś w nim co już nie powróci.

Szczyty Alf

: 12 sty 2026, 20:12
autor: Musta Yö
raz na jakiś czas lubiła przejść się w góry, także te na wolnych terenach. O tym szczególnym paśmie czytała jakiś czas temu interesującą legendę, a że ostatnio lubiła samodzielnie sprawdzać zasadność tego, co znajdowała w książkach, chętnie wykorzystała wolną chwilę by przejść się na ziemie wspólne.
Na wycieczkę wybrała się wieczorem, bo chociaż góry zimą bywały zdradliwe zwłaszcza w nocy, jej drogę przecież zawsze oświetlały gwiazdy. I być może to one, zrządzeniem losu, postawiły na jej drodze przerażone szczenię.

Widząc leżące w oddali zakrwawione ciała, zatrzymała się na moment, a potem przyspieszyła. Podobne widoki nie były szczególnie częste, ale nie można powiedzieć, że się nie zdarzały, więc sam fakt, że ktoś tam ewidentnie stracił życie nie był aż tak wstrząsający. Szamanka musiała jednak wiedzieć, że nie był to ktoś z Księżycowych.
Po dłuższych oględzinach, Musta była już pewna, że to nie żaden z jej braci. To jej wystarczało — zamartwianie się nad utraconym życiem nic by przecież nie dało, a nie jej rolą było mścić się za nieznajomych. Nawet jeśli miała wrażenie, że wie kogo może obstawiać jako napastnika.
Już miała odchodzić, gdy dostrzegła że najmniejsze ciałko — to, na które nie zwróciła w pierwszej kolejności uwagi, wciąż oddycha. Trąciła je delikatnie nosem. To zmieniało postać rzeczy.
Zdjęła pyskiem kocyk, w który była odziana, jak zawsze podczas swoich podróży. Właściwie nie musiała nawet tego robić, materiał sam zsuwał się już z jej pleców, najwyraźniej czując kolejne istnienie w potrzebie ciepła. Zaraz owinął szczeniaka szczelnie, choć nie przyduszająco, zupełnie jak gdyby chciał się przytulić.
Hej. — szepnęła, schylając pysk — Hej, spójrz na mnie. Chodź. — tyknęła go nosem — Chodź, idziemy do domu.
Być może nie było to najbardziej naturalne co można powiedzieć komuś w szoku, ale jeśli maluch miał przeżyć, nic nie pomoże wspólne rozczulanie się nad jego tragedią.

Szczyty Alf

: 13 sty 2026, 0:32
autor: Vorni
Szczeniak nie odpowiadał, jednak koc owinięty ciasno na jego małym ciele zdawało się go uziemiać. Jedyna znajoma rzecz ciepła i troski, która sprawiła, że przynajmniej przestał się trząść. Duże ślepia błyszczące od niewylanych łez spojrzały na nieznajomą wilczyce, która jako pierwsza zapewniła mu choć namiastkę bezpieczeństwa w obliczu życiowej tragedii.

Szczeniak pomimo traumy podchodzi do ciała matki. Trąca ją pyszczkiem oczekując tak mu znanej reakcji jednak nic takiego nie wydarzyło. Ciało, które jeszcze poprzedniego dnia było ostoją ciepła i bezpieczeństwa było teraz zimne i nieruchome. To było ostatnie pożegnanie po czym z plamami krwi na pyszczku podbiegł szybko miedzy łapy wilczycy mając wciąż na sobie jej kocyk. Szczeniak wtula się w jej futerko jakby bał się że zaraz znowu poczuje jedynie strach i chłód.

Szczyty Alf

: 13 sty 2026, 13:02
autor: Musta Yö
nie ponaglała go, pozostawiając czas na reakcję. Maluch miał zapewnione ciepło, a to było najważniejsze w tym momencie. Mieli czas, a nawet jeśli wilk odpowiedzialny za tą masakrę był jeszcze w pobliżu... no cóż, mógłby się bardzo zdziwić gdyby próbował swoich sił z Mustą.
Obserwowała go, gdy podchodził do matki. Nawet nie próbowała go powstrzymać, był już trochę za duży by udawać że ten dzień nigdy nie miał miejsca, a trawienie w nieskończoność myśli, że może jeszcze dało się coś zrobić, wiązało by go jeszcze długie lata. Jeśli miała go uratować, musiał zaakceptować rzeczywistość. Tak jak kiedyś zrobił to Niule, chociaż on miał o nieba łatwiej.
Ze smutkiem patrzyła, jak dotyka pyszczkiem nieruchomego ciała. Zbyt dużo czasu minęło odkąd ona straciła swoich rodziców, by sama to jeszcze rozpamiętywała emocjonalnie, ale ten widok wyciągnął na wierzch dawno zapomnianą przeszłość. Uczucie straty, tęsknoty, zagubienia. Samo uczucie — bo ich pysków już całkiem nie pamiętała.
Otrząsnęła się z tych myśli, gdy tylko do niej wrócił. Uśmiechnęła się delikatnie, jak gdyby chciała mu w ten sposób powiedzieć "wszystko będzie w porządku, zobaczysz", a gdy się wtulił, zgarnęła go brodą bliżej. Nie każda historia zaczyna się szczęśliwie.
Dała mu chociaż tą chwilę na szukanie pocieszenia w jej obecności, ale zaraz i tak musiała się odsunąć. Zaraz będzie tu całkowicie ciemno a chociaż dla niej noc w górach nie brzmiała jeszcze tak najgorzej, teraz miała pod opieką życie o wiele bardziej kruche.
Musimy iść. Idziemy. — powiedziała, lekko trącając go nosem, a potem pyskiem wskazując kierunek. Połowa jej wypowiedzi brzmiała na pewno jak dziwny szorstki bełkot, ale Szamanka chciała od razu oswajać go z Ithilyelve. Był jeszcze wystarczająco młody, by zostać Księżycowym z krwi i kości. Tak jak ona kiedyś.
Był już dla niej trochę za duży by nosiła go jak Niulego, więc po prostu nieśpiesznie ruszyła przed siebie, upewniając się, że młody podąża za nią. Tereny klanowe były jeszcze godziny drogi stąd, więc nie spodziewała się zajść tam przed wschodem, ale góry musieli opuścić jak najszybciej.

//zt

//na niebiesko zaznaczam wypowiedzi w języku KK

Szczyty Alf

: 16 sty 2026, 0:32
autor: Vorni
Vorni idzie trzymając się blisko Musty. Jej kocyk jest jedynym źródłem ciepła i bezpieczeństwa jaki widzi podróżując razem z nią. Pomimo długiej wędrówki, szczeniak stara się dotrzymać jej kroku chcąc zostawić ciemność za sobą jak najszybciej. Wzrok młodego wilka wydaje się nieobecny starając się przetworzyć co się stało wcześniej. Jednak na chwile uwagę Vorniego pochłaniają słowa Musty. Słowa, które wydają się obce dla niego, lecz czuje w nich troskę.
-Rogi, skrzydła, czerwone oczy, czarny. Co to było?
Mówi rozmytym głosem, starając się pojąc co widział. Czy to były istoty o, których opowiadała mu mama przed snem, żeby nigdy nie chodził w nieznane miejsca.