Podniósł się powoli do siadu, kierując spojrzenie w stronę anioła. Rozejrzał się niepewnie dookoła. Cóż, wychodziło na to, że nie niebo było mu pisane, a anioł widocznie miał za zadanie odprowadzić go do samych wrót piekła. Syknął, kiedy bolesna fala rozlała się po ciele, rozpoczynając od uda, a na czubku nosa kończąc. Dziwne. Był przekonany, iż kiedy w końcu umrze — nie będzie mu nic dolegać. Dociągnął nieco bezwładnie ranną kończynę do reszty ciała.
—
Umarłem — stwierdził słabo, choć pewnie logika nakazałaby zapytać.

| — O ile mi wiadomo: nie. A przynajmniej jeszcze nie teraz — odezwała się Ona, głosem przyjemnie miękkim i kojącym. Powoli odwróciła twarz ku niemu, odrobinę bezczelnie, lecz i pewnie, chwytając się jego spojrzenia. — Nie mogę ci obiecać, że to potrwa długo. Przemyłam twoją ranę, lecz obawiam się, że mogło dojść do zakażenia. Twój oponent raczej nie jest mistrzem dbania o higienę jamy ustnej. |
Myrvain odwrócił głowę, znów zerkając na ranną łapę. Nie pytał o nic; nie chciał wiedzieć, co stało się z czarnym. Być może obawiał się, że pomagierka okaże się aniołem śmierci. Być może po prostu uznał ją za zbyt niewinną oraz wspaniałomyślną, by zezwalać na jakiekolwiek skażenie tego obrazu.
— Dziękuję za pomoc — powiedział cicho, spokojnie. Był pewien, że niezależnie od tego, jak potoczyły się losy czarnego — wadera, przynajmniej dzisiaj, była jego stróżem. Stęknął boleśnie, podnosząc się na cztery łapy. Był słaby i żałosny, nienawidził starości za to, że go dopadła. Gdyby nie fakt, że jego rodzima kraina przestała istnieć — nigdy by do tego nie doszło. Mógłby przecież opowiedzieć historię, w której znów jest młody i silny, a słowo stałoby się rzeczywistością. Posilił się kretem niezgody, którego pożarł zdecydowanie zbyt prędko, by było to zdrowe.

| — Jeszcze nie skończyłam. Wciąż chwiejesz się na cienkiej linii dzielącej życie od śmierci — zauważyła Ona gorzko, choć jednocześnie w tonie jej głosu kryło się coś aksamitnego, ciepłego oraz serdecznego. |
Myrvain wiedział doskonale, że samica ma rację. Odetchnął niego głębiej, a nieprzyjemny ucisk w klatce uzmysłowił mu, że nie tylko głowa i łapa ucierpiały podczas spotkania z szalonym wielbicielem kretów. Znał wiele opowieści i często snuł własne — a jednak nigdy nie pomyślałby, że byle kret może stać się powodem tak zaciekłego konfliktu. Często wędrował, wiele widział. Nigdzie nie zostawał na dłużej. To miejsce także traktował jako krótki przystanek w drodze pozbawionej miejsca docelowego. Nie zaczął zbyt dobrze, nie widział powodu, by próbować odmieniać ten stan rzeczy. Naje się, nabierze sił... i ruszy dalej. Tutaj świat go wcale nie chce; być może wręcz go nie potrzebuje.
—
Tenebris florum. O ile się nie mylę, tutejszy klimat powinien sprzyjać rozrostowi tenebris florum — powiedział nieco zamyślonym tonem. Chociaż żarłoczna starość raz po raz wyszarpywała z umysłu kolejne wspomnienia, te związane z lekcjami swojej babki pozostawały trwałe i nienaruszone. Zupełnie, jakby otoczone murem cegieł uporu związanych zaprawą sentymentów. Widząc, iż spojrzenie wilczycy nadal nie uległo zmianie, a ogromne "nie rozumiem" rozlało się na jej licach jeszcze mocniej, doprecyzował:
— Babka nieco mnie uczyła o świecie. O leczniczych roślinach. W tych nieprzyjaznych środowiskach, na gołej suchej ziemi, często rozwijają się szarofioletowe kwiaty wielkości łapy wilczego szczenięcia. Może nie tu, nie na tej arenie — ale poza nią, pośród nicości... Czy widziałaś może szarofioletowe, delikatnie połyskujące w słońcu, kwiaty? Na ogół mają od pięciu do ośmiu płatków i biały środek, przypominający gęsty meszek — opisał roślinę, zamykając wcześniej oczy, by jak najdokładniej odtworzył zarysowany na kartach podświadomości pokrój rośliny.

| — Być może widziałam roślinę, o której mówisz. Proszę, wesprzyj się na moim boku. Jeśli to faktycznie to całe... Ten-coś-tam, będziesz mógł ją wykorzystać od razu. Jeśli nie, poszukamy dalej, razem. Chodźmy. Nie wiem, kiedy ten oszołom powróci... — chociaż mówiła spokojnie, na koniec w ton wypowiedzi wdarła się drżąca nuta ponaglenia. |
Skinął łbem, wsparł się na niej. Nie protestował. Jej pomysł był z tych całkiem niegłupich, on zaś lepszego nie miał.
/zt.
wykorzystanie mechaniki — polowanie na kreta (2 PD),
walka z typem, któremu się nie spodobała jego obecność (2 PD),
odegranie słabej strony — niedołężny, słaby (2PD)
przypomnienie sobie o leku, o którym opowiadała mu babka
—> odwołanie do przeszłości (2 PD) | = 8 PD |