Strona 1 z 1

Martwe Równiny

: 26 sty 2025, 21:10
autor: Mistrz Gry
Obrazek Martwe Równiny
Rozległa, surowa równina rozciąga się aż po horyzont, pozbawiona życia i zieleni. Wilcze tradycje głoszą, że to miejsce było świadkiem honorowych pojedynków – zarówno pojedynczych osobników, jak i całych klanów. Powody starć bywały różne: od rutynowych treningów po głęboko osobiste urazy i zatargi. Każde starcie zostawiało po sobie ślady na tej bezwzględnej ziemi.
Mimo że ziemia wielokrotnie nasiąkała krwią walczących, żadna roślina nie zdołała się tutaj zakorzenić. Pustka równiny zdaje się podkreślać brutalność dawnych pojedynków, a jej bezkres i surowość przypominają o nieugiętej sile natury, która ani nie przebacza, ani nie nagradza. To miejsce, gdzie historia splata się z ciszą i surowym pięknem martwego krajobrazu.


Martwe Równiny

: 26 sty 2025, 22:25
autor: Banna
/zdarzenie

Z wszystkim tym, co znaleźli z Adayą podczas swojej krótkiej raczej wycieczki, Banna niósł niemal z namaszczeniem w torbie. Z Wilczej Osady prowadził na północ, ku coraz bardziej jałowym ziemią. Po swej prawicy widzieli wulkan Ognistych, a lewej z kolei nad horyzontem majaczyła inna, mniej przyjemna góra. Czerwonokity wilk patrzył w stronę terenów Cienia od czasu do czasu, rozglądając się równie uważnie po opustoszałych bezdrożach. W końcu znalazł zdaje się odpowiednie miejsce, po przystanął, popatrzył na kamienistą ziemię pod łapami i odłożył plecioną torbę na bok. Odsunął parę kamieni na bok, tworząc niewielki krąg, w środku którego ułożył na sobie cedrowe gałązki. Jedną z nich wziął i skierował się w stronę Adayi, która pewnie coraz bardziej skołowana patrzyła na to, co robił.
— Adayo Biały Płomieniu, czy uczynisz mi ten zaszczyt i użyczysz płomienia? — Spytał nad wyraz wyniośle jak na siebie, choć też było jasne, że samą cedrową gałązkę trzyma wręcz z namaszczeniem i czeka na werdykt towarzyszki. Nie mógł sam wzniecić ognia, jeżeli miał przy sobie prawdziwą kapłankę.

Martwe Równiny

: 05 lut 2025, 21:55
autor: Adaya
podążała za nim, dalej ciekawa gdzie ją prowadzi. Do tej pory starała się po prostu cieszyć dniem i sielankową atmosferą, ale powoli ciekawość już zaczynała ją pożerać. Gdy jednak dotarli do kolejnego przystanku, a Banna zaczął zbierać kamienie i gałązki na ognisko obiecała sobie, że jeśli zaraz nie powie jej o co chodzi, to tym razem już będzie musiała to na nim wymusić. Ognisko sugerowało postój. I to w dodatku w miejscu, które nie wiedzieć czemu, budziło w niej niezbyt przyjemne emocje. Jak długo zamierzał ją jeszcze tak zwodzić?
Odezwał się kilka chwil przed tym, gdy już miała nie wytrzymać. Oh?
Przez moment patrzyła na niego ze zmieszaniem. Naprawdę nie była w stanie się przyzwyczaić do tego, że ją tak nazywa. I to nie dlatego, że brzmiało to dziwnie z warg wilka z zupełnie innych stron, wręcz przeciwnie. Czasem była w stanie zapomnieć, że już nie jest w domu...
Wreszcie uśmiechnęła się, trochę nawet starając się zamaskować wzruszenie w oczach.
— To będzie dla mnie honor. — powiedziała, schylając lekko łeb.
Uniosła łapy tak, by mieć pomiędzy nimi koniec gałązki. Na chwilę skupiła wzrok w jednym punkcie na jego końcu, próbując zebrać tam energię, a zaraz potem — może nawet szybciej niż się spodziewała — koniuszek patyczka zaczął czernieć, dymić się, a w końcu zajął się płomieniem. Dała mu jeszcze chwilę, chroniąc go przed podmuchami wiatru, jak świeże, słabe życie, niegotowe jeszcze do samodzielności, ale gdy zaraz potem urósł lekko w siłę, zabrała łapy i chwilę jeszcze uwiesiła na nim wzrok.
— Złączmy się siostry w śpiewie
zapatrzmy razem w płomień
niechaj rozpali nadzieję
w sercach, we mnie i w tobie — zanuciła cichutko.

Martwe Równiny

: 05 lut 2025, 23:41
autor: Banna
Nawet jeżeli Banna wciąż nic nie wyjaśniał, w przeciągu chwili stało się jaśniejsze, o ile nie jasne, co robi. Kamienny krąg dla niewielkiego ognia rozpalonego gdzieś na skraju ziem nie dotkniętych przez zło był aż za bardzo wymowny.
Z uśmiechem przyjął cenny płomień od Adayi i nim rozniecił go z namaszczeniem wśród pozostałych gałązek, machnął łapą nad dymem unoszącym się z płomienia tak, by ten poleciał w stronę wilczycy. Było to błogosławieństwo, którego nauczył się od swojej rodziny. Sam też wziął i dla siebie trochę tego dymu, ale już z większego ogniska.
Adaya śpiewała, więc Banna zdecydował się nic więcej nie mówić, choć i on pewnie znał jakieś słowa, które mogłyby ten niewielki ogień pobłogosławić. Tymczasem do akompaniamentu pieśni wyjął ze swojej torby kalinę i szałwię. Tę pierwszą rozmyślnie wrzucił w ogień, a płomienie buchnęły ochoczo, jakby dostały w swe posiadanie coś wyjątkowo smacznego. Potem zmiażdżył szałwię głośnym klaśnięciem w łapy i rozkruszoną wrzucił w ogień. Ogień jakby magicznie uspokoił się, a dym popłynął równą strugą ku niebu, od czasu do czasu wijąc się od powiewów wiatru.
— Gdy kalina płonie rubinem wśród liści, na znak, że moc ognia złe moce oczyści, niech płomień rozświetli, co skryte w ukryciu, by prawda zakwitła w odrodzonym życiu. Tak mawiają. — Wyjaśnił, gdy najwyraźniej skończył swoją niemą modlitwę i teraz tylko patrzył w stronę terenów Klanu Cienia na martwy wulkan, który już nie dawał ognia. — Święta szałwia z kolei w dymie snuje swe zaklęcia.
Potem spojrzał na Adayę i dodał:
— Dziękuję, że ze tu ze mną przyszłaś.

Martwe Równiny

: 09 lut 2025, 23:58
autor: Adaya
gdy skończyła, zamilkła, pozwalając palonym ziołom wypełnić zapachem jej nozdrza. Z niejaką nostalgią wpatrywała się w ogień ślący strugę dymu w niebo. Trochę niby zahipnotyzowana, wsłuchiwała się w słowa Banny, otrząsając się i mrugając kilkakroć, gdy skończył. Uniosła wzrok by spleść z nim spojrzenia.
— Dziękuję, że mnie zabrałeś. — powiedziała miękko, naprawdę doceniając ten gest. Nie wiedziała ile może zdziałać tak niewielki rytuał względem pełznącego z pobliskiej góry zła, ale wciąż wystarczał on by podsycać tlącą się w wilczycy nadzieję. W końcu nawet jeśli tu była zaledwie ich dwójka, tam wokół wulkanu zebranych było znacznie więcej, wszyscy zjednoczeni przez płomień Feniksa.

Martwe Równiny

: 10 lut 2025, 20:51
autor: Banna
Banna w końcu szeroko się uśmiechnął, wyszczerzając się. Zadumany nastrój gdzieś uleciał wraz z dymem świętego ognia. Sam ołtarzyk wyglądało na to, że nie będzie się palił wiele dłużej. Było tam ledwie parę suchych patyków cedru. Ogień ten jednak nie miał płonąć wiecznie. Miał służyć tylko jako nośnik krótkiej modlitwy, na którą najwyraźniej Bannę tego dnia naszło.
— Przyjemność po mojej stronie. — Śmiał się. — Dobrze, że nie nawiałaś po drodze. — Być może wilk bał się, że Adaya uzna go po prostu za czuba podczas tej wyprawy. Tym czasem okazało się, że są sobie bliżsi, niż się wcześniej spodziewali.
— W taki razie jeden ołtarzyk mniej. Wracamy? — Zapytał, wyraźnie gotując się do drogi powrotnej. Jego czerwony od spodu ogon powiewał na wietrze jak spokojnie płonący płomień.

/koniec zdarzenia

Martwe Równiny

: 11 lut 2025, 17:44
autor: Adaya
trwała jeszcze kilka sekund w tym zadumanym stanie, ale nastrój Banny zawsze udzielał jej się momentalnie. Nie wiedziała do końca czemu, ale zawsze w jego towarzystwie czuła się spokojniejsza i bardziej zrelaksowana. Być może była to jego aura cheruba, a może po prostu Banna taki był — tego na pewno nie umiała by ocenić. Zaraz więc również uśmiechnęła się szeroko.
— nie wiem czemu bym miała. — powiedziała całkiem szczerze — Zapłoną kolejne. — obiecała, może jemu, może sobie.
A potem kiwnięciem pyska odpowiedziała na ostatnie pytanie i prawdopodobnie ruszyli w drogę powrotną.

//zt

Martwe Równiny

: 11 lut 2025, 20:45
autor: Banna
I tyle ich było, drogę powrotną spędzili na zupełnie zwyczajnych rozmowach.

/zt

Martwe Równiny

: 28 maja 2025, 19:26
autor: Gressil
Przyszedł, bo chciał się ponapierdalać i sprawdzić swoje kości w akcji. Stanął więc na środku areny i czekał na jakiegoś śmiałka.

Martwe Równiny

: 02 cze 2025, 23:55
autor: Gressil
Opuścil to miejsce zupełnie sam. /zt

Martwe Równiny

: 09 cze 2025, 13:10
autor: Fáyra
[ wydobycie korzeń żmijowca ]
Wiatr smagał piasek wokół jej łap, a słońce chyliło się ku zachodowi, rzucając długie cienie na jałową ziemię. Fayra zbliżała się do miejsca, gdzie pustynia stykała się z twardym, porośniętym z rzadka jałowcem gruntem. W nozdrzach poczuła coś gorzkiego, ziemistego, o lekkiej, pikantnej nucie. Przystanęła, pochylając łeb ku ziemi. Tam, między kamieniami, wśród suchej trawy – dostrzegła pokręcony kształt. Korzeń, cienki i bladobrązowy, wychylał się spod piasku jak zaklęty wąż. Żmijowiec.

Martwe Równiny

: 09 cze 2025, 13:13
autor: Fáyra
Fayra ugięła łapy, siadając przy znalezisku. Zaczęła delikatnie usuwać piasek i kamyczki, uważając, by nie uszkodzić cennego korzenia. Ten zdawał się ciągnąć głębiej, splatając się z ziemią jak sieć. Przez chwilę wahając się, zsunęła pazury i zaczęła ostrożnie podważać ziemię. Sucha gleba opierała się, ale w końcu jeden z segmentów ustąpił. Zapach korzenia wzmocnił się – był drażniący i niemal piekący w nosie. Tak, to z pewnością on.

Martwe Równiny

: 09 cze 2025, 14:03
autor: Fáyra
Z ostatnim ruchem łapy Fayra wysunęła korzeń Żmijowca z ziemi. Był długi, powyginany i lekko lepki od soku, który błyszczał w zachodzącym słońcu. Wilczyca obejrzała go uważnie, upewniając się, że jest nienaruszony. Owinęła znalezisko w suche źdźbła trawy i schowała do małego zawiniątka z liści, które miała przy sobie. Z wdzięcznością spojrzała na miejsce, z którego go wydobyła – w tej surowej ziemi kryła się siła. Ruszyła z powrotem ku terenom natury, czując, że jej lemoniada będzie... naprawdę wyjątkowa i oczywiście ma nadzieję, że zasmakuje Morri.
/zt

Martwe Równiny

: 16 lip 2025, 16:15
autor: Myrvain

ZDARZENIE INDYWIDUALNE
_____________________________


Opierając się na użyczonym przez jasną wilczycę barku opuścił arenę, wychodząc na Martwe Równiny. Oczywiście samica zdążyła mu wspomnieć, jak nazywa się ta rozległa połać niczego i musiał stwierdzić, że nazwa ta jest jak najbardziej adekwatną. Szli powoli, dostosowując się do tempa rannego seniora. Zdecydowanie potrzebował Tenebris florum, miał nadzieję, że natrafią na tak teraz mu wskazaną bylinę.
Dwie pary oczu rozglądały się uważnie dookoła, zarówno wypatrując rośliny, jak i potencjalnego zagrożenia. Znajdowali się na otwartym terenie, do tego on osłabiał ich duet.

Anioł Stróż
Ostatnim razem widziałam te roślinę gdzieś tutaj... — odezwała się niegłośno, przerywając przedłużającą się ciszę. Nawet sępy dały im spokój, zostając ponad areną. Świat dookoła milczał. Jakby dawno już zakończył swe istnienie.
Skinął jej powoli łbem. Czuł, że z każdą kolejną chwilą słabnie, jednak wiedział doskonale, że nie miał czasu na odpoczywanie. Bakterie szalały w najlepsze w ranie, a on jedynie modlił się, że nie zdążyły się jeszcze rozpełznąć po całym krwiobiegu. Każda chwila mogła być jego ostatnią.
Los dzisiaj był dla niego łaskawy. W spękaniu w glebie dojrzał nieco bladozielonych, niemalże wręcz szarych, niewielkich płatków. Wskazał gestem głowy roślinę, prosząc towarzyszkę, aby zaprowadziła go bliżej. Klęknął przy bylinie, wsunął w nią nos. Potrzebował kwiatów, a jak na złość żadnego nie widział... Już niemal stracił nadzieję i zaczął już poszukiwać planu B, kiedy natrafił na fioletowoszare płatki. Dokładnie takie, jakimi opisywała je babka. Zerwał roślinę i ostrożnie roztarł pomiędzy łapami płatki na proszek, który następnie wmasował w ranę.
O ile babka nie kłamała, roślina ta ma silne właściwości odkażające, wspomaga gojenie się ran — wyjaśnił. W duchu miał nadzieję, że pomaga również pod kątem ewentualnych blizn; miał ich dość sporo i doprawdy nie potrzebował kolejnej. Podniósł oczy na lica samicy i skłonił jej nisko głową. — Dziękuję — szepnął cicho. — Czy mogę ci się jakoś odwdzięczyć? — spytał, nie odrywając od niej spojrzenia. Lubił na nią patrzeć. Nie podejrzewał, że przed śmiercią zdąży znowu to poczuć. Niewiele o niej wiedział, nawet nie znał Jej imienia... A jednak wcale mu to nie przeszkadzało, by obdarzyć ją sympatią. Prawdopodobnie stał się ofiarą głębokiej wdzięczności, jaką wobec niej wyhodował. Była jego Aniołem Stróżem. Uratowała mu skórę.

Anioł Stróż
Najpierw powinieneś odpocząć — odpowiedziała łagodnie, gestem głowy wskazując na wysoką skałę, która rzucała dość cienia, aby mogli się w nim ulokować. — Między innymi od palącego słońca, dość ci już witaminy D na dzisiaj — powiedziała spokojnie, prowadząc go pod kamień. Słońce wisiało dość nisko ponad horyzontem, lada moment wyprze je księżyc w swym orszaku gwiazd, zalewając niebo granatem.
Poczuł się bezpiecznie. Dawno tak się nie czuł. Nawet nie wiedział, kiedy, zasnął.

A Ona czuwała nad spokojem jego snu.



Martwe Równiny

: 16 lip 2025, 16:34
autor: Myrvain
Gdy się ocknął, Ona wciąż czuwała.
Dziękuję... — Miał wrażenie, że ostatnio nie mówił jej niczego innego. — Dlaczego mi pomagasz? Czemu tracisz czas, na starą łajzę, której nawet nie znasz? — zagaił, szczerze zainteresowany motywami wilczycy. Odwróciła głowę ku niemy. Gwiazdy, pochłonięte przez głębię jej oczu, jaśniały intensywnie, jak jeszcze nigdy wcześniej żadne inne się nie odważyły. A on tonął w tym spojrzeniu, zafascynowany oraz nieco przerażony.

Anioł Stróż
Przypominasz mi mojego ojca — odpowiedziała po prostu, poruszając przy tym delikatnie krańcem puszystego ogona. — Jemu nie potrafiłam pomóc. Mam nadzieję, że zmażę choć część tego dyshonoru niosąc pomoc innym, jemu podobnym — dodała, a jej spojrzenie nagle przygasło. Gwiazdy zniknęły.
Przykro mi — powiedział spokojnie, unosząc jedną z przednich łap, by zetrzeć tę subtelną łzę, którą próbowała ukryć przed nim, odwracając głowę. Za stary był na podobne numery i znał je zbyt dobrze. W końcu sam niejednokrotnie uciekał się do podobnych zachowań.

Anioł Stróż
Długo zostaniesz? Kraina oferuje o wiele przyjemniejsze tereny, nie wszędzie jest tak... przytłaczająco, jak tutaj — szepnęła, wytrzymując ciężar wejrzenia jego bladoszarych, niemal pozbawionych kolorytu, oczu.
Nie zamierzam tutaj zostawać. Widzisz... Tak żyję od kilku lat. Pojawiam się, zabawiam rozmową i opowieścią... A potem podążam dalej. Zawsze znajdzie się ktoś, kto potrzebuje odpowiedniej historii, a ja staram się ich dostarczać. Tutaj.. — westchnął, odsuwając palce od jej delikatnego, miękkiego policzka. — Tutaj moje historie nie są potrzebne. Dlatego jak tylko dojdę do siebie, zamierzam ruszyć dalej — wyjaśnił szorstko. Znacznie bardziej szorstko, niż zamierzał. Niesmak ostatnich wydarzeń wgryzł się w jego język, miękką myśl zmieniając ostrymi zadziorami rozżalenia w niezbyt aksamitny ton głosu. Czuł się fatalnie; zupełnie, jakby właśnie odgrywał się na niewinnej wilczycy. Mało tego — na wilczycy, dzięki której wciąż znajdował się na tym, a nie na tamtym, świecie, chociaż pewnie tam już sam diabeł grzał mu siedzenie.

Anioł Stróż
Samica skinęła głową, przez kilka sekund nie odzywając się ani słowem. Zupełnie, jakby rozważała, co powiedzieć i w jaki sposób skonstruować komunikat.
Rozumiem. Szkoda. Uważam, że jest tutaj cała masa wilków, którym przydałaby się dobra opowieść, niosąca cenny morał... — zawiesiła głos. Cóż, mieszkała niedaleko areny chłonącej krew rozlewaną bez większego powodu. Za niedalekich sąsiadów miała Klan Cienia. Miała prawo do podobnej opinii (miałaby do niej prawo także bez tych czynników).
Myrvain nie był pewien, czy to sam przekaz, czy raczej zawód w głosie — coś jednak sprawiło, że zadrżał w środku. Dawno nikt nie dał mu odczuć, by potrzebował jego obecności; by potrzebował obecności Słowa. Odwrócił spojrzenie, niczym zawstydzone szczenię — którym przecież nie był już co najmniej od dekady.
Jak mogę ci się odwdzięczyć? — spytał cicho.


Martwe Równiny

: 16 lip 2025, 16:50
autor: Myrvain

Anioł Stróż
Nie oczekuję niczego w zamian — odpowiedziała z naciskiem, na tyle mocnym, że Myrvainowi zrobiło się głupio, że w ogóle to zaproponował. Powinien był się tego spodziewać; anioły były bezinteresowne w swej ofiarnej wspaniałomyślności.
Skinął jej nisko łbem, pozwalając sobie na zmianę pozycji — ułożył się brzuchem na glebie, zadzierając delikatnie głowę, by móc na nią patrzeć. Jej milczenie traktował jako zgodę. Nie miał jednak wobec niej złych czy niecnych zamiarów, znał granice i nie zamierzał ich przekraczać. W jego wieku po prostu się nie godziło.
Opowiesz mi coś o sobie? — poprosił.



Resztę nocy spędzili na rozmowie. Im więcej mu o sobie opowiadała, tym większym darzył ją szacunkiem i tym głębiej zatapiał się w fali zauroczenia, nabierającej wielkości niszczycielskiego tsunami. Wiedział, że zatracenie to przepłaci boleśnie. Wiedział, że był zbyt stary, by wyzbyć się dawnych przyzwyczajeń.
Ale przez te kilka godzin, kiedy za jedynego świadka mieli księżyc, mógł o tym nie myśleć.
Mógł marzyć. Nie robił tego od tak bardzo dawna, że zdziwiło go, iż w ogóle jeszcze potrafił.


A kiedy ciemność rozdarły pierwsze promienie wschodzącego słońca, udali się w stronę wilczej osady, gdzie mieszkała Ona. Odprowadzenie jej do domu było choć niewielką namiastką tego, co mógł dla niej uczynić. Oddany, zauroczony, zaangażowany bardziej, niż wypadało...


Kto wie, może poznanie lepiej tego świata i zostanie nieco dłużej wcale nie było takim złym pomysłem?

/zt.


Martwe Równiny

: 26 paź 2025, 18:32
autor: Neffrea
polowanie
ofiara: impala (gr.3), dorosły, statystyki: s.22 / z.36 / cz.25
łowca: Neffrea (-13pż), Inkwizytor, statystyki: s. 45 / z. 45 / cz. 25

rzut na wiek ofiary
rzut na obrażenia

Dawno nie miała okazji polować. Dzisiaj jednak nie było z nią ani Iskariota, ani Caitlyn, ani też nie mogła liczyć na wsparcie kogokolwiek z klanu. Dlatego miała nieco ograniczone możliwości. Pewnie gdyby chodziło o posiłek zadowoliłaby się byle czym, ale nie to ją tutaj przywiodło. Dzisiaj zamierzała zdobyć ofiarę dla Svahrice. Rozejrzała się po równinach, zastanawiając się, co mogłaby tu spotkać — ze zwierzyny, z którą mogłaby sobie w pojedynkę poradzić. Prawdopodobnie było to niezłe miejsce, aby spotkać jakieś niewielkie antylopy, co wydawało się już być całkiem niezłym darem dla bogini. Oblizała leniwie mordę.
Zaczęła się uważnie rozglądać — nie tylko za zwierzyną samą w sobie, lecz także za jakimikolwiek znakami, że ta znajdowała się tutaj niedawno (lub nieco dawniej, ale wtedy musiała liczyć dodatkowe minuty na dogonienie zwierzyny, dość zresztą szybkiej oraz zwinnej). Kupy, kępki sierści, obgryzione gałązki, odbite w podłozu ratki.. Deszcz był jej sprzymierzeńcem, bo wilgotne podłoze było bardziej podatne na tego typu tropy.

Martwe Równiny

: 26 paź 2025, 19:03
autor: Neffrea
W końcu do nozdrzy wilczycy dotarła woń, której szukała. Zapach antylop. Nie byla pewna, jednak stawiałaby na raczej średnie stado, liczące od 10 do 15 osobników. Pewności jednak nabierze nieco później. Ruszyła więc dziarsko przez równinę, próbując nie kaleczyć się o ostre rośliny, których — jak na złość — było tutaj całkiem sporo.
W końcu dojrzała kilka sztuk. Stado liczące 13 osobników (aż się uśmiechnęła pod nosem, bo — waidomo — liczba super pechowa) pasło się w najlepsze, skubiąc leniwie trawy i liście krzewów. Oblizała powoli mordę. Wiatr uderzał ją w mordę; niósł zapach ofiar ku drapieżcy, co było dobrym znakiem. Ugięła się na łapach i opadła miękko niżej, znikając pośród szarawych, suchych roślin. Podeszła najbliżej, jak mogła, nie ryzykując, iż spłoszy stworzenia. Te bowiem co ułamek chwili ruszaly uszyma, czujne i uważne.
A potem, kiedy miała je niemal na wyciągnięcie łapy, po obraniu dorodnej samicy, ruszyła biegiem w kierunku ofiary. Nie patrzyła już na nic innego; liczyło się jedynie to, by jak najszybciej wyrwać życie ze smukłego ciała impali. Stado rzuciło się do ucieczki, w charakterystycznych podskokach próbując czmychnąć przed przeznaczeniem.

Martwe Równiny

: 26 paź 2025, 19:16
autor: Neffrea
Nie poddawala się. Podobnie, jak impale — ona rownież była calkiem szybka oraz zwinna. Jej łapy, sprawiajace wrażenie zdeformowanych, idealnie sprawdzały się podczas pogoni. Gnała więc za upatrzoną sztuką, nie przejmując się, iż tamta od czasu do czasu nagle skręcała, aby zmylić pościg. Znacznie większym problemem było to, iż cholery te potrafiły skakać nawet 3 metry wzwyż. I właśnie jeden z takich skoków, którego nie dojrzała w porę zaaferowana tą konkretną, upatrzoną przez siebie sztuką, zakończył się solidnym kopniakiem w ramię, przez które wypadła na moment z rytmu. Zaklęła siarczyście, w ostatniej chwili asekurując się przed upadkiem. Straciła cenne metry, musiała więc dać z siebie jeszcze więcej.
W końcu dogoniła impalę, odbijając się mocno z zadnich łap i rzucając na antylopę mniej więcej w chwili, gdy jej smukłe nogi wylądowały z zadziwiającą miękkością na podłożu. Uderzyła z całym impetem w tylne kończyny ofiary, przewracając ją, by potem doskoczyć do jej szyi. Nie zabila jej. Ofiara dla bogów powinna być żywa. Zelżyła nacisk i uderzyla z całej siły ofiarę w łeb, skutecznie ją ogłuszając. A potem, by ta nie mogła jej uciec, potężnymi szczękami złapała jej wszystkie cztery nogi, gdzieś na wysokości stawów. Oblizała mordę. Poczula głód — ale nie mogła sobie pozwolić na uszkodzenie ofiary (dosłownie) bardziej, niż to konieczne.
Złapała wciąż żywe stworzenie i zaciągnęła na tereny Klanu Cienia.

/ polowanie zakończone sukcesem
/ zt.

Martwe Równiny

: 02 lis 2025, 16:11
autor: Mistrz Gry
To miejsce zostało nawiedzone przez ducha!
To duch dziecka apodyktycznych rodziców, które całe życie musiało przestrzegać zasad. Wszelkie objawy sprzeciwu kończyły się srogimi karami. Zginął wykonując zadanie, do którego został przymuszony.

Sposób wypędzenia: Ten duszek ma dość zasad, kontroli i spełniania oczekiwań innych. Sam już żadnych zasad nie złamie, ale może to zrobić razem z tobą. Chce od ciebie tylko jednego — byś zrobił coś, czego nie powinieneś robić. Może się to wiązać ze zlamaniem zasad klanu, moralnych czy obyczajowych. Opowiedz duchowi, przed tym lub po tym, jak coś zrobisz, dlaczego to niewłaściwe i jakie grożą za to konsekwencje, by mógł w pełni odczuć wagę twojego buntu.

Wskazówki do odgrywania: To jest ten mały diabełek, który zawsze zachęca do czegoś złego. Będzie cię zachęcał do mniej lub bardziej okrutnych psot, nieobyczajnych zachowań, a w rozmowach z innymi podpowiadał najgorsze teksty, jakich możesz użyć.
Więcej informacji — tutaj