Strona 14 z 22
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 20:02
autor: Iskariot
/Kto wytropi zwierzynę, rzut kostką. 1d8
1.Caitlyn
2.Iskariot
3.Ivaroth
4.Atraks
5.Gressil
6.Kalahtem
7.Ammat
8.Malo
/+ rzut na obrażenia Iskariot (-50% dzięki profesji) 3d30
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 20:12
autor: Neffrea
A po piętach drepcze im Neffrea.
A post zaraz edytuję, tylko skontroluję staty.
Cóż, czasami eleganckie spóźnienie nie jest mile widziane. Miała nadzieję, że to nie jest ten czas. Chociaż... czy przejęłaby się tym jakoś szczególnie? Cóż, trudno powiedzieć. Wyłoniła się więc z cienia jakiegoś drzewa odkrywając, iż ekipa już powoli ruszyła na łowy. Do uszu dotarł jakiś strzepek instrukcji Iskariota, lecz i bez tego wiedziała przecież doskonale, na co się porywają. Pewnie jakiś bizon albo inny łoś, ewentualnie niedźwiedź. Zwilżyła leniwie nos końcem ozora, rozglądając się po zadach zebranych wilków. Cóż, nie było żadnych zaskoczeń. Wciąż te same mordy.
Ruszyła niespiesznie, trzymając się z tyłu. Rozglądała się uważnie za czymkolwiek, co mogłoby zwiastować bliską obecność zwierzyny. Połamane gałęzie, odciski w błocie, sierść zostawiona tu czy tam, odchody, rozgrzebane liście czy przekopane podłoże... Cokolwiek, co miałoby okazać się pomocnym w wytropieniu dużego kopytnego (albo niedźwiedzia). Stawiała łapy rytmicznie, dostosowując tempo pod pozostałych myśliwych. Nozdrza pracowały niestrudzenie, z zaangażowaniem pochwytując wszelkie zapachy, które przyniósł jesienny wiatr. Uszy badały otoczenie równie intensywnie, wprawnie oddzielając mało istotne dźwięki od tych, które mogły cokolwiek podpowiedzieć.
Obrażenia: (-1/4 z mutacji)
3d30
53 — 13 = 40
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 20:24
autor: Ivaroth
Przez ten cały czas, gdy wilki powoli się zbierały, ograniczył się jedynie do rzucania krótkich powitań, kiwnięc pyskiem i przelotnych spojrzeń. Większość z obecnych już kojarzył, lepiej, czy też mniej, jednakże postanowił nie tracić czasu na pogaduszki. Zamiast tego poświęcił chwilę na pobieżną obserwację okolicy, szybkie zbadanie kierunku wiatru i wstępne zapoznanie się z niesionymi przez wiatr zapachami, by wiedzieć czego się spodziewać.
Jedynie na moment rozproszyło go pojawienie się Malo tuż obok niego. Z jednej strony mimo młodego wieku zdążył już widzieć sporo niezwykłych sztuczek, zazwyczaj przy okazji takich wydarzeń jak dzisiejsze łowy właśnie, toteż jakoś szczególnie się tym nie zdziwił. To, że nagłe pojawienie się samca w tak nietypowej formie mimowolnie sprawiło, iż włosie na karku lekko się zmierzwiło, to inna sprawa. Na tym się jednak skończyło, bowiem szybko powitał basiora i wrócił do swoich zajęć.
Skupił wzrok na Iskariocie gdy ten zabrał głos. Wysłuchał go krótko, skinąwszy głową gdy ów zwrócił się bezpośrednio do tej młodszej części grupy. Zlokalizował wzrokiem pozostałych podrostków. Kalahtema już kojarzył. Tego młodszego niekoniecznie, toteż przyjrzał mu się dłużej i dokładniej. Chyba kiedyś go już widział, ale tak do końca nie był pewien.
Niemniej, nie zwlekając dłużej ustawił się pod wiatr i ruszył powoli do przodu, węsząc raz nisko, raz w powietrzu. Rozmiękła po deszczach gleba nie pomagała w sprawnym poruszaniu się, jednakże taki stan rzeczy miał też pewne plusy. Podejrzewał, że trop będzie przez to znacznie głębszy i bardziej dostrzegalny. Zwłaszcza, że w takiej grupie nie zadowolą się byle czym. Z tego też powodu szukał śladów obecności większej zwierzyny, ignorując tropy drobnych istotek.
/rzut na obrażenia
3d30
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 20:43
autor: Zuma
Zuma dał nieco odpocząć od siebie Żylecie i widząc jak wilki kręcące się po klanowych terenach oddalają się w jednym kierunku instynktownie ruszył za nimi. Klapnięte lekko uszy podskakiwały, kiedy truchtał za nimi na swoich długich łapach, niosąc łeb zawieszony na linii barków. Na pewno wyszli gdzieś poza bezpieczną okolicę, bo i krajobraz się zmieniał. Surowy step zastępowany był stopniowo coraz większą różnorodnością aż w końcu dodreptał za wilkami do lasu i musiał bardzo się wysilać, by jednocześnie uważać na grupę i nie połamać sobie łap.
Przystanął, gdy i reszta się zatrzymała, a potem ruszył w ślad za grupą, nie trzymając się nikogo konkretnego. Zdążył jedynie zauważyć kto nimi wszystkimi przewodził, ale sam Zuma pozostawał jedynie w roli obserwatora. Jedno z uszu poruszyło się, kiedy zrozumiał co się dzieje. Nie wychylał się jednak i odbił od grupy na bok, obserwując dalej ich poczynania. Starał się zrozumieć rolę odgrywane przez poszczególne wilki. W końcu, jeśli przyszli tu po jakąś ofiarę, musieli ją najpierw znaleźć.
Przystanął na chwilę i rozejrzał się. Nie był w stanie znaleźć żadnego zapachu, który wskazywałby na zwierzę. Albo wręcz przeciwnie, czuł ich na tyle dużo, że nie potrafił wskazać, który do owej zwierzyny, należał. Miał za mało doświadczenia i umiejętności.
Poszedł więc dalej, obserwując starszych i ucząc się od nich.
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 21:14
autor: Kalahtem
Czy widział w grupowych polowaniach szansę na zdobycie nowych doświadczeń i naukę czegoś nowego? Pewnie tak, choć nie da się ukryć, że brał w nich udział w dużej mierze z zupełnie innych pobudek. W jego spojrzeniu tlił się ogień nienasyconej żądzy — nie stricte powiązanej z fizycznym głodem lecz samego aktu pościgu, pulsującej w żyłach adrenaliny i napięcia, które wypełniało powietrze, gdy ofiara uciekała w panice lub ostatkiem sił i w akcie desperacji usiłowała bronić się przed masowym natarciem, pracującej jak dobrze naoliwiona maszyna grupy wytrawnych łowców. Niebezpieczna gra na granicy życia i śmierci, gdzie jedno potknięcie mogło kosztować go nawet życie.
Biały wilk skierował swą uwagę na przemawiającego do tłumu wilka, którego kojarzył już z innych, podobnych temu spotkań. Choć nie był w sumie pewien jakie piastował stanowisko to biorąc pod uwagę jego postawę i ton — domyślał się, że pewnie całkiem wysokie. Zerknął też pobieżnie po dwójce pozostałych młodzików, skinąwszy lekko pyskiem do Ivarotha. Atraksa z kolei słabo kojarzył ale chyba widział go kiedyś w towarzystwie Nyks. Nie był chyba jednak świadomy łączącego ich pokrewieństwa.
Tak czy owak, gdy polowanie zostało oficjalnie otwarte, a wilki ruszyły naprzód w poszukiwaniu tropów — uczynił podobnie. Już stawiając pierwsze kroki zorientował się jak bardzo nieprzyjaznym dla łowców było wilgotne od deszczu podłoże. Liście i podmokły mech człapał i plaskał zdradliwie pod łapami, a to mogło niestety skutecznie zniweczyć późniejsze próby bezszelestnego podejścia do zwierzyny. Starał się więc stąpać po możliwie twardym i pewnym gruncie, uszy pracowały na najwyższych obrotach, a nos zbierał sumiennie informacje zarówno z ziemi jak i z powietrza. Bizona może i nie zwęszył ale za to namierzył bez problemu nieco innego rodzaju zwierzynę. Ta była rudawa i miała niebieskie oczy. Jej imię zaczynało się na Neff i kończyło na rea. Utrzymywał się w pewnej odległości za nią, pewnie nie bez powodu.
/ Niżej rzut na obrażenia:
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 21:31
autor: Kreon
pojawił się w cichym czpyknięciu Czarnego Ognia, nie wracajac jednak do zupełnie materialnej postaci. Jako półmaterialny duch, zupełnie bezszelestnie zamykał pochód Chaotów jako milczący obserwator. I prawdopodobnie tą rolę zamierzał pełnić w pierwszej kolejności, bo Klan jak zwykle zjawił się tak licznie, że bizon musiał by być wielkości słonia żeby wszyscy na raz mogli spróbować przypuścić atak.
//uż Zaklęcie Czarnego Ognia — wilk zmienia swą formę i staje się pół materialnym tworem z czarnych płomieni o kształtach przypominających wilcze. Wszelkie ataki przeciwko tej formie są nieskuteczne.
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 21:40
autor: Mavi Alov
Nie był dzisiaj w najlepszym nastroju. Nawet nie miał siły, żeby skrzywić się wymownie na widok matki części jego dzieci — których w sumie dość dawno nie miał okazji zobaczyć, a już zdecydowanie wieki z nimi nie rozmawiał. Chyba się gdzieś zaszył, sam z własną rozpierającą od środka rozpaczą. Drugi raz pozwolił komuś się do siebie zbliżyć. Drugi raz przyszło mu z tego powodu cierpieć.
Na szczęście na polowaniu nie było czasu na użalanie się nad sobą. Cieszył się, że wśród grupy był Iskariot oraz Cait — oznaczało to, że będzie dużo roboty, a śmierć zagra z przetrwaniem w morderczą walkę. Adrenalina, której potrzebował niczym narkotyku — wyniszczającego, lecz na moment stawiającego na łapy. Pochwyciwszy spojrzenie Głodu skinął jej delikatnie łbem. Mimowolnie nieco więcej uwagi poświęcił szczenięciu, którego kompletnie nie kojarzył (Zuma), mimochodem rozglądając się krótko w poszukiwaniu rodziców młodego. Czyżby Neffrea wypchnęła kolejny miot? Raczej nie powinno go to dziwić. Nie, niemożliwe. Neffrea nigdy nie pokazałaby się publicznie z własnym dzieckiem, zwłaszcza pozornie tak nieidealnym jak brązowy. Bo takie uszy? Cóż, dla trójkolorowej zdecydowanie to by wystarczyło, aby smyka odrzucić.
Przekierował krótko spojrzenie na Gressila, który wydawał mu się chyba najbardziej podobny do młodego. W końcu nieodpowiedzialnym było puszczanie szczeniaków samopas na polowanie na bizona. Omiótł raz jeszcze spojrzeniem formującą się w najlepsze grupę łowców. Możliwe, że szukał pośród pysków tego jednego, konkretnego. Możliwe, że do końca liczył na to, iż to wszystko to tylko głupie pogłoski. Przecież nie mogła zniknąć. Nie mogła odejść, zostawiając go z niczym.
Po dokonaniu krótkich oględzin ich wesołej kompanii przeszedł do bardziej wnikliwych oględzin okolicy. Jasne oczy uważnie lustrowały okolicę, milimetr po milimetrze. Był skupiony nawet bardziej, niż kiedykolwiek wcześniej. Robił wszystko, byle tylko nie myśleć; działał już w takich sytuacjach na autopilocie, nie zastanawiając się nazbyt nad każdym kolejnym ruchem. Uszy, czujnie nastawione, poruszały się w rytm kroków, podczas, gdy zaprzątnięte do roboty nozdrza raz po raz poddawały uważnej, skrupulatnej analizie mieszaninę unoszących się w powietrzu zapachów. Nieraz pochylił łeb, aby zaznajomić się z tymi tropami uczepionymi niższych partii lasu. Nie spieszył się. Nie miał po co. Nie miał do czego wracać.
Nawet jego własny cień odwrócił się od niego. Moce zjawy opuściły jego ciało. Słaba psychika sprawiła odnowienie dawnych klątw? W końcu oswojenie magii tej krainy zawsze przychodziło mu opornie, z opóźnieniem.
/ bez obrażeń — Zakęcie Czarnego Ognia
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 22:58
autor: Ammat
3d30
e zle rzuciłam za 1 razem xd
37 — 1/4=27 obr.
Wiedział, że wisi Iskariotowi raport ale właściwie wykonał co najwyżej połowę tego bo z samym Kreonem jeszcze nie miał okazji pomówić, a polowanie też nie było najlepszym momentem. Powiedzmy sobie szczerze. Białas oblizał nos. Jechało od niego wódą, przetrawionym alkocholem na kilometr. Ale na szczęście nie męczył go żaden kac. Bóle go jakoś omijały, a może dlatego że Bogowie go chronią? Szalony! W każdym razie przyglądał się wilkom a kiedy usłyszał komendę do ruchu nie zastanawiał się nad tym nawet na sekundę. Szedł slalomem pomiędzy drzewami, w odpowiedniej odległości, nos przy ziemi. Wiedział że polują na dużego skunksa jakim jest rzecz jasna bizon. Oblizał nos a jego brzuszek zaburczał na samą myśl o jedzeniu. Nie pamiętał kiedy jadł coś sensownego ostatnio. Ale ale... czas było nadrobić. Niegdyś był skrytobójca a teraz wrócił na stare śmieci. Cóż począć. Sam chciał. Ale nie mógł się odnaleźć w tych nowych ścieżkach, mimo wszystko całkiem nieźle opanował ukrywanie się to tu to tam. Tu za korzonkiem tu za krzaczkiem, tu za drzewkiem. Tupot łap rytmicznie uderzał o ziemię. Co jak co ale dorosły basior z rogami swoje ważył jednak miał to poczucie mimowolnej lekkości, jakby każdy krok był planowany dziesieć kroków wprzód. O i Kreon jest. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Może właśnie jednak to był czas na rozwiązanie starych spraw? co jak co ale wpierw jedzenie, może po polowaniu. Zobaczy się. Pożyje i dalej zadomowi. Mimo, że był wilkiem z zewnątrz czuł się tu lepiej niż u swoich.
Wyłapał Neffreę. Czy się zakochał? Dajby bóg ale po prostu ją lubił, może nawet uwielbial? Tak czy siak jego nos teraz najwidoczniej tropil samicę niż zwierzynę.
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 23:22
autor: Gressil
Polowania nie były trudne. Trzeba było iść, węszyć, szukać, rozglądać się, pilnować, gdzie jest grupa, nie oberwać gałęzią w pysk... Nie, jednak polowania były dość skomplikowane. Na szczęście Gressil nie miał z nimi większego problemu. Lubił dobrze zjeść, a to zawsze wiązało się z porządnym polowaniem. Ruszył więc wraz z resztą wilków, przykładając się do bycia najlepszym tropicielem, jakim umiał być. Węszył z zaangażowaniem, często skręcając łeb, by z każdej strony próbować znaleźć coś godnego uwagi. Szedł cicho, jak na siłacza, którym był. Tu i tam może trzasnęła gałązka, ale niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie nadepnął w lesie gałązki. Wkrótce Gressil wpadł na pomysł, by iść po mchu. Skupił się na tym, by nie zdradzić swojej lokalizacji...
I wtedy wyszedł zza krzaka i zderzył się z ogromnym zadem. Stęknął, po czym otrząsnął się. Na co on wpadł?
Zaskoczony ryk, połączony z kopniakiem wymierzonym wprost w pysk Gressila zdradziło jedno — wilk znalazł bizona.
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 23:25
autor: Caitlyn
Była uważna, obserwowała, nasłuchiwała i jeszcze raz OBSERWOWAŁA... i przywitała Kreona, ofc, Alfa nowy.
Nie umknęło również jej uwadze to, że ktoś z Cienistej Elity znalazł trop, a nawet i samego 'oprawcę' który zdzielił go z kopyta po mordzieł.
Aałłłłł... to musiało zaboleć.
Caitlyn nie czekając na reakcję stada — pognała ku zwierzynie, wbijając ostre jak brzytwa kły w lewą pachwinę tuż przy zadzie. Celem jej było spowolnienie, ale i osłabienie bizona — poprzez krwawienie.
Nie grała dziś pierwszych skrzypiec. Dawała szansę wykazać sie innym, mniej doświadczonym wilkom. Każdy kiedyś się uczy, a i nuż znajdzie się więcej mistrzów w owej dziedzinie — łowy, tropienie, pogoń, szarpanie. ZABIJANIE.
GŁÓÓÓÓÓÓÓÓD...
Palił jej przełyk.
Prastara dzicz
: 16 wrz 2025, 23:34
autor: Atraks
Brat Nyks przesuwał się w cieniach, podążając za dorosłymi wilkami. Starał się tak samo węszyć, rozglądać, unikać wiatru, który próbował ukraść jego zapach. Było tego tyle, że wilk bardzo żałował, że nie było przy nim jego siostry. Chciał być jak najlepszym łowcą, by zawsze móc ją wspierać, ale jak miał to zrobić, skoro nie było jej przy nim, by móc się nauczycić bycia jej wsparciem? Odrzucił tę myśl, starając się skupić na tu i teraz.
Tropił więc, starając się znaleźć coś ciekawego.
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 0:23
autor: Kreon
przywitał Caitlyn i każdego, kto przypadkiem odnotował jego obecność. Był właściwie trochę ciekaw jak i czy zareagują na jego pojawienie się tutaj — i nie zawiódł się. W końcu nawet jeśli ktokolwiek mógł mieć do niego jakieś pytania, to łowy na pewno nie były dobrym momentem.
Idąc z tyłu obserwował bardziej polujących niż potencjalne ślady, do tropienia nie nadając się i tak, ale za to dość szybko wyłapując moment gdy pysk Gressila przeżył spotkanie pierwszego stopnia z kopytem.
Krótkim skokiem między cieniami znalazł się w pobliżu Piewcy. Nie znał się na leczeniu, ale nie to było jego celem, zwyczajnie na szybko upewnił się, że stan wilka jest wystarczająco dobry, by do uzdrowiska dało się dostarczyć coś co w ogóle można leczyć. Rzucił okiem po pozostałych, ale tak naprawdę nie było wśród nich nikogo, komu można było powierzyć monitowanie stanu Gressila, więc najwyraźniej samiec będzie musiał chwilę poradzić sobie sam. Fakt, że poza przemeblowanym ryjem nie miał mózgu wypływającego przez ucho na pewno rokował całkiem obiecująco. Cóż, najwyżej potem go przeniesie.
Widząc, jak Cait dobiera się do pachwin z jednej strony, sam skorzystał z faktu swojej czarnoogniowej nietykalności i podgryzając pachę przy jednej z przednich kończyn, jednocześnie starał się zmusić szarżujące zwierzę, by bardziej niż na atakowaniu, skupiało się na wyczzerpującym biegu przed siebie, odsłaniając się dla pozostałych.
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 9:47
autor: Ivaroth
Szedł tak, węsząc i szukając śladów w rozmiękłej ziemi. Jak na razie bez większych skutków. Co prawda udało mu się dostrzec całkiem świeży trop, lecz należał on jedynie do zająca. Zingorował go więc, ruszając dalej.
Nie był pewien ile czasu spędził na powolnym brodzeniu w błocie i poszukiwaniach. Jednakże w pewnym momencie jego uwagę przykuło niemałe zamieszanie kawałek dalej. Szybko podniósł głowę, nastawiając uszu i kierując wzrok w tamtą stronę. Akurat w odpowiednim momencie, by zauważyć, jak basior, którego ze względu na umaszczenie od dłuższego czasu podejrzewał o pokrewieństwo z Azą, obrywa właśnie kopytem prosto w pysk od ogromnego bizona. Przez moment patrzył na wilka, w duchu poniekąd się ciesząc, że nie był teraz na jego miejscu. Wyglądało to wyjątkowo boleśnie.
Szybko jednak odwrócił wzrok od poszkodowanego, po czym zerwał się do biegu, dołączając do goniących zwierzynę łowców. W końcu zajmowanie się rannymi nie należało do jego obowiązków — nawet jeśli nie byłby jedynie podrostkiem to uzdrowicielem nie był. I nie będzie. Nie miał do tego głowy. Zresztą wolał rany zadawać, niż je łatać.
Wolał na wszelki wypadek nie zbliżać się do rogatego łba bizona, ani do jego tylnych nóg. Dlatego obrał sobie za cel jeden z jego boków, po którym zaczął go kąsać, starając się wybierać najbardziej wrażliwe miejsca i czynić przy tym jak największe szkody.
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 21:56
autor: Iskariot
Węsząc między krzakiem jeżyn i mchem pod samotną brzozą, nagle usłyszał ryk z oddali i coś, co tylko zinterpretował jako tępy cios, niepodobny do uderzenia w drzewo. — Oh, tak bez ostrzeżenia? Zuchwały drań. — Mruknął pod nosem, szyderczo uśmiechając się w kierunku, skąd dobiegł nie aż tak tajemniczy dźwięk. Wyostrzył gwałtownie zmysły i pozwolił hormonom wzburzyć futro na grzbiecie, wzmocnić mięśnie i oddać się cichej litanii ku swemu patronowi. Zerwał się do biegu, gdzieś w międzyczasie reszta grupy łowieckiej poczyniła swe pierwsze kroki ku osiągnięciu sukcesu, a samo przetransportowanie swego tyłka (bez spaceru po cieniach) zajęła nieco więcej czasu, niż planował, ale gdy już był, dał o sobie znać poprzez wściekłe warczenie i wyszczerzoną mordą, gotową zatopić zęby w świeżej krwi. Nie zawsze stosował magię do polowań, wartość ofiary jest tym większa, im więcej wysiłku włoży w jej upolowanie.
Bizon, mimo iż bydle względnie młode, nadal było ogromne, silne i wcale nie aż tak toporne w ruchliwości, urządzał rodeo godne zapamiętania, a Iskariot dziś go ujedzie. Skoczył pełnym pędem na jego bok, wdrapał na grzbiet i pośród intensywnych wierzgań, dostał się z lekkim oporem i nadwyrężonymi mięśniami na jego kark i głowę. Zakleszczył się zębami i tylnymi łapami grubą skórę i futro, wyczekiwał odpowiedniej okazji, obserwował dokładnie otoczenie i pilnował, jak zrealizować swój plan, by nie uszkodzić zbędnie młodego pokolenia. Liczne siniaki, przeciążenia i nawet oberwanie rogiem po czole, zrodzone z walki o utrzymanie się na swojej pozycji, okazały się opłacalne, bo gdy wypatrzył moment, własnymi łapami wydłubał oczy bykowi, by ten w szale zaszarżował... no właśnie, gdzie? W masywny dąb, z którym nawet król puszczy nie mógł się równać, co go powinno na chwilę oszołomić i dać szansę reszcie popisać się przed nowym alfą.
Swoją drogą, zauważył Kreona, ale w ogniu walki ciężko o uprzejme gesty, więc zostawi to a później.
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 21:59
autor: Caitlyn
W jej sercu płonął czarny ogień. W ferworze walki zadawała coraz zacieklejsze ataki za pomocą sztyleta, bo się przywiesiła na jego zadniej łapie — dzięki czarnemu ogniowi była w stanie uniknąć ewentualnych kopnięć, przemieszczając się po ciele byka... Ostatecznie jednak wylądowała na jego grzbiecie i wsunęła krwawą łzę pomiędzy łopatki. Zadawała cios za ciosem, sprawiając, że ciało byka zalewało się krwią, nie tylko z zewnątrz, ale powoli również od środka...
Czekała aż stwór uropi się we własnej posoce...
Oblizała wargi, zadowolona — choć była chłodna z mordy — satysfakcja pulsowała w jej żyłach...
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 22:11
autor: Zuma
Zuma czuł na sobie jakieś pojedyncze spojrzenia, jednak oprócz lekko nerwowego poruszania galkami ocznymi nie zrobił nic. Chyba wciąż czuł się zbyt mało pewnie, żeby się wychylać. Zwłaszcza, kiedy dorośli byli skupieni. W końcu który szczeniak chciałby być skopany za przeszkadzanie w polowaniu. Może jak się spisze to oberwie mu się kawałek.
Gdy pojawił się jakiś wilk z mackami zamiast oka, powieki Zumy rozszerzyły się mocno. Rogi już widział, ale to?
Nie zdążył jednak zareagować bardziej, bo oto wilki zaczęły atakować jakieś duże zwierzę. Odruchowo zaszedł za jeden z krzewów chcąc się instynktownie ochronić. Obserwował całe zajście z ciarkami na grzbiecie. Do tej pory nie widział aż tak brutalnego zajścia.
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 22:16
autor: Ammat
W końcu przed nim pojawiła się zwierzyna, a właściwie przed gressilem. Nie czekał długo, gdy ofiara zaatakowała ten uskoczył dostając delikatnie w muskuł. Na szczęście ledwo zadrapanie! Nie był długo dłużny i wyskoczył na szyję dzikiego zwierzęcia atakując z całą furią, modlitwą do Bogów na pysku.
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 22:28
autor: Mavi Alov
Dostrzegłszy, że oto znaleźli w końcu bizona (i to w jakim stylu, aż sobie cicho parsknął pod nosem gdy Gressil dość dobitnie wskazał im cel) sięgnął po moce Apokalipsy. Smuga ciemnego, dość gęstego dymu przetoczyła się ledwo, ledwo ponad poziomem trawy, łagodną falą przemknęła się pod ofiarą. Bizon pewnie nawet nie zorientował się, co zadało cios; przecież niematerialna smuga nie jest zdolna boleśnie zarysować podbrzusza, prawda? Nie posiadał sztyletu; działał zębami, w jakże prymitywny sposób — ale z pewnością mimo tego całkiem skuteczny. Inna rzecz, że oszołomiona bestia miała pełne prawo nie połapać się w sytuacji; wszystko działało się całkiem szybko, a gromada dzikich i głodnych drapieżców dopadła rogacza równie nagle, jak i brutalnie.
Ciosy zdawały się padać z każdej strony. Prawdopodobnie gdyby nie to, że był tworem niematerialnym, ulotnym, balansującym na granicy istnienia, dostałby albo kopytem, albo rogiem, albo wilczym pazurem w bratobójczym, przypadkowym, ataku. Na szczęście wszystkiego tego uniknął. Zrobił swoje i odsunął się dalej, aby dać szansę innym zasmakować krwi roślinożercy. Znajdując się już kilka metrów od zawirowania, przybrał nieco bardziej "wilczą" postać.
Czarny Ogień nie zawiódł go nigdy.
Umiejętność — przemieszczanie się i teleportowanie za pomocą czarnych płomieni. Zwykle dla każdego z wilków apokalipsy wygląda to inaczej. Prawdopodobnie sposób w jaki wyłaniają się z czarnych płomieni ma odbicie w charakterze danego wilka.
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 22:37
autor: Kreon
rozdzierając ciało w miejscach, gdzie jego szczęka — jedyny materialny fragment ciała — dała radę złapać, umykał każdemu desperackiemu wierzgnięciu, każdemu zarzuceniu łbem. Już od dawna nie czuł tej eteryczności, ale od pierwszych chwil w czarnych płomieniach, miał wrażenie że nigdy tej więzi nie stracił. Nigdy nie był wielkim fanem polowań, ale teraz — ten pościg, tak trywialny, gdy zaklęcie Apokalipsy chroniło go przed jakimkolwiek ciosem, dawał mu przedziwną radość z poczucia wolności.
Czuł tuż obok obecność Iskariota — prawdopodobnie był gdzieś nad nim, pewnie na grzbiecie zwierzęcia. Nie zamierzał się tam pchać, Chaoci poradzili by sobie doskonale nawet i bez jego obecności, sugerować że przyszedł im na pomoc, byłoby obelżywe. Nie, przyszedł trochę z poczucia wspólnoty z Cienistą bracią. Ale teraz, ha!, teraz miał wrazenie, że dostarczyło mu to więcej zabawy niż kiedykolwiek mógłby przypuszczać.
Prastara dzicz
: 17 wrz 2025, 22:38
autor: Neffrea
Cały Gressil , przetoczyło się jej przez myśl, kiedy wilk zebrał kopniaka. Oj, na pewno bolało. Westchnęła. W zasadzie aż dziw, że przynajmniej jej zad zauważył, skoro taką bestię był w stanie przeoczyć. Ruszyła pędem ku niemu, korzystając z tego, że przy bizonie obecnie i tak nie było przestrzeni, żeby wyprowadzić atak.
— Masz wszystkie zęby? — mruknęła, próbując — jeśli była taka konieczność — jakoś wilka ocucić. Czy groziło mu wstrząśnienie mózgu? Cóz, nie była medykiem i nie znała się na leczeniu wcale. Znała jednak jeden sposób na przywrócenie życia wilczym stworzeniom. Jakoś tak zupełnie przypadkiem sięgnęła łapą w stronę przyrodzenia samca i chwilę je pomasowała. Pacjent powinien żyć, chociaż być może jego uśmiech nigdy nie będzie już tak uroczy, jak wcześniej. Cóż, działała tak, jak umiała, prawda?
Spróbowała wyczekać chwili, gdy przy bizonie zrobi się odrobinę luźniej. Siedząc przy brązowym czuwała więc nad tym, co dzialo się nieco dalej — przy okazji pilnowała, by ich nic nie staranowało. Gressil to kawał byka, nie byłaby w stanie go przesunąć w bezpieczne miejsce, a osłaniać go własnym ciałem wcale nie zamierzała. Lubiła go, owszem — ale nie aż tak!
Kiedy odniosła wrażenie, iż zamieszanie nieco zelżało, a bizon przytarabanił w pień, ruszyła w jego stronę. Oślepiony nadal był niebezpieczny i zapewne działał po omacku, nerwowo, stanowiąc dla nich poważne zagrożenie. Równie poważne, jak wcześniej. Próbowała zajść go od boku, starając się unikać uzbrojonego łba. Biegnąc nadała sobie prędkości, a znajdując się już nieopodal byczka wybiła się tylnymi łapami, by zatopić zębiska w policzku stworzenia — po stronie przeciwnej od tej atakowanej przez Ammata. Pewnie gdzieś nieopodal znajdował się Iskariot, więc starała się nie wpaść na Dowódcę Cieni — choć wcale nie było to łatwe, zważywszy na ogólny chaos, który rozwinął swe skrzydła tutaj, w środku dziczy.