!!! Pomoc dla Senny !!!
Administracja
• Sulfur, Adirael, Aurora
Wydarzenia
• Walentynki
• Zadania kwartalne
• Sulfur, Adirael, Aurora
Wydarzenia
• Walentynki
• Zadania kwartalne
![]() |
-15°C | Śnieg Nad wilczą krainą zawisły gęste chmury, z których grubymi płatami sypie się śnieg. W wielu miejscach tworzy on wysokie, ponad półmetrowe zaspy. |
Forum w trakcie przebudowy! Zapraszamy na nasz {Discord} po więcej informacji.
Fiołkowy Płaskowyż
- Musta Yö
- Szaman
Nova
- Posty: 272
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 40 [5+35]
- Zręczność: 43 [8+35]
- Czujność: 45 [10+35]
- Wiedza: 30
- Życie: 83 (19.09)
- Energia: 70 (13.01)
- Punkty Doświadczenia: 56
- Profesje: Mentor [1]
Fiołkowy Płaskowyż
//Fenrárr jeszcze dopisz sobie gdzie Ci HP ujęło, bo oboje zapomnieliśmy xd
pozostawiona z myślami powoli żuła mięso. Wtedy też uświadomiła sobie, że w sumie nie ma pojęcia jak oskórować owcę. Mozolnie rozpoczęła wygryzanie wszystkiego od wewnątrz tak, by od strony grzbietowej i bocznej została tylko skóra. Naturalnie nie wszystko to nadawało się do zjedzenia więc część zwyczajnie wypluwała. Potem przez dłuższy czas mocowała się z przegryazaniem wełny by 'wyciąć' fragment, który wcześniej od środka oczyściła.
Wtedy też zauważyła, że część krwi nie należy nie do zwierzęcia, a do niej samej. Aaah, musiała skaleczyć się podczas biegu za owcą (-16PŻ) i po prostu w emocjach tego nie zauważyć.
Wylizawszy łapę, zgarnęła ze sobą owcze runo i ruszyła w stronę terenów KK.
//zt
pozostawiona z myślami powoli żuła mięso. Wtedy też uświadomiła sobie, że w sumie nie ma pojęcia jak oskórować owcę. Mozolnie rozpoczęła wygryzanie wszystkiego od wewnątrz tak, by od strony grzbietowej i bocznej została tylko skóra. Naturalnie nie wszystko to nadawało się do zjedzenia więc część zwyczajnie wypluwała. Potem przez dłuższy czas mocowała się z przegryazaniem wełny by 'wyciąć' fragment, który wcześniej od środka oczyściła.
Wtedy też zauważyła, że część krwi nie należy nie do zwierzęcia, a do niej samej. Aaah, musiała skaleczyć się podczas biegu za owcą (-16PŻ) i po prostu w emocjach tego nie zauważyć.
Wylizawszy łapę, zgarnęła ze sobą owcze runo i ruszyła w stronę terenów KK.
//zt
![]() |
Nieduże to, niemal o szczenięcej aparycji. Na ogół popyla szczelnie owinięta w Kocyś~ v Czy na fabule Musta ma kocyś? v |
I was in love with Chaos
#Aparycja: opis tutaj (zarezerwowane: av)
#Eq: okarynka od Sulfura; Zwój "Sfinksowe Zagadki";
Księga "Geografia Wilczej Krainy", ucho sarny
#Umiejętności:
[w przeciwieństwie do większości wilków, jest lubiana przez Sulfura]
(czasem też gada z przedmiotami i gryzie za 4pż jeśli trzeba)
- Estela
- Nowicjusz

- Posty: 128
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 10
- Zręczność: 10
- Czujność: 15
- Wiedza: 15
- Życie: 100/100
- Punkty Doświadczenia: 11
- Profesje: Myśliwy [1]
Fiołkowy Płaskowyż
// polowanie: dorosła mysz 2 3 3
Po ostatnim polowaniu zdecydowała się na udanie się w bardziej... Suche miejsce. Fiołkowy Płaskowyż zdawał się być idealnym miejscem aby zapolować na coś niedużego. Wysoka trawa zapewne skrywała wiele zwierzyny, ale utrudniała też jej wypatrzenie. Dobrze, że wilki miały dobry węch, to zdecydowanie powinno ułatwić zadanie. Skryła się w wielkiej trawie i zaczęła węszyć przy ziemi. Wyczuwała zapach swojej potencjalnej ofiary — myszy.
Po ostatnim polowaniu zdecydowała się na udanie się w bardziej... Suche miejsce. Fiołkowy Płaskowyż zdawał się być idealnym miejscem aby zapolować na coś niedużego. Wysoka trawa zapewne skrywała wiele zwierzyny, ale utrudniała też jej wypatrzenie. Dobrze, że wilki miały dobry węch, to zdecydowanie powinno ułatwić zadanie. Skryła się w wielkiej trawie i zaczęła węszyć przy ziemi. Wyczuwała zapach swojej potencjalnej ofiary — myszy.
Karta Postaci
Rzeczy z kalendarze nieadwentowego (ogarnę potem xD)
- Estela
- Nowicjusz

- Posty: 128
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 10
- Zręczność: 10
- Czujność: 15
- Wiedza: 15
- Życie: 100/100
- Punkty Doświadczenia: 11
- Profesje: Myśliwy [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Dobrze, że dziś był w miarę wietrzny dzień, gdyż falująca trawa tworzyła szum, który zagłuszał jej kroki. To pozwalało jej na zakradnięcie się do ofiary, wiedziona jej zapachem wciąż parła do przodu. Nie widziała jej jeszcze, chociaż wytężała wzrok. Woń jednak była coraz intensywniejsza więc czuła, że zaraz za którymś źdźbłem trawy zmierzy się oko w oko ze swoim celem.
Karta Postaci
Rzeczy z kalendarze nieadwentowego (ogarnę potem xD)
- Estela
- Nowicjusz

- Posty: 128
- Płeć: Samica
- Ciąża: Nie
- Siła: 10
- Zręczność: 10
- Czujność: 15
- Wiedza: 15
- Życie: 100/100
- Punkty Doświadczenia: 11
- Profesje: Myśliwy [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Trawa trąciła ją po nosie, prowokując kichnięcie, ale powstrzymywała się. Nagle uderzyła ją mocna woń myszy, więc wystrzeliła do przodu, robić niemały szum. Jej bursztynowe oczy dostrzegły szarą sierść celu. Łapą udało się jej docisnąć długi ogon myszy, która pisnęła przerażona. Wtedy otworzyła pysk i zatopiła zębiska w unieruchomionym celu. Mysz była niewielka, więc zmieściła się w całości w jej paszczy. Raczej nie był to posiłek godny wielkiego łowcy, ale lepsze to niż nic.
Rozejrzała się po okolicy, po czym czmychnęła stąd.
/zt
Rozejrzała się po okolicy, po czym czmychnęła stąd.
/zt
Karta Postaci
Rzeczy z kalendarze nieadwentowego (ogarnę potem xD)
- Mekonops
- Wilczar
Dzikość
- Posty: 696
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 30 (10 + 20)
- Zręczność: 30
- Czujność: 30 (10 + 20)
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 80 (IX)
- Punkty Doświadczenia: 55
- Profesje: Tkacz [1], Rzemieślnik [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Mekonops, jak to na orkana przystało, lubił jesień i lubił miejsca, w których najłatwiej spotkać Wiatr. Dlatego ciągnęło go do miejsc położonych wysoko, nie osłoniętych zbytnio drzewami. Tutejszy płaskowyż wydawał się więc miejscem idealnym, aby odpocząć choć chwilę, zebrać siły i nacieszyć się dniem. Słońce chyliło się ku zachodowi, znikając powoli poza zasięgiem spojrzenia, a dodatkowo raziło nieco w ślepia, toteż Mekonops ustawił się tak, by nie dostawać promieniami po oczach. Jedynym, czego nie lubił jesienią, były te coraz krótsze dni. Ledwo bowiem opuścił tereny Klanu Natury, a już dzień przechodził w noc...
Rozłożył się wygodnie pośród jesiennej, suchej trawy i pozostałości po fiołkach, których prawdopodobnie nie było już zbyt wiele.
Ophelia
Rozłożył się wygodnie pośród jesiennej, suchej trawy i pozostałości po fiołkach, których prawdopodobnie nie było już zbyt wiele.
Ophelia

(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie.
Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
ZROBIONE BIBELOTY
EKWIPUNEK:
— Dowód Odwagi z kalendarza 2026
— fabularne, które pozbieram za chwilę x'D
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Fiołkowy Płaskowyż
Ophelia, szła niepewnie, czując, jak wiatr niesie ze sobą zapach obcego wilka. Mgliście zdawała sobie sprawę, że zawędrowała daleko, że jest w nowej krainie. Niedaleko dostrzegła, jak się jej wydawało, wilka. Serce przyspieszyło rytm, to był pierwszy raz, kiedy widziała kogoś z własnego gatunku. Nie wiedziała, czy powinna podejść, czy raczej schować się. Zatrzymała się w pół kroku, lekko pochylając głowę. Jej uszy drgnęły nerwowo, a długi lisowaty ogon owinął się wokół tylknich łap. Z oddali obserwowała Mekonopsa, który wydawał się spokojny. Wyglądał na zatopionego w myślach. To ją odrobinę uspokoiło. Zrobiła kilka ostrożnych kroków w jego strone nadal gotowa uciec, ale też bardzo ciekawa. Jakiś suchy listek trzasnął pod jej łapą. Dźwięk wydał się głośniejszy, niż był w rzeczywistości. Jej ciało napięło się w odruchu ucieczki. Być może chciała odejść, zanim zostanie zauważona, ale odgłos pokrzyżował jej plany. Zamarła, próbując gorączkowo i szybko zdecydować co robić.
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |
- Mekonops
- Wilczar
Dzikość
- Posty: 696
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 30 (10 + 20)
- Zręczność: 30
- Czujność: 30 (10 + 20)
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 80 (IX)
- Punkty Doświadczenia: 55
- Profesje: Tkacz [1], Rzemieślnik [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Mekonops miał w powietrzu swojego najlepszego przyjaciela i najbardziej oddanego druha. Prawdę mówiąc zdał sobie sprawę z obecności wilczycy wcześniej, niż w momencie, gdy zdradził ją suchy listek. Gdy bowiem Ophelia zwróci uwagę na zachowanie wiatru w tym miejscu dostrzeże zapewne, że ten wyrywa się wszelkim regułom, wiejąc raz od strony doliny, a raz przeciwnie — mknąc ku niej. Czasami zdawał się być mocniejszy i bardziej porywisty, podczas kiedy chwilę potem sunął leniwie pomiędzy źdbłami traw. To właśnie on, orkan z krwi i kości, bawił się odrobinkę ze swoim kompanem.
W pewnym momencie naturalną koleją rzeczy wychwycił zapach — obcy, chociaż jednocześnie odrobinę jakby znajomy. Nie reagował jednak, całkiem tak, jakby wcale nie zdawał sobie sprawy z Jej obecności. Machnął leniwie łapą, a wiew chłodnego, jesiennego powietrza poczochrał odrobinkę grzywkę samotniczki. Dopiero wtedy Meko odwrócił pysk, uśmiechając się łobuzersko do samicy, którą bez większych trudności odszukał spojrzeniem. Nawet mimo oślepiającego słońca.
— Ane varoi. Nie musisz się mnie bać, nie zwykłem zrzucać niewinnych wilczyc w przepaść — zażartował wesoło, strzygąc jednym z niebieskich uszu.
Umiejętność – Wietrzność — władanie wiatrem i bardzo lekkie ciało.
W pewnym momencie naturalną koleją rzeczy wychwycił zapach — obcy, chociaż jednocześnie odrobinę jakby znajomy. Nie reagował jednak, całkiem tak, jakby wcale nie zdawał sobie sprawy z Jej obecności. Machnął leniwie łapą, a wiew chłodnego, jesiennego powietrza poczochrał odrobinkę grzywkę samotniczki. Dopiero wtedy Meko odwrócił pysk, uśmiechając się łobuzersko do samicy, którą bez większych trudności odszukał spojrzeniem. Nawet mimo oślepiającego słońca.
— Ane varoi. Nie musisz się mnie bać, nie zwykłem zrzucać niewinnych wilczyc w przepaść — zażartował wesoło, strzygąc jednym z niebieskich uszu.
Umiejętność – Wietrzność — władanie wiatrem i bardzo lekkie ciało.

(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie.
Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
ZROBIONE BIBELOTY
EKWIPUNEK:
— Dowód Odwagi z kalendarza 2026
— fabularne, które pozbieram za chwilę x'D
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Fiołkowy Płaskowyż
Ophelia pochyliła łeb, odwracając wzrok, jakby chciała pokazać, że nie ma złych intencji. Nim się odezwała, wiatr poczochrał chłodem jej grzywkę,jakby sam chciał ją przedstawić temu obcemu wilkowi. Wstrzymała oddech gdy głos dobiegł jej uszu. Nie spodziewała się, że ktoś przemówi do niej tak lekko, jakby znali się od dawna. Jej ogon poruszył się niespokojnie, a uszy na chwilę pochyliły, jakby w odruchu obronnym.
— Ja wcale się nie boję — odpowiedziała ledwo słyszalnie. Jej miękki głos, którym próbowała odezwać się hardo, zdradzał coś zupełnie odwrotnego. Uniosła głowę, udając odwage, a jednocześnie by lepiej mu się przyjrzeć.
— Nie przywykłam tylko do innych— dodała po chwili, a jej spojrzenie zmiękło. W jej tonie było coś z dziecięcej szczerości, jakby nie umiała jeszcze kłamać ani udawać pewności siebie. Uważnie obserwowała jego uszy, sposób, w jaki porusza ogonem, każdy najmniejszy gest. Chciała uwierzyć, że może faktycznie nie ma się czego bać.
Mekonops
— Ja wcale się nie boję — odpowiedziała ledwo słyszalnie. Jej miękki głos, którym próbowała odezwać się hardo, zdradzał coś zupełnie odwrotnego. Uniosła głowę, udając odwage, a jednocześnie by lepiej mu się przyjrzeć.
— Nie przywykłam tylko do innych— dodała po chwili, a jej spojrzenie zmiękło. W jej tonie było coś z dziecięcej szczerości, jakby nie umiała jeszcze kłamać ani udawać pewności siebie. Uważnie obserwowała jego uszy, sposób, w jaki porusza ogonem, każdy najmniejszy gest. Chciała uwierzyć, że może faktycznie nie ma się czego bać.
Mekonops
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |
- Mekonops
- Wilczar
Dzikość
- Posty: 696
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 30 (10 + 20)
- Zręczność: 30
- Czujność: 30 (10 + 20)
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 80 (IX)
- Punkty Doświadczenia: 55
- Profesje: Tkacz [1], Rzemieślnik [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Przechylił mordę dość znacznie, tak, iż można by wręcz odnieść wrażenie, że utracił kontrolę nad własnym karkiem. Wesoły uśmiech wciąż błąkał się po jego wargach, a w dwukolorowych oczach czaiła się wesola skierka rozbawienia. Miał dzisiaj szczęście. Nie dość, że udało mu się uniknąć deszczu (chociaż ta dziwna mgła nieco go konfundowała), to jeszcze los postawił na jego drodze bardzo uroczą i piękną samicę. A Mekonops był koneserem piękna — zarówno otoczenia, jak i swoich towarzyszy. Końcowka ogona basiora zakołysała się lekko, miękko głaszcząc trawę.
— Nie chciałem cię urazić — wyjaśnił od razu, bo przecież nie byłby to pierwszy raz, kiedy przez nieuwagę i całkiem niecelowo powiedział coś, co jakaś samica źle odebrała. Wolał więc w tej materii mieć jasność.
Podniósł zad i zmienił nieco ułożenie ciała, tak, by patrzenie na Ophelię było nieco wygodniejsze. Nie chciał być wścibski ani narzucający się; nie obcinał jej wejrzeniem a raczej zakotwiczył je w rejonie jej czerwonych oczu. Skinął lekko pyskiem, jakoby właśnie przyznawał racje własnym myślom.
— W zasadzie... to odrobinę niecodzienne w przypadku wilków. Jesteśmy raczej... stadni — zauważył. W tonie jego głosu nie było ni krztyny złośliwości; czaiła się w nim natomiast spora porcja ciekawości, doprawiona odrobiną dociekliwości oraz szczyptą szczenięcej potrzeby "wiedzenia wszystkiego". Wadera go zaintrygowała, w taki całkiem zdrowy sposób.
— Nie chciałem cię urazić — wyjaśnił od razu, bo przecież nie byłby to pierwszy raz, kiedy przez nieuwagę i całkiem niecelowo powiedział coś, co jakaś samica źle odebrała. Wolał więc w tej materii mieć jasność.
Podniósł zad i zmienił nieco ułożenie ciała, tak, by patrzenie na Ophelię było nieco wygodniejsze. Nie chciał być wścibski ani narzucający się; nie obcinał jej wejrzeniem a raczej zakotwiczył je w rejonie jej czerwonych oczu. Skinął lekko pyskiem, jakoby właśnie przyznawał racje własnym myślom.
— W zasadzie... to odrobinę niecodzienne w przypadku wilków. Jesteśmy raczej... stadni — zauważył. W tonie jego głosu nie było ni krztyny złośliwości; czaiła się w nim natomiast spora porcja ciekawości, doprawiona odrobiną dociekliwości oraz szczyptą szczenięcej potrzeby "wiedzenia wszystkiego". Wadera go zaintrygowała, w taki całkiem zdrowy sposób.

(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie.
Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
ZROBIONE BIBELOTY
EKWIPUNEK:
— Dowód Odwagi z kalendarza 2026
— fabularne, które pozbieram za chwilę x'D
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Fiołkowy Płaskowyż
Uniosła wzrok, zaskoczona tym tonem — łagodnym, niemal uspokajającym. Nie wyczuła w nim ani kpiny, ani wyższości. Raczej coś w rodzaju ciepłej ciekawości, której nie ośmieliła się spodziewać od obcego wilka. Może inne krainy, niż kraina jej ojca, były zwyczajnie lepsze?
— Nie uraziłeś — szepnęła cicho zapewniając ich oboje o sytuacji — Długo żyłam sama. Łatwiej wtedy zapomnieć, jak to jest rozmawiać z kimś. — wypowiadała się teraz miękko, powoli czując się w towarzystwie Mekonopsa nieco pewniej. Ogon poruszył się powoli po trawie, zostawiając w niej cienki ślad. Poczuła się nieswojo pod jego spojrzeniem, ale nie uciekła, wręcz przeciwnie odważyła się spojrzeć w jego oczy, choć tylko na krótką chwilę.
— Stado — powtórzyła po nim to słowo z lekkim wahaniem. — Brzmi... obco. Ale może to nie jest coś, czego nie da się nauczyć. —
Uśmiechnęła się bardzo delikatnie, prawie niezauważalnie, jakby sama siebie zaskoczyła tym gestem. A gdy pierwsze podekscytowanie spotkaniem powoli ustępowało, zaczeła analizować otoczenie. Wiatr nie był tu przecież zwyczajny. Poruszał się tak, jakby znał wolę tego wilka, jakby słuchał jego głosu, przynajmniej tak się jej wydawało.
Mekonops
— Nie uraziłeś — szepnęła cicho zapewniając ich oboje o sytuacji — Długo żyłam sama. Łatwiej wtedy zapomnieć, jak to jest rozmawiać z kimś. — wypowiadała się teraz miękko, powoli czując się w towarzystwie Mekonopsa nieco pewniej. Ogon poruszył się powoli po trawie, zostawiając w niej cienki ślad. Poczuła się nieswojo pod jego spojrzeniem, ale nie uciekła, wręcz przeciwnie odważyła się spojrzeć w jego oczy, choć tylko na krótką chwilę.
— Stado — powtórzyła po nim to słowo z lekkim wahaniem. — Brzmi... obco. Ale może to nie jest coś, czego nie da się nauczyć. —
Uśmiechnęła się bardzo delikatnie, prawie niezauważalnie, jakby sama siebie zaskoczyła tym gestem. A gdy pierwsze podekscytowanie spotkaniem powoli ustępowało, zaczeła analizować otoczenie. Wiatr nie był tu przecież zwyczajny. Poruszał się tak, jakby znał wolę tego wilka, jakby słuchał jego głosu, przynajmniej tak się jej wydawało.
Mekonops
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |
- Mekonops
- Wilczar
Dzikość
- Posty: 696
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 30 (10 + 20)
- Zręczność: 30
- Czujność: 30 (10 + 20)
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 80 (IX)
- Punkty Doświadczenia: 55
- Profesje: Tkacz [1], Rzemieślnik [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Bo taki właśnie był Mekonops: łagodny, przyjacielski, opiekuńczy. Inna sprawa, że był przy okazji kompletnie niedomyślny, toteż jej zaskoczenia nijak się nie dopatrzył. W końcu komuś równie beztroskiemu, jak orkan, przez myśl by nie przyszło, iż Ophelia może się tak właśnie czuć. Odetchnął z ulgą (dość zresztą otwarcie i głośno), gdy samotniczka przyznała, że jej nie uraził. Naprawdę, zdarzało mu się nieco zbyt często palnąć coś głupiego, co wpłynęło negatywnie na odczucia innej istoty. A że przy okazji był całkiem wrażliwy — wcale nie czuł się z tym dobrze. Zakołysał lekko ogonem, zastanawiając się jedynie przez krótki moment, dlaczego samica postawiła na szept. Szybko jednak puścił to w niepamięć, bo do wymienionych cech należy dodać fakt, iż nie był typem myśliciela, a raczej lekkoduchem o — powiedzmy — mocno przeciętnych umiejętnościach logicznego rozumowania.
— Jestem Mekonops, z Klanu Natury — przedstawił się, skinął głową. Cóż, jakoś wypadło mu to wcześniej z głowy, a kto wie — może ten skromny gest autoprezencji pozwoli samicy poczuć się przy nim nieco swobodniej? — Tutejsze stada nazywamy właśnie "klanami". Dobrze rozumiem, że do żadnego nigdy nie dolączyłaś? — spytał. Chciał ją lepiej poznać, nie mial złych intencji. Inna sprawa jednak, że zarzucanie jej pytaniami prawdopodobnie przez niejednego mogłoby zostać odebrane jako niegrzeczna próba "wybadania gruntu". Nie zamierzał jej indoktrynować, bo sam czerpał pełnymi garściami z wolności i pewnej autonomi; nie zamierzał zatem jej ograniczać nikomu innemu.
— Jestem Mekonops, z Klanu Natury — przedstawił się, skinął głową. Cóż, jakoś wypadło mu to wcześniej z głowy, a kto wie — może ten skromny gest autoprezencji pozwoli samicy poczuć się przy nim nieco swobodniej? — Tutejsze stada nazywamy właśnie "klanami". Dobrze rozumiem, że do żadnego nigdy nie dolączyłaś? — spytał. Chciał ją lepiej poznać, nie mial złych intencji. Inna sprawa jednak, że zarzucanie jej pytaniami prawdopodobnie przez niejednego mogłoby zostać odebrane jako niegrzeczna próba "wybadania gruntu". Nie zamierzał jej indoktrynować, bo sam czerpał pełnymi garściami z wolności i pewnej autonomi; nie zamierzał zatem jej ograniczać nikomu innemu.

(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie.
Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
ZROBIONE BIBELOTY
EKWIPUNEK:
— Dowód Odwagi z kalendarza 2026
— fabularne, które pozbieram za chwilę x'D
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Fiołkowy Płaskowyż
Ophelia przekrzywiła lekko głowę, wsłuchując się w jego głos. Był spokojny, ciepły, miał w sobie coś, co przypominało wiatr po deszczu: łagodny, a jednak niosący coś nieuchwytnego. Nadal była pod wrażeniem tego tonu od obcego wilka. Zazwyczaj inni mówili głośniej, ostrzej — jakby chcieli udowodnić, że świat należy do nich. On nie musiał.
— Klany... — powtórzyła cicho , jakby chciała utrwalić to słowo w pamięci. — Nie, nie należę do żadnego. Nigdy o nich nie słyszałam.
Jej spojrzenie zsunęło się ku ziemi. Przez chwilę patrzyła na własne łapy, jakby szukała w nich odpowiedzi.
— Tam, skąd pochodzę jest inaczej. Każdy ma swoje ścieżki, własne cienie, własne sekrety. — W jej głosie było coś miękkiego, melancholijnego. Nie żal, ale świadomość, że samotność potrafi przyzwyczaić do siebie bardziej, niż powinna.
Przez krótką chwilę milczała, pozwalając na docenienie tego jak wiatr otulił ją oddechem stepu. Pachniał trawą, kurzem i ciepłem, które nieco przypominało dom, choć przecież nie miała domu.
— Ale... może to wcale nie jest takie złe. Te... klany. Być częścią czegoś większego.— dodała spoglądając na Mekonopsa.Uśmiechnęła się nieśmiało, delikatnym, niepewnym ruchem pyska. Jej ogon poruszył się powoli, w rytmie ciepłego powiewu, który oplatał ich oboje.
— Nazywam się Ophelia, z nikąd. Cieszę się, że cię poznałam — Mekonops wyglądał na wilka, który rozumiał więcej, niż mówił. A to, wbrew wszystkiemu, sprawiło, że Ophelia po raz pierwszy od dawna nie czuła potrzeby ucieczki.
— Klany... — powtórzyła cicho , jakby chciała utrwalić to słowo w pamięci. — Nie, nie należę do żadnego. Nigdy o nich nie słyszałam.
Jej spojrzenie zsunęło się ku ziemi. Przez chwilę patrzyła na własne łapy, jakby szukała w nich odpowiedzi.
— Tam, skąd pochodzę jest inaczej. Każdy ma swoje ścieżki, własne cienie, własne sekrety. — W jej głosie było coś miękkiego, melancholijnego. Nie żal, ale świadomość, że samotność potrafi przyzwyczaić do siebie bardziej, niż powinna.
Przez krótką chwilę milczała, pozwalając na docenienie tego jak wiatr otulił ją oddechem stepu. Pachniał trawą, kurzem i ciepłem, które nieco przypominało dom, choć przecież nie miała domu.
— Ale... może to wcale nie jest takie złe. Te... klany. Być częścią czegoś większego.— dodała spoglądając na Mekonopsa.Uśmiechnęła się nieśmiało, delikatnym, niepewnym ruchem pyska. Jej ogon poruszył się powoli, w rytmie ciepłego powiewu, który oplatał ich oboje.
— Nazywam się Ophelia, z nikąd. Cieszę się, że cię poznałam — Mekonops wyglądał na wilka, który rozumiał więcej, niż mówił. A to, wbrew wszystkiemu, sprawiło, że Ophelia po raz pierwszy od dawna nie czuła potrzeby ucieczki.
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |
- Mekonops
- Wilczar
Dzikość
- Posty: 696
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 30 (10 + 20)
- Zręczność: 30
- Czujność: 30 (10 + 20)
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 80 (IX)
- Punkty Doświadczenia: 55
- Profesje: Tkacz [1], Rzemieślnik [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Skinął jej lekko głową, gdy wspomniała, iż nie słyszała nigdy o klanach. Zaczął podejrzewać, iż Ophelia była nietutejsza — co oczywiście niewiele zmieniało, bo żaden z niego rasita czy inny prymityw. Być może jej wygląd powinien mu cokolwiek podpowiedzieć, jednak sam był niebieski i rozumiał jak mało kto, że tutejsze wilki nierzadko odbiegają od standardów.
— Wieeesz... — przeciągnął, zastanawiając się, jak zgrabnie ubrać myśli w słowa. Tak, by nie wyjść ani na idiotę, ani na gbura (choć wolałby zaiste już to pierwsze). Uśmiechnął się więc odrobinę głukowato, a w jego ślepiach znów pojawił się blask pewnego rozbawienia. — Wiesz, to też nie tak, ze każdy musi należeć do stada. Nie wszystkim to pasuje i wiesz, to też całkiem normalne. W każdym razie... Skoro już o tym mowa... Uważaj na tych z Klanu Cienia oraz Potępienia. Bywają niebezpieczni. — Poczuł się w obowiązku, by ją przestrzec. Zwłaszcza, iż gdzieś tam w ograniczonym swym umyśle założył, że jest nietutejsza, a więc może nie znać zasad tego świata. W końcu przyznała, że nie słyszała o klanach, prawda? A on naprawdę nie chciałby, żeby spotkała ją jakaś krzywda. Wydawała się naprawdę sympatyczna, może odrobinę zagubiona — lecz było w niej coś, że chciało się nią zaopiekować.
Przechylił lekko czerep, gdy wspomniała, skąd pochodzi. Przecież... to niemożliwe, każdy był "skądś". Uznał jednak, że widocznie nie chce o tym rozmawiać, a on wolał nie naciskać. Uśmiechnął się za to łagodnie i potakująco skinął kilka razy, na znak, że rozumie i akceptuje. Nawet, jeśli nie do końca rozumiał — nie musiał jej truć tym głowy.
Wiatr zakołysał się niespokojnie przy jego uchu, jakby chcąc coś podpowiedzieć. Mekonops skinął łbem, jakby faktycznie odebrał przekaz i zamierzał się ustosunkować. Przyjął nieco wygodniejszą pozycję w siadzie, opierając się grzbietem o jakiś kamień, by móc podnieść zwolnione przednie łapy. Zaczął nimi poruszać, pozornie bez ładu i składu. Czy to z troski o zdrowie rozmówczyni, czy ze zwyczajnej chęci popisania się — powietrze gładko prześlizgało się pomiędzy jego palcami, tworząc coś na kształt nici, a potem puchatego szalika, sprawiającego wrażenie utkanego z chmurki. W międzyczasie opowiedział jej nieco o klanach:
— Klanów w tej krainie istnieje pięć. Mój, Klan Natury, uchodzi za najbardziej pokojowy pośród nich. Zajmujemy całkiem rozgległe tereny nieco na północ stąd. Gdybyś szukała miejsca, gdzie możesz się zatrzymać, przenocować czy przetrwać zimę — z całą pewnością możesz się u nas przekimać. O ile zastosujesz się do naszej jednej, jedynej w zasadzie, reguły: nie szkodzić Naturze. Wiesz, wyrywanie kwiatków dla zabawy, palenie trawy, łamanie drzew czy krzywdzenie zwierząt poza koniecznością polowania dla przetrwania — wyjaśnił, posyłając samicy oczko. — Na zachód mieszkają właśnie Potępieni, Klan Cienia zaś zajmuje tereny.. — tu się na moment zawahał, rozejrzał się krótko, jakby próbując sobie rozrysować w głowie mapę. — Na południowy wschód.
Powstały szalik owinął dookoła jej szyi, uśmiechając się wesoło.
— Niech to będzie taki... podarunek powitalny.
Mechanika — tkacz p.1
Przędzenie magicznych nici z maksymalnie trzech z czterech dostępnych elementów: lasu, wiatru, wody i słońca oraz tkanie materiałów i wytwarzanie z nich magicznych bibelotów. W jednym momencie można nosić na sobie tylko jeden bibelot. Dostępne rodzaje przędzy:
Wietrzna włóczka – puchata i leciutka niczym chmura. Uzyskana z potulnego wiatru może być gładsza, a ta z porywistych podmuchów mechata. Mimo że powstała z wiatru, dobrze izoluje. Służy głównie do wyrobu szalików i chustek oraz innych części garderoby, które mają za zadanie ogrzewać. Bibeloty z włóczki dodają 5 punktów siły.
( tkacz przędzie jeden wybrany uprzednio typ nici i wytwarza z niego magiczny bibelot. W zależności od użytego typu przędzy noszący wilk otrzymuje na czas miesiąca pasywny bonus do statystyk. )
— Wieeesz... — przeciągnął, zastanawiając się, jak zgrabnie ubrać myśli w słowa. Tak, by nie wyjść ani na idiotę, ani na gbura (choć wolałby zaiste już to pierwsze). Uśmiechnął się więc odrobinę głukowato, a w jego ślepiach znów pojawił się blask pewnego rozbawienia. — Wiesz, to też nie tak, ze każdy musi należeć do stada. Nie wszystkim to pasuje i wiesz, to też całkiem normalne. W każdym razie... Skoro już o tym mowa... Uważaj na tych z Klanu Cienia oraz Potępienia. Bywają niebezpieczni. — Poczuł się w obowiązku, by ją przestrzec. Zwłaszcza, iż gdzieś tam w ograniczonym swym umyśle założył, że jest nietutejsza, a więc może nie znać zasad tego świata. W końcu przyznała, że nie słyszała o klanach, prawda? A on naprawdę nie chciałby, żeby spotkała ją jakaś krzywda. Wydawała się naprawdę sympatyczna, może odrobinę zagubiona — lecz było w niej coś, że chciało się nią zaopiekować.
Przechylił lekko czerep, gdy wspomniała, skąd pochodzi. Przecież... to niemożliwe, każdy był "skądś". Uznał jednak, że widocznie nie chce o tym rozmawiać, a on wolał nie naciskać. Uśmiechnął się za to łagodnie i potakująco skinął kilka razy, na znak, że rozumie i akceptuje. Nawet, jeśli nie do końca rozumiał — nie musiał jej truć tym głowy.
Wiatr zakołysał się niespokojnie przy jego uchu, jakby chcąc coś podpowiedzieć. Mekonops skinął łbem, jakby faktycznie odebrał przekaz i zamierzał się ustosunkować. Przyjął nieco wygodniejszą pozycję w siadzie, opierając się grzbietem o jakiś kamień, by móc podnieść zwolnione przednie łapy. Zaczął nimi poruszać, pozornie bez ładu i składu. Czy to z troski o zdrowie rozmówczyni, czy ze zwyczajnej chęci popisania się — powietrze gładko prześlizgało się pomiędzy jego palcami, tworząc coś na kształt nici, a potem puchatego szalika, sprawiającego wrażenie utkanego z chmurki. W międzyczasie opowiedział jej nieco o klanach:
— Klanów w tej krainie istnieje pięć. Mój, Klan Natury, uchodzi za najbardziej pokojowy pośród nich. Zajmujemy całkiem rozgległe tereny nieco na północ stąd. Gdybyś szukała miejsca, gdzie możesz się zatrzymać, przenocować czy przetrwać zimę — z całą pewnością możesz się u nas przekimać. O ile zastosujesz się do naszej jednej, jedynej w zasadzie, reguły: nie szkodzić Naturze. Wiesz, wyrywanie kwiatków dla zabawy, palenie trawy, łamanie drzew czy krzywdzenie zwierząt poza koniecznością polowania dla przetrwania — wyjaśnił, posyłając samicy oczko. — Na zachód mieszkają właśnie Potępieni, Klan Cienia zaś zajmuje tereny.. — tu się na moment zawahał, rozejrzał się krótko, jakby próbując sobie rozrysować w głowie mapę. — Na południowy wschód.
Powstały szalik owinął dookoła jej szyi, uśmiechając się wesoło.
— Niech to będzie taki... podarunek powitalny.
Mechanika — tkacz p.1
Przędzenie magicznych nici z maksymalnie trzech z czterech dostępnych elementów: lasu, wiatru, wody i słońca oraz tkanie materiałów i wytwarzanie z nich magicznych bibelotów. W jednym momencie można nosić na sobie tylko jeden bibelot. Dostępne rodzaje przędzy:
Wietrzna włóczka – puchata i leciutka niczym chmura. Uzyskana z potulnego wiatru może być gładsza, a ta z porywistych podmuchów mechata. Mimo że powstała z wiatru, dobrze izoluje. Służy głównie do wyrobu szalików i chustek oraz innych części garderoby, które mają za zadanie ogrzewać. Bibeloty z włóczki dodają 5 punktów siły.
( tkacz przędzie jeden wybrany uprzednio typ nici i wytwarza z niego magiczny bibelot. W zależności od użytego typu przędzy noszący wilk otrzymuje na czas miesiąca pasywny bonus do statystyk. )

(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie.
Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
ZROBIONE BIBELOTY
EKWIPUNEK:
— Dowód Odwagi z kalendarza 2026
— fabularne, które pozbieram za chwilę x'D
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Fiołkowy Płaskowyż
Uważnie słuchała każdego jego słowa. Nie przerywała, a tylko kiwała delikatnie głową, próbując zapamiętać nazwy. Te nazwy brzmiały obco i miały w sobie jakiś ciężar. „Klan Cienia… Potępienia…” -powtórzyła w myślach. Wzdyrgnęła się, a jej wzrok uciekł na moment ku ziemi
— Dobrze, zapamietam — obiecała. To było naprawde miłe z jego strony, że zechciał ją ostrzec. Patrzyła, jak jego łapy poruszają się w powietrzu. Najpierw niepewna, potem z rosnącą fascynacją. Delikatny podmuch owiał jej pysk, przynosząc zapach mokrych liści i chłodnego powietrza. Zmrużyła oczy, bo przez chwilę nie była pewna, czy to, co widzi, dzieje się naprawdę. Z cienkich, prawie przezroczystych nitek zaczęło formować się coś miękkiego, leciutkiego, jak mgła nad porannym jeziorem. Kiedy wspomniał o miejscu, w którym można się zatrzymać, spojrzała na niego nieco zaskoczona, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała.
— Naprawdę, mogłabym? — zapytała po chwili, a w jej spojrzeniu pojawiło się coś między wdzięcznością a niedowierzaniem.
Zanim ogarnęła te uczucia, szalik, utworzony z samego wiatru, dotknął jej szyi. Jej uszy uniosły się wysoko, a potem lekko pochyliły, jakby chciały zrozumieć to, co dotyka jej szyi. Ogon drgnął gwałtownie, poruszając się w niekontrolowanym, niemal szczenięcym geście ekscytacji. W oczach pojawił się błysk, ten sam, który mają młode lisy, gdy po raz pierwszy widzą padający śnieg.
— To… to prawdziwe? — zapytała cichutko, z nutą niedowierzania. Delikatnie przechyliła łeb, a szalik, jakby odpowiadając, musnął jej futro, sprawiając, że drobne włoski stanęły dęba. Podniosła wzrok na Mekonopsa — nieco nieśmiały, ale rozświetlony szczerym zachwytem.
— Nigdy nie widziałam czegoś takiego. To piękne. — Na chwilę zniknęła cała ostrożność, dystans, wyuczona rezerwa, została tylko czysta, dziecięca radość i wdzięczność. Ta radość odbijała się ciepłem w jej oczach.
— Dziękuję — powiedziała cicho, a jej głos zadrżał z emocji. — Obiecuję, nie będę szkodzić Naturze. — Opuściła wzrok, jakby speszona własną szczerością, ale ogon poruszał się powoli, zdradzając, że była naprawdę szczęśliwa.
Mekonops
— Dobrze, zapamietam — obiecała. To było naprawde miłe z jego strony, że zechciał ją ostrzec. Patrzyła, jak jego łapy poruszają się w powietrzu. Najpierw niepewna, potem z rosnącą fascynacją. Delikatny podmuch owiał jej pysk, przynosząc zapach mokrych liści i chłodnego powietrza. Zmrużyła oczy, bo przez chwilę nie była pewna, czy to, co widzi, dzieje się naprawdę. Z cienkich, prawie przezroczystych nitek zaczęło formować się coś miękkiego, leciutkiego, jak mgła nad porannym jeziorem. Kiedy wspomniał o miejscu, w którym można się zatrzymać, spojrzała na niego nieco zaskoczona, jakby nie była pewna, czy dobrze usłyszała.
— Naprawdę, mogłabym? — zapytała po chwili, a w jej spojrzeniu pojawiło się coś między wdzięcznością a niedowierzaniem.
Zanim ogarnęła te uczucia, szalik, utworzony z samego wiatru, dotknął jej szyi. Jej uszy uniosły się wysoko, a potem lekko pochyliły, jakby chciały zrozumieć to, co dotyka jej szyi. Ogon drgnął gwałtownie, poruszając się w niekontrolowanym, niemal szczenięcym geście ekscytacji. W oczach pojawił się błysk, ten sam, który mają młode lisy, gdy po raz pierwszy widzą padający śnieg.
— To… to prawdziwe? — zapytała cichutko, z nutą niedowierzania. Delikatnie przechyliła łeb, a szalik, jakby odpowiadając, musnął jej futro, sprawiając, że drobne włoski stanęły dęba. Podniosła wzrok na Mekonopsa — nieco nieśmiały, ale rozświetlony szczerym zachwytem.
— Nigdy nie widziałam czegoś takiego. To piękne. — Na chwilę zniknęła cała ostrożność, dystans, wyuczona rezerwa, została tylko czysta, dziecięca radość i wdzięczność. Ta radość odbijała się ciepłem w jej oczach.
— Dziękuję — powiedziała cicho, a jej głos zadrżał z emocji. — Obiecuję, nie będę szkodzić Naturze. — Opuściła wzrok, jakby speszona własną szczerością, ale ogon poruszał się powoli, zdradzając, że była naprawdę szczęśliwa.
Mekonops
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |
- Mekonops
- Wilczar
Dzikość
- Posty: 696
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 30 (10 + 20)
- Zręczność: 30
- Czujność: 30 (10 + 20)
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 80 (IX)
- Punkty Doświadczenia: 55
- Profesje: Tkacz [1], Rzemieślnik [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Owszem, część nazw brzmiała ciężko i niepokojąco — z drugiej strony oddawała idealnie, czym charakteryzowały się dane grupy. Niczym dobrze dobrana wizytówka, dająca przedsmak tego, co się pod nią kryje. Uśmiechnął się lekko, gdy Ophelia obiecała zapamiętać. To dobrze, bo Meko miał dzięki temu poczucie spełnionego obowiązku. Przestrzegł samicę, więcej zrobić nie mógł, bowiem ta wciąż miała wolną wolę — zatem jedynie od niej zależało, co z tą wiedzą zrobi.
Skinął nieznacznie głową na jej kolejne słowa.
— Jasne. Mój klan często udziela azylu potrzebującym. O ile Cień i Potępienie to ci szeroko rozumiani źli, o tyle o nas można powiedzieć "ci dobrzy" — rzucił lekkim tonem, lekko się do rudowłosej uśmiechając. Zakołysał lekko krańcem ogona.
Z rosnącym sercem obserwował zafascynowanie samicy podarkiem (przynajmniej tak sądził sam Mekonops, ale chłopak miewał problemy z właściwym analizowaniem tego, co nie wprost i czasami miał tendencję, aby sobie coś dopowiadać). Pokiwał znów łbem, znacznie bardziej energiczne tym razem.
— Najprawdziwsze. Z wietrznej włóczki. Kiedyś chciałbym potrafić tkać też z innych materiałów, ale na to potrzeba treningu. Ach, no tak — plasnął się w czoło, gdy zdał sobie sprawę z tego, iż rozmawia z samicą tak, jakby żyła tutaj od zawsze i wszystko wiedziała. — Jestem tkaczem. Część wilków z mojego klanu potrafi tkać żywioły. Przedmioty z nich wytworzone mają rożną moc, wzmacniają ciało, pomagają dostrzec zagrożenie, wzmagają zręczność.... Cóz, a przynajmniej tak mówią — podsumował wesoło.
Na jej zapewnienie, iż nie będzie szkodzić naturze, uśmiechnął się jeszcze szerzej i przesunął entuzjastycznie ogonem po trawie. Jak radosne szczenię. W sumie... na dnie duszy wciąż takim był.
Skinął nieznacznie głową na jej kolejne słowa.
— Jasne. Mój klan często udziela azylu potrzebującym. O ile Cień i Potępienie to ci szeroko rozumiani źli, o tyle o nas można powiedzieć "ci dobrzy" — rzucił lekkim tonem, lekko się do rudowłosej uśmiechając. Zakołysał lekko krańcem ogona.
Z rosnącym sercem obserwował zafascynowanie samicy podarkiem (przynajmniej tak sądził sam Mekonops, ale chłopak miewał problemy z właściwym analizowaniem tego, co nie wprost i czasami miał tendencję, aby sobie coś dopowiadać). Pokiwał znów łbem, znacznie bardziej energiczne tym razem.
— Najprawdziwsze. Z wietrznej włóczki. Kiedyś chciałbym potrafić tkać też z innych materiałów, ale na to potrzeba treningu. Ach, no tak — plasnął się w czoło, gdy zdał sobie sprawę z tego, iż rozmawia z samicą tak, jakby żyła tutaj od zawsze i wszystko wiedziała. — Jestem tkaczem. Część wilków z mojego klanu potrafi tkać żywioły. Przedmioty z nich wytworzone mają rożną moc, wzmacniają ciało, pomagają dostrzec zagrożenie, wzmagają zręczność.... Cóz, a przynajmniej tak mówią — podsumował wesoło.
Na jej zapewnienie, iż nie będzie szkodzić naturze, uśmiechnął się jeszcze szerzej i przesunął entuzjastycznie ogonem po trawie. Jak radosne szczenię. W sumie... na dnie duszy wciąż takim był.

(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie.
Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
ZROBIONE BIBELOTY
EKWIPUNEK:
— Dowód Odwagi z kalendarza 2026
— fabularne, które pozbieram za chwilę x'D
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Fiołkowy Płaskowyż
Ophelia przechyliła lekko głowę, uśmiechnęła się ciepło:
— Myślałam, że rzadko mówi się tak o całych klanach — westchnęła. Klan pełen dobrych wilków, brzmiało jak sen.. rozmarzyła się, ale zaraz inna myśl sprowadziła ją na ziemię. A co jeśli mieszańcy ich zdaniem nie zasługiwali na dobro? Obawiała się o to zapytać.
Oczy Ophelii rozbłysły, gdy Mekonops wspomniał o tkaniu żywiołów.
— Tkacie żywioły? — powtórzyła z zachwytem, jej głos zabrzmiał miękko, niemal dziecięco. — To takie niesamowite! Jakie jeszcze żywioły umiesz tkać? — Uszy uniosły się wysoko, a ogon poruszył się drobnym, niekontrolowanym ruchem, który zdradzał prawdziwe zaciekawienie. Opuściła głowę, zawstydzona własnym entuzjazmem.
— Przepraszam, po prostu… nigdy nie słyszałam o czymś takim. To piękne. — Ogon poruszył się jeszcze raz, powoli, w rytm jej słów.
Mekonops
— Myślałam, że rzadko mówi się tak o całych klanach — westchnęła. Klan pełen dobrych wilków, brzmiało jak sen.. rozmarzyła się, ale zaraz inna myśl sprowadziła ją na ziemię. A co jeśli mieszańcy ich zdaniem nie zasługiwali na dobro? Obawiała się o to zapytać.
Oczy Ophelii rozbłysły, gdy Mekonops wspomniał o tkaniu żywiołów.
— Tkacie żywioły? — powtórzyła z zachwytem, jej głos zabrzmiał miękko, niemal dziecięco. — To takie niesamowite! Jakie jeszcze żywioły umiesz tkać? — Uszy uniosły się wysoko, a ogon poruszył się drobnym, niekontrolowanym ruchem, który zdradzał prawdziwe zaciekawienie. Opuściła głowę, zawstydzona własnym entuzjazmem.
— Przepraszam, po prostu… nigdy nie słyszałam o czymś takim. To piękne. — Ogon poruszył się jeszcze raz, powoli, w rytm jej słów.
Mekonops
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |
- Mekonops
- Wilczar
Dzikość
- Posty: 696
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 30 (10 + 20)
- Zręczność: 30
- Czujność: 30 (10 + 20)
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 80 (IX)
- Punkty Doświadczenia: 55
- Profesje: Tkacz [1], Rzemieślnik [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Pokiwał krótko łbem.
— Prawda, wrzucanie do jednego worka bywa słabe. Ale wiesz, rzecz w tym, że każdy z tutejszych klanów ma swoje zasady oraz wartości, którym hołduje. W przypadku takiego Cienia jest to na przykład zabawa, nierzadko kosztem innych. Potępienie zresztą też nieszczególnie dba o dobrostan kogokolwiek, poza swoimi. Mają się za świtę tej krainy, każdego uważają za gorszego — powiedział spokojnie, zakolysawszy lekko końcówką niebieskiego ogona.
— Ja umiem póki co tylko wiatr. Ale podobno da się też tkać leśne rzemyki, słoneczną nić czy wodne druciki. Ale cóż, mnie zawsze wiatr był najbliższy — przyznał i jakby dla potwierdzenia jego słów podmuch powietrza zakołysał się gwałtownie koło niego, tarmosząc zaczepnie niebieskie kosmyki. Cóż, prawdopodobnie Ophelia także byla w stanie poczuć ten wiew. — Mówi się, że wietrzna włóczka dodaje wilkom sił. Ale ile w tym prawdy? Kto wie — podsumował z uśmiechem.
Pokręcił zaraz troszkę zbyt gwałtownie łbem, aż mu coś w karku strzeliło, na co się wygiął teatralnie, jakby właśnie co najmniej łeb mu odpaść miał.
— Ależ nie przepraszaj, ciekawość to normalna sprawa. Bo jak bez zadawania pytań miałabyś się czegoś dowiedzieć? — rzucił lekkim tonem, całkiem swobodnie. Cóż, bywał lekkoduchem i sam nierzadko zasypywal innych pytaniami (nierzadko głupimi) toteż był chyba ostatnią personą, której mogłoby przeszkadzać drobne odwrócenie rol. Zwłaszcza, kiedy chodziło o kogoś równie uroczego, jak Ona.
— Prawda, wrzucanie do jednego worka bywa słabe. Ale wiesz, rzecz w tym, że każdy z tutejszych klanów ma swoje zasady oraz wartości, którym hołduje. W przypadku takiego Cienia jest to na przykład zabawa, nierzadko kosztem innych. Potępienie zresztą też nieszczególnie dba o dobrostan kogokolwiek, poza swoimi. Mają się za świtę tej krainy, każdego uważają za gorszego — powiedział spokojnie, zakolysawszy lekko końcówką niebieskiego ogona.
— Ja umiem póki co tylko wiatr. Ale podobno da się też tkać leśne rzemyki, słoneczną nić czy wodne druciki. Ale cóż, mnie zawsze wiatr był najbliższy — przyznał i jakby dla potwierdzenia jego słów podmuch powietrza zakołysał się gwałtownie koło niego, tarmosząc zaczepnie niebieskie kosmyki. Cóż, prawdopodobnie Ophelia także byla w stanie poczuć ten wiew. — Mówi się, że wietrzna włóczka dodaje wilkom sił. Ale ile w tym prawdy? Kto wie — podsumował z uśmiechem.
Pokręcił zaraz troszkę zbyt gwałtownie łbem, aż mu coś w karku strzeliło, na co się wygiął teatralnie, jakby właśnie co najmniej łeb mu odpaść miał.
— Ależ nie przepraszaj, ciekawość to normalna sprawa. Bo jak bez zadawania pytań miałabyś się czegoś dowiedzieć? — rzucił lekkim tonem, całkiem swobodnie. Cóż, bywał lekkoduchem i sam nierzadko zasypywal innych pytaniami (nierzadko głupimi) toteż był chyba ostatnią personą, której mogłoby przeszkadzać drobne odwrócenie rol. Zwłaszcza, kiedy chodziło o kogoś równie uroczego, jak Ona.

(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie.
Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
ZROBIONE BIBELOTY
EKWIPUNEK:
— Dowód Odwagi z kalendarza 2026
— fabularne, które pozbieram za chwilę x'D
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Fiołkowy Płaskowyż
Ophelia zamrugałarozważając jego słowa.
— Może masz rację… — przyznała po chwili, spokojnie — Niektórych rzeczy nie da się zrozumieć, jeśli patrzy się z daleka. A ja zawsze byłam… trochę z boku. — nie wiedziała, że klany mają odgórne zasady. Skoro tak było, to faktycznie klan w tym momencie stawał się czymś w rodzaju jednego ciała. Ogon drgnął lekko po ziemi, a uszy uniosły się, gdy opowiadał o rodzajach nici. Słuchała tego z niemą fascynacją. Spojrzała z nowym zrozumieniem po tym powiewie wiatru
— Wiatr za Tobą chodzi. Słucha Cię — Podzieliła sie z nim swoim przypuszczeniem. Poprawiła włosy poruszające się pod wpływem powiewu, który przypadkiem ją zaczepił. Wtuliła pysk w lekką tkaninę szalika
— Jak piórko. Ah gdybym ja tak potrafiła tkać! — złapała w zęby szalik, ale delikatnie, żeby go nie porwać. Podrzuiła go łbem, a on zafalował za ruchem jej pyska
— Czy wygląda jakbym zaklinała wiatr? — roześmiała się. Dawno nie była taka swobodna i szcześliwa.
— Twój klan brzmi jak wspaniałe miejsce — szepnęła nagle gasnąc. Chyba się wygłupiła zachowując zbyt swobodnie. Spojrzała na Niego speszona.
Mekonops
— Może masz rację… — przyznała po chwili, spokojnie — Niektórych rzeczy nie da się zrozumieć, jeśli patrzy się z daleka. A ja zawsze byłam… trochę z boku. — nie wiedziała, że klany mają odgórne zasady. Skoro tak było, to faktycznie klan w tym momencie stawał się czymś w rodzaju jednego ciała. Ogon drgnął lekko po ziemi, a uszy uniosły się, gdy opowiadał o rodzajach nici. Słuchała tego z niemą fascynacją. Spojrzała z nowym zrozumieniem po tym powiewie wiatru
— Wiatr za Tobą chodzi. Słucha Cię — Podzieliła sie z nim swoim przypuszczeniem. Poprawiła włosy poruszające się pod wpływem powiewu, który przypadkiem ją zaczepił. Wtuliła pysk w lekką tkaninę szalika
— Jak piórko. Ah gdybym ja tak potrafiła tkać! — złapała w zęby szalik, ale delikatnie, żeby go nie porwać. Podrzuiła go łbem, a on zafalował za ruchem jej pyska
— Czy wygląda jakbym zaklinała wiatr? — roześmiała się. Dawno nie była taka swobodna i szcześliwa.
— Twój klan brzmi jak wspaniałe miejsce — szepnęła nagle gasnąc. Chyba się wygłupiła zachowując zbyt swobodnie. Spojrzała na Niego speszona.
Mekonops
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |
- Mekonops
- Wilczar
Dzikość
- Posty: 696
- Płeć: Samiec
- Ciąża: Nie dotyczy
- Siła: 30 (10 + 20)
- Zręczność: 30
- Czujność: 30 (10 + 20)
- Wiedza: 20
- Życie: 100
- Energia: 80 (IX)
- Punkty Doświadczenia: 55
- Profesje: Tkacz [1], Rzemieślnik [1]
Fiołkowy Płaskowyż
Przechylił lekko mordę, rozważając jej słowa. Och, więc była samotniczką nie tylko z nazwy — lecz sposobu bycia. Czy sam potrafilby tak żyć? Cóż, klan dawał poczucie przynależności, bezpieczeństwa, z czasem poczuł, że tam jest jego miejsce. Zanim tu przybył — raczej nie budowal bardziej stałych, trwałych więzi. Znajomości się urywały. Nie miał talentu, aby je podtrzymać dlużej.
— Nie każdy lubi znajdować się w centrum. I to jest piękne. Że się różnimy, chociaż jesteśmy pod innymi względami tacy sami — palnął cos, co brzmiało mu na względnie mądre — więc czemu się nie popisać przed nową znajomą? Na jego wargach błąkał się pogodny uśmiech, raz nieco szerszy, raz bardziej zachowawczy.
— Och, z tego, co wiem, umiejętność tkania jest... hmmmm... — podrapał się pazurem pod brodą, bo brakło mu słowa. — Powiedzmy, że tylko wilki Natury tak potrafią. Takie, co zbudowały już jakaś więź z żywiołem — powiedział spokojnie.
Obserwował ja uwaznie, jak "zaklinała wiatr". Było w tym cos niemal hipnotyzującego. Lekkość, z jaką się w tym momencie poruszyła, radosna iskra w czerwonych ślepiach, swoboda w zachowaniu... Jakby powoli się przed nim otwierała, mimo tego, że nie rozmawiali za bardzo ani o niej, ani nawet o Mekonopsie. Otwierała się, dawała poznać taka, jaką — jak wnioskował Mekonops — była na co dzień. Bez filtrów.
A potem zgasła.
Podniósł lekko jeden z pazurów i poruszył nim, kontrolując wiatr. Ten zaś zafalował lekko szalem, naśladując poprzednie ruchy przedmiotu — te, których przyczyna miała rudą błyszczącą sierść i urocze piegi na policzkach.
— I to naprawdę profesjonalnie! — rzucił wesoło. Nie chcial, żeby czuła się skrępowana tym, że się bawi. Na tym polega życie: na zabawie, chociaż nie — jak to ma miejsce w KLanie Cienia — kosztem bezpieczeństwa i zdrowia innych. — Tam każdy może być sobą. No, poza tymi, którzy są seryjnymi wypalaczami lasów, ale tacy to raczej szukają miejsca w innych klanach — podsumował lekkim tonem.
Ophelia
— Nie każdy lubi znajdować się w centrum. I to jest piękne. Że się różnimy, chociaż jesteśmy pod innymi względami tacy sami — palnął cos, co brzmiało mu na względnie mądre — więc czemu się nie popisać przed nową znajomą? Na jego wargach błąkał się pogodny uśmiech, raz nieco szerszy, raz bardziej zachowawczy.
— Och, z tego, co wiem, umiejętność tkania jest... hmmmm... — podrapał się pazurem pod brodą, bo brakło mu słowa. — Powiedzmy, że tylko wilki Natury tak potrafią. Takie, co zbudowały już jakaś więź z żywiołem — powiedział spokojnie.
Obserwował ja uwaznie, jak "zaklinała wiatr". Było w tym cos niemal hipnotyzującego. Lekkość, z jaką się w tym momencie poruszyła, radosna iskra w czerwonych ślepiach, swoboda w zachowaniu... Jakby powoli się przed nim otwierała, mimo tego, że nie rozmawiali za bardzo ani o niej, ani nawet o Mekonopsie. Otwierała się, dawała poznać taka, jaką — jak wnioskował Mekonops — była na co dzień. Bez filtrów.
A potem zgasła.
Podniósł lekko jeden z pazurów i poruszył nim, kontrolując wiatr. Ten zaś zafalował lekko szalem, naśladując poprzednie ruchy przedmiotu — te, których przyczyna miała rudą błyszczącą sierść i urocze piegi na policzkach.
— I to naprawdę profesjonalnie! — rzucił wesoło. Nie chcial, żeby czuła się skrępowana tym, że się bawi. Na tym polega życie: na zabawie, chociaż nie — jak to ma miejsce w KLanie Cienia — kosztem bezpieczeństwa i zdrowia innych. — Tam każdy może być sobą. No, poza tymi, którzy są seryjnymi wypalaczami lasów, ale tacy to raczej szukają miejsca w innych klanach — podsumował lekkim tonem.
Ophelia

(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie.
Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
ZROBIONE BIBELOTY
EKWIPUNEK:
— Dowód Odwagi z kalendarza 2026
— fabularne, które pozbieram za chwilę x'D
- Ophelia
- Ifryt

- Posty: 497
- Rodzice: Katana x Lysander De Vill
- Płeć: Samica
- Siła: 7
- Zręczność: 45 (15+30)
- Czujność: 38 (8+30)
- Wiedza: 25
- Życie: 91 (11.02)
- Energia: 40 (11.02)
- Punkty Doświadczenia: 19
- Profesje: Myśliwy [3]
Fiołkowy Płaskowyż
— Wydaje mi się, że bycie w takim klanie ma w sobie sens, ta jedność, zawieranie przyjaźni, to musi być wspaniałe — powiedziała z błyskiem w oku. Była trochę marzycielką, lubiła myśleć że też ma przyjaciół i swoją grupę. Nie musiałby to być od razu klan, nie wierzyła że jakieś stado by ją zaakceptowało.
— Rozumiem. Szkoda, że nie jestem z wami w klanie. Jakbym była to uczyłabym się tkania żywiołów. To musi być wspaniałe, tak czuć jak żywioł splata się pod Twoją wolą w jakąś rzecz. — Zaśmiała się lekko, gdy skomentował, że faktycznie wyglądała profesjonalnie. Zamachała ogonem, jak na siebie, dość żywiołowo. Ucieszyła się, że podjął żart i nie uznał jej za zbyt dziecinną. Spojrzała na ruch pazura i szalika, pisnęła cicho z zachwytem.
— Jak to zrobiłeś? — aż klasnęła w łapy. To była pierwsza jej styczność z magią żywiołów. Zmarszczyła brwi, nadając swojemu obliczu poważny wyraz
— Po co ktoś miałby palić las? las to życie.
Mekonops
— Rozumiem. Szkoda, że nie jestem z wami w klanie. Jakbym była to uczyłabym się tkania żywiołów. To musi być wspaniałe, tak czuć jak żywioł splata się pod Twoją wolą w jakąś rzecz. — Zaśmiała się lekko, gdy skomentował, że faktycznie wyglądała profesjonalnie. Zamachała ogonem, jak na siebie, dość żywiołowo. Ucieszyła się, że podjął żart i nie uznał jej za zbyt dziecinną. Spojrzała na ruch pazura i szalika, pisnęła cicho z zachwytem.
— Jak to zrobiłeś? — aż klasnęła w łapy. To była pierwsza jej styczność z magią żywiołów. Zmarszczyła brwi, nadając swojemu obliczu poważny wyraz
— Po co ktoś miałby palić las? las to życie.
Mekonops
| KARTA POSTACI Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki
I swore my loyalty to me, myself, and I moc rangowa |






