Strona 7 z 9
Wodopój
: 13 paź 2025, 17:31
autor: Mizrak
Dobrze, że ją znalazł. Jeszcze by tu wzięła i zamarzła. Obniżył się trochę na łapach.
— Wejdź mi na grzbiet, zaniosę cię do zamku. Poczekał aż siostra sie na niego wdrapie, po czym ruszył w stronę zamku.
zt
Wodopój
: 13 paź 2025, 17:32
autor: Celeste
niezdarnie wdrapała się na brata, ani myśląc pozbywać się przy tym swojej ofiary, dość już za nią poświęciła.
//zt
Wodopój
: 14 paź 2025, 18:09
autor: Naiara
Amaia pisze:
Jakoś takoś się złożyło, że znalazła się w lesie. Krocząc jedną ze ścieżek dotarła w końcu nad wodopój gdzie ugasiła pragnienie. Postanowiła chwilę odpocząć, więc rozłożyła się w pobliskiej trawie. Dzień powoli chylił się końcowi, na niebo wkraczały pierwsze gwiazdy, może i jakieś oddalone planety, świecące zadziwiająco jasno. Zadarła łeb w górę, obserwując niebo, jednak wciąż pozostała czujna na wypadek jakby miał sie tu zjawić jakiś drapieżnik czy inny wilk. /
Naiara
Akurat znalazła się w okolicy. Kto wie, być może nawet minęła się z dwójką adeptów Potępienia? Tak czy inaczej, kiedy tylko dotarła do wodopoju pochyliła się ku wodzie, coby ugasić pragnienie. Jak na razie nie trafiła nawet na ślad Nifret, całkiem, jakby córka specjalnie unikała jej osoby. Czy to możliwe? A może opuściła już dawno krainę, a ona nadal łudziła się, że wcale nie jest aż tak bardzo beznadziejną rodzicielką? Westchnęła cicho, patrząc na własne odbicie.
I właśnie wtedy wiatr przygonil do jej nosa znajomą woń. Odwróciła głowę, odszukując zarys ciemnej postaci.
— Amaia? — rzuciła z nutą zaskoczenia, wpatrując się w ulokowaną kilkanaście metrów dalej postać.
Amaia
Wodopój
: 16 paź 2025, 16:10
autor: Amaia
Parę kręcacych się niedaleko adeptów zignorowała. Na pewno jednak nie mogła zignorować wilczycy, która pojawiła się nad wodopojem chwilę potem. Podniosła się na łapy i podeszła do niej powoli. Nie była pewna, jak powinna się z nią przywitać. W końcu ostatnie ich spotkanie raczej było w mało przyjaznej atmosferze, jak to w rodzinie.
— Essa milva, kopę lat... — powiedziała niepewnie, zatrzymując się jakieś pięć metrow przed Naiarą.
Nie była pewna czy powinna podejść bliżej, więc to siostrze zostawiła zadecydowanie, jak blisko powinny się znaleźć względem siebie nawzajem. Nie wiedziała, co więcej miała powiedzieć więc milczała. / Naiara
Wodopój
: 23 paź 2025, 12:13
autor: Naiara
Poruszyła lekko jednym z uszu, kiedy dotarło do niej specyficznie przywitanie. Kiedyś już je słyszała. Całe wieki temu, gdy znalazła Nifret pośród mieszanki Księżycowych i Cienistych. Niedyskretnie poruszyła nozdrzami, zmniejszając dystans pomiędzy nią a Amaią. Wciąż uczyła się zapachów klanów, więc nie mogła mieć żadnej pewności, czy ma rację, czy się może myli.
— Zapuściłaś korzenie w Księżycu? — spytała więc. Cóż, spotkanie to nie przypominało ciepłego przywitania po latach rozłąki. Niemniej między siostrami już od jakiegoś czasu nie było najlepiej, prawda?
Wodopój
: 23 paź 2025, 13:07
autor: Amaia
Prawdę mówiąc nie zamierzała nigdzie zapuszczać korzeni. Chciala po prostu odszukać Naiarę a KK był pierwszą grupą na jaką trafiła. Z czasem jednak nabrała przekonania, że całkiem nieźle się tam odnajduje i dobrze pasuje. Odetchnęła głębiej.
— Tak, chyba... Chyba tak. A ty? Niech zgadnę, jak zawsze na uboczu? — spytała.
Serce jej waliło jak szalone. Pragnęła tej chwili a teraz, kiedy natrafiła na ślad siostry totalnie nie wiedziała jak się zachować i co powiedzieć. Nie chciała jej spłoszyć ani się z nią pokłócić, ale wiedziała, że Naiara... bywa drażliwa. Przechyliła łeb przyglądając się waderze badawczo. / Naiara
Wodopój
: 23 paź 2025, 14:22
autor: Naiara
Zmarszczyła lekko brwi na uwagę siostry.
— Jeśli masz na myśli "nie dołączyłaś do żadnego klanu", to masz rację — powiedziała spokojnie, dość chłodno. To nie tak, że nie zależało jej na poprawnych relacjach z siostrą. Jednak pomiędzy nią, a Amaia, było nieco kwasów wcześniej. Kwasów, które przez ostatnie lata po prostu zżerały dziewczyny od środka, nie mając ujścia na zewnątrz. Naiara poruszyła lekko jednym z uszu. Czego, jak czego, ale że Am zostawi dom i wyruszy za nią to się nie spodziewała. Bo owszem, była niemal przekonana, iż to właśnie ona jest powodem obecności czarnej w tej krainie.
— Jak się odnajdujesz w klanie? — spytała po prostu. Dawne urazy, dawnymi urazami, ale skłamałby, gdyby kiedykolwiek powiedziała, że nie tęskniła za siostrą ani nie zastanawiała się, co u niej słychać. Kochała ją, nawet, jeśli nie zawsze było im po drodze.
Wodopój
: 23 paź 2025, 14:33
autor: Amaia
Chyba powoli już się przyzwyczajala do obojętności Naiary. Było dokładnie tak jak wtedy, gdy widziały się ostatnio.
— Czasami wolała bym, żebyś na mnie po prostu nakrzyczała — powiedziała spokojnie, uśmiechając się półgębkiem.
Bo taka była prawda. Niewypowiedziane emocje były dość gęste, żeby wilczyca je doskonale wyczuwała, mimo tego że Amaia nigdy nie była szczególnie empatyczna w porównaniu do innych wilków. Naiara próbowala nie dawać niczego po sobie poznać, ale jednak mimo to w przypadku Amaii oszukiwanie wcale jej nie wychodziło tak dobrze, jak sobie życzyła.
— Nie jest źle. Poznalam kilku sympatycznych Księzycowych, Arkhana i Thelxinoe na przykład. Fajne chłopaki.
Że z pierwszym widziała się chyba tylko raz, a z drugim nie widziała się od wieków zapomniała wspomnieć. / Naiara
Wodopój
: 23 paź 2025, 14:44
autor: Naiara
Zmrużyła lekko ślepia. Dlaczego miałaby krzyczeć na Amaię? Przecież wszystko, co było "do wygarnięcia" już jej wygarnęła. Nie jej problemem było, że Amaia jej słowa zwyczajnie zlała, a przynajmniej takie wrażenie miała Nai. Przechyliła lekko mordę. Nie była z tych, co krzyczą bez wyraźnego powodu. Nawet na Alexa chyba nigdy nie powrzeszczała tak fest, jak — być może — powinna. Odetchnęła głębiej.
— Nie mam powodu, żeby krzyczeć — odpowiedziała spokojnie, rzeczowo.
Za moment jednak lekko się wzdrygnęła. Arkhan. Wyprostowała się i spojrzała na siostrę nieco oceniająco, zupełnie, jakby to czarna miała się z tamtym czarusiem puścić, a nie ona sama.
— Jasny, skrzydlaty, złote oczy? — spytała tylko, mrużąc lekko ślepia. Czy to możliwe, żeby chodziło o tego samego typa?
Wodopój
: 15 lis 2025, 15:31
autor: Arithra
polowanie
ofiara: jelonek błotny (gr. II), dorosły, statystyki: s. 15 / z. 20 / cz. 15
łowcy: w sumie: (wyszczególniono poniżej): s.57 / z. 40 / cz.58
Arithra (-10pż), terramorf, statystyki: s. 40 / z. 15 / cz. 40
Ophelia (-10pż), samotnik, statystyki: s.17 / z.25 / cz.18
zbieractwo: skóra x1 — Arithra
Instrukcja, krok po kroku (dość dosłownie)
1. Najpierw zsumowałam nasze statystyki, jako, że polujemy razem
2. Porównałam sumę ze statystykami zwierzyny, zamieszczoną
tutaj i wybrałam taką, która nam odpowiada gł. ze względów fabularnych. Wzięłam pod uwagę maksymalne obrażenia, które zadać może sztuka dorosła oraz to, czy można z niej zebrać surowiec. Z polowania można zebrać maksymalnie dwie sztuki surowca. Teoretycznie wydaje mi się, że mogłabym zebrać dwa surowce (istnieje zasada ograniczająca zbieranie tylko jednego surowca w przypadku multikont), niemniej zdecydowałam się na zebranie jednego. Informacja o tym musi znaleźć się na początku polowania.
3. Wypisałam też statystyki ofiary (zależne od jej wieku) i obrażenia, jakimi polowanie przepłacą wilki (co wylosuję za moment). System kostek na wolvie działa jednak tak, że wynik rzutu jest widoczny dopiero po wysłaniu posta — więc uzupełniam te punkty nieco później.
4. Losuję wiek zwierzyny i wysyłam post, by zobaczyć, co się wylosowało.
Rzut wykonuje się albo na kostnicy na discordzie (wstawiamy wtedy link do wyniku), albo tutaj, bezpośrednio na forum. Należy wejść w okno "pełnej odpowiedzi", gdzie na dole, pod polem wiadomości, znajduje się opcja "rzut kością". Po jej wybraniu w polu
notacja rzutu wpisuję
1d6 — jako, że jest to wymagane przez regulamin polowań. Następnie klikam "rzuć kością" i wstawiam do posta wynik za pomocą odpowiedniej opcji, która pojawiła się w tabelce (zaznaczono na czerwono):
Krok ten nie jest obowiązkowy (rzut doda się i bez tego), ale wpływa na estetykę posta.
Rzut:
1d6
Po wysłaniu posta widzę, że wypadło '4" — a więc polujemy na ofiarę dorosłą, mającą pełne statystyki (1 — młode, 6 — stare; zarówno ofiara młoda, jak i stara, posiada 1/3 statystyk osobnika dorosłego, podanych w tabeli).
Wracam do tabeli z ofiarą, gdzie sprawdzam, ile obrażeń postaciom zadaje dorosła ofiara z gupy 2 (do której należy jelonek).
młode: — {wynik rzutu kością 1d5} PŻ;
dorosły: — {wynik rzutu kością 3d5} PŻ;
stare: — {wynik rzutu kością 2d5} PŻ;
Wypadła nam dorosła, więc każda z nas przyjmie w trakcie polowania obrażenia, które należy wylosować kością 3d5.
Rzucam dokładnie tak, jak wcześniej — jedynie w "notacji rzutu" wpisuję komendę 3d5. Pozwolę sobie wylosować obrażenia zarówno dla Ari, jak i dla Ophelii:
Rzut na obrażenia Arithry:
3d5
Rzut na obrażenia Ophelii:
3d5
Dopiero po zatwierdzeniu posta zobaczę, co wypadło — wprowadzę wtedy odpowiednie wartości na samym początku polowania.
Z kwestii technicznych na ten moment to w sumie wszystko.
Teraz czeka nas minimum pół godziny łowów, gdzie każda z nas musi napisać min. 3 posty (w jednym opisujemy tropienie zwierzyny, w drugim ja odnajdujemy i ewentualnie zaczynamy atak, a w trzecim zabijamy — post finalnie zabijający będzie należeć do Ciebie, jako, że Ty zamykasz nam kolejkę).
Mogę już spokojnie zacząć polowanie.
Arithrze całkiem przyjemnie rozmawiało się z Ophelią — na tyle przyjemnie, że po całej akcji dziergania czapek dziewczyny postanowiły udać się na wspólne polowanie. Ari, jako ta nieco bardziej doświadczona, wybrała miejsce oraz zwierzynę, chociaż — rzecz jasna — przed podjęciem decyzji poznała zdanie swojej towarzyszki.
— Myślę, że przy wodopoju bez większych trudności znajdziemy jakąś zwierzynę. Myślę, że jelonek błotny będzie doskonałym wyborem: mięsa może niewiele, ale na dwie paszcze powinno wystarczyć. No i jest raczej mniej wymagający, a prawdę mówiąc — jestem nieco zmęczona tym dzierganiem, więc nie pogardzę czymś łatwiejszym — przyznała, uśmiechając się niewinnie w stronę samotniczki.
Podniosła łeb i zaczęła się rozglądać. Jeśli jakaś zwierzyna znajdowała się w okolicy — z pewnością musiała od czasu do czasu zawitać u brzegu wodopoju, by ugasić pragnienie. Oblizała leniwie mordę, szukając spojrzeniem jakichkolwiek znaków, świadczących o niedawnej obecności jelonków lub przynajmniej sugerujących, dokąd mogła się udać oraz jak bardzo dawno temu. Poruszające się rytmicznie nozdrza świadczyły o tym, że wzrok nie był jedynym zmysłem, który zaprzęgła do roboty. Nos samicy również pracował na najwyższych obrotach, analizując mieszaninę zapachów (a tych w takich miejscach zazwyczaj było sporo). Na razie oddzieliła woń zajęcy i małych ptaków czy niewielkich gryzoni, wszak nie tego dzisiaj szukali. Spojrzeniem próbowała dojrzeć jakieś kawałki sierści, odchody, może tropy kopyt odbitych w błocie.
Kroczyła niespiesznie, starając się przemieszczać jak najciszej — na wypadek, jakby faktycznie ofiara znajdowała się bliżej, niż przypuszczala na obecną chwilę.
Korzystam też z profesji myśliwego (obecnie nie potrzebujemy zmniejszenia statystyk zwierzyny, ale zawsze to dla mnie okazja do dodatkowego 1PD, więc korzystam, gdy tylko mogę)
MYŚLIWY P. 1
Mechanika – obniża siłę/zręczność wymaganą do wytropienia zwierzyny o ¼.
Myśliwy otrzymuje dodatkowy 1 PD za odbyte polowanie.
Koszt – 30 energii
Wodopój
: 15 lis 2025, 17:06
autor: Ophelia
Ophelia nie miała nic przeciwko przewodnictwu towarzyszki. Po drodze zachwycała się jej jasnym futerkiem. Podążała za nią łapa za łapą, jak lisica. Nie miała nic przeciwko czemuś łatwiejszemu, bo po dzierganiu była wciąż lekko otępiała. Łapy lekko drżały od zmęczenia. Polowanie brzmiało jak dobra okazja, by wrócić do ciała. Do instynktu. Do rytmu. Zdjęła ciężar z łap powoli, ostrożnie, pozwalając, by jej krok dopasował się do kroku Arithry. Wspólne polowanie wymagało synchronizacji. Nawet jeśli Ari prowadziła, Ophelia starała się poruszać w jej cieniu, lekko, prawie bezszelestnie. Jej uszy poruszały się niezależnie od siebie, wychwytując drobne odgłosy wody ocierającej się o brzeg, ciche szelesty liści i odgłosy owadów. Schyliła łeb nisko, gdy zbliżyły się do granicy drzew. Gałęzie utworzyły nad nimi półcień, a powietrze stało się chłodne, wilgotne, niosło w sobie zapach błota, stagniętej wody i zwierzęcej sierści. Nozdrza poruszały się niespokojnie, łapiąc różne wonie
— Wrogów tu raczej nie ma — szepnęła konspiracyjnie — Czujesz coś? — Ophelia uniosła delikatnie ogon, ale wciąż trzymała go nisko, przy ciele jako sygnał czujności. Przybliżyła się do jednej z kałuż odbijających niebo. Zmarszczyła lekko czoło. Zbliżyła nos do błota. Po chwili dotknęła go językiem, próbujac posmakować smak. Nie uzywała tego do tropienia, ale ciekawa była jak smakuje. Smakowało.. błotem.
Arithra
Wodopój
: 15 lis 2025, 17:45
autor: Arithra
Poruszyła uchem, kiedy Ophelia wspomniała o wrogach. W milczeniu skinęła łbem, zgadzając się z towarzyszką. Podobnie, jak ona — Ari nie wychwyciła woni innych wilków czy niedźwiedzi. Widocznie obecnie jedynie one miały ochotę na kotlet z jelonka. Poderwała łeb ku górze, zastrzygła uszyma, gdy dopadło ją przeczucie, iż coś usłyszała. Szybko jednak zorientowała się, iż to jakaś wiewiórka, która widocznie nadal jeszcze nie udała się na zimowe odpoczywanie. Pewnie gromadziła skarby na ostatnią chwilę. Uśmiechnęla się pod nosem, bo ta myśl zdała jej się z jakiegoś powodu całkiem wesoła.
Odbiła nieco od wodopoju, szukając teraz w zaroślach. W pewnym momencie natrafiła na coś, co wyraźnie ją zaintrygowało, więc zatrzymała się i poświęcila nieco więcej czasu na węszeniu w jednym miejscu. Odszukała spojrzeniem koleżankę i gestem głowy wskazała, by podeszła bliżej, a potem spojrzeniem wskazała na świeżo wydeptaną ścieżkę, prowadzącą ku wschodowi, pomiędzy zaroślami. NIe była pewna, czy jelonek uciekł w las, czy kręcił się po okolicy; trop był jednak całkiem świeży, podobnie, jak świeże były bobki znajdujące się nieopodal. Nie byla w stanie określić na obecną chwilę, ile sztuk się tutaj przewinęło; wiedziała jednak, że było to maksymalnie kwadrans temu. Miały szczęście, ofiara nie mogła oddalić się za daleko.
— Nie mógł odejść daleko — szepnęła.
A potem ruszyła wydeptaną ścieżką, ostrożnie i cicho stawiając łapy. Starała się ustawiać jak najbardziej pod wiatr, chociaż ten prawdopodobnie nie ułatwiał zadania — zazwyczaj w końcu wieje od zbiorników wodnych, które znajdowały się z boku wilczyc.
/ możesz opisać, co znajdziemy :D
Wodopój
: 15 lis 2025, 18:21
autor: Ophelia
Kiedy Arithra uniosła łeb, ona również zastygła, jakby obie w tym samym momencie podpięły się pod ten sam, ledwie uchwytny impuls. Jej uszy drgnęły niezależnie od siebie, a nozdrza uniosły się wyżej, łapiąc strzępy zapachów, które wiatr mieszał bez litości: mokrego błota, zgniłych liści, chłodnej wody i tego jednego, lekkiego, świeżego śladu, który miał w sobie coś nerwowego. Kiedy Arithra wskazała jej trop, Ophelia nachyliła się nad błotem. Nie dotykała go, a jedynie nawęszyła. Obejrzała smukły odcisk racicy, świeży, błyszczący wodą. Jej oczy błysnęły nagłym skupieniem, tym rodzajem uwagi, który cichych i niepozornych czyni śmiertelnie skutecznymi.
— To było tu chwilę temu — potwierdziła, zerkając na koleżankę krótko, sciszyła głos bardziej — Wydaje mi się, że jest niepewny, może się zgubił — Arithra ruszyła pierwsza, Ophelia od razu weszła w jej cień, poruszając się tak, by nie trącić ani jednego patyka, ani jednego źdźbła wysokiej trawy. Starała się stawiac łapy równo w tropach wilczycy. Gdy wiatr zmienił kierunek, futro na karku Ophelii zadrżało.
— Jeśli skrócimy drogę przez te paprocie, powinniśmy zejść pod wiatr. Nie usłyszy nas, dopóki nie będzie za późno. — zasugerowała i spojrzała na wilczycę szukajac w niej potwierdzenia lub zaprzeczenia swoich przemyśleń. Niezależnie od tego jak poszły, niedługo usłyszały cichy pogłos. Tuptanie, jakby zwierzę próbowało iść możliwie najciszej, a jednocześnie powstrzymywało panikę.
— Niedobrze, odbija w bok — szepnęła nasłuchując po lisiemu. — Chcesz poprowadzić atak? Ja mogę go obejść. Jest lekka mgła, nie zauważy mnie, jeśli będę przy ziemi. Kolorem futra powinnam się wtopić w otoczenie — Ophelia nachyliła się niżej, niemal przylgnęła do ziemi. Jej głos drżał leciutko z ekscytacji. Mimo ostrożności, lubiła polować. Zwłaszcza gdy robiła to u boku kogoś bardziej doświadczonego.
— Jak wolisz — dodała cicho, gotowa dopasować się do decyzji Arithry.
Jelonek błotny był stworzeniem, które niemal zlewało się z otoczeniem, jakby sam las ulepił go z mokrej ziemi, mchów i wody. Jego drobne, smukłe ciałko było pokryte ciemnym, nierównym futrem o barwie brunatnego mułu, przetykanym jaśniejszymi smugami na bokach. Gdy stał nieruchomo, wyglądał jak część krajobrazu: osadzony między paprociami, wsparty cienkimi nogami o kolorze mokrych gałęzi. Kiedy zbliżał się do wodopoju, jego kroki stawały się coraz bardziej nieostrożne. Raz po raz osuwał się w głębszy kałuż, podnosząc raciczkę z lekkim sapnięciem, jakby świat próbował przytrzymać go błotem. Każdy z jego kroków wydawał głuchy, miękki odgłos, gdy maleńkie raciczki zapadały się w wilgotnej ziemi. Błoto przyklejało mu się do raciczek, chlupocząc cicho, kiedy próbował znaleźć twardszy grunt. Był nieco zdenerwowany, gdyż zgubił resztę stada, które ominęło tę część lasu.
Arithra
Wodopój
: 15 lis 2025, 19:59
autor: Arithra
Skłoniła delikatnie pyskiem, kiedy Ophelia zgodziła się z jej osądem. Co dwa nosy to nie jeden, czy coś takiego.
Pomysł, by ściąć drogę przez paprocie wydał się jej całkiem dobry, choć odrobinę ryzykowny — w gęstwinie liści łatwiej o błąd, a nawet ten drobny można przepłacić utratą zwierzyny. Niemniej uznała, że ryzyko jest dość niskie, a wizja skrócenia drogi oraz zyskania sojusznika w wietrze wydała się jej nad wyrz kusząca. Skręciła zatem zgodnie ze wskazówkami towarzyszki, uważając, by nie nadepnąć na jakiś liść, który mógłby zaszeleścić zbyt mocno lub na jakąś suchą gałązkę, która mogłaby się skrywać pośród liści. Teraz, jesienią, zdradzenie się jakimś drobnym szmerem było dość prawdopodobno, bo zalegające tu i ówdzie, schnące liście z pewnością nie były pomocnymi. Arithra starała się więc przemieszczać jak najciszej, jak najostrożniej. Szła więc nieprędko — czym się nie przejmowała, wszak ofiara znajdowała się na tyle blisko, iż nie było potrzeby gnać na złamanie karku.
Zatrzymała się na moment, kiedy towarzysząca jej samica wspomniała o tym, iż zwierzyna odbija w bok. Zastrzygła uchem, próbując wysłuchać szmeru zwierzyny, jednocześnie uważnie sluchała pomysłu kompanki. Skinęła jej lekko mordą i pochyliła się nieco ku niej, by mieć pewność, że samotniczka usłyszy jej szept:
— Dam ci chwilę, żebyś się do niego zbliżyła i potem ruszę.
Plan był prosty — jeden wilk z jednej strony, drugi — z drugiej. Miały szczeście, bo trafiły na pojedynczą sztukę, co ułatwiało sprawę. Gdyby całe stadko ruszyło do ucieczki, łatwo byłoby o uraz, a przecież o to chodziło, by nie wilczą krew przelewać. W ślad za Ophelią opadła miękko na ugiętych łapach, pochyliła łeb, przykleiła ogon i uszy do ciała. Starała się być jak najmniejsza, zajmować najmniej przestrzeni i ograniczyć maksymalnie ryzyko, że zahaczy o jakieś rośliny, szelestem których zdradzi się ze swoją obecnością nazbyt szybko.
Prawdopodobnie Ophelia ruszyła w kierunku jelonka, na co Ari dała jej kilkadziesiąt sekund. W gąszczu i mgle szybko straciła ją z oczu, co wzięła za dobry znak — oznaczało to bowiem, iż jelonkowi również będzie niełatwo spostrzec rudą w zaroślach. Policzyła jeszcze do dziesięciu, po czym ruszyła w stronę samotnego kopytnego. Najpierw powoli, przy ziemi, a gdy znalazła się dostatecznie (przynajmniej w jej mniemaniu) blisko stworzonka odbiła sie potężnie tylnymi łapami i rozprostowała ciało, działające niczym rozprężająca sie właśnie sprężyna, by nadać sobie prędkości. Kilka susów dzieliło ją od jelonka.
I chociaż ten rzucił się do ucieczki, zdał sobie sprawę z zagrożenia nieco nazbyt późno. Wziął odwrót, nieświadom tego, iż prawdopodobnie właśnie gnał prosto w paszczę Ophelii. Arithra starała się nie znajdować bezpośrednio za zweirzyną, świadoma tego, jak łatwo dostać kopem prosto w mordę. W pewnym momencie złapała w szczęki bok uda zwierzątka, te jednak dało radę się wyrwać, w amoku walki o przetrwanie boleśnie nadeptując na jedną z przednich łap Ari. Ognista zaklęła cicho pod nosem, na moment gubiąc rytm.
Na szczęście dzisiaj nie była tutaj sama.
Ranny jelonek wciąż próbował przetrwać, więc kiedy tylko poczuł swobodę (nie bacząc na ranę w nodze) rzucił się znów do biegu.
/ możesz na spokojnie ją dobić i mamy to ♥
Pamiętaj tylko, żeby uwzględnić utratę żyćka
Wodopój
: 16 lis 2025, 1:34
autor: Ophelia
Ophelia trzymała się nisko przy ziemi, mięśnie napinając niemal niezauważalnie pod gęstą sierścią. Jej serce biło szybciej, rytmicznie. Zanim podjęła decyzję, poczekała na sygnał Arithry, dopiero wtedy ruszyła. Najpierw cicho, jak cień przeskakujący między kępami traw. Potem, gdy jelonek poderwał głowę i odskoczył, jej ciało przeszło w gwałtowną dynamikę. Ruszyła w pogoń, chcąc przeciąć trasę zwierzyny. Zwierzę odbiło gwałtownie w bok, zbyt gwałtownie. Prawdopodobnie Ophelię zdradził jakiś powiew wiatru albo wtedy właśnie oberwał w udo, nie widziała tego dokładnie bo była po drugiej stronie zwierzęcia. Ophelia próbowała dostosować tor biegu, ale poślizgnęła się na mokrej glebie. Ostre gałązki przecięły jej skórę na łapie, zostawiając zadrapania. Zerwała się znowu do biegu. Jelonek myślał, ze zgubił Ophelię i Arithrę, więc rzucił sie w stroe gęstszego poszycia. Chlapał mokrą ziemią, próbował ukryć się w krzakach. Pół lisica podążyła za nim czując jak łoto wciska się między palce łap, obciążając je i zmuszając do mocniejszej pracy mięśni. Jej oddech stał się głęboki, szybki, ale równy. To był moment. Niosła ją adrenalina. Rzuciła się naprzód, prawie całym ciężarem uderzając go w bok. Działała jak podpowiadał instynkt. Jelonek zachwiał się, zaryczał przestraszony i zdezorientowany. Zeby Ophelii zamknęły się na jego szyi, ale źle. Wymierzyła za nisko. W tym ułamku sekundy jelonek szarpnął się gwałtownie. Uderzył rogiem w jej policzek. Poczuła tępy ból, gorące pulsowanie. Odruchowo puściła, a kiedy jelonek zbierał się do powonej ucieczki, ponowiła chwyt. Tym razem nie spudłowała. Teraz zacisnęła szczęki z całą siłą, precyzyjnie, jak robią to drapieżniki, które nie chcą zadawać niepotrzebnego cierpienia. Czuła pulsowanie jego życia, którego nie zamierzała puścić. Cisnienie szumiało jej w uszach, sama nawet nie wiedziała ile to trwało i co się działo dookoła. Ciało jelonka zwiotczało, przestał walczyć. Trwała tak jeszcze chwilę upewniając się, że na pewno umarł. Nie chciałaby żeby obiad teraz się zebrał i uciekł. Kiedy była pewna, to dopiero wtedy poluzowała uścisk. Uniosła głowę, a jej oddech był szybki. Czuła pulsowanie w poranionym policzku, delikatne pieczenie na łapie, powoli mijający ból ramienia od zderzenia. W jej oczach było zadowolenie i cicha, nieoczywista wdzięczność dla życia, które właśnie zabrała. Odwróciła wzrok od martwego zwierzęcia szukając Arithry. Końcówka jej ogona poruszała się na boki, ale coraz wolniej, wraz z opadającym podekscytowaniem.
Arithra chyba dobrze wyszło ?
Wodopój
: 16 lis 2025, 11:34
autor: Arithra
Dotarła do towarzyszki w momencie, gdy skracała życie jelonka. Przystanęła zatem, bo nie było sensu, by pchała się w wir walki — zwłaszcza, że jej towarzyszce naprawdę świetnie poszło, a ofiara raptem pół chwili później wydała ostatnie tchnienie. Czas oczekiwania poświęciła na wylizywanie łapy — zwyczajny odruch, mający miejsce u psowatych, kiedy doznają jakiegoś urazu. Masowała językiem obolałe miejsce, nadal jednak czujna (chociaż wątpiła, aby jelonek miał nagle ożyć, raczej nie podejrzewała samotniczki o zdolności nekromanckie).
Uśmiechnęła się do samicy, pochwyciwszy jej spojrzenie. Zaprzestała pielęgnacji.
—
Świetna robota. Jesteś cała? — zapytała, a jej spojrzenie odruchowo powędrowało w kierunku zranionego policzka kompanki. Nie wydawało się, by rana była duża i pewnie kwestią kilkudzisięciu godzin było jej zaleczenie, niemniej wolała i tak dopytać. —
Jeśli potrzebujesz pomocy, w klanie Ognia mamy dobrych uzdrowicieli — dodała, uśmiechając się delikatnie.
Podeszła bliżej jelonka, stwierdzając, że tak ślicznej skóry dawno nie widziała.
—
Pogniewasz się, jak zbiorę z niego płat skóry? To dość cenny surowiec — wyjaśniła. Głupio byłoby jej po prostu oskórować stworzenie, do którego przecież obie miały równe prawo.
Ophelia
/ jest super! Rozliczyłam już nas
tutaj — na podstawie tego rozliczenia możesz odebrać 4 PD
w tym miejscu (możesz nawet zacytować mój ostatni post, tylko zmień sobie tam wartość PD, bo dostałam jeden więcej za profesję myśliwego)
Wodopój
: 16 lis 2025, 14:33
autor: Ophelia
Zwiesiła język z pyska, przez chwilę oddychając intensywniej. Gdy Arithra zbliżyła się i pochwaliła ją, uszy samotniczki na moment opadły. Nie była przyzwyczajona do pochwał, ale zrobiło się jej miło kiedy została doceniona.
—
Tak jestem cała — odparła, choć instynktownie cofnęła głowę, gdy ognista wilczyca spojrzała na jej policzek.
Kiedy Ari wspomniała o uzdrowicielach, Ophelia mrugnęła powoli. Nie odmówiłaby pomocy, ale wciąż miała w sobie tę lisio-wilczą niezależność, która kazała jej najpierw stanąć na własnych łapach, zanim oprze się na cudzych.
—
Jeśli będzie gorzej to skorzystam. Obiecuję — powiedziała cicho. W głosie brzmiała szczerość, ale też ostrożność kogoś, kto dopiero uczy się pozwalać innym dbać o siebie. Usiadła, odciążając lekko bok, którego napięte mięśnie po pogoni zaczęły drżeć od wyczerpania.
—
Jaki jest klan Ognia? Niewiele o Was wiem — Skupiła wzrok na upolowanej zwierzynie. Sam widok przyopomniał jej, że zjałaby coś. Poczuła lekkie ściśnięcie żołądka. Gdy Arithra wspomniała o płacie skóry, Ophelia przechyliła łeb, wyrażajac zaciekawienie
—
Oczywiście. Zabierz, ile potrzebujesz. Ja… i tak nie umiałabym tego dobrze wykorzystać — przyznała szczerze.
—
Za to chętnie coś zjem — uśmiechnęła się wracając spojrzeniem na jeszcze ciepłą ofiarę.
Arithra Dziękuje

Wodopój
: 23 lis 2025, 17:54
autor: Arithra
Uśmiechnęła się wesoło na wieść, iż Ophelia jest cała. Co prawda stan jej policzek nieco temu przeczył, jednak Arithra była niemal pewna, ze to drobiazg. Zresztą zaoferowała pomoc medyka, a jej koleżanka obiecała skorzystać jeśli zajdzie taka konieczność — więc chyba wszystko było wyjaśnione. Pokiwała głową na znak, że słyszała, zrozumiała oraz zaakceptowała wypowiedź rozmówczyni.
— Cóż, mówią o nas, że jesteśmy tymi, którzy mają się sprzeciwiać siłom Chaosu. Jestem tu stosunkowo od niedawna, więc nie wszystko nadal wiem, ale... Ogólnie prosty scenariusz, pałętali się Cieniści, więc Feniks powołał nas jako strażników Harmonii — powiedziała spokojnie, biorąc się za oskórowanie zwierzyny. Działała dość szybko i sprawnie, pewnie nawet miała jakiś sztylet na podorędziu, bo raczej gołymi łapami tego by nie zrobiła. — Z zasady ci, co kierują się sercem, braterstwem, honorem, pokorni i sprawiedliwi, lecz tez waleczni, kiedy trzeba, choć zazwyczaj konfliktów nie zawiązujemy — a przynajmniej nie bez istotnych powodów. Ale wiesz... W klanie zawsze jest tak, że są jednostki mniej pasujące do schematu, nawet mimo ogólnego akceptowania przyjętych w dniu dołaczenia wartości — podsumowała krótko, podnosząc oczy znad skóry. Zgabny płat zabrała, zwalniając więcej przestrzeni dla towrzyszki. Głodnej towarzyszki. Niegrzecznym byłoby kazać jej czekać.
— Zapraszam do posiłku — rzuciła wesoło, zwijając skórę.
/ zebrano: 1x skóra
Wodopój
: 24 lis 2025, 13:50
autor: Ophelia
— Strażnicy Harmonii — powtórzyła miękko, jakby smakowała te słowa. Kiedy Arithra wspomniała o tych, którzy kierują się sercem, honorem i sprawiedliwością, Ophelia przechyliła lekko głowę, jakby poczuła, że te wartości dotykają czegoś głęboko w niej. Nie umiała tego nazwać, ale to było jak delikatne pociągnięcie niewidzialnej nici. Lisia część przeciwnie do wilczej, uznawała że honor jest bez sensu. Honorem sie nie najesz i nie unikniesz kłopotów. Sprytem tak. Speszyła się trochę, czując wewnętrzną walkę odczuć, jakich nie potrafiła nazwać, ale cos innego przyciągnęło jej uwagę:
— Kim jest Feniks? — usłyszała własne słowa, ktroch bezpośredniość ją zaskoczyła. Może nie powinna tak pytać?
— Dziękuję. Myślę, że mogłabym wiele nauczyć się od kogoś takiego jak ty, Arithro — szepnęła dołączając do wilczycy, obok jelonka. Szarpnęła kłami mięso odrywając pierwsze kęsy. Oblizała pysk dokładnie
— Pycha — jej ogon wykonał kilka drobnych ruchów, okazując zadowolenie ze smaku posiłku.
Arithra
Wodopój
: 24 lis 2025, 20:45
autor: Arithra
Z drugiej strony jelonka Ari oddzieliła sobie fragment mięsa. Nieduży — zupełnie, jakby czuła, iż skoro zebrała skórę to nie powinna nadużywać i żreć za dużo mięsa. Poruszyła jednym z uszu, gdy Ophelia odniosła się do strażników harmonii, mimowolnie uśmiechając się na brzmienie tych słów. Przyjemnie prezentowały się obok siebie, niczym zgrabny komplet, którego szkoda rozdzielać.
— Jedna z naszych dróg rozwoju nazywa się Drogą Harmonii. Cheruby i serafy to wilki najmocniej w tej sztuce zakorzenione, potrafiące samą myślą koić i leczyć. — Co prawda używały do tego własnego zdrowia, ale jakoś obecnie w narracji nie chciało to wybrzmieć na tyle dobrze, by Arithra chciała o tym wspomnieć. A może po prostu sama nawet o tym nie wiedziała? W końcu to zdecydowanie nie było jej powołanie.
— Wiesz, czytałam gdzieś legendę o siłach chaosu, które wieki temu roztoczyły się na świat, chcąc niszczyć, plugawić i zabijać. Element rozkładu był jednym z sześciu pierwiastków budujących świat, zgodnie z poleceniami tak zwanej Istoty Pierwszej. Pośrodku terenów zajmowanych przez te elementy znajdowała się ziemia neutralna, pozbawiona magii. Oddzielała ona żywioły, dzięki czemu, izolowane, zachowały między sobą równowagę i nie dochodziło między nimi do konfliktów. Każde z nich miało swe przeciwieństwo, zatem trwała harmonia. Ogień stał naprzeciw wody, powietrze naprzeciwko ziemi, a energia przeciwko rozkładowi. No i pewnego dnia ten ostatni chciał więcej, bardziej, mocniej, więc zaczął sie rozlewać poza swoje granice. Burzył tym samym cały porządek świata — opowiadała spokojnie, co jakiś czas biorąc sobie krótką przerwę na kęs posiłku. Wierzyła, iż jej towarzyszka nie będzie miała nic przeciwko. — Energia, zgodnie ze swoim powołaniem, próbowała równoważyć chaos, lecz tego było, cóż, za wiele i nie dawała zwyczajnie rady. Wkrótce dopomógł jej ogień. Pozostałe elementy też postanowiły się dołączyć do tej nierównej walki, każdy ze swoich pobudek, mniej bądź bardziej szlachetnych, lecz mimo to szło im słabo. Powstał świat, jaki znamy dzisiaj, gdzie te elementy przeplatają się na każdym kroku, w różnych proporcjach, są obecne w codziennym życiu. Chaosu jednak wciąż pozostawało najwięcej. Ogień zstąpił więc na ten nowy świat pod postacią Feniksa, ptaka zbudowanego z płomieni. Wiedząc, że walka z rozkładem jeszcze się nie skończyła, chciał przewodzić istotom, którym ruszył wraz z energią na ratunek. To nasz przewodnik, wskazujący drogę i napędzający do działania — wyjaśniła. Może początkowo nie zamierzała streszczać przeczytanej ongiś opowieści, ale... jakoś tak samo wyszło, o.
Zaśmiała się cicho, życzliwe, gdy koleżanka wspomniała o tym, że mogłaby się od niej wiele nauczyć.
— Sama wciąż się uczę. Każde polowanie jest inne, zaskakuje czymś nowym, nieważne, w ilu nie wzięłabyś udziału — rzuciła pogodnie, bo od razu założyła, iż o to chodziło rozmówczyni.
Na jej "pycha" odpowiedziała szerokim uśmiechem.