Miejsce, gdzie z niewyjaśnionych i nikomu nieznanych powodów nie działa magia krainy. Jest tu spokojnie i cicho, panują tylko najzwyklejsze w świecie siły natury.
Na Polanie Rozjemców obowiązuje całkowity zakaz porywania i zabijania, używania swoich mocy rangowych, fabularnych, profesji i amuletów. Każdy wilk jest sobie równy.
Zdecydowanie mu się to udawało. Poczucie, że Málvarg wie, co robi, sprawiało, że czuł się zaopiekowany. Nie odczuwał żadnego zagrożenia, bo z jakiegoś niekoniecznie racjonalnego powodu po prostu mu zaufał. Zaufał typowi, którego widział pierwszy raz na oczy. Cóż, Mekonops nigdy nie był mistrzem dedukcji. Często działał instynktownie i nie myślał o konsekwencjach. Łatwowierny? Zapewne, choć zdarzały się przebłyski instynktu przetrwania, które momentami blokowały jego ładowanie się w tarapaty.
Ale... Nie o tym tutaj. Nikt nie przyszedł tu, by czytać o nieroztropności błękitnego.
Mekonopsowi oddychało się coraz trudniej, a oddechy były krótkie, płytkie, jakby walczył o przetrwanie. Kaskada postękiwań, pojękiwań oraz sapnięć nabrała na mocy, częściej i intensywniej wyrywając się z gardzieli basiora. Zacisnął mocniej przednie łapy, być może wręcz znacząc ciało kochanka pazurami, z czego nie zdawał sobie sprawy. Napięcie wzbierało w poszczególnych członkach jego ciała, podniecenie rozlało się gorącą falą wzdłuż kręgosłupa. Doznania, które serwował mu samotnik, były zupełnie odmienne od tych, jakie serwował stosunek z samicą. Nie był w stanie określić, czy lepsze — po prostu inne, wyjątkowe. Odrzucił łeb do tyłu, czując się zupełnie tak, jakby miał eksplodować.
(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie. Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
Dźwięki jakie wydawał z siebie Mekonops przyjemnie pieściły jego uszy. Dlatego chciał jeszcze więcej, jeszcze bardziej. Nawet nie miał mu za złe tego, że go podrapał. W miarę upływu czasu ruchy jego bioder stawały się bardziej chaotyczne. Napięcie jeszcze bardziej wezbrało na sile, a jego ciało robiło teraz wszystko, aby tylko osiągnąć spełnienie. Basior jęknął znacznie głośniej, dociskając się biodrami mocno do swojego kochanka. Wyczekiwany orgazm ogarnął jego ciało, sprawiając, że na chwilę zamarł w bezruchu. — Cudowny. Zamruczał zadowolony, łasząc się pyskiem do Orkana. Nie wypuszczał go jeszcze spod siebie, chciał się nim nacieszyć. Takie miłe chwile nie zdarzały mu się w życiu zbyt często. I chociaz drugi basior nie wyglądał na takiego, co miałby mu uciec to wolał nie ryzykować. Chciał go tak mieć jeszcze chwilę dłużej.
Jakoś tak instynktownie sięgnął łapą do własnego przyrodzenia, niemniej dzięki wprawie i wyczuciu Málvarga wystarczyła raptem krótka chwila, by rozlał się po brzuchu kochanka ciepłą falą — mniej więcej w momencie, kiedy biało-czarny szczytował. Druga z przednich łap zachłannie przysuwała do siebie ciało lubego, kiedy ogół Mekonopsa egoistycznie pragnął wyciągnąć z tego aktu jak najwięcej dla samego siebie.
Słysząc głos kochanka i czując, jak jego pysk znalazł się w polu rażenia niebieskiego, złapał zębiskami skórę na jego policzku i lekko dziabnął. Zupełnie, jakby pragnął chwycić wargę, lecz nie mógł dosięgnąć.
— Podoba mi się ten rodzaj rozkoszy — przyznał szeptem, drżącym z wysiłku i podniecenia głosem. Nie zamierzał uciekać. Przesunął krańcem niebieskiego ogona po udach samotnika. I chcoiaż początkowo obawiał się, że w roli penetrowanego będzie się źle czuł — wcale tak nie było. Nawet, jeśli na początku przejmował się, iż to trochę jakby przejęcie roli samicy, finalnie oddał się temu bez reszty. Próbował uspokoić oddech, lekko gładząc palcami "czystej" łapy ramiona Malvarga.
(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie. Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
— Możemy tak się spotykać częściej, jeśli będziesz chciał. Uśmiechnął się, gdy ten pociągnął go za policzek. Wydawało mu się, że się zgrali, więc takie spotkania mogłyby zdarzać się częściej. O ile Mekonops wyrazi na to chęć. Nie wiedział jak on to wszystko traktował, czy jako jednorazowy eksperyment, sprawdzający własne potrzeby, czy coś więcej. — Nie mówię tu od razu o związku, bo nie wiem czy chciałbyś się wiązać z praktycznie nieznajomym samcem. Dodał po chwili. Każdy takie chwile słabości traktował inaczej, a on nieco badał teren. Sprytnie, że dopiero teraz. Jak już mógł to się od niego odsunął i położył obok. Musiał odpocząć. Zadowolenie Meko kosztowało go mnóstwo energii!
Muskał delikatnie kochanka tak długo, jak tylko mu Málvarg na to pozwalał. Nie zamierzał przytrzymywać przecież tamtego na siłę, wbrew jego woli. Powoli odzyskiwał panowanie nad oddechem, powoli też przywracał mu właściwy rytm wdechów i wydechów. W jasnych oczach wciąż tliła się niedawna namiętność.
— A czy moglibyśmy kiedyś... No, wiesz... W drugą stronę? — spytał. Wciąż jeszcze niekoniecznie potrafił o stosunku rozmawiać. Nie chciał też go nijak urazić, nie znał słownictwa, które byłoby "bezpieczne" w odniesieniu do nowej sytuacji oraz relacji, jaka się wywiązała między nimi — dwoma samcami, pełnymi wigoru i napalonymi na siebie.
Przechylił lekko mordę. Cholera, związek. Na szczęście wyszło na to, iż biały nie oczekiwał od niego deklaracji, co przyjął z pewną ulgą. Nie nadawał się raczej do stałych związków i chyba wolał unikać zobowiązań, przynajmniej do momentu, aż będzie na sto procent pewien, że ich pragnie. Nie chciał skrzywdzić kompana ani w jakikolwiek sposób zawieść jego oczekiwań.
Obrócił się bokiem tak, by móc na niego w miarę swobodnie spoglądać, gdy samotnik ułożył się już obok.
— Jestem beznadziejny w związki. Ale jeśli miałbyś jeszcze kiedyś ochotę... Na mnie... Tak jak teraz, albo jako przyjaciela... No i chętnie cię lepiej poznam... — odrobinę się gubił, bo niekoniecznie był dobrym mówcą. Niekoniecznie umiał ubierać myśli w słowa — a już na pewno nie umiał tego robić z gracją i wdziękiem, zwłaszcza w sytuacjach, gdzie wchodził w grę pewnego rodzaju stres.
/ Przepraszam za chaos, combo upału i alergii chce mnie po prostu zniszczyć. ;<
(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie. Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
Nie zdziwiło go jakoś to pytanie. Chyba się nawet spodziewał, że mogło paść. Uśmiechnął się tylko. — Oczywiście. Odpowiedział spokojnie. Miał nadzieję, że jeszcze kiedyś uda im się złapać. Takie randki, bez konieczności wchodzenia w związki chyba mu się spodobały. Ale nie z każdym by się tak zabawiał. Drugi basior musiał mieć to coś, co mu się w nim spodobało, a Mekonops najwyraźniej to miał. — Pewnie, nie stresuj się tak. Przecież nie zacznę od ciebie wymagać nie wiadomo jakich rzeczy. Uspokoił go, jeszcze trochę się do niego łasząc. Czuł, że zaraz tutaj zaśnie.
/Jasne, nie musisz przepraszać, wszystko rozumiem :>
Przysunął się bliżej, by w końcu oprzeć bezwstydnie pysk na ramieniu drugiego samca. Nawet te cholerne jagody nie były już wcale ciekawe, chociaż jeszcze chwilę temu zeżarłby wszystkie. Swoją drogą chyba tylko cudem niczego nie zwrócił, na skutek emocji czy szalejących hormonów.
— Bo.. Chciałbym, żeby było jasne, wiesz, bez niedopowiedzeń — dodał cicho. Cóż, prawdopodobnie sam też odpływał. Przy nim czuł się bezpiecznie, a w jego ramionach miał wszystko, czego na obecną chwilę potrzebował. Wsunął nos między kosmyki sierści basiora, łaskocząc go pewnie delikatnie ciepłem własnego oddechu.
Málvarg
(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie. Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
— Nie martw się, wszystko jest jasne. Odpocznij. Sam go do siebie bardziej przygarnął, robiąc mu za ogrzewacz i poduszkę jednocześnie. Nie musieli się od razu w sobie zakochiwać na zabój, aby móc miło spędzić razem czas. Starał się jak najlepiej zapamiętać jego zapach, aby w przyszłości było mu go łatwiej znaleźć. Ułożył się wygodnie i zamknął ślepia. Na sen nie musiał długo czekać. Nie minęła chwila , a jego oddech się uspokoił, a on odpłynął.
— To... Dobrze... — wymamrotał nieco nieprzytomnie, balansując nieudolnie na granicy między jawą a snem.
W końcu walkę przegrał. Łapa, którą smyrał kochanka, opadła swobodnie i bez ruchu gdzieś na jego ciele, zalegając tam na czas drzemki, która szybko zmogła jego organizm. Relaksował się oraz regenerował — chociaż w tym drugim zdecydowanie mniej miał do roboty, niż bardziej aktywny niedawno Málvarg. Oddech stał się spokojniejszy, kiedy Mekonops odpłynął w objęcia Morfeusza.
Było mu bardzo błogo i przyjemnie. A że był leniuszkiem, to nie zamierzał się budzić za szybko, ukołysany kojącym szelestem pobliskich krzewów jagód.
(obrazek poglądowy, kiedyś będzie mi się chciało zrobić to ładniej)
Nie powtarzaj, że świat jest ci winien życie. Świat nic ci nie jest winien. Był tutaj pierwszy.
Zawitał luźnym powolnym krokiem... z ogonem zwieszonym nisko, kołyszącym się to na prawo, to na lewo — bezwładnie, bezwiednie. Łeb wilka zresztą nie prezentował się lepiej. Ikarei dziś wyglądał jak kupka nieszczęścia, a mimo to — cóż... Postanowł, że zajmie się odnalezieniem skarbu włóczykija.
Jego determinaja; no cóż... Była... JAKAŚ...
Przemieszczeł się powoli, szedł za; wzrokiem, zapachem, słuchem... ale i smakiem.
IKAREI
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
ZIMOWE SERCE
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
STAN UMYSŁU: Ikar czuje się doskonale. STAN CIAŁA: Ikar nie ma żadnych uszczerbków na ciele.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───
ʟᴏᴠᴇ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴍᴀᴛᴛᴇʀ. ᴍᴘ𝟧 ʟɪᴋᴇ ꜱᴄᴀᴛᴛᴇʀ.
ʙʟᴜɴᴛꜱ ᴊᴜꜱᴛ ʟᴇᴀᴠᴇ ᴍᴇ ꜱᴛᴀɢɢᴇʀᴇᴅ
ɢᴏᴛ 𝟣𝟤 ᴏɴ ᴍᴇ.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ─── KARTA POSTACI — IKAREI
જ⁀➴ EKWIPUNEK:
POSIADANE:
ALKOHOL, GŁÓWNIE ALKOHOL.
Skarb Włóczykija x2,
+ TO CO JEST W KARCIE POSTACI.
Przyszedł powoli na polanę, widocznie kulejąc na jedną z łap. Zachciało mu się drażnić jeżozwierza, czy inne dziadostwo i teraz miał wbity kolec. Do tego uparł się, że sam sobie z tym poradzi i nie szedł do medyka. Oczywiście głupota to była, ale jakby nic sobie z tego nie robił. Sam sobie wyjmie. Twardy był, nie miękki. Usiadł gdzieś na trawie, nie zdając sobie sprawy z tego, że ktoś jeszcze tu był.
Szukanie tego cholerstwa trochę mu zajęło... ale nareszcie to wywęszył, a potem zoczył... Musiał to wykopać, do czego użył — niczego innego jak własne łapy i pazury. Orał ziemię tak długo, aż wydobył ten cholerny skarb włóczykija... Potem wyczyścił go dokładnie za pomocą szmatki i schował do plecaka...
Wzdrygnął się. Nadchodzi jesień...
Krótka sierść (nie licząc łba, piersi i ogona), nie pomagała mu w tym fakcie...
Koniec wydobycia surowca: Skarb Włóczykija.
UGH...
Nagle poczuł nieznajomą woń, za którą ruszył i nim się zorientował — wyrósł przed nim jakiś wilk. Ikarei zamrugał powoli w milczeniu, odjęło mu kurw* mogę... On był niebieski!
Blues
IKAREI
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
ZIMOWE SERCE
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
STAN UMYSŁU: Ikar czuje się doskonale. STAN CIAŁA: Ikar nie ma żadnych uszczerbków na ciele.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───
ʟᴏᴠᴇ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴍᴀᴛᴛᴇʀ. ᴍᴘ𝟧 ʟɪᴋᴇ ꜱᴄᴀᴛᴛᴇʀ.
ʙʟᴜɴᴛꜱ ᴊᴜꜱᴛ ʟᴇᴀᴠᴇ ᴍᴇ ꜱᴛᴀɢɢᴇʀᴇᴅ
ɢᴏᴛ 𝟣𝟤 ᴏɴ ᴍᴇ.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ─── KARTA POSTACI — IKAREI
જ⁀➴ EKWIPUNEK:
POSIADANE:
ALKOHOL, GŁÓWNIE ALKOHOL.
Skarb Włóczykija x2,
+ TO CO JEST W KARCIE POSTACI.
Obejrzał się, gdy poczuł, że ktoś się na niego nazbyt upierdliwie gapi. Zmarszczył lekko nos. Wróg, czy nie wróg? Pierwszy raz widział tego wilka na oczy, ale pierwszy się nie odzywał.
Przesunąl powolnie bursztynowymi ślepiami po łapach, i idąc w górę, aż zatrzymał się na chłodnym lodowym blasku — oczy Blues'a... Ikarei milczał.
Długo, długo milczał, nim zdobył się na jakiekolwiek słowo... — Wszystko z tobą w porządku? — Nie umknęło jego uwadze, że wilk ma coś w łapie. Na pewno bolało... — Mogę Ci pomóc? — Zapytał jeszcze, z lekkim zmartwieniem w tonie.
IKAREI
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
ZIMOWE SERCE
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
STAN UMYSŁU: Ikar czuje się doskonale. STAN CIAŁA: Ikar nie ma żadnych uszczerbków na ciele.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───
ʟᴏᴠᴇ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴍᴀᴛᴛᴇʀ. ᴍᴘ𝟧 ʟɪᴋᴇ ꜱᴄᴀᴛᴛᴇʀ.
ʙʟᴜɴᴛꜱ ᴊᴜꜱᴛ ʟᴇᴀᴠᴇ ᴍᴇ ꜱᴛᴀɢɢᴇʀᴇᴅ
ɢᴏᴛ 𝟣𝟤 ᴏɴ ᴍᴇ.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ─── KARTA POSTACI — IKAREI
જ⁀➴ EKWIPUNEK:
POSIADANE:
ALKOHOL, GŁÓWNIE ALKOHOL.
Skarb Włóczykija x2,
+ TO CO JEST W KARCIE POSTACI.
— Nie wiem czy możesz, okropnie mnie to boli. Odpowiedział. Łapa mu drżała, sam się nie zdobył na to, aby próbować wyciągnąć kolec. Czy komuś innemu by na to pozwolił? Chyba nie, ale też chyba nie miał zamiaru hodować tego w łapie do końca życia. Płakać mu się chciało. Nawet mu troche te niebieskie oczy zabłyszczały, jakby naprawdę miał tu płakać.
Podszedł bliżej, z ostrożnością... — Pozwolisz? — Złapał Blues'a wyżej za łapę, nie w bolesnym miejscu — i... wyciągnął to co tam było wbite. Potem sięgnął do torby, drugą łapą, po alkohol wysoko-procentowy i opatrunek z miękkich, giętkich liści. Zdeenfekował ognistemu łapinę i opatrzył ją... — Będzie szczypać i boleć przez pewien czas, ale nie martw się. Niebawem wszystko będzie dobrze. — Uff... — Jestem Ikarei, niedawno przybyłem do krainy. — Przyweitał się, przedstawił i odsunął do tyłu, nie chcąc adeptowi zabierać jego przestrzeni osobistej.
IKAREI
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
ZIMOWE SERCE
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
STAN UMYSŁU: Ikar czuje się doskonale. STAN CIAŁA: Ikar nie ma żadnych uszczerbków na ciele.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───
ʟᴏᴠᴇ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴍᴀᴛᴛᴇʀ. ᴍᴘ𝟧 ʟɪᴋᴇ ꜱᴄᴀᴛᴛᴇʀ.
ʙʟᴜɴᴛꜱ ᴊᴜꜱᴛ ʟᴇᴀᴠᴇ ᴍᴇ ꜱᴛᴀɢɢᴇʀᴇᴅ
ɢᴏᴛ 𝟣𝟤 ᴏɴ ᴍᴇ.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ─── KARTA POSTACI — IKAREI
જ⁀➴ EKWIPUNEK:
POSIADANE:
ALKOHOL, GŁÓWNIE ALKOHOL.
Skarb Włóczykija x2,
+ TO CO JEST W KARCIE POSTACI.
Oooo przegiął. Jak tylko szok po usuniętym kolcu mu minął, a ból dotarł do mózgu to nie dość, że krzyknął to jeszcze się rozpłakał. No co on mu zrobił?! Podwinął łapę pod siebie. — Ała! Warknął zszokowany. Okropny był.
Zmarszczył brwi, zdziwiony zachowaniem Blues'a... — Ej no... jak będziesz się wyrywał to ci nie pomogę. — Udawał rozgniewanego! a może naprawdę nim był? gniewusem pełnym gniewu... No nie... — Chcesz iść do medyka? — Zaproponował, nie widząc sensu — dalszych prób. Ekspertem Zloty Lew — nie był, ot co.
IKAREI
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
ZIMOWE SERCE
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
STAN UMYSŁU: Ikar czuje się doskonale. STAN CIAŁA: Ikar nie ma żadnych uszczerbków na ciele.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───
ʟᴏᴠᴇ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴍᴀᴛᴛᴇʀ. ᴍᴘ𝟧 ʟɪᴋᴇ ꜱᴄᴀᴛᴛᴇʀ.
ʙʟᴜɴᴛꜱ ᴊᴜꜱᴛ ʟᴇᴀᴠᴇ ᴍᴇ ꜱᴛᴀɢɢᴇʀᴇᴅ
ɢᴏᴛ 𝟣𝟤 ᴏɴ ᴍᴇ.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ─── KARTA POSTACI — IKAREI
જ⁀➴ EKWIPUNEK:
POSIADANE:
ALKOHOL, GŁÓWNIE ALKOHOL.
Skarb Włóczykija x2,
+ TO CO JEST W KARCIE POSTACI.
Burczał jeszcze przez chwilę, próbując się ogarnąć i uspokoić. Ten wilk mu pomógł, a to że bolało to chyba mała cena niz jakby miał się bujać z tym kolcem do końca świata. — Nie trzeba do medyka. Wymamrotał. Otarł łezki. — Jestem Blues. Dzięki, że to wyjąłeś.
Ikarei nie rozumiał tego zachowania... i płaczu... dla niego to było obce, tak odległe... Nie, naprawdę. Tam skąd pochodził nie ukazywało się w ten, ten sposób emocji...
Zbyt wylewny?
Blondyn odsunął się o kilka kroków w tył, by mieć wgląd na całą sylwetkę niebieskiego kompana... — Coś robił, że Ci się to wbiło? — Cholera... Byli w takim miejscu, że o ciernie tu nie trudno... ale jagody... jesienią?
Blues
IKAREI
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
ZIMOWE SERCE
⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘⫘
STAN UMYSŁU: Ikar czuje się doskonale. STAN CIAŁA: Ikar nie ma żadnych uszczerbków na ciele.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ───
ʟᴏᴠᴇ ʏᴏᴜ ʟɪᴋᴇ ᴍᴀᴛᴛᴇʀ. ᴍᴘ𝟧 ʟɪᴋᴇ ꜱᴄᴀᴛᴛᴇʀ.
ʙʟᴜɴᴛꜱ ᴊᴜꜱᴛ ʟᴇᴀᴠᴇ ᴍᴇ ꜱᴛᴀɢɢᴇʀᴇᴅ
ɢᴏᴛ 𝟣𝟤 ᴏɴ ᴍᴇ.
─── ・ 。゚☆: *.☽ .* :☆゚. ─── KARTA POSTACI — IKAREI
જ⁀➴ EKWIPUNEK:
POSIADANE:
ALKOHOL, GŁÓWNIE ALKOHOL.
Skarb Włóczykija x2,
+ TO CO JEST W KARCIE POSTACI.