Strona 39 z 39

Bory łowieckie

: 16 lut 2026, 20:42
autor: Nathellion
Wilk żreć musi, a on bezapelacyjnie był wilkiem. Przylazł więc z myślą, żeby coś upolować, ale jedynym co złapał był guz, kiedy bezczelny zając mu umknął do jamy, a on walnął czołem w kamień przy wejściu do kryjówki. Próbował rozkopać jamę, ale im głębiej próbował sięgać tym bardziej dochodził do wniosku, że to bez sensu a uszaty już dawno mu się wymknął i czas to zaakceptować.
Usiadł sobie więc i zaczął kląć pod nosem na wszystko na czym ten świat stoi!


Lilian Grace Ashcroft

Bory łowieckie

: 17 lut 2026, 22:20
autor: Lilian Grace Ashcroft
/sorki że tak długo, od piątku choroba mnie zmogła. Z pełną pompą jedziemy!

Wysoka, zgrabna wilczyca o bladej jak kreda cerze, przemierzała bory łowieckie, niczym duch strasząc niezaznajomione z nią wilki, choć nawet nie starała się szczególnie robić komukolwiek krzywdy. W zasadzie planowała wizytę na targowisku, na placu na drzewie, wytargować kilka przedmiotów o okazyjnych cenach. Stąd też wystroiła się jak dama na bal — szminka, rzęsy, pazurki, makijaż, nawet dodatkowe futro na siebie założyła, by nie zmarzła w ten szczególnie chłodny dzień.
Z gracją jej łapy niemal tańczyły, ledwo dociskając śnieg pod sobą, a przy jej boku elegancka torba, pełna różnych skarbów, choć żaden z nich stricte nie był ani magiczny, ani składnikiem, ani amuletem, ot... bibeloty jak; kosmetyczka, lusterko, stary wisiorek z puzderkiem (W który niegdyś trzymała swoje lekarstwa), trochę racji żywnościowych i parę "tylko" cennie wyglądających bibelotów.
Nucąc pod nosem kątem oka zobaczyła kształt innego, nieznajomego sobie wilka. No nie, nienienie, zamilkła natychmiast i schowała się za drzewem, licząc na to, że nie została dostrzeżona (wielce wątpliwe, jej śpiew był wyraźnie słyszalny z daleka). Wyjrzała lekko spodełba, lekko za korę i zajrzała na pokrytego bliznami burego, zdenerwowanego samca. Może lepiej się z nim mi — Ała! — Coś ukuło ją w udo, przez co jęknęła głośno, na co zamarła i szybko zerknęła najpierw na puste już miejsce, a potem z niemal zawałowym tętnem przytulić się mocno do drzewa, za którym się kryła. Przerażało ją to, jak się skończy sytuacja, w jaką się wpakowała, bo uciekanie w jej wykonaniu jest raczej... hm, delikatnie rzecz ujmując — nieefektywne.

Jeden z wielu posłańców walentynkowej zarazy przesiadywał na gałęzi wysokich drzew, wypatrując potencjalnych ofiar. Ten tutaj wykazywał się wyjątkowym lenistwem, spodziewając się, że głodne wilki same przyjdą do borów i napatoczą się pod jego strzałę... po co ma kogokolwiek szukać?
Niemo ziewnął, wisząc kilkanaście metrów nad ziemią — idealnie zlany z śnieżnym krajobrazem, aż oczom jego ujawnił się samiec i samica. Cóż... niekoniecznie w aż tak idealnym zgraniu czasowym, do tego miał opory, by od razu napiąć łuk i ugodzić Nathelliona magiczną strzałą, zmieniającą się w brokat/różowy dymek/cokolwiek, ponieważ — ot, był leniem. Nie mniej, po nadejściu Lilian, spiął się w sobie, bo wypłaty za nic nie robienie nie dostanie. Cięciwa napięta, strzała na łuku i poszła w ruch, czego efektem była nieco przesadnie intensywna reakcja. Dobra, został jeszcze samczyk...


/Możesz skorzystać z mojej narracji, jeśli chcesz :WolfHeart:

Bory łowieckie

: 18 lut 2026, 21:39
autor: Nathellion
/ luz! Mam nadzieję, że już lepiej <33

Siedział sobie i kontemplował, gdy dostrzegł coś jasnego, przemieszczającego się między drzewami. Zmarszczył czoło i zmrużył oczy próbując dokładniej się przyjrzeć. Zjawa jakaś czy ki chuj? I jeszcze sobie ta zjawa śpiewa, uroczo. Oblizał nieco nerwowo pysk obracając mordę tak, żeby skierować się do niej zdrowym, czerwonym okiem. To pokryte bielmem, jasnobłękitne swego czasu skryło się w cieniu.
"Ała"? Od kiedy zjawy czują ból?
Jakby tego było mało czemu sam zaraz poczuł ból?
— KURWA MAĆ JEGO MATKA RUCHANA PRZEZ STADO BAWOŁÓW! — ryknął, po części wkurzony, po części zaskoczony.
Łapą zaczął masować pośladek, wokół którego unosiła się dziwna różowa mgiełka, która zaraz zniknęła.
Pewnie to wina tej zjawy, już on jej pokaże! Wyrwał gwałtownie w jej stronę, łapami wznosząc kłęby śniegu. Już był blisko, już prawie rozwarł szczęki żeby wgryźć się w jej szyję... Kiedy się potknął, onieśmielony jej urokiem.
— Kurwa nie zjawa, a anioł — mruknął, podnosząc się niezgrabnie. — Ej, dziewczyno, jak wino uderzasz do głowy!


/ Lilian Grace Ashcroft

Bory łowieckie

: 19 lut 2026, 21:58
autor: Lilian Grace Ashcroft
Szczerze myślała w pewnym momencie, że umrze, aż zmrużyła ślepia, by nie musieć widzieć swojego marnego końca.
Tak się jej wydawało przynajmniej, dopóki samiec nie zrobił plot-twistu i też się stał ofiarą tajemniczego, różowego strzelca. Jakoś tak serduszko jej mocniej zabiło, a nawet zachichotała, gdy ten się wywrócił tuż przed nią, a potem jeszcze rzucił komplementem. Ostre rysy twarzy, surowy wygląd, blizny noszone niczym ordery wojenne, aż wzruszyła lewą brwią i dźwignęła prawy kącik ust. — Uh... oh... — Może nieco szorstki w mowie i niedouczony etyki, ale... przystojny wojownik zyskuje na swoim fachu, szczególnie jeśli jest wyjątkowo doświadczony w połączeniu z żywotnością. Wszystko to widziała w Nathellionie, a nawet więcej, głupie serce dostrzegło w nim samca alfa. Już się nie bała, zaniemogła nawet na chwilę, nim znów zachichotała i orzekła łagodnym głosem z lekką nutą podziwu. — Dzielny rycerzu, zawstydzasz mnie... — Aż musiała schować rumieniec, którego i tak by samiec nie dostrzegł przez jej białe futro. Tętno wyjątkowo dźwignięte miała i nawet kaszlnęła raz, bo jej cherlawe ciało nie było przyzwyczajone do takich przeciążeń AAAAAAAAALE MNIEJSZA O TO, dodała z lekką nieśmiałością. — Jestem Lilian. Mogę... zmienić swoje plany, wyjątkowo dziś, wyjątkowo dla Ciebie. — A do tego ukłoniła mu się niczym dama, specjalnie dla niego, z całą swą gracją i elegancją.