Strona 4 z 5

Cmentarzysko

: 02 lis 2025, 18:43
autor: Rivai
Nie miał w planach iść za Ivarem, ale ten wieczór był zbyt dziwny, by zostawić go samego. Coś w zachowaniu rogatego od początku mu nie pasowało — to, jak się rozglądał, jak wybrał kierunek w stronę cmentarzyska, jakby szedł tam z konkretnym celem. Rivai trzymał się więc kilka kroków za nim, skrzydła złożone przy bokach, kroki ciche, miękkie, niemal bezgłośne. Nie rozumiał, po co Ivar tu przyszedł, dopóki nie zobaczył, jak ten zaczyna rozgarniać ziemię przy jednym z grobów.
Ty sobie ze mnie żarty robisz… — mruknął pod nosem, unosząc brew. — Albo jesteś odważny, albo kompletnie porąbany, ale czekaj znamy już przecież odpowiedź. — Dodał i już miał ruszyć bliżej, kiedy powietrze nagle stwardniało. Jakby coś je ścisnęło od środka. A potem "ten wrzask". Wszystko stało się zbyt szybko. Czerwone oczy, mlaśnięcie jęzora w ciemności, echo głosu, który drżał gdzieś pod czaszką. No i krzyk Ivara (nigdy go nie zapomni), który rozdarł ciszę tak, że Rivai prawie się zaśmiał z zaskoczenia.
No nie gadaj, że się boisz własnego odbicia — rzucił sucho, ale i jego wzrok wbił się zaraz w ducha.
Nie odskoczył. Wręcz przeciwnie — zrobił krok naprzód. Skrzydła drgnęły, cień przesunął się po ziemi.
Cmentarz nie należy do nikogo. Ani do żywych, ani do martwych — powiedział spokojnie, bez strachu. — Więc daruj sobie te groźby, duchu. — Dodał, mierząc go wzrokiem uważnie, jak obiekt badania.
Chociaż przyznam, że to rzadki widok. Zazwyczaj nie da się was zobaczyć. Co cię tu trzyma? — Zapytał po chwili.

Cmentarzysko

: 02 lis 2025, 19:45
autor: Azaakai
W przerwach od szkolenia, Azaa głównie się nudziła, większość podrostków, która urodziła się w tym samym czasie co ona, gdzieś poznikała — być może coś je zeżarło, rodzice się ich pozbyli, albo po prostu czmychnęła z krainy w poszukiwaniu innego życia. W każdym razie nie było ich, więc miałą ograniczone możliwości szlajania się z młodzieżą w swoim wieku. Nawet Akuseia nie widywała poza naukami u Żylety. Trochę uczyła się polować na własną łapę, trochę przesiadywała w gospodzie, trochę dokuczała niewolnikom w Koloseum, ale głównie spędzała całe dnie na słodkim nieróbstwie, kręcąc się po bezdrożach i obserwując jak upalne lato zamienia się w szarą i zimną jesień. Trudno powiedzieć czy ta zmiana ją przytłaczała, raczej traktowała ją jako naturalną kolej rzeczy, zresztą tereny Cienistych nie słynęły z wielobarwnych pejzaży, więc już odkąd otworzyła oczy, otaczały ją śmierć i mrok. Być może nie była nimi aż tak zafascynowana jak Ivaroth, jednak zdecydowanie zinternalizowała taki krajobraz jako normę do której po prostu była przyzwyczajona. W ogóle nie zdziwiło jej więc, że na cmentarzysku spotkała akurat jego. Poza tym, znali się już na tyle dobrze, że jeśli kogoś spodziewała się tu zobaczyć, to był to właśnie czerwonooki. Brązowa wilczyca nadeszła od wschodniego wejścia na Cmentarzysko i włóczyła się po nim chwilę bez celu, jak mogło się wydawać. W rzeczywistości miała nadzieję znaleźć i zebrać krucze pióra, które był jej potrzebne prawdopodobnie do jednego z jej makabrycznych żartów na niewolnikach. Udało się jej znaleźć jedno czy dwa, lekko zabrudzone kurzem pióra, gdy schylajac się do ziemi znalazła świeży trop Ivka. Instynktownie uniosła uszy, a potem przyśpieszając kroku odnalazła go w plątaninie zaniedbanych alejek, ciągnących się między grobami. Przybyła akurat w momencie by usłyszeć i zobaczyć jak przemawia do niego duch i oczywiście by być świadkiem reakcji czarnofutrego. Srogie CO DO CHUJA odbiło się pod jej czaszką, a potem opuściło jej głowę pyskiem, w postaci gromkiego śmiechu. Odruch. Po chwili się uspokoiła, przykrywając pysk łapą i podeszła do niecodziennego znaleziska trochę jak sęp krążący nad padliną. Czy bała się zjawy? Od szczeniaka była bardzo odważna i krnąbrna, a że nigdy nie przytrafiło się jej nic zbytnio traumatycznego, to nigdy nie nabrała pokory przed zjawiskami nadnaturalnymi. Wydało się jej co prawda dziwne, że byli się w stanie z duchem porozumieć, ale umarły nie wyglądał na tyle groźnie, aby ta dronbna anomalia w jego zachowaniu, skłoniła ją do zwiększonej ostrożności.
— Kto ty? — Zmarszczyła się, patrząc na zjawę z ukosa. — Takiś groźny? My zabiliśmy dwóch niewolników. Z zimną krwią. — Ostatnie zdanie wycedziła dobitniej, wskazując na siebie i Ivka. Jedno, kontrolne spojrzenie poświęciła Rivaiowi, witając się z nim bez użycia słów.

Cmentarzysko

: 04 lis 2025, 17:28
autor: Ivaroth
Z mieszaniny emocji kipiących we wnętrzu rogatego ostatecznie zwyciężył gniew. Choć niekoniecznie tylko przez tamtego ducha, tylko przede wszystkim przez brata, który postanowił się za nim przypałętać. Ivaroth wykrzywił paskudnie pysk i wywrócił ślepiami.
Bliżej mu do twojego odbicia. Ja nie mam takiej brzydkiej mordy — rzucił złośliwie, obdarzając skrzydlatego krótkim spojrzeniem. Co prawda nie było to prawdą, podobieństwa między nim a tym dziwym duszkiem nie dostrzegał, jednakże nie mógł się powstrzymać przed docinkami. W końcu mu się należało. Choćby i za to, że miał pecha urodzić się jego bratem.
Ucho mu drgnęło, gdy skądś dobiegł śmiech, który momentalnie rozpoznał. Fuknął naraz z irytacją. No cudownie, przez jakiegoś debilnego ducha zrobił z siebie idiotę na oczach Azaakai. Jeśli wcześniej był rozdrażniony, tak teraz miał ochotę coś rozwalić. Powstrzymał się jednak, starając się jak tylko mógł, by nie dawać po sobie poznać, że w jakikolwiek sposób poczuł się głupio. Powitał brązową krótkim skinięciem głową, nim zwrócił zirytowane spojrzenie z powrotem na zjawę.
Pytaliśmy coś. Gadaj — burknął w stronę ducha.

On pewnie poczułby się bardzo nieswojo, gdyby wciąż przebywał wśród żywych. Ta trójka aż zanadto przypominała mu starsze podrostki, które swego czasu się na niego uwzięły. Banda żałosnych idiotów, nigdy nawet nie starała się go zrozumieć, zamiast tego przypinając mu łatkę dziwaka. Oczywiście, że w końcu się zemścił. Postarał się przecież, by rzucić na tamtych odpowiednio dotkliwą klątwę. Szkoda tylko, iż nie było mu pisane widzieć rezultatów.
Jednakże teraz było zgoła inaczej. Był przecież doskonale świadomy tego, że nie mogą mu już nic zrobić. Dlatego też na pogróżki zareagował złośliwym chichotem — oczywiście starając się przy tym, by zabrzmieć jak najbardziej złowrogo.
Oszczędź sobie języka zamiast strzępić go na czcze pogróżki — zwrócił się do brązowej. — Nie można zabić tego, co ze światem żywych już nic nie łączy — tutaj zrobił dramatyczną pauzę, po czym ruszył, okrążając trójkę młodych wilków jak sęp czekający, aż upatrzona ofiara w końcu zdechnie. — Ten cmentarz jest przeklęty. Skażony mroczną magią. Przed laty pewien nieudany rytuał przywołał w to miejsce złe duchy — zatrzymał się tuż przed trójką wilków, tym razem uśmiechając się złośliwie. — Śmiertelnicy, którzy ośmielą się postawić tu łapy stają się naszą ofiarą. Zwłaszcza w noc taką, jak dzisiaj. Od teraz wasze dusze należą do mnie — zakończył teatralnie złowieszczym tonem, starając się, by jego ślepia zalśniły czerwienią. Po czym znów zarechotał jak na prawdziwego złoczyńcę przystało.
Chyba, że znajdziecie sposób, jak się mnie pozbyć. Jednakże w to śmiem wątpić. Odpowiedni rytuał wymaga wiele trudu, krwi i ofiar, na które zapewne nie jesteście gotowi — dodał po chwili, postanawiając podpuścić nieco trójkę intruzów. Może złapią haczyk i uczynią jego nie — życie nieco mniej nudnym.


Początkowo warknął na ducha, tak zupełnie odruchowo.
Jeśli nasze dusze do kogokolwiek należą do są to bogowie, a nie ty, debilu — burknął, krzywiąc pysk w niezadowolonym grymasie. Jak na złego ducha to tamten wyglądał dość niepozornie. I zdecydowanie za bardzo starał się to zmienić, z marnym skutkiem. Nic dziwnego, że musiał się uciekać do takich żałosnych sztuczek, jak wrzeszczenie komuś znienacka do ucha.
Zaklął zaraz szpetnie, poirytowany. Jeśli dobrze rozumiał tę paplaninę, to wynikało z niej, że upierdliwy duszek nie ma zamiaru dać im spokoju. Chyba, że... Przeprowadzą tu jakiś rytuał...?
I wtedy się odwalisz? — spytał, lekko mrużąc ślepia. Po czym spojrzał po pozostałych. — Można się pobawić, jeśli to zamknie mu ryja. Zresztą, mamy coś lepszego do roboty...?

Cmentarzysko

: 04 lis 2025, 18:22
autor: Rivai
Skrzydlaty posłał parszywy uśmiech do brata w odpowiedzi, a potem skupił się na tym jak duch nawija i jak jego brat z Azaą dają się wciągnąć w całą tę farsę. Z boku wyglądało to, jakby patrzył na przedstawienie w teatrze, które ktoś odegrał zbyt serio, a rekwizyty dawno się rozpadły. Zerknął znowu na ducha, potem na Ivara, potem z powrotem na ducha.
Rytuał, krew, ofiary — powtórzył, jakby smakując słowa. — Mówisz to jak ktoś, kto się nudzi i desperacko szuka towarzystwa. — Dodał i zrobił kilka kroków, aż stanął między zjawą a resztą. Nie z wyzwania, tylko raczej z chłodnej ciekawości.
Ale jeśli faktycznie chcesz rytuału… to powiedz, co w nim zyskasz ty. — Prychnął podważająco, spoglądając duchowi prosto w oczy, jakby chciał go przejrzeć na wylot.
Wiesz, co jest najciekawsze? — mruknął po chwili, lekko przekrzywiając łeb. — Że mimo twojej śmierci wciąż zachowujesz się jak jeden z nas. Kłamiesz, żeby coś dostać. — Żachnął, a w międzyczasie jego skrzydła drgnęły lekko, jakby odruchowo, a potem odwrócił się do Azy i Ivara z półuśmiechem.
Może faktycznie się pobawmy. Ale nie na jego zasadach. Na naszych. Zobaczmy, ile wytrzyma, zanim sam zacznie błagać o spokój. — Zarechotał pobłażając przy tym duchowi. Well.

Cmentarzysko

: 04 lis 2025, 18:45
autor: Azaakai
Och, Azaa w ogól nie pomyślała, że Ivaroth się wygłupił, ale ponieważ nawet nie wpadło jej to do głowy, to nie mogła mu tego wytłumaczyć. Zresztą, w tym momencie skupiła się raczej na tym, że duch po prostu sobie z niej drwił. Tak bezczelnie! Nie bał się jej tak, jak niewolnicy w koloseum. W zasadzie nie wyglądał jakby odczuwał przed nimi jakikolwiek respekt, co natychmiastowo rozpaliło w niej iskrę wściekłości, a fakt, że nie mogła go skutecznie skrzywdzić, podsycał ten ogień niebiezpiecznie. De facto, choć niechętnie, musiała mu przyznać rację. Niewiele mogli mu w obecnej sytuacji tak naprawdę zrobić. Ale zablefować nie szkodzi, co nie?
— Ze światem żywych to może nie. — Fuknęła wściekle, że aż się jej grzywka zatrzęsła. — Ale my umiemy władać cienistą magią. Tak! I tworzyć cieniste wymiary i wyobraż sobie, że możemy cię w takim zamknąć. Chciałbyś spędzić wieczność w takim mrocznym, ponurym, bezkresnym miejscu? — Warknęła całą nastroszona, wysuwając podbródek do przodu buńczucznie. Znała definicję Limbo, któe był w stanie wykreować Taumaturg, ze szkolenia z Żyletą i oczywiście wiedziała, że nie posiadają takiej mocy, ale liczyła na inwencję twórczą chłopaków. Przecież duch nie wiedział, że bezczelnie go okłamują. Słuchając wymiany zdań między duchem, a braćmi, nagle wpadło jej coś do głowy. Zastrzygła uszami.
— Bo wiesz... — Uniosła brew. — Jak będziesz miły to moglibyśmy też odprawić inny rytuał. I na przykład Cię uwolnić. — Spojrzała na niego z ukosa. Po prawdzie, byt czy nie byt tej zjawy miała głęboko pod ogonem, ale myśl, że mogłaby poudawać potężnego maga, który odprawił mroczny rytuał? A te historie, którymi potem mogłaby się chwalić w Karczmie? Aż jej dreszcz przebiegł po grzbiecie.

Cmentarzysko

: 05 lis 2025, 22:17
autor: Ivaroth
Duch przyglądał się każdemu z wilków po kolei, wyraźnie czekając, aż wreszcie zrobią cokolwiek poza mieleniem ozorami i odgrażaniem się. Jak na razie byli tak samo nieciekawi, jak wszystko dookoła. Masz ci los, kiedy wreszcie miał okazję, by zostać groźnym, złym duchem zamiast natrafić na kogoś, kto tak jak on za życia byłby gotów składać mu ofiary i zaprzedać własne dusze. Westchnąłby, gdyby nadal potrzebował powietrza.
W te gadki o rzekomej magii także nie wierzył. Nie wyglądali na kogoś, kto mógłby takową mocą dysponować. Przecież doskonale o tym wiedział.
Jeśli ktoś z nas kłamie, to zdecydowanie nie jestem to ja — odpowiedział skrzydlatego, nieznacznym gestem wskazując na brązową. Łypnął jeszcze na tego rogatego, który z każdą chwilą wydawał się być coraz bardziej wściekły. Może i odczuwałby jakąś satysfakcję z irytowania tej trójki, gdyby nie to, że liczył na coś ciekawszego.
I wówczas wilczyca wspomniała o czymś, co przykuło jego uwagę.
Uwolnić? — powtórzył, powoli przekrzywiając widmowy łeb.


Uwolnić — odpowiedział, zaraz podłapując pomysł Azy. Bo wyglądało na to, że temu dziwakowi ów całkiem się spodobał, więc może i mogliby to wykorzystać, by zmusić ducha, aby się od nich odwalił. Inaczej ten będzie ich irytował jeszcze cholera wie jak długo. — Bo mówiłeś, że cię tu uwięziono, no nie? To chyba nie chcesz tu tkwić? — dodał, lekko unosząc brew, po czym odszedł trochę na bok, łypiąc po drodze na Rivaia. Miał nadzieję, że brat zacznie zaraz współpracować.
Rozejrzał się i złapał za jakąś gałąź, po czym wyrysował na ziemi krąg, zaraz wpisując w niego jakiś kompletnie przypadkowy, wymyślony na poczekaniu symbol, który w jego mniemaniu wyglądał jak najbardziej autentycznie. Odsunął się, pokazując na swoje dzieło łapą.
Krąg wyrysowany świeżą krwią niewinnego zwierzęcia. Cztery czaszki ustawione na cztery strony świata, na każdej czarna świeca. Proste zaklęcie wypędzające duchy. Każdy to przecież zna — powiedział, spoglądając najpierw na ducha, potem swych towarzyszy. Miał wrażenie, że duchowi się to spodoba. W końcu poniekąd przypominał mu jego, sprzed paru miesięcy, kiedy jeszcze był gówniarzem wymyślającym podobne rzeczy by zrobić na innych wrażenie i poudawać groźniejszego i bardziej interesującego, niż był w rzeczywistości.

Duch obserwował poczynania wilków z lekko uniesioną brwią. Brzmiało... Znośnie. A przynajmniej ciekawiej i odpowiednio mroczno.
Brzmi obiecująco — odpowiedział.


Ale zrobimy to tylko jak będziesz miły. Czyli zamkniesz ryj i przestaniesz mielić ozorem. I żadnego darcia się do ucha. Jasne? — burknął, unosząc jedną brew.

Cmentarzysko

: 06 lis 2025, 11:12
autor: Rivai
Więc na to złapał się Duch. To był jego słaby punkt — chęć uwolnienia się z tego padołu. Przez chwilę tylko patrzył, jak Ivaroth rysuje krąg, a Azaa rzuca groźby, które brzmiały jak cytaty z podręcznika dla początkujących nekromantów. Duch wyglądał na zaintrygowanego, co było już jakimś sukcesem. A skoro braciszek zaczął teatrzyk, to czemu nie dorzucić własnego aktu?
Czaszki, świece, krew... — mruknął, podchodząc do kręgu z nonszalanckim krokiem. — Brzmi jak przepis na udany wieczór. — Posłał duchowi uśmiech, który równie dobrze mógł być drwiną, co zaproszeniem do gry.
Zatrzymał się obok Ivarotha, spojrzał na jego dzieło, po czym bez słowa sięgnął po patyk i dorysował kilka dodatkowych symboli.. równie przypadkowych, równie efektownych. Jeden przypominał oko, drugi coś jakby skrzydła, trzeci... no, miał wyglądać jak runa, ale wyszło jak rozlany pazur.
Dla równowagi magicznej. — Wyjaśnił z kamiennym wyrazem pyska, choć w oczach błyszczała rozbawiona iskra. — I żeby wyglądało, że wiemy, co robimy. — Szepnął porozumiewawczo do brata. Następnie spojrzał z powagą na Ducha, przyjmując ton równie teatralny, jak ten, którym posługiwało się widmo, ale z lekką dozą znudzenia.
Czegoś mi tu brakuje.. — W jego głosie pobrzmiewała nuta drwiny, ale na tyle subtelna, by nie zepsuć klimatu. — Ależ oczywiście, musimy zadbać o odpowiednie zaopatrzenie. Ten krąg, który narysował Iva, wymaga płynnej, świeżej substancji. Nic tak nie denerwuje istoty z zaświatów jak krew, która zdążyła już wyschnąć i stracić swą mistyczną moc. — Zacmokał. Ukradkiem też spojrzał na Azaakai czy również dołącza się do tego "mistycznego rytuału" rysowanego na kolanie.

Cmentarzysko

: 07 lis 2025, 20:28
autor: Azaakai
Zerkała na ducha spod lekko opadającej, potarganej grzywki, rozważając czy dał się złapać na jej doskonały (przecież) blef i aż się zatrzęsła z wkurwienia, kiedy wskazał ją paluchem mówiąc do Rivaia, że go okłamała. No jak on to kurwa wiedział?! Przecież jej plan nie miał wad, a wykonanie było tak dobre (nie było), że oszukałaby samego Alfę Potępionych, nawet gdyby na łbie miał obie korony. Warknęła odrucho pod nosem, widząc wymierzony w swoim kierunku pazur, ale nadwilczym wysiłkiem utrzymała swoje nerwy w ryzach. Miała wielką ochotę po prostu zrobić to, co zwykle robi się w stytuacjach, gdy ktoś przejrzy twój bardzo wyrafinowany podstęp — ordynarnie mu nastukać, ale potem, całkiem w porę, usłyszała, że ducha zaintrygowała jej druga propozycja.
— Uwolnić. — Potwierdziła, nagle całkowicie zmieniając wyraz swojej twarz, z wściekłego na lekko nonaszlancki, jak jakaś psychopatka. Kątem oka zerknęła na jednego i drugiego wilka, żeby się zorientować czy podłapią pomysł. Na szczęście bracia byli z tych bystrzejszych i całkiem dobrze wychodziło im szycie na poczekaniu. Dołączyła do czerwonookiego i obrysowała jego symbol dodatkowymi szlaczkami, podobnymi do tych jakie kiedyś widziała w Twierdzy. Pewnie nic nie znaczyły, bo rysowała je zupełnie z pamięci, za to wyglądały niemal jak starożytne glify i jeśli tylko duch nie miał żadnej eksperckiej wiedzy z tego zakresu, to nie powinien się zorientować. Na zewnątrz od okręgu narysowała strzałki Chaosfery, gdyż widziała taką kiedyś u Austrego i wyglądała efektownie. Później oddaliła się na chwilę, aby poszukać jakiegoś rozpadającego się grobu, z którego wykopała kilka kości. Długą piszczelową, lekko pękniętą czaszkę bez żuchwy, ze dwa żebra i kilka pokruszonych zębów. Czaszkę położyła tam, gdzie wydawało się jej, że jest północ, a resztę kości poukładała na planie wyrysowanego przez Iva okręgu zupełnie przypadkowo, chociaż wcale tak nie wyglądało.
— Krew musi pójść ostatnia. — Zawtórowała błękitnookiemu. — To bardzo ważne, bo od tego jak świeża będzie, zależy jak dobrze skatalizuje energię. — Rzuciła starając się brzmieć tak, jakby odprawiała takie rytuały cały czas.
— Potrzebujemy jeszcze trzech czaszek. — Stanęła nad kręgiem wydymając poliki lekko zamyślona, a potem w zamyśleniu przeniosła ten wzrok na rogatego.

Cmentarzysko

: 08 lis 2025, 16:36
autor: Ivaroth
Duch obserwował poczynania wilków krytycznie. Dało się zauważyć, że raz, czy dwa razy bardzo miał ochotę się wtrącić, jednakże ostatecznie rezygnował. W końcu dość dobitnie dali mu do zrozumienia, iż ma siedzieć cicho. I o ile niewiele sobie robił z tych ich pogróżek, to mimo wszystko szkoda by było, gdyby teraz porzucili swój plan. Mimo wszystko było to o wiele ciekawsze, niż wszystko, czego doświadczył do tej pory. Kto wie, może jednak dostanie swój wymarzony mroczny rytuał.

Uśmiechnął się pod nosem, widząc jak Rivai i Azaakai podchwytują jego pomysł. Zaraz jednak zmienił wyraz pyska, zastępując uśmieszek zamyśloną miną, z którą obserwował poczynania pozostałej dwójki. Kilkukrotnie kiwnął głową z wyraźną aprobatą, przyglądając się dorysowywanym przez nich symbolom.
No wiadomo — mruknął do brata, gdy ten wspomniał o świeżej krwi. — Podejrzewam, że damy radę znaleźć tu coś, co krwawi — oderwał wzrok od srzydlatego, by potoczyć nim po cmentarzysku. Zdziwi się, jeśli nie znajdą tutaj jakiegoś zabłakanego szczura albo padlinożerne ptaszysko. Jeśli nie, to zawsze mogli wrócić na klanowe ziemie, przywlec tu jakiegoś niewolnika i rozwalić mu mordę, jednakże wiązałoby się to z przebyciem wcale nie tak krótkiej drogi i koniecznością ciągnięcia delikwenta w te i wew te. A jemu niekoniecznie się chciało. Zresztą, czy ofiara z niewinnej zwierzyny nie pasowała lepiej do wizerunku mrocznych magów?
Jedną chyba już mam — oznajmił i wrócił do miejsca, gdzie wcześniej grzebał w ziemi. Znów poświęcił chwilę, by wydostać dostrzeżony wcześniej biały przedmiot, mając przy tym nadzieję, że rzeczywiście była czaszką, a nie jedynie jakimś kamieniem. Miał jednak szczęście. Obejrzał znalezisko ze wszystkich stron. Całkiem ładna, trochę szkoda. Ale co tam. Umieścił ją naprzeciwko czaszki Azy.

Cmentarzysko

: 08 lis 2025, 22:22
autor: Rivai
Zamilkł nagle, jakby coś w tym całym chaosie kliknęło w jego głowie. Wciąż klęczał przy kręgu, ale zmieniło się wszystko sposób, w jaki oddychał, w jaki trzymał łapę, w jaki patrzył. Przesunął pazurem po ziemi, powoli, równym ruchem, domykając symbol, który sam wcześniej narysował. Linie łączyły się w coś przypominającego skrzydła złożone nad okiem. Później wsunął pazur w ziemię głębiej aż do wilgotnej, ciemnej warstwy, która pachniała gniciem i chłodem.
Ferrûn saet velhen, ferrûn aet morhae… — szepnął, nie patrząc na nikogo. Brzmiało to jak coś, co już kiedyś wypowiadał, choć nikt nie potrafiłby powiedzieć, w jakim języku. Może to była tylko wymyślona fraza. A może nie. Później, jakby odruchowo, przeciął sobie opuszki łapy. Nie głęboko, ale wystarczająco, by kilka kropel wsiąkło w piach. Krew z jego przeciętej łapy spływała w linie kręgu. Gdy każda z nich nasiąkła, Rivai pochylił się jeszcze niżej, prawie dotykając pyskiem ziemi.
„Trzy cienie, trzy czaszki, trzy oddechy.
Niech otworzą to, co zamknięte,
i niech milczenie odpowie.”

Zacisnął oczy, a głos zniżył się do szeptu, ledwo słyszalnego, raczej wyczuwalnego pod skórą niż w powietrzu.
A teraz… słuchaj. — Otworzył oczy, patrząc w pustkę naprzeciw siebie. Nie na ducha. Nie na brata. Nie na Azaakai. Jakby słuchał czegoś zbyt dalekiego, by dało się to nazwać głosem. Stał tak przez chwilę w bezruchu. Tylko wiatr poruszył jego futro, a linie kręgu zaczęły powoli wysychać. No cóż, wczuł się w ten blef.

Cmentarzysko

: 08 lis 2025, 22:57
autor: Ivaroth
Odwrócił na chwilę łeb, obserwując poczynania Rivaia, który jak zawsze znalazł sposób, by spróbować zabłysnąć. Normalnie miałby to całkowicie w dupie, gdyby nie to, że właśnie obserwował go duch, który w każdej chwili mógł zauważyć, iż jednak nie wiedzą, co robią i pewnie wtedy znów zacząłby mielić swoim niematerialnym ozorem. Zdecydowanie wolałby, by skrzydlaty po prostu współpracował i trzymał się początkowego planu.
Przez moment miał ochotę mu walnąć na opamiętanie, lecz zrezygnował. To zdecydowanie nie wyglądałoby odpowiednio profesjonalnie.
Czyli świeża krew znalazła się sama — powiedział tonem ociekającym ironią. — I cztery. Cztery czaszki, cztery żywioły, cztery strony świata — mruknął, łypiąc na brata ostrzej, a następnie się odwrócił. — Brakuje nam dwóch, chodźmy poszukać — zwrócił się do Azy, samemu oddalając się w kierunku kolejnego zniszczonego grobu. Musiał się nieco wysilić, by przesunąć ciężką płytę, a następnie zaczął kopać. Odrzucił kilka kości (tylko jedną, czy dwie sobie dyskretnie przywłaszczył), po czym wreszcie wydobył z grobu kolejną czaszkę. Ułożył ją mniej więcej na wschód, przy okazji poprawiając kilka symboli, mamrocząc coś pod nosem.

Cmentarzysko

: 09 lis 2025, 9:10
autor: Rivai
Śledził każdy ruch Ivarotha z cichym, niemal drapieżnym zainteresowaniem. Nie od dziś znał brata, wszak widział to nader delikatne spięcie na pysku, tę ledwie uchwytną zmianę w spojrzeniu, która mówiła więcej niż słowa. Uśmiechnął się więc kątem pyska, jakby chciał tylko dolać oliwy do ognia.
Niech ziemia nakarmi się życiem, które jeszcze drga — powiedział cicho, tonem, który zabrzmiał zbyt gładko jak na zwykłą improwizację. W pierwszej kolejnosći miał to usłyszeć Duch, by zaspokoić jego głód ceremonii. Choć głównie kierował je porozumiewawczo do brata, jakby tłumacząc dlaczego (zawsze miał wrażenie, że musi, bo jak próbował go zlać to potem obrywał, well). Potem zamilkł na chwilę, po czym dodał ciszej, już jakby do siebie, lecz na tyle głośno, by echo poniosło jego słowa pośród rozkopanych mogił.
Krew żyjącego już przelana… brakuje tylko krwi dopiero co martwego. — Odparł. Głos stężał, a w powietrzu zawisło coś ciężkiego, jakby sama ziemia, nasiąknięta tym, co kiedyś oddychało, słuchała z uwagą, ale wiemy jak to jest z tą uwagą. Pewnie podsłuchują ich bogowie i kręcą łbami na ich bluźnierstwo.
Bo tylko wtedy krąg się zamyka.. Krąg nie zna końca ani początku. Potrzebuje obu. — Powiedział i pozwolił, by słowa popłynęły dalej, leniwie, z nutą zamyślenia. No dorwij tego szczura Iva.
I wtedy ziemia, głodna i wieczna, dostaje to, czego pragnie najbardziej... ciągłość. — Spojrzał na czaszki, a potem, kątem oka, na brata. Nie spojrzał wprost, choć doskonale wiedział, że Ivaroth zrozumie aluzję. Ich wspólne doświadczenia nie potrzebowały wyjaśnień. Słowa były tylko ozdobą, błyskotką dla ducha, który chciał czuć rytuał. Ale Rivai wiedział, jak nimi grać. Jego ton balansował na granicy prawdy i bluźnierstwa, a sposób, w jaki wypowiadał każde zdanie, sprawiał, że nawet kłamstwo pachniało prawdą. Choć nie wiedział jak długo pociągną tą farsę.

Cmentarzysko

: 10 lis 2025, 18:00
autor: Azaakai
Popatrzyła trochę dziwnie na Rivaia, który nie tylko zdawał się nic sobie nie robić z kąśliwych uwag swojego brata, ale również wydawał się przebywać w jakimś swoim świecie, całkowicie pochłonięty rytuałem. A może to była jakaś, psia krew, mistyczna więź między braćmi, której ona nigdy nie doświadczyła? Uniosła lekko brew i korzystając z faktu, że Iva oddalił się od zainteresowanych, nachyliła się do niego, udając, że szuka czegoś obok. Szepnęła bardzo cicho.
— On tak zawsze? Wszystko z nim w porządku? — Rzuciła tonem, który bynajmniej nie wskazywał na zwiekszony poziom troski. — Wie, że tylko lecimy w chuja, co nie? — Zastrzygła uchem, starając się wyglądać na bardzo zajętą przed duchem. Pewnie sporo ryzykowała, szepcząc w ten sposób, ale kontrola impulsów nie była jej najmocniejszą stroną, a zachowanie błękitnookiego wprawiło ją w głęboką konsternację. Posłała czerwonookiemu jeszcze porozumiewawcze spojrzenie, wyrażające wszystko, czego nie mogła powiedzieć na głos, po czym wydrapała spod ziemi jeszcze dwie czaszki. Obie wyglądały na ptasie, z tym, że jedna była większa i mogła należeć do jakiegoś kruka, zaś druga była malutka i zdecydowanie bardziej nadgryziona zębem czasu. Wróciła akurat w momencie, gdy Rivai mamrotał coś o kręgach i o ciągłości. Nie bardzo rozumiała o co mu chodziło, ale najważniejsze żeby duch był pod wrażeniem. Poustawiała czaszki tak, jak wcześniej polecił Ivaroth.
Krew dopiero co martwego? No, to będziemy musieli kogoś zabić. — Cmoknęła, uśmiechając się niebezpiecznie w stronę skrzydlatego. No co?

Cmentarzysko

: 10 lis 2025, 22:24
autor: Ivaroth
W normalnych okolicznościach pewnie by złośliwie zarechotał, słysząc szept Azaakai, jednakże tym razem się powstrzymał. Duch nadal ich obserwował i cholera wie, czy niematerialne uszy nie były przypadkiem wrażliwsze, niż te należące do śmiertelników. A on naprawdę, choć ten jeden raz w życiu starał się zrobić na nim jak najlepsze wrażenie. Chciał profesjonalnych mrocznych kultystów to ich dostanie. Nawet, jeśli wyskoki Rivaia nieco to utrudniały i mogły budzić w nim pewne podejrzenia, że jednak nie wiedzą co robić i improwizowali. Powinni trzymać się jednego planu. Jeśli chcą mieć święty spokój i nie musieć słuchać głupiej gadaniny jakiegoś żałosnego duszka.
W porządku? Gdzie tam — mruknął tylko do Azy z cieniem złośliwego uśmieszku. — On lubi udawać, że wcale nie spędził dzieciństwa wyżerając cudze resztki — dodał, dyskretnie wywracając oczyma. Nigdy nie zrozumie, skąd ta dziwna duma i tendencja do udawania ważnego w ogóle się u brata wzięła. Już dawno ją zauważył, już kiedy ów wykłócał się z uzdrowicielką o wartość swoich niezdolnych do lotu skrzydeł. I nigdy jej nie zrozumiał.
A podobno to on był w ich rodzinie tym najbardziej pojebanym.
Wziął przykład z brązowej i posłał bratu podobnie złowieszczy uśmiech. Przyglądał mu się przez chwilę od góry do dołu, jakby głęboko się nad czymś zastanawiając.
Hmmm... — mruknął nawet, unosząc łapę do podbródka i gładząc go powoli w zamyśleniu. Zaraz jednak odwrócił gwałtownie łeb, dostrzegając kątem oka jakiś ruch przy jednym z grobów. Odrzucił grzywkę z oczu i wbił spojrzenie w dorodnego kruka, który pojawił się jakby zesłany im tu przez bogów. Zleciał on na ziemię obok nagrobka, grzebiąc uparcie w glebie i zupełnie ignorując grupkę drapieżników.
Nada się — powiedział, zniżając się na łapach i ruszając cicho w kierunku ptaszyska, chowając się za nagrobkami.

Duch oczywiście obserwował ich uważnie przez ten cały czas, uparcie przy tym milcząc.

Cmentarzysko

: 11 lis 2025, 10:59
autor: Rivai
Samiec obserwował ich z miejsca, gdzie półmrok przesiąkał już ziemię. Nie słyszał słów, ale nie musiał, znał ich wystarczająco dobrze (bądź właśnie swojego brata), by dopowiedzieć sobie ton, gest, uniesienie kącika pyska. Ivaroth pochylony, Azaakai z tym drapieżnym błyskiem w oku… wyglądało to niemal jak scena z jednego z jego snów. Albo koszmarów. Oparł się o zimny kamień, skrzydła złożył ciasno przy ciele. W tym świetle jego pysk wyglądał niemal jak wyrzeźbiony z popiołu, a potem patrzył, jak Ivaroth skrada się w stronę ptaszyska, jak cień przesuwa się po nagrobkach. W oczach brata znał ten błysk... ten, który zawsze pojawiał się tuż przed ciosem. Zdecydowanie znał go aż za dobrze albo samiec był zbyt przewidywalny. Zbyt wiele czasu spędził na obserwowaniu go. Wsunął łapę pod siebie, jakby szykował się do ruchu, lecz nie ruszył. Zamiast tego uniósł spojrzenie ku duchowi. Próbował wyczytać czy łapie się na tą farsę.

Cmentarzysko

: 11 lis 2025, 23:25
autor: Ivaroth
Na chwilę stracił zainteresowanie pozostałą dwójką, skupiając się na ptaszysku. Skradał się w jego stronę, powoli, starając się stąpać cicho niczym kot między kolejnymi nagrobkami i nie zahaczyć przypadkowo o nic rogami. Może i nigdy nie wyróżniał się szczególną ostrożnością, a i pewnie zwinniejsi od niego także się znajdą. W końcu niełatwo jest być cichym łowcą kiedy posiada się całkiem spore jak na swój wiek cielsko i dodatkowo jeszcze ciężkie rogi na łbie. Jednakże dziś najwyraźniej los mu sprzyjał. Albo rzeczywiście bogowie postanowili go pobłogosławić. Albo... W sumie to chuj wie, może rzeczywiście dzisiejszej nocy w powietrzu unosiło się coś dziwnego, co przytępiło zmysły kruka na tyle, że ten dostrzegł skradającego się drapieżnika odrobinę za późno.
Ptaszysko poderwało się do lotu praktycznie w tym samym momencie, gdy Ivar skoczył w jego stronę. W efekcie nie zdążyło uniknąć szczęk wilka, które zacisnęły się na jednym ze skrzydeł z donośnym łoskotem. Coś nieprzyjemnie chrupnęło, a kruk się rozskrzeczał, miotając się wściekle i próbując się uwolnić. Ivaroth poczuł ból, gdy dosięgnął go dziobem, przez co mimowolnie warknął i zarzucił wściekle łbem, sprawiając mu jeszcze dodatkową dozę cierpienia. Mógłby go szybko zabić, jednakże lepiej nie robić tego teraz, dla lepszego efektu.
Ignorując ptaszysko szamoczące się mu nadal w pysku powolnym krokiem ruszył z powrotem w stronę kręgu. Zatrzymał się dokładnie przy północnej czaszce. Następnie przekroczył linię, uważając, by nie nadepnąć na żaden z symboli. Puścił zwierzynę na środku kręgu, zaraz przyciskając skrzydła łapami i pochylił się nisko, przez jakąś chwilę spoglądając na szamoczącego się kruka.
Dusza za duszę — powiedział w końcu, a potem szybkim ruchem skręcił mu kark. Mimowolnie wyrwało mu się stłumione stęknięcie, gdy po cmentarzysku rozniósł się nieprzyjemny trzask, a skrzeczenie gwałtownie ucichło. Jednocześnie poczuł przechodzący go przyjemny dreszcz, który znał już całkiem dobrze.
Podniósł się powoli, obserwując jeszcze przez moment, jak krew cieknąca z ran ptaszyska barwi glebę na czerwono, zbierając się w wyżłobionych przez nich liniach i zawijasach. Wycofał się z powrotem do północnej czaszki, zatrzymując się tam.
Potrzebujemy ognia — rozejrzał się dookoła. — Świece, ewentualnie pochodnie. Wkrótce będziesz wolny — zwrócił się do ducha.

Ów podleciał nieco bliżej, przyglądając się całemu procesowi z nieodgadnioną miną. Wyglądało na to, że nie docenił podrostków. Nawet się do tego przyłożyli. I nawet mu się podobało. Skinął rogatemu głową.

Cmentarzysko

: 13 lis 2025, 19:17
autor: Rivai
Skrzydlaty skibął lekko głową na słowa brata, a jego spojrzenie powędrowało ku duchowi. Ten naprawdę zdawał się zafascynowany, jakby przez moment znów był kimś z krwi i kości, nie tylko wspomnieniem. Wilk odwrócił się bez słowa i ruszył w stronę porzuconych resztek sprzętu przy grobowcach. Stara pochodnia, wypalona do czarnego drzewca, nie nadawała się już do niczego. Ale w kącie, przy przewróconym pomniku, leżały trzy inne — może zostawione tu przez kogoś, kto kiedyś próbował tego samego. Los, albo raczej makabryczne poczucie humoru bogów, sprzyjał im tej nocy. Zebrał je ostrożnie, a potem wrócił do kręgu, przystając tuż przed czaszką, którą wcześniej przekroczył Ivaroth. Pochylił się i uderzył kamień o kamień. Raz. Drugi. Przy trzecim... iskra zatańczyła w powietrzu, rozpalając płomień. Ogień zaskwierczał.
Ferrûn saet velhen, ferrûn aet morhae… — wymruczał niskim głosem, w którym odbijało się echo kamiennych ścian. Uniósł wzrok ku duchowi, a w jego oczach odbijał się migotliwy płomień.

Cmentarzysko

: 13 lis 2025, 19:29
autor: Azaakai
Wydała z siebie stłumiony chichot, w odpowiedzi na komentarz Ivarotha, ale w tym samym momencie złapała spojrzenie ducha, który przyglądał się im wnikliwie, więc spoważniała natychmiast. No tak, mieli przedstawienie do zagrania. Odchrząknęła udając, że tak tylko ją drapało w gardle. Obróciła łeb, zerkając w stronę w którą spoglądał Ivo i dostrzegła tłuste ptaszysko. Skinęła łbem z uznaniem. Chętnie postałaby w miejscu i pooglądała jak wilk poluje na kruka, ale mieli robotę do wykonania i powinni byli się przy tym postarać, by nie wyglądać na totalnych amatorów, więc Azaa obróciła się w stronę wielkiej, kamiennej krypty wykutej nieopodal, na której gzymsie poustawiane były wysokie, woskowe świecie. Odruchowo podbiegła w ich stronę, jednak zaraz upomniała się w myślach i zwolniła kroku, by wyglądać bardziej dostojnie. Wśród równo tańczących płomyków, odszukała cztery świeczki o czarnym kolorze i przyniosła je kolejno, ostatnią niosąc idealnie w momemncie w którym Rivai zaczął wymawiać słowa inkantacji. Nadtopiła odrobinę wosku i postawiła świecę na ptasiej czaszce, wyglądało to odrobinę groteskowo, ale zrobiła dobrą minę do złej gry, udając, że tak właśnie powinno to wyglądać. Stanęła w rzędzie z chłopakami i zaczęła mruczeć coś pod nosem, udając, że powtarza za Rivaiem, słowa rytuału.

Cmentarzysko

: 13 lis 2025, 20:21
autor: Ivaroth
Po krótkiej chwili wszystko już było gotowe. Wyrysowany przez nich krąg został otoczony przez płomienie, które rozświetliły go migoczącym blaskiem. Jak dla niego prezentowało się to całkiem całkiem. Zerknął na ducha. Wnioskując z jego miny (oraz faktu, że nadal trzymał jęzor za zębami zamiast się wymądrzać), jemu także się spodobało.
Skinął na niego krótko, ruchem głowy wskazując na krąg.
Stań pośrodku — polecił, samemu lekko zniżając łeb i dołączając do mamroczącego chóru.

Duch oczywiście obserwował ich przez ten cały czas. Sam pewnie to, czy owak zrobiłby inaczej. Część tych symboli na przykład pierwszy raz widział na oczy. Jednakże całość prezentowała się naprawdę obiecująco. Tajemniczy krąg otoczony świecami, wygrzebane wprost z czyjegoś grobu kości, krew plamiąca ziemię, nawet i leżąca pośrodku martwa ofiara w jakże symbolicznej postaci kruka. To było to, na co czekał przez całe swoje monotonne nie — życie. W jego mniemaniu tak powinno ono właśnie wyglądać — w końcu sam nieraz składał mrocznym duszom podobne ofiary, więc i jemu teraz należy się to samo, prawda?
Aż miał ochotę się uśmiechnąć, lecz się powstrzymał. On także odgrywał przecież rolę. Nikt nie mógł wiedzieć, że tak naprawdę był tylko zwyczajną wilczą duszą, co prawda o nieco mroczniejszych zainteresowaniach, niż przeciętnie, lecz nadal.
Podleciał więc do kręgu, zatrzymując się tuż nad martwym krukiem. Powoli skinął głową trójce wilków, dając znać, by robili co do nich należy.


Ivaroth mamrotał wymyślone na poczekaniu zaklęcia, tkwiąc nieruchomo na swoim miejscu. Początkowo szeptał je pod nosem, lecz po chwili zaczął stopniowo zwiększać głośność, z mamrotania przechodząc do niemalże wykrzykiwania kolejnych słów ostrym, niemalże rozkazującym tonem. W miarę upływu czasu unosił także stopniowo łeb, powoli kierując go w stronę ciemnego nieba. Kilka ostatnich zdań praktycznie wykrzyczał, a na koniec donośnie zawył, przymykając przy tym czerwone ślepia.
Przeciągły dźwięk przetoczył się po cmentarzu, płosząc kolejne stadko jakiś skrzekliwych ptaszysk, które przeleciały im hałaśliwie nad głowami. Ivaroth mógłby przysiąc, że w tym samym momencie poczuł mocniejszy podmuch wiatru.
Może rzeczywiście bogowie dziś im sprzyjali. A może po prostu świetnie się bawili, obserwując to całe przedstawienie.

Tkwił tak przez dłuższą chwilę, obserwując ich poczynania w milczeniu. Trzeba przyznać, że całkiem się przyłożyli. Co prawda mamrotanych zaklęć także nie rozpoznawał, lecz kto wie, może ta trójka miała dostęp do wiedzy, do której on dotrzeć nie zdołał. Wydawało mu się, iż mimo wszystko coś zaczęło się dziać — uciekające w popłochu ptaki, wiatr poruszający nagimi gałęziami drzew. Zapewne gdyby jeszcze posiadał skórę, to przeszedłby mu po grzbiecie podekscytowany dreszcz. Jednakże jedyne, co mu pozostało, to napawać się stworzoną przez tą trójkę cudownie mroczną atmosferą. Było tak, jak zawsze powinno być.
Jego postać zaczęła robić się coraz bardziej przejrzysta. Sam nie wiedział, czy to przez ów rytuał, czy może po prostu podświadomie uznał, że nic tu po nim.
Opadł powoli na ziemię i podobnie wolnym, teatralnym do bólu gestem także uniósł pysk ku niebu, przymykając żarzące się ślepia.
Wreszcie, po tak wielu latach... Jestem wolny — rzekł, a potem zachichotał złowrogo, wykrzywiając pysk w nieprzyjemnym uśmiechu, mającym wszystkim wszech i wobec zasugerować, że powinni się obawiać, bowiem opuszczenie przez niego tego cmentarzyska nie skończy się dobrze dla nikogo.
A potem rozmył się w powietrzu i nie pozostał po nim żaden ślad.


Ivaroth powoli opuścił łeb i przez chwilę trwał w takiej pozycji, nastawiając uszu, by usłyszeć, co duch mówi. Kiedy umilkł odczekał jeszcze chwilę, a potem otworzył najpierw jedno oko, potem drugie i rozejrzał się dyskretnie dookoła. Nie widział już jednakże zjawy. Na cmentarzysku znów panowała głucha cisza.
Poszedł w cholerę — poinformował Azaakai i Rivaia. A potem to on się wyszczerzył, by po chwili parsknąć nieprzyjemnym śmiechem. — Naprawdę się na to nabrał! Najwidoczniej jak ktoś zdechł głupi to głupi jest nawet i po śmierci — dodał typowym dla siebie złośliwym tonem, odwracając głowę i przyglądając się stworzonemu przez nich kręgowi.

Cmentarzysko

: 13 lis 2025, 20:43
autor: Rivai
Rivai przez chwilę jeszcze wpatrywał się w miejsce, gdzie przed chwilą unosiła się zjawa, w to, jak powietrze drgało, jakby samo nie wiedziało, czy już wszystko się skończyło, czy jednak coś wciąż tam trwa. Dopiero po chwili wypuścił z płuc powietrze, powoli, niemal z ulgą.
Cóż… chyba rzeczywiście uwierzył, że jego dusza warta jest takiego widowiska — mruknął, zerkając na brata kątem oka. Zbliżył się do środka kręgu, gdzie wciąż tliły się resztki świec i łapą zasypał krew, jakby chciał zatrzeć ślady całego przedstawienia.
Myślałem, że ta farsa nie przejdzie. — Prychnął.