Strona 4 z 4
Morze Bursztynowe
: 02 paź 2025, 21:40
autor: Lysanthir
/nie ma sprawy
Ostatecznie przystanął w odległości kilku kroków od samca, przyglądając mu się jeszcze raz, z dużo większą niż uprzednio uwagą. Stary basior sprawiał wrażenie zmęczonego życiem, a jego poznaczonemu bliznami ciału zdecydowanie brakowało już sprawności, jaka cechowała młodsze osobniki. Obserwował jego powolne ruchy, jednocznacznie z lekkim zdziwieniem nagle zdając sobie sprawę, że chyba po raz pierwszy spotyka podczas przemierzania tej krainy kogoś w tak zaawansowanym wieku. Ciekawe, czy to przypadek, czy może było tu aż tak niebezpiecznie, iż wilki rzadko dożywały tak sędziwego wieku. Przez myśl mu nie przeszło, że być może dla niektórych czas po prostu zatrzymał się w miejscu. O ile słyszał bowiem jakieś tam plotki o magii, sam miał z nią do czynienia raczej niewiele i raczej niewiele wiedział.
Ostatecznie jednak uznał, iż nieznajomy nie stanowi zagrożenia. Dlatego też odpowiedział uśmiechem na jego powitanie.
— Lysanthir — przedstawił się krótko w odpowiedzi na nie, kiwając przy tym głową i obserwując, jak samiec kieruje się w stronę brzegu. Słysząc to, co przy tym powiedział, przekrzywił nieco głowę, a uśmiech został zastąpiony przez lekko zaskoczony wyraz.
— Burza zmian? — powtórzył, po czym odruchowo skierował ślepia na linię horyzontu, gdzie morze stykało się z niebem, jakby spodziewał się tam rzeczywiście ujrzeć zbierające się ciemne chmury zwiastujące prawdziwą burzę.
Morze Bursztynowe
: 03 paź 2025, 23:19
autor: Myrvain
— Miło mi cię poznać, Lysanthirze — rzekł spokojnie, pokornie pochylając głowę. Szanował młodość. Czasami wręcz żałował, że własnej nie wykorzystał jakoś lepiej, ale oddał się przegranej przecież sprawie. Był chyba ostatnim Strażnikiem Słowa; jako ostatni opuścił Dolinę, która była jego domem. — Tam, gdzie się narodziłem, nazwano mnie Myrvain — odpowiedział uprzejmie, przystanąwszy przy jakimś głazie, o który bez pardonu się oparł bokiem. Wędrówka była jedynym, co trzymało go przy życiu — a przynajmniej tak czuł sam główny zainteresowany. Bał się, iż jeśli przystanie w jednym miejscu na zbyt długo, Szept upomni sie i o niego. Możliwe, że był zwyczajnym uciekinierem, jednak wcale nie chciał się do tego przyznać. Słowo wciąż go napędzało.
— Świat wciąż się zmienia, mój drogi. Raz zmiany zachodzą gwałtownie, innym razem przemykają ledwo zauważalne, nieuchwytne; wymykają się uwadze i świadomości. Czasami tafla morza zachowuje spokój, fale ledwo ja muskają. Innym razem woda poddaje się gwałtownemu sztormowi, rozlewa się po ogromnym terenie, wyrywa okowom logiki i sensu — mówiąc patrzył w kierunku horyzontu. W pewnym momencie zmienił nieco pozycję i przysiadł, czego zapewne pożałuje już wkrótce, kiedy przyjdzie mu wstać, zmuszając krnąbrne kości i mięśnie do posłuszeństwa.
— Jednak wszystko ma swoje miejsce; wszystko ma właściwy czas — kontynuował dość cicho, jakby wypowiedzenie każdego kolejnego zdani sprawiało mu ból (lub przynajmniej pewien dyskomfort). — W Dolinie Szeptów, z której pochodzę, na świat przyszedł ongiś wilk. Rósł na oczach moich i pozostałych Strażników Słowa. Jednak różnił się znacznie od pozostałych mieszkańców Doliny. Veldrin żył samotnie, trzymał się na uboczu, nie potrzebował ni krztyny czyjejkolwiek uwagi. Nie szukał towarzystwa, nie pragnął stada – wystarczały mu jego własne ścieżki i jego własne myśli. Pewnego dnia zaszedł daleko, aż na brzeg morza. Nigdy wcześniej nie widział takiego bezkresu. Siedział długo, wsłuchując się w szum fal, aż na horyzoncie zebrały się ciemne chmury. Nadchodził sztorm.
Najpierw wiatr był tylko szeptem; potem jednak przerodził się w potężny, donośny ryk. Morze podniosło się gniewnie, fale rozbijały się o brzeg, a piasek uciekał spod łap pustelnika. Wtedy poczuł on lęk – przecież nigdzie nie miał schronienia. Ale nie uciekł. Został i patrzył, jak burza tańczy; obserwował w skupieniu, jak morze walczy samo ze sobą. W końcu sztorm ucichł. Niebo przejaśniało, a na brzegu leżały rzeczy, których nigdy przedtem tam nie było: muszle, rozbite kawałki drewna, bursztyny połyskujące w słońcu. Morze cofnęło się, pozostawiając po sobie coś nowego. Wtedy Veldrin zrozumiał: burza nie przyszła, by go zniszczyć; burza przyszła, aby zmienić świat. Od tamtej pory nie lękał się już zmian. Wiedział, że nawet jeśli wszystko nagle przewróci się do góry nogami, po sztormie zawsze zostaje coś nowego – ważne, aby wilk, potrafił to przyjąć i uczynić swoim. — Spojrzenie bladoszarych, pozbawionych blasku oczu spoczęło na facjacie brązowego samca. — Zmiany są jak sztorm – mogą przestraszyć, mogą potrząsnąć światem, ale niosą też nowe brzegi, których nie odkryłbyś, gdyby morze pozostało spokojne — dokończył, nie odrywając wejrzenia od rozmówcy. A może raczej od słuchacza?
_______________________________
[BAJARZ 1 POZIOM]
Opowiada innemu wilkowi lub grupie słuchaczy baśń, legendę lub inne podobne, interesujące historie w dowolnym pasującym do bajarza stylu.
Mechanika – za wysłuchanie historii uczestnik otrzymuje 1 PD. Bajarz za opowiadanie otrzymuje 1 PD.
Koszt – 20 energii
Morze Bursztynowe
: 10 paź 2025, 18:39
autor: Lysanthir
Skinął Myrvainowi krótko głową, jednakże nie zdążył już dodać nic więcej, bowiem zaraz starzec zaczął snuć swoją opowieść. Lys zamknął uprzednio otwarty pysk i zamilkł, wbijając spojrzenie w drugiego basiora. W pierwszym momencie na jego pokrytym plamkami obliczu pojawił się dość zaskoczony wyraz. Nie spodziewał się nagle usłyszeć takiej opowieści. Jednakże ów zniknął w miarę upływu czasu, zastąpiony zamyśleniem, gdy słuchał uważnie kolejnych wypowiadanych słów. W pewnym momencie nawet przysiadł, niczym szczeniak, któremu rodzice opowiadają właśnie bajkę na dobranoc. I właściwie to poczuł się teraz podobnie. Było w tym uczuciu coś zaskakująco uspokajającego. Miał wrażenie, jakby cofnął się w czasie, do tych znacznie prostszych czasów, gdy nie musiał się niczym martwić.
Jednakże treść opowieści prędzej, czy później przywołała go do rzeczywistości. Czyż on nie zmagał się właśnie teraz z podobnym sztormem? Wszystko w jego życiu zostało wywrócone do góry nogami. Jego rodzina niespodziewanie się powiększyła, a matka związała się z wilkiem, który mógł w każdej chwili wciągnąć ich wszystkich prosto do grobu. I tak, jak tamten wilk z opowiadania, okropnie się tego bał.
Czy to jednak oznaczało, że wszystko będzie dobrze? Spojrzał na samca, wbijając uważny wzrok prosto w jego ślepia, w duchu licząc na to, iż odnajdzie w nich coś, co doda mu otuchy.
— Więc nie należy bać się zmian? Nawet jeśli mogą mieć... Niebezpieczne konsekwencje? — spytał po chwili.
Morze Bursztynowe
: 13 lis 2025, 14:18
autor: Myrvain
Lysanthir pisze:
— Więc nie należy bać się zmian? Nawet jeśli mogą mieć... Niebezpieczne konsekwencje? — spytał po chwili.
/ najmocniej Cię przepraszam, trochę mi zdechła wena na Myrka ostatnio T_T
Uśmiechnał się tajemniczo do młodzieńca.
— Zmiany są nieuniknione. Niektóre dobre, inne złe. Jednak jeśli nie pozwolisz im płynąć, lecz będziesz próbował stawać im na drodze okoniem — siebie wykończysz, a ich nie zatrzymasz. Uwierz mnie, staremu opowiadaczowi historii: nie warto glowić się nad tym, nad czym nie ma sie kontroli — wyjaśnił spokojnie, ostrożnie stając na łapy. Spróbował się przeciągnąć, jednak stare kości jedynie zaprotestowały, więc zaprzestał na bardzo skromnym ruchu.
— Wybacz mi, młodzieńcze, jednak mnie już dni wiele nie pozostało, a droga przede mną wciąż długa. Czas mi ruszać — powiedział, nisko skinąwszy przed brązowym chudym łbem.
Lysanthir
Morze Bursztynowe
: 16 lis 2025, 15:39
autor: Lysanthir
/w porządku
Zmarszczył lekko czoło. Zmiany są nieuniknione. No cóż, na to wyglądało i to, co wydarzyło się ostatnio w jego własnej rodzinie było na to idealnym przykładem.
Westchnął cicho, odrobinę zwieszając głowę. Myrvain miał rację. Nie mógł tego zatrzymać. Mógł próbować, lecz nie przyniosłoby to większego skutku. A jeśli już, to tylko zraniłoby tych, na których mu zależy. Czy powinien więc po prostu zaakceptować tą nową rzeczywistość, w której obok jego matki stał wilk poszukiwany przez cały klan za zdradę? Pewnie tak. Choć zdecydowanie nie było to łatwe. Lecz powinien spróbować. Tylko i wyłącznie dla niej.
— Rozumiem o co ci chodzi — odpowiedział po chwili. — I dziękuję — dodał, uśmiechając się lekko do starca. Miał wrażenie, że jego opowieść była czymś, czego potrzebował. Potwierdzeniem, iż nie popełniał właśnie najgorszego błędu w swoim życiu trzymając się na uboczu zamiast walczyć o przywrócenie dobrze znanego mu od małego porządku. Który przecież od dawna już nie istniał.
— Bywaj więc. I powodzenia — pożegnał samca, skinąwszy mu głową. Po czym ruszył w swoją stronę.
/zt
Morze Bursztynowe
: 20 lut 2026, 22:33
autor: Mistrz Gry
Rozdział I
Hedon spacerował przez plażę, pozwalając zimnemu, zimowemu słońcu gładzić swoją białą sierść. Wilcza Kraina wydawała się mniej zamieszkała, niż gdy pierwszy raz przelatywał nad jej ziemiami. A jednak ojciec wyznaczył mu jasny cel i musiał go spełnić.
W pewnym momencie powietrze wokoło stało się cieplejsze. Hedon rozejrzał się. Słońce wisiało nisko, malując fale złotem i różem. Morze wydawało się spokojne i przyjemne. Zachęcające do zanurzenia w nim łap lub po prostu odpoczynek przy miarowym szumie fal. Brzegiem tego morza szła para wilków – Caitlyn i Iskariot. Nie potrzeba było wiele, by zrozumieć, że wilki te znały się od podszewki. Tego właśnie potrzebował basior. Poderwał się do lotu, starając ukryć w promieniach słońca. Przyglądał się parze nijak nie ingerując. Jego praca była zupełnie inna, niż jego siostry.
Pod opuszkami łap para może wyczuć jeszcze ciepły od dnia, miękki piasek, który przyjemnie przesypywał się między palcami. Idziecie we dwoje wzdłuż brzegu – fale muskają wam kostki, a powietrze niesie zapach soli, wodorostów i czegoś odległego, słodkiego. Wszystko to miesza się w przyjemny sposób, wprawiając Was w dobry nastrój. Idąc obok siebie, czujecie, jak dobrze do siebie pasujecie. Każdy krok jest zsynchronizowany, każdy oddech umiecie zinterpretować jeszcze zanim w pełni zostanie on nabrany. Czujecie się naturalnie i swobodnie.
Wiatr bawi się waszą sierścią, a mewy krążą leniwie nad głowami, poszukując smacznych kąsków. Brzmi jak spacer idealny.
Morze Bursztynowe
: 20 lut 2026, 23:01
autor: Caitlyn
...w zasadzie to Caitlyn sama nie wiedziała w jakim cel tu przyszła...?
... a skoro nie wiedziała, to powód był JEDYNY słuszny i WIADOMY; GŁÓD... Głód szła cóż, z Iskariot'em u swego boku, delektując się jego obecnością, oraz GŁODEM jaki jej znów doskwierał...
Rozglądała się lekko, poszukując punktu zaczepienia — którym było nie co innego, jak — jedzenie. A jakże...
Ceniła sobie dobre towarzystwo, choć miłości — do miłości, takiej typowej — wiele temu brakowało... Ponadto, tylko RAZ wyznała komuś miłość i właściwie to to nie był Dowódca Cieni, a ktoś inny...