Strona 29 z 39
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 1:09
autor: Kaimler
Bizon nawet jeśli próbował się bronić stanowczo tracił przewagę. Wielkie cielsko zostało kilkukrotnie zranione, a siła, z jaką wilki atakowały jego ciało przewyższała teraz jego zdolności obrony własnego życia. Chwiał się, próbując resztkami sił utrzymać równowagę, jednak jad i spowolniona w żyłach krew robiły swoją robotę. Komórkom zaczęło brakować tlenu. Z zadanych ran nawet nie sączyła się ciurkiem krew, na ranach powoli zbierały się krople. Bizon padł na ziemię, przygniatając kopię upiora i tych, którzy napatoczyli się nieopatrznie.
Stukot kopyt innych zwierząt stawał się coraz bardziej donośny, aż w końcu stado wypadło spomiędzy drzew, przebiegając przez nieckę.
Kaimler w ostatniej chwili odskoczył w bok, kiedy ciało bizona padało na ziemię. Omal nie wpadł przebiegające osobniki i zwyczajnie wskoczył na bizona, również ledwo utrzymując równowagę na jeszcze poruszającym się cielsku. Kopia w końcu wygrzebała się spod niego.
Wściekle zawarczał na bizona i z wściekłości, która wstąpiła w niego oderwał zwierzęciu 1 róg (surowiec). Bizon poruszył łbem, uderzając nim o ziemię raz i drugi, przez co dodatkowo się ogłuszył.
/ bierz ktoś drugi surowiec i dobijajcie gościa, ja potem zgarnę wszystkich mgłą na zt
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 2:18
autor: Anatael
Zobaczył, że pierwszy z wampirów przypuścił atak. Skończył zaraz odrzucony przez bizona (co w Anataelu odblokowało pewne przeszłe wspomnienie), lecz zaraz w jego miejscu pojawił się kolejny oraz sam Kaimler, a właściwie kilka Kaimlerów.
Adept upewnił się tylko, że ofiara nie zacznie biec w jego stronę, po czym sam rzucił się ku niej. Nie zaatakował jednak — nie było to potrzebne, a nie miał zamiaru obrywać za darmo. Krążył jedynie wokół zwierzęcia, by zabiec mu drogę, gdyby wyrwało się oprawcom — a przynajmniej tak to miało wyglądać. Usłyszał jednak tętent kopyt, co spowodowało odruchowe odwrócenie wzroku i... cóż, to był błąd, bo nie uniknął przez to kolejnego ataku bizona.
Anatael natychmiast po tym odskoczył, kierowany instynktem, po czym upadł zamroczony, udało mu się jednak w porę odsunąć poza zasięg kopyt — i tych, których posiadacz zaraz umrze, i wszystkich pozostałych.
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 11:28
autor: Lithia
Lithia, wciąż nisko przy ziemi, odskoczyła od cielska, gdy bizon runął — instynktownie, płynnie, by nie znaleźć się pod toną mięśni. Wciąż krążyła blisko, gotowa rzucić się z powrotem, gdyby zwierzę próbowało jeszcze podnieść łeb...
Sierść na karku miała zjerzoną na sztorc, a oddech szybki, ale równy. Nie rozpraszały jej ani tupot uciekającego stada, ani wściekłe ruchy alfy. Była tam, gdzie trzeba — z zębami gotowymi wbić się ponownie w kark lub gardziel, jeśli bizon spróbuje ostatniego, desperackiego zrywu....
Czekała tylko na moment, w którym padnie ostatecznie.
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 14:17
autor: Angoulême
W końcu przeszli do ataku. Jako pierwszy zaatakował mniejszy z wampirów o zielonych oczach, celując prosto w grubą i mięsistą szyję bizona, lecz pokrótce został z niej zrzucony z impetem i wylądował parę metrów dalej. Jako drugi zaatakował kolejny wampir, jednak jego atak skończył się fiaskiem, przez co ten znowu musiał zamienić się w mgłę. Dalej ruszyły kopie Kaimlera, trafiając w uszy i bok wołowatego, jedna z rudych wgryzła się w pachwinę, a chwilę później została odrzucona na najbliższe drzewo. Jej siostra dostała kopytem w łeb, przez co runęła ogłuszona. Cholernik mimo spowolnionych odruchów od jadu nadal był diablo niebezpieczny. Angoulême z furią rzuciła się na napastnika, kiedy ten już opadł na ziemię, celując kłami we wrażliwe podgardle. Zatopiła tam zębiska dostatecznie głęboko i szarpnęła, jednak krótka chwila wystarczyła, by osobnik ugodził ją jednym rogiem (tym, który jeszcze nie został odgryziony) w okolice klatki piersiowej, szczęśliwie omijając płuca. Odskoczyła od bizona, patrząc jak krew zaczyna ciurkiem lecieć z jej ciała i jak powoli opuszczają ją siły.
-53PŻ
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 17:43
autor: Absynth
Absynth wygrzebał się z krzaków akurat w momencie, gdy reszta polujących przypuściła atak na bizona, który on zapoczątkował. Próbował nawet dołączyć do grupy Potępionych, ale kiedy tylko wstał na łapy i przeszedł kilka kroków (w zamyśle żeby się rozpędzić), nagle zabrakło mu tchu w płucach. Stanął więc, próbując złapać oddech (-54 PŻ). W tym czasie grupa zdążyła się stanowczo przesunąć, gdy on wciąż walczył o trochę powietrza. Jeszcze tego nie czuł, ale upadek złamał mu co najmniej jego żebro, a gałęzie krzaku podrapały znacznie bok, teraz już zabrudzony własną krwią.
Wiedział, że nie będzie w stanie dołączyć do grupy wystarczająco szybko, a i wiele wilków, w tym kopie alfy, rzuciły się na ofiarę, wystarczająco ją osaczając. Mógł więc tylko stać i rozglądać się.
W ten sposób zauważył Celeste leżącą kawałek dalej między drzewami. Przełkną ślinę, zlizując z kłów resztki paskudnej, zwierzęcej krwi, i zbliżył się do młodej wilczycy, lekko kulejąc.
— Hej, żyjesz? — zapytał, lekko potrząsając ją za bark. Głupio pytał. Przecież doskonale słuszał tętno adeptki.
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 18:26
autor: Lithia
Niestety nie wyszła bez szwanku z tej potyczki, byk musiał ją uderzyć bokiem, bądź trącić jakoś... ale ona ubrana w adrenalinę nie poczuła tego, dopiero jak uszło z niego życie.
Stała zadyszana i zmęczona, ale usatysfakcjonowana owymi łowami...
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 18:35
autor: Earendil
Chwiejac sie mocno na łapach (bo bark przetrącony na pewno nie pozostaje bez efektu w formie stąpania), stanął na moment na lapach, jakby testując, czy i na ile jest w stanie ustać. Nie było dobrze. Adrenalina, póki co, działała jak najlepszy środek przeciwbólowy, niemniej samiec wiedział doskonale, iz to jedynie chwilowe. Na szczęście zwierzyna również była osłabiona, ba!, nieśmiało tańczyła na granicy życia oraz śmierci. Leżała na ziemi, niczym obraz nędzy i rozpaczy. Krztusiła się własną krwią — efektem wspólnej pracy stada drapieżników, niecofających się przed niczym. Tzimisce poruszył lekko łbem, odetchnął głębiej (aż go wykrzywiło, bo widocznie żebra też mu się poobijaly), po czym rozpłynął się we mgle, obejmując w czułym uścisku szyję ledwo dychającego bizona. Przywarł do niej ciasno, dopiero wtedy wyłaniajac się ze mgły — leżący całym ciężarem za potężnym łbem, dociskajac go do podłoża. Wystawił kly i wycelował bez trudu w krtań, uderzejąc pod brodą ssaka. Głuchy odgłos miażdżenia rozlał się po lesie, a mocne szarpnięcie czerepu samca dodatkowo przyspieszyło dzieła. Nie miał w końcu wiele czasu; stado było już coraz bliżej, a oni ranni z pewnością mieli utrudnioną ucieczkę. Kątem oka spróbowal odszukać pobratymców; widział, jak Salubri wylądował w krzakach, potem Earendila na moment zamroczyło, toteż nie byl świadom całości obrażeń.
Znajdując się tak blisko łba, by zaoszczędzić na czasie, nie bez trudu pozbawił bizona rogu. Ku chwale Cerbera!
~ polowanie zakończone sukcesem
~ zebrano: róg bizona x1
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 20:50
autor: Casael
Przyszedł, targając ze sobą sarnę. Jej zapach był tak silny, że gdyby nie słyszalny harmider, to nigdy by nie wywęszył drugiej grupy. To, co zastał nie wiedział, czy można było nazwać widokiem triumfu. Ale chociaż bizon leżał na środku. Casael od razu zaczął wzrokiem szukać brata. Dostrzegł go całkiem niedaleko miejsca, w którym on sam się znajdował. Zostawł sarnę i skoczył do Anataela. Szturchnął go nosem.
— Antonio? — powiedział tylko, czekając na znak, że brat jest świadomy tego, co się wokół niego dzieje.
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 21:31
autor: Celeste
wisząc gdzieś na granicy świadomości i nieświadomości, czuła wilgotny zapach ziemi. To była jedna z niewielu rzeczy, których była pewna, bo na pewno nie umiała określić ani gdzie jest, ani po co, ani co się właśnie stało. Tak naprawdę to nawet nie bolała jej głowa, a przecież spomiędzy popielatych włosów, wypływała już strużka krwi.
Gdzieś z bardzo daleka dobiegł ją czyjś przytłumiony głos, miała też wrażenie że świat dookoła zawirował jeszcze bardziej. Spróbowała nawet otworzyć oczy, ale wszystko było tylko mieszaniną zieleni i czerni, a pozostałe bodźce praktycznie wytłumiły się do zera.
Przypomniała sobie, że ostatnie co widziała to bizon upadający na ziemię i jakiś inny kształt pędzący prosto na nią.
Ciekawe czy ten bizon też czuje zapach listowia? Zarył w nie zupełnie jak ja. — pomyślała i chciała się zaśmiać ale nie mogła. A potem nastała ciemność.
Absynth zaś mógł być pewien, że o ile puls zdradzał, że adeptka wciąż żyje, to reszta jej ciała robiła co mogła, by dawać wrażenie zgoła odwrotne.
Bory łowieckie
: 02 lis 2025, 21:52
autor: Absynth
Jedno z uszu Absyntha było czujnie obrócone w stronę wilków, które kończyły się rozprawiać z bizonem, jednak jego pysk w pełni pochylał się nad Celeste. Węsząc przy niej jego zmysły zatrzymały się na zapachu świeżej krwi. Młodej krwii — podpowiedział wampiryzm Salubriemu, i to on właśnie nakazał mu wysunąć język zza zębów i tej ronionej mimowolnie krwi skosztować. Od razu ból promieniujący z jego żeber zelżał, gdy właściwie większość zmysłów wilka skupiła się na smaku krwi. Absynth polizał zranioną skroń jeszcze parę razy, a jad mimowolnie spływający z jego kłów w odpowiedzi na juchę sprawił, że rozcięcie przestało boleć Celeste. Miękki i ciepły język właściwie sprawiał wrażenie, jakby to matka pielęgnowała wilczycę. I dobrze, że w całym tym obrazku nie pojawiły się jeszcze wampirze kły zaciśnięte na najbliższej żyle, bo gdyby Absynth był głodniejszy, naprawdę niewiele by brakowało.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 0:48
autor: Kaimler
Zachwiał się znów, kiedy Earendil doskoczył do zwierzęcia i zadał mu ostateczny cios, a także pozbawił byka drugiego rogu. Skinął do niego łbem w podziękowaniu i oblizał pysk, czując jak klatka piersiowa unosi się i opada w głębokich ruchach.
Dopiero teraz rozejrzał się na boki, licząc w myślach skład. Brakowało Salubriego i jego córki. Zmrużył ślepia, wzmagając czujność.
— Celeste?! — zawołał, ale nie doczekał się odpowiedzi. Zeskoczył więc z bizona. — Celeste! — ryknął drugi raz przechodząc kilka kroków po polanie, aż w końcu dostrzegł czarne ciało leżące w zaroślach, a nad nim [tkwił smention u=125]Absynth[/smention]. Pobiegł w tamtą stronę ile miał sił w łapach.
— Ona żyje? — zapytał wilka, nachylając się tuż nad córką i tracił ją nosem w ciało, a potem poruszał chcąc wzbudzic jakąkolwiek reakcję córki. Nie. Mógł pozwolić, by zginęła w ten sposób.
Kopia za to pognala w stronę Angoulême, która również oberwała od zwierzęcia.
— Goul, jesteś cała? — zapytał dotykając córkę nosem. Zwierzę, na które polowali było niebezpieczne i pech chciał, że obie jego córki oberwały chyba najmocniej.
Trzecia kopia za to dojrzała jak Casael, który prawie że natychmiast porzucił zwierzynę i podbiegł do brata. Kopia powoli więc podeszła bliżej, ale nie na bardzo krótki dystans.
— Gdzie reszta? — zapytał konkretnie, oczekując równie konkretnej odpowiedzi. Miał nadzieję, że chociaż Connor nie wymagała teraz rehabilitacji.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 0:55
autor: Casael
Kopia zatrzymała go. Nie wyminął jej po pieresze dlatego, że nie wiedział, czy to nie prawdziwy Kaimler (choć mial podejrzenie, że alurat na niego czasu by nie tracił), a po drugie dlatego, że znał swoje miejsce w hierarchii.
— Idą tu i do zamku. Upolowaliśmy kilka młodych saren — oznajmił, po czym ukradkiem spojrzał na brata, czy ten sie rusza.
Wzrok Casaela ponownie padł na Kaimlera. Wilk czekał na polecenia albo zostawienie go w spokoju.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 1:10
autor: Kaimler
Kopia Kiwnęła pyskiem i rozpłynęła się w powietrzu.
Casael
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 1:13
autor: Anatael
Brat się ruszał. Uniósł łeb i patrzył się tempo w ziemię próbując ogarnąć rzeczywistość. Czuł dudnienie w głowie i silny ból w boku, ale mógł oddychać i nie dręczyły go żadne wizje, więc można uznać, że było z nim w porządku.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 7:55
autor: Casael
Zostawiono go w spokoju, więc uznał to za sukces. nie pochwalono go, ale jak patrzył na cielsko bizona, a potem dla porownania na sarenkę to też by sobie nie pogratulował. Wyjebane. Sam zje te sarnę, jeśli jie bedzie chętnych. Mięso to mięso.
Udało mu się wreszcie dotrzeć do brata. Obejrzał go, a widząc, że żyje zażartował:
— Lhiada chyba tym razem nie da rady cię poskładać.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 8:48
autor: Anatael
— Co? — Spytał, gdy dotarły do niego słowa brata, na ich sens musiał poczekać jeszcze kilka sekund.
— Będzie musiała — dodał w końcu po chwili — Nie wiem, jak jej się wypłacimy. — To powiedziawszy wstał, a właściwie spróbował, bo gdy tylko postawił na ziemi lewą łapę, jego bark zapromieniował silnym bólem, który spowodował zachwianie się całego ciała, a w końcu opadnięcie na nogi i lekkie przechylenie w prawą stronę, na której oparł ciężar ciała. Wyglądało na to, że bizon pogruchotał parę jego kości, przez co, o ile wcześniej żartował o Lhiadzie, teraz naprawdę zaczął się zastanawiać, czego tym razem zielarka zażąda za swoją pomoc.
Obejrzał się na pozostałych i zobaczył, że córka Kaimlera leżała na ziemi nieprzytomna. O ironio ona też, o ile pamiętał, unikała starcia z bizonem. Ciekawe, czy jeszcze żyła? (Były) Khamul wyglądał na mocno zmartwionego, może nawet zrozpaczonego? Interesującym było oglądanie go w tym stanie... Jednak wszyscy ojcowie są tacy sami.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 9:27
autor: Casael
Uśmiechnął się na odpowiedź brata. Gdy ten podnosił się i zachwiał, Cas chwilę odczekał, dając Anataelowi szansę na złapanie równowagi. Widać było jednak, że w środku jego rany musiały wyglądać jeszcze gorzej niż na zewnątrz. biały wilk podszedł od odpowiedniej strony i podparł go, pomagając ustać na łapach.
— Mamy mięso bizona. Nie znam nikogo, kto odmówiłby przysługi przy takiej nagrodzie.
Bo bizon był kurewsko trudnym przeciwnikiem. Przez co jego mięso smakowało o wiele lepiej i było towarem deficytowym — przynajmniej w porcie.
Casael spojrzał na pozostawioną przez siebie sarnę. Miał myśl, że może ją też da radę zabraći znikną w porcie. Porzucił jednak tę nadzieję. Zwyczajnie nie da rady teraz wykonać tskiego manewru.
Rozejrzał się, starając rozeznać, co się dzieje.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 9:32
autor: Anatael
Oparł się o bok brata.
— Obawiam się, że mięso jest dla nich — skinął w stronę reszty klanu.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 9:37
autor: Casael
Wypuścił powietrze nosem i spojrzał na resztę niechętnie. No to się nie wypłacą. Bo to pierwszy raz.
Bory łowieckie
: 03 lis 2025, 11:25
autor: Absynth
Kaimler pisze:
Zachwiał się znów, kiedy
Earendil doskoczył do zwierzęcia i zadał mu ostateczny cios, a także pozbawił byka drugiego rogu. Skinął do niego łbem w podziękowaniu i oblizał pysk, czując jak klatka piersiowa unosi się i opada w głębokich ruchach.
Dopiero teraz rozejrzał się na boki, licząc w myślach skład. Brakowało Salubriego i jego córki. Zmrużył ślepia, wzmagając czujność.
—
Celeste?! — zawołał, ale nie doczekał się odpowiedzi. Zeskoczył więc z bizona. — Celeste! — ryknął drugi raz przechodząc kilka kroków po polanie, aż w końcu dostrzegł czarne ciało leżące w zaroślach, a nad nim [tkwił smention u=125]Absynth[/smention]. Pobiegł w tamtą stronę ile miał sił w łapach.
— Ona żyje? — zapytał wilka, nachylając się tuż nad córką i tracił ją nosem w ciało, a potem poruszał chcąc wzbudzic jakąkolwiek reakcję córki. Nie. Mógł pozwolić, by zginęła w ten sposób.
Kopia za to pognala w stronę
Angoulême, która również oberwała od zwierzęcia.
— Goul, jesteś cała? — zapytał dotykając córkę nosem. Zwierzę, na które polowali było niebezpieczne i pech chciał, że obie jego córki oberwały chyba najmocniej.
Trzecia kopia za to dojrzała jak
Casael, który prawie że natychmiast porzucił zwierzynę i podbiegł do brata. Kopia powoli więc podeszła bliżej, ale nie na bardzo krótki dystans.
— Gdzie reszta? — zapytał konkretnie, oczekując równie konkretnej odpowiedzi. Miał nadzieję, że chociaż Connor nie wymagała teraz rehabilitacji.
Absynth widząc, że zbliża się do niego Kaimler, od razu odstąpił od
Celeste, choć jego wampiryzm nie był z tego zadowolony. Przy ruchu znów rozbolała go klatka piersiowa i tępy ból rozlał się na płuca:
— Żyje — odpowiedział krótko na bezdechu, łapiąc się za bok. Nabranie powietrza do płuc również bolało. — Nie widziałem, co się stało.