Strona 27 z 39

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 20:46
autor: Connor
Coraz to więcej wilków zajmowało miejsca blisko Kaimlera. Nic dziwnego, ciężko było tu o jakiekolwiek inne miejsce rzy takiej ilości Kaimlerów na metr kwadratowy. Wreszcie jeden z nich przemówił — prawdopodobnie oryginalny, co oznaczało że nie wyciągnęła dziś szczęśliwego losu — przydzielając wilkom zadania. Ona zaś obserwowała czyje uszy poruszą się na dźwięk swojego imienia.
Grupa numer dwa oznaczała, że prawdopodobnie uniknie wększych obrażeń. Sarny były znacznie mniej groźnym przeciwnikiem od bizona. Ciekawe, czy miał w tym podziale jakieś intencje, a może wypluł z siebie losową listę imion. Nie umknął jej uwadze fakt, że obie młodsze swe córki postanowił zabrać ze sobą, podczas gdy małego amatora samczej anatomii podrzucił pod opiekę świeżo upieczonej Wampirzycy spod znaku Szarszenia. Tak przynajmniej pomyślała, nim ojciec kiwnął łbem w jej stronę. Zmrużyła nieznacznie powieki w odpowiedzi. Nie sądziła, by celowo chciał z niej zrobić niańkę, więc znaczenie jego gestu było zgoła bardziej ogólne. Cóż było robić.

Oddaliła się wraz z pozostałymi w poszukiwaniu tropu ich dzisiejszej ofiary.

/zt

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 20:49
autor: Persefona
Pozostała na miejscu, obserwując jak inne wilki się rozchodzą. Skłamałaby twierdząc, że poczuła się pewniej, lecz przynajmniej poczuła pewną ulgę widząc, że także i siostra pozostała wśród drzew. Zdecydowała się wyjść z cienia i podeszła bliżej Lithii, nie siadając już. Czekała na znak.

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 20:57
autor: Earendil
Skinął łbem na znak, że przyjął rozkazy.

obrażenia:
3d30

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 20:58
autor: Ayase
Straciła się gdzieś po drodze. Trudno.

/zt.

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 20:59
autor: Megeleti
Skinęła łbem, zgarnęła mlodego i się posłusznie oddaliła.

/zt.

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 21:01
autor: Lithia
Obrażenia dla Lithii
/Przez chwilę zgłupiałam, wybaczcie

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 21:14
autor: Esqea
Uslyszala swoje imię jak i imię wilczycy, która miala ich poprowadzić. Wyszła za nią.

/ zt

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 21:28
autor: Anatael
polowanie
BIZON (dorosła): 210 / 145 / 145
Profesje: tropiciel poziom 2 — zmniejsza czujność zwierzęcia o 1/2 +1PD -30energii
Surowce: Rogi bizona (Kaimler) + Rogi bizona (Absynth)
Kaimler: 96 / 100 / 74
Absynth: 84 / 65 / 50
Earendil: 87 / 60 / 52
Anatael: 12 / 14 / 14
Celeste: 16 / 21 / 25
Angouleme: 20 / 20 / 20
Persefona: 13 / 18 / 22
Lithia: 15 / 20 / 15
Obserwował zbierające się wilki witając je raz za razem skinięciem łba. Było ich... dużo, choć królowi najwyraźniej to nie wystarczało, bo w tłumie zaczęły przewijać się jego kopie. Anatael już zaczynał rozpoznawać coniektóre pyski, które widział wcześniej na poprzednim polowaniu, a potem na Nokturnie, dzięki czemu powoli zaczynał czuć się jako rzeczywista część tego wszystkiego.
Skupienie na członkach klanu pozwoliło mu oderwać myśli od ciągłego zamartwiania się powodzeniem polowania, lecz w końcu Kaimler zabrał głos.
Adept westchnął w duchu słysząc, że znów został rozdzielony z Maelyss — poczucie zawodu z tego powodu oraz sarkastyczna myśl, że najwyraźniej były upiór postawił sobie za punkt honoru, by młodzi kochankowie spędzali ze sobą jak najmniej czasu, na chwilę przysłonił fakt, że oto Anatael miał wyruszyć i zaprezentować się właśnie przed nim. Co to jednak było w porównaniu z ukrywaniem się pod pokładem kutra... I wieloma innymi sytuacjami wcześniej.
No cóż, przekonajmy się.

Grupa Casaela poszła przodem, jednak pewną część drogi i tak przemierzyli razem, kierując się śladem zapachowym, którą bracia pozostawili tu nad ranem. Po jakimś czasie nastąpiło rozejście, po którym Anatael prowadził już sam swoją grupę, milczący i skupiony na odnalezieniu drogi, którą podążyli pierwszego dnia. Ujrzenie znajomego, obgryzionego zagajnika było wręcz jak łyk zimnej wody w upalny dzień — przyniósł ulgę w ogarniającym wilka stresie. Następnie błoto Casa, które wciąż nie wyschło, pokryta igłami ścieżka, aż w końcu, po dłuższym czasie, dotarli do tej części boru, gdzie mniejsze zagęszczenie koron drzew, a tym samym mniejsze zacienienie, pozwalało rosnąc młodym drzewkom.
To ta okolica — poinformował grupę, by dać im znać, że mogą już zacząć korzystać ze swoich super tropicielskich zdolności. Sam oczywiście nie zatrzymywał się, tylko szedł dalej, choć już dużo wolniej, usiłując odszukać ślady, które widział tu wcześniej.

Kaimler Absynth Earendil Persefona Lithia Celeste Angoulême

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 21:35
autor: Lithia
Cóż… wysłuchawszy wilka – zabrała się za tropienie; za pomocą zmysłów — wzroku, słuchu, oraz, przede wszystkim, węchu. Lithia ruszyła w bok, lekko, z tą charakterystyczną dla niej ostrożnością, jakby każdy krok ważyła, by nie zdradzić swojej obecności żadnym niepotrzebnym dźwiękiem...
Nos unosił się, opadał, zbliżał do ziemi. Co jakiś czas zastygała w pół kroku, z uszami wyciągniętymi w stronę dalekiego szelestu czy odgłosu jakiegokolwiek innego — w końcu przyroda żyje, cały czas — dając w postaci przeróżnych wydźwięków o sobie znać....
Jej łapy zostawiały delikatne ślady w miękkim podłożu, ale sama była niemal bezgłośna. Zatrzymała się na chwilę, przymknęła oczy, zaciągając się powietrzem. Nic. Ani śladu bizona, żadnego silnego, świeżego zapachu, który mógłby wskazywać na cel polowania.
Tylko echo dawnej jego, bądź podobnego mu — obecności — ledwie ślad, zbyt stary, zbyt słaby, by podążać za nim dalej. Wilczyca westchnęła bezgłośnie, przesunęła spojrzeniem po drzewach, a potem wróciła ku grupie, z napiętym, ale skupionym spojrzeniem. Nie poddała się — po prostu wiedziała, że to miejsce musi opowiedzieć jej jeszcze trochę więcej, zanim ujawni to, czego szukali.

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 21:48
autor: Anatael
Antek obrażenia:

3d30

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 22:16
autor: Celeste
wilków faktycznie zbierało się całkiem sporo, a Kaimler tylko potęgował ten tłum swoimi kopiami. Najpierw wiec czekała aż zbiorą się wszyscy, a potem — jak się okazało — na dyspozycje. Była trochę zaskoczona, tym bardziej gdy okazało się, że oddelegował jej brata, nauczycielkę, a nawet portowego Casandra do innej grupy. Po namyśle nie robiło to większej różnicy, ale Celeste i tak odebrała to jako jakby mniej oczywiste.

Kiedy wreszcie ruszyli, w milczeniu podążała za resztą. Nie wiedziała czego się spodziewac, bo przecież nie tego co kiedy samotnie polowała na gronostaja, ale też na pewno nie tego, jak prezentowały się jej łowy na ryby. Brat białofutrego, ten z dziwinym umaszczeniem na pyszczku, wydawał się wiedzieć gdzie ich prowadzić, co nie było dziwne jeśli brać pod uwagę, że ponoć to oni wytropili stada. Próbowała więc wychwycić nieznany jej do tej pory zapach bizona.

3d30

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 22:22
autor: Casael
Poszedł od razu po przemówieniu Kaimlera, nie czekając na zwrócenie się do niego osobiście.
Grupa na sarnę — zakomunikował tylko i kiwnąwszy łbem, dokąd idą ruszył w tym kierunku.
Posłał bratu wspierające spojrzenie.
Niech Cerber nad Tobą czuwa. /zt

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 22:25
autor: Absynth
Gdy czekali na chętnych (bądź posłusznych) Potępionych, Absynth siedział zamyślony, patrząc nieco tępo w jeden punkt przed sobą. Nie było to nic konkretnego, ot, nicość kryjąca się pomiędzy drzewami. Skupił się dopiero, gdy usłyszał głos Kaimlera. Spojrzał w jego stronę, a potem na rzeczonych Antonia i Cassandra... Antonio? Hm... Wydawało mu się, że coś tu nie gra, ale nie miał wystarczająco dużo czasu, by się zastanowić bardziej, bo też chwilę potem usłyszał swoje imię i znów musiał wrócić do słuchania, żeby wiedzieć, co się dzieje. Na szczęście na razie nie musiał się nigdzie przemieszczać i mógł jeszcze sekundę posiedzieć w miejscu i zapamiętać imiona, których wcześniej nie słyszał, oraz dopasować je do pysków.

Gdy grupa się rozeszła, a oni ruszyli we wskazanym przez Antonio? kierunku, Absynth już nieco odruchowo spojrzał na świat swoją wampirzą termowizją. Węch miał raczej z tych lepszych i mógł tropić nosem, ale węszenie za czymś, co mu raczej śmierdziało, nie należało do niczego przyjemnego. Dlatego zamiast nosa, używał głównie wzroku — bo widział świetnie w ciemnym lesie, nic, co żyło, nie mogło się długo przed nim ukryć. Słuch, jak to słuch, wampir miał wilczy i łączył go ze wzrokiem, czujnie strzygąc za dźwiękami wskazującymi na obecność zwierzyny. Zastanawiał się i tak, jaką ma szansę, żeby zobaczyć coś pierwszemu, tyle ich tu było. Póki co trzymał się niedaleko grupy, nie tracąc dystansu.

/Abs obrażenia

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 22:32
autor: Persefona
Otrzymawszy znak ruszyła bez słowa, od razu zniżając pysk ku ziemi. Zupełnie odruchowo nadal szła niedaleko siostry, choć oddaliła się od niej na odległość kilku kroków, by jej nie przeszkadzać i by wspólnie były w stanie przeszukać większy teren. Ustawiła się pod wiatr i zaczęła węszyć, badając to, co ów wiatr ze sobą przyniósł. Starała się wyobrębnić z mieszanki woni coś, co przypominało chociaż trochę ciężką woń bizona. Jednocześnie oczywiście co jakiś czas rozglądała się na boki, szukając wśród drzew sylwetki poteżnego cielska, innym razem zaś kierując wzrok na dół, szukając śladów żerowania, bądź zwierzęcych odchodów. Uszy także pracowały, łapiąc wszystkie trzaśnięcia pojedynczych gałązek.
Starała się skupić tylko i wyłącznie na poszukiwanej zwierzynie, niczym innym. Nie mogła dopuścić do siebie myśli, które uparcie próbowały wedrzeć się jej do głowy, wiedziała bowiem, iż to dobrze się nie skończy.

/obrażenia:

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 23:27
autor: Kaimler
Kaimler ruszył za Anataelem dopiero jak reszta grupy dała swoje pierwsze kroki. Kopie odbiegły w boki, patrolując teren między drzewami paręnaście metrów dalej. Przemykały pomiędzy pniami, a niektóre nawet wspięły się do góry i przemieszczały wprawnie po konarach tylko co jakiś czas zerkając w dół czy grupa nadąża. Jedna z kopii odeszła jednak za grupą, która poszła polować na sarnę. Ot tak, z ciekawości.

Złotooki szedł we względnym milczeniu, z każdym krokiem odrobinę wzmagając czujność. Bizon nie był łatwym zwierzęciem do upolowania, ale liczyl na to, że Absynth oraz Earendil się wykażą. W końcu nie bez powodu byli na swoich stanowiskach. Kaimler węszył w powietrzu. Wiatr przynosił różne zapachy z różnych stron. Butwiałe na zamokłym podłożu igły i gałęzie stanowczo nie pomagały w identyfikacji zapachu zwierzyny.
Z czasem dostrzegł, że otoczenie staje się bardziej doświetlone, na co podniósł tylko oczy do góry, dostrzegając akurat przemykającą po gałęziach swoją kopię. Spojrzał na Antonia i skinął mu łbem.
Dobra robota. Oby nie odeszły za daleko. Szukajmy samotnego osobnika, większa szansa na powodzenie. — powiedział najpierw do niego, a później obrócił łeb w stronę reszty, by również dosłyszeli wskazówki.
Dla pewności powęszyl w powietrzu jeszcze przez chwilę. Później rozejrzał się wśród młodych pędów, nieco pokiereszowanych przez los lub właśnie przez stado bizonów. Igieł nie było na nich za wiele, a osłony pędów były postrzępione i pourywane. Wzrok opuścił w dół na nierowności wydeptane na wpół błotnistym podłożu. Poruszył po nim łapą sprawdzając jak ślisko było.
Starajcie się stawiać łapy blisko kęp traw i większych roślin. — powiedział, strzygąc uszami na wszystkie strony.
Dał parę kroków do przodu pomimędzy giętkimi samosiejkami, wychodząc tym razem na przód.

Celeste Persefona Lithia

Bory łowieckie

: 29 paź 2025, 23:49
autor: Angoulême
Pomysł z ucztą i wspólnym polowaniem z nowym władcą ewidentnie przypadł tłuszczy do gustu, bowiem w borach zjawili się licznie, nawet bardzo. Było ich chyba nawet więcej, niż przy łowach na czarną łanię ku czci Cerbera. Nie liczyła rzecz jasna kopii własnego ojca, który postanowił się powielić. Ale dzisiejszym celem miał być bizon i sarna, dlatego potrzebowali więcej par kłów i pazurów. Grupa podążająca za sarną oddzieliła się od nich i poszła w inne rejony krainy, zaś ci, co mieli upolować bizona, pozostali, razem z nią. Przez leśną gęstwinę prowadził ich jakiś czarno biały młodzian oraz Kaimler (albo jedna z jego kopii?). Węszyła, nasłuchiwała, stawiała ostrożnie łapy. I mentalnie przygotowywała się na spotkanie z dość solidną zwierzyną.

Bory łowieckie

: 30 paź 2025, 0:43
autor: Zhoryia
Po rozdysponowaniu rozkazów przez Kaimlera, ruszyła wraz z przydzieloną grupą.

/zt

Bory łowieckie

: 30 paź 2025, 6:36
autor: Earendil
Uważnie słuchał Kaimlera, czasami jeno skinąwszy ze zrozumieniem głową. Co prawda wolałby, aby Maelyss poszła z nimi, bo chociaż akceptował powoli fakt, że była dorosła i przyzwyczajał się do tego, iż miała własne życie — wciąż wolałby mieć ja na oku, widzieć, że nic jej nie grozi. To się prawdopodobnie nie zmieni nigdy. Bo Earendil, chociaż pozornie niewzruszony i chłodny do bólu, w gruncie rzeczy był całkiem troskliwym typem. Może czasami nieszczególnie wiedział, jak to okazać i robił głupoty, podtapiając syna w dobrej wierze — ale przecież to wszystko tylko po to, żeby ten miał jak najlepszy start w klanie!
Kiedy Alfa poszedł przodem, Uszko zamienił się po prostu we mgłę, dzięki której byl w stanie przeczesać większy teren w krótszym czasie. Zresztą lubił ten styl przemieszczania się. Materializował się co kilkanaście metrów na krótki moment — dokładnie tyle, ile potrzebował, aby się dobrze rozejrzeć oraz zapoznać z zapachami, które unosiły się pośród chłodnego, jesiennego powietrza.
A skoro nie mógł mieć oka na córkę, to dziwnym trafem co jakiś czas pojawiał się nieopodal Persefony; niezbyt blisko, by jej nie peszyć, lecz jednocześnie na tyle daleko aby móc się przekonać, że wciąż była w jednym kawałku.

Bory łowieckie

: 30 paź 2025, 9:50
autor: Kaimler
Grupa wilków znajdowała się na lekkim wzniesieniu. Parę kroków wystarczyło, by wyłonić się z gęstego lasu. W niewielkiej niecce pasł się jeden z osobników — dorodny i w sile wieku. Prawdopodobnie nieświadomy zagrożenia, które go czekało stąpał leniwie po miękkim gruncie. Temperatura w lesie była odczuwalna o kilka stopni mniej, ze względu na duży stopień wilgotności. Z każdym wydechem kłęby pary wydobywały się z nosa.
Stado było oddalone od niego, bo oprócz pojedynczego porykiwania nie było żadnych innych oznak ich obecności.


— Patrzcie. — powiedział w miarę cichym tonem, wołając wilki bliżej ruchem łba. Odczekał chwilę, żeby każdy miał szansę ocenić sytuację. Kątem oka tylko, zerkał w boki, żeby zorientować się w pozycji swoich klanowiczów.
— Macie szansę się wykazać. — powiedział, gdy już się zbliżyli. — Salubri, Tzimisce prowadzicie atak. — polecił wampirom. Był ciekawy jak są w stanie współpracować i działać pod presją. Oprócz tego, że wszyscy potrzebowali się najeść, Kaimler potrzebował wybadać swoich. Po zmianach potrzebował przeanalizować hierarchię.
— Nie bądźcie brawurowi. Jest nas na tyle, by upolować go nie ryzykując wiele. Vaella jest na posterunku, ale musi się jeszcze sporo nauczyć. — mówił, obserwując ruchy zwierzęcia, które zaczęło się przemieszczać w poszukiwaniu lepszej kępy trawy.


Earendil Absynth Persefona Lithia Angoulême Celeste Anatael

Bory łowieckie

: 30 paź 2025, 13:20
autor: Earendil
Koło Kaimlera pojawiła się smuga gęstej mgły zaraz po tym, gdy padło owe cicho "patrzcie". Po chwili po jego lewicy, nieco oczywiście z tyłu, zmaterializował się sam Earendil. Skinął nisko łbem, kiedy Alfa polecił poprowadzenie ataku. Dotąd chyba nie miał okazji współpracować z Absynthem (a już na pewno nie tak blisko), więc odszukał go spojrzeniem. Jako ten o dłuższym stażu w klanie oraz odpowiednim przydomku z pewnością miał więcej doświadczenia. A nawet, jeśli nie — nadal był nieco ponad Uszkiem, prawda? W dobrym więc smaku było się z nim skomunikować i oddać pałeczkę. W końcu zgodnie z poleceniem Szefa Szefów — mieli podejść do zadania spokojnie i bez brawury.
Jaki plan? — spytał spokojnie, na tyle cicho, by nie ryzykować, że spłoszy ofiarę. Nie wiadomo, jak wiele mieli czasu, zwłaszcza, że bizon powoli zaczął się oddalać — niemniej z pewnością byliby w stanie go dogonić. Pytanie tylko, czy nie można tego załatwić łatwiej oraz mniejszym nakładem sił i energii. Czuł presję, jednak nie aż taką, by wyrwać się przed szereg.
Jeśli doszło do dyskusji (coby już nie przedłużać bardziej) najpewniej podzieliłby się swoją opinią. Mogli śmiało zamknąć bizona w kręgu; część dysponująca mgłą mogła bez większych trudności znaleźć się w dowolnym miejscu — również tym najdalszym, coby odciąć ucieczkę od kilku szeroko rozwartych paszczy. Sam mógłby nawet się tego podjąć.
Oczywiście się nie wychylał. Czekał na swoją kolej dziobania.