Morze Północne
: 23 gru 2025, 16:55
Tak był zajęty wypruwaniem olbrzymowi flaków, że najwyraźniej przeoczył moment, w którym mamut wyzionął ducha. Oczywiście, to, iż w pewnym momencie upadł nie uszło jego uwadze (w końcu musiał się przecież cofnąć, by uniknąć przygniecenia), jednakże niewiele się tym przejął, zaraz doskakując do niego z powrotem i kontynuując swój atak, z szaleńczym zadowoleniem wypisanym na pysku. Przestał dopiero chwilę po tym, jak mamut na dobre znieruchomiał. Wtedy, gdy już mocno się zmęczył, a obolałe żebra zaczęły zbyt mocno dawać się mu we znaki. Ostatni raz szarpnął więc jeszcze głową, wyszarpując kawałek jelita, po czym dał kilka kroków do tyłu i przysiadł na śniegu. Przez moment tak stał, z tym kawałkiem flaka zwisającego mu z pyska, starając się wyregulować przyśpieszony oddech i napawając się widokiem splamionego krwią śniegu i leżącego nieruchomo olbrzyma. Poczuł jak jeszcze kilka ostatnich, przyjemnych dreszczy przebiega mu po karku, jeżąc pozlepianą teraz krwią sierść. W miarę, jak poziom adrenaliny opadał, ból zaczynał coraz bardziej mu dokuczać. Jednakże teraz nie miało to znaczenia. Dla takiego widoku, wszechobecnego zapachu krwi i przecudownej melodii rozrywanego mięsa było warto nawet dostać po dupie.
Poruszył się dopiero po chwili. Najpierw po prostu pożarł to, co miał w mordzie, nie przejmując się nijak dobrymi manierami. Przełknął resztę mięsa i oblizał łapczywie wargi, rozglądając się dookoła.
Większość obecnych zbierała się już do wyjścia. Na większość pożegnań odpowiedział krótkim skinięciem głową. Łypnął krótko na Rivaia, gdy ów polecił mu zabrać Azę do uzdrowiska, jednakże nic więcej nie uczynił. Spojrzał tylko na samicę , obrzucając ją krótkim spojrzeniem. Po czym posłał jej typowy dla siebie paskudny uśmiech, gdy ich spojrzenia się spotkały.
Zaraz jednak przeniósł wzrok na Iskariota, gdy ów się do nich zwrócił. Przez moment miał ochotę wybuchnąć złośliwym rechotem, gdy dostrzegł tę zmianę w głosie szarego. No proszę, więc właśnie sam bardzo szybko doszedł do wniosku, że się mylił, zarzucając im słabość. Znów jednak ugryzł się w język, pozwalając sobie jedynie na uniesienie jednego kącika warg. Odezwał się jedynie, gdy samiec spytał, czy dojdą do domu o własnych siłach.
— Bywało gorzej — powiedział krótko, niech zachrypniętym głosem. Nie kłamał zresztą, w końcu jakiś czas temu pewien wyjątkowo paskudny bizon poturbował go o wiele poważniej. Tamtego momentu jeszcze długo nie zapomni, choć chyba głównie ze względu na niespodziewaną troskę, jaką okazała mu wówczas Aza, niż dlatego, jak bardzo wówczas oberwał.
Przez moment przyglądał się odrąbanemu łbowi mamuta. Trzeba przyznać, że ciekawiło go, jak wyglądała jego czaszka i jakaś część jego osoby chętnie by ulokowała takową pośrodku jego legowiska, jednakże... Cóż, byłyby z tym dwa problemy. Po pierwsze, nie ma szans, że zatacha w pojedynkę to wielkie cholerstwo na tereny klanu. Dwa, nawet jeśli by mu się to udało, to przecież i tak nie zmieściłby tego do własnej nory.
Wstał więc i podszedł znów bliżej mamuta, lekko się przy tym krzywiąc, gdy obolałe ciało zaprotestowało. Przyjrzał się mu przy tym uważniej, jakby nad czymś się zastanawiając, aż wreszcie wyciągnął z torby jakiś nie pierwszej nowości nóż (który pewnie podprowadził gdzieś z lochów) i, poniekąd idąc w ślad Kalahtema wyciął kawałek grubej skóry. Wyglądała na wytrzymałą, więc na pewno się przyda.
A potem wpadł nagle na pewien pomysł, gdy jego wzrok padł na ziejącą w klatce piersiowej olbrzyma ranę. Znieruchomiał na chwilę, a potem uśmiechnął się złośliwie, zbliżając się. Przez dłuższą chwilę gmerał tam łapami i nożem, uparcie wykonując kolejne cięcia, aż wreszcie udało mu się znaleźć to, czego szukał. Spojrzał z niekłamanym zadowoleniem na wycięte właśnie serce mamuta. No, taką pamiątkę to może sobie zabrać. Co prawda w tym momencie nie widział, co powinien z nim zrobić, lecz pewnie znajdzie jakieś zastosowanie. Może ukradnie skądś odpowiednio duży słój, by je do niego zmieścić i ustawi go sobie gdzieś w legowisku. Przeszło mu przez myśl, że może powinien załatwić sobie jakąś półkę na podobne trofea.
Następnie poświęcił chwilę na zjedzenie kilka gryzów mięsiwa. Gdy się najadł, zbliżył się do Azy.
— To co, idziemy? — spytał krótko.
Poczekał na brązową, w międzyczasie zabierając skórę i serce. Potem pożegnał Iskariota i ruszył wraz z nią w drogę powrotną.
/zbieram 1 x skóra mamuta
/zt
Poruszył się dopiero po chwili. Najpierw po prostu pożarł to, co miał w mordzie, nie przejmując się nijak dobrymi manierami. Przełknął resztę mięsa i oblizał łapczywie wargi, rozglądając się dookoła.
Większość obecnych zbierała się już do wyjścia. Na większość pożegnań odpowiedział krótkim skinięciem głową. Łypnął krótko na Rivaia, gdy ów polecił mu zabrać Azę do uzdrowiska, jednakże nic więcej nie uczynił. Spojrzał tylko na samicę , obrzucając ją krótkim spojrzeniem. Po czym posłał jej typowy dla siebie paskudny uśmiech, gdy ich spojrzenia się spotkały.
Zaraz jednak przeniósł wzrok na Iskariota, gdy ów się do nich zwrócił. Przez moment miał ochotę wybuchnąć złośliwym rechotem, gdy dostrzegł tę zmianę w głosie szarego. No proszę, więc właśnie sam bardzo szybko doszedł do wniosku, że się mylił, zarzucając im słabość. Znów jednak ugryzł się w język, pozwalając sobie jedynie na uniesienie jednego kącika warg. Odezwał się jedynie, gdy samiec spytał, czy dojdą do domu o własnych siłach.
— Bywało gorzej — powiedział krótko, niech zachrypniętym głosem. Nie kłamał zresztą, w końcu jakiś czas temu pewien wyjątkowo paskudny bizon poturbował go o wiele poważniej. Tamtego momentu jeszcze długo nie zapomni, choć chyba głównie ze względu na niespodziewaną troskę, jaką okazała mu wówczas Aza, niż dlatego, jak bardzo wówczas oberwał.
Przez moment przyglądał się odrąbanemu łbowi mamuta. Trzeba przyznać, że ciekawiło go, jak wyglądała jego czaszka i jakaś część jego osoby chętnie by ulokowała takową pośrodku jego legowiska, jednakże... Cóż, byłyby z tym dwa problemy. Po pierwsze, nie ma szans, że zatacha w pojedynkę to wielkie cholerstwo na tereny klanu. Dwa, nawet jeśli by mu się to udało, to przecież i tak nie zmieściłby tego do własnej nory.
Wstał więc i podszedł znów bliżej mamuta, lekko się przy tym krzywiąc, gdy obolałe ciało zaprotestowało. Przyjrzał się mu przy tym uważniej, jakby nad czymś się zastanawiając, aż wreszcie wyciągnął z torby jakiś nie pierwszej nowości nóż (który pewnie podprowadził gdzieś z lochów) i, poniekąd idąc w ślad Kalahtema wyciął kawałek grubej skóry. Wyglądała na wytrzymałą, więc na pewno się przyda.
A potem wpadł nagle na pewien pomysł, gdy jego wzrok padł na ziejącą w klatce piersiowej olbrzyma ranę. Znieruchomiał na chwilę, a potem uśmiechnął się złośliwie, zbliżając się. Przez dłuższą chwilę gmerał tam łapami i nożem, uparcie wykonując kolejne cięcia, aż wreszcie udało mu się znaleźć to, czego szukał. Spojrzał z niekłamanym zadowoleniem na wycięte właśnie serce mamuta. No, taką pamiątkę to może sobie zabrać. Co prawda w tym momencie nie widział, co powinien z nim zrobić, lecz pewnie znajdzie jakieś zastosowanie. Może ukradnie skądś odpowiednio duży słój, by je do niego zmieścić i ustawi go sobie gdzieś w legowisku. Przeszło mu przez myśl, że może powinien załatwić sobie jakąś półkę na podobne trofea.
Następnie poświęcił chwilę na zjedzenie kilka gryzów mięsiwa. Gdy się najadł, zbliżył się do Azy.
— To co, idziemy? — spytał krótko.
Poczekał na brązową, w międzyczasie zabierając skórę i serce. Potem pożegnał Iskariota i ruszył wraz z nią w drogę powrotną.
/zbieram 1 x skóra mamuta
/zt