Strona 14 z 14

Lodowiec

: 12 lut 2026, 21:54
autor: Alistair
Gdy udało mu się trochę uspokoić buzujące w nim emocje, zdołał w końcu skupić całą swoją uwagę tej jednej, wybranej foce. A kiedy tylko Vaelcarth przywalił w nią całym swoim ciężarem, Alistair wydał z siebie krótkie, pełne podziwu westchnięcie. Zupełnie jakby obserwował dzieło mistrza malarskiego, który właśnie zaprezentował światu swoje najnowsze arcydzieło.
Z tego nietypowego transu wyrwał go dopiero okrzyk basiora. Ceglasty wilczek czym prędzej doskoczył do ich ofiary, starając się trafić zębami wprost w tętnicę szyjną zwierzęcia. Wbrew pozorom nie było to łatwe, bo wrażliwe naczynie kryło się głęboko w masywnej, obrośniętej tłuszczem szyi. Aby ułatwić sobie zadanie, oparł przednie łapy w rozgrzaną od słońca skórę foki i wbił w nią pazury
Nim w końcu dokonał dzieła, minęło kilka chwil. Szczęśliwie wysiłek bursztynowookiego samca nie poszedł na marne, bo prawdopodobnie tylko dzięki niemu Alistair w końcu zdołał rozpłatać naczynie krwionośne zwierzęcia. Posoka trysnęła mu prosto w pysk, w reakcji na co natychmiast zamknął oczy, tracąc tym samym, częściowo, kontakt z rzeczywistością.
Czując nagłe uderzenie przemagającego zmęczenia, wierzgnął się ostatkiem sił na ciało morskiego ssaka, jakby chcąc się upewnić, że mimo wszystko ten nie zdoła dotrzeć do wody. W rzeczywistości było to zupełnie zbędne, bo foka już nie żyła.

Lodowiec

: 12 lut 2026, 22:27
autor: Ophelia
Widziała moment uderzenia. Poczuła też drżenie lodu. Uskoczyła w bok. Kiedy foka poderwała się z rykiem, Ophelia już była w ruchu. Przekalkulowała kórędy ma przebiec, żeby zablokować drogę ucieczki i zagonić ofiarę w paszcze obu samców. Foka nabrała rozpędu, ciężar przesuwał się do przodu, płetwy ryły w lodzie. Ruda przecięła tor pod ostrym kątem, niemal ślizgając się bokiem, i w ostatniej chwili weszła przed fokę, obniżając łeb i rozkładając łapy szeroko. Krótkim gestem pokazała zęby. Foka skręciła gwałtownie. Wtedy Vael zanurzył zęby w ciele ofiary. Foka rzuciła się a jedna z płetw uderzyła Ophelię w bark. Ciężkie uderzenie odepchneło samicę o pół kroku. Zaraz potem padło polecenie i Alistair rzucił się dobić fokę. Jej mięśnie spięły się, kiedy trysnęła posoka. Chwilę potem było już po wszystkim. Ifrytka przez kilka sekund nie ruszała się. Nasłuchiwała sprawdzając czy nie pojawi się tu jakieś nieproszone towarzystwo, padlinożercy albo inne foki. Podniosła łeb. Machnęła krótko ogonem. Ostrożnie obeszła ciało foki, wciąż trzymając się od strony wody, na wyapdek jakby foka zdecydowała się zmartwychwstać. Wypuściła powietrze z płuc
Dobra robota — kiwnęła łbem do obu samców. Przysiadła na lodzie czując przyspieszony rytm własnego serca.

Vaelcarth Alistair

Lodowiec

: 12 lut 2026, 22:46
autor: Vaelcarth
Stał jeszcze przez kilka uderzeń serca w półzgiętej pozycji, gotów rzucić się ponownie, gdyby foka spróbowała ostatniego zrywu. Nie spróbowała, umarnięta to umarnięta, tak? Ciężkie ciało znieruchomiało, a ciepła krew zaczęła rozlewać się ciemną smugą po lodzie. Para unosiła się z niej w zimnym powietrzu. Dopiero wtedy samiec powoli się wyprostował. Bark zapiekł ostrzej, gdy przeniósł na niego ciężar. Stłuczenie było solidne, a skąd o tym wiedział? Czuł pulsowanie pod skórą i tępy ból przy każdym głębszym wdechu. Druga przednia łapa również była obita od uderzenia o lód, ale stabilna. Nic nie chrupnęło, nic nie ustąpiło. Tylko mięśnie protestowały. Dobrze.
Wow, wyszedłeś z tego prawie bez szwanku. — Zauważył demon uszczypliwe w jego myślach.
Nie odpowiedział, bo spojrzał najpierw na Alistaira. Młody leżał niemal na ciele foki, pysk umazany krwią, oczy jeszcze przymknięte od jej rozprysku. Dyszał ciężko, ale w jego postawie było tylko zmęczenie i adrenalina, która dopiero zaczynała opadać. Podszedł bliżej i bez słowa oparł na moment pysk o jego kark — krótki, acz twardy gest uznania.
Czysto. — powiedział spokojnie. Potem przeniósł spojrzenie na Ophelię. Zauważył, jak obeszła ciało od strony wody. Jak sprawdzała otoczenie. Jak mimo uderzenia w bark nie straciła rytmu.
Flanka utrzymana. Bez ciebie weszłaby do wody. — skinął jej głową. Dopiero wtedy pozwolił sobie na głębszy wdech. Skrzywił się minimalnie, bo żebra przypomniały o sobie ostrym ukłuciem, ale zaraz wrócił do neutralnej maski. Spojrzał w stronę przerębla. Reszta stada zniknęła. Wokół znów było tylko skrzypienie lodu i wiatr.
Najedzmy się, zanim ostrzygnie. — Powiedział ostatecznie, po czym zebrał z niej skórę i dopiero zaczął jeść. Szkoda byłoby uszkodzić materiał, a teraz już nie musi się martwić.

[wydobycie skóra]

Lodowiec

: 13 lut 2026, 23:34
autor: Alistair
Jeszcze przez dłuższą chwilę przygniatał truchło zwierzęcia, zupełnie ignorując otoczenie. Wbrew pozorom nie wynikało to wyłącznie ze sklejonych od juchy powiek, choć, oczywiście, miało to swój udział.
To był pierwszy raz, kiedy Alistair miał okazję polować na zwierzę, które gabarytami przewyższało niejednego dorosłego wilka. I pierwszy raz, kiedy zabił coś, co nie było jedynie szybką przekąską, lecz przeciwnikiem, który naprawdę zasługiwał na to miano.
Adrenalina zmieszana z emocjonalną bombą wprowadziła go w stan, w którym musiał odciąć się od zewnętrznych bodźców, co by samemu nie eksplodować. Musiał przetworzyć to, co się z nim działo. I potrzebował do tego trochę czasu.
Serce waliło mu jak oszalałe, chociaż zaczął je fizycznie czuć dopiero teraz, kiedy jego umysł nieco ochłonął. Zdał sobie też sprawę, że cholernie boli go klatka piersiowa, tylne łapy jak i pysk. Zdecydowanie nadwyrężył się podczas ataku na fokę, a podczas kąsania twardej skóry zdołał sobie rozciąć wargę.
Była to niezwykle żenująca myśl, ale wiedział, że to on sam był głównym źródłem swoich kontuzji.

Dopiero gdy poczuł ciepło na karku, pospiesznie przetarł ślepia łapą, by móc w pełni wrócić do rzeczywistości. Spojrzał na Vaelcartha spod wciąż lekko sklejonych powiek.
Kruczoczarny basior zaskoczył go po raz kolejny. Alistair nie sądził, że zasługiwał na takie słowa. A może… może jego chroniczny brak pewności siebie brał się właśnie stąd, że nikt wcześniej nie traktował go w ten sposób? Nie licząc przybranej matki, której wsparcie miało jednak zupełnie inny, bo matczyno-opiekuńczy charakter. On sam pewnie nigdy na to nie wpadnie, ale być może brakowało mu po prostu ojcowskiego autorytetu?
Ja… dziękuję. Dziękuję. — Wyszeptał pospiesznie. Ku własnemu zdziwieniu nie był w stanie mówić normalnym głosem; nadal brakowało mu tchu, a w gardle czuł nieprzyjemny ucisk.
Po tych słowach zsunął się w końcu z ciała zwierzęcia, wszak nie chciał utrudniać dostępu do pożywienia swoim towarzyszom. Sam jeszcze nie dołączył do konsumpcji — bardziej niż jedzenia potrzebował teraz odpoczynku. Zresztą, miał wrażenie, że nie dałby rady przełknąć teraz nawet najpyszniejszego kąska.
W międzyczasie przyjrzał się uważnie Ophelii, jakby próbując ocenić, w jakim ona sama była stanie. Na podstawie swojej obserwacji ostatecznie uznał, że musiała być prawie tak samo doświadczoną łowczynią, co Vael. Było widać po niej zmęczenie, oczywiście, ale była na pewno w lepszym stanie, niż on sam.

Lodowiec

: 14 lut 2026, 15:40
autor: Vaelcarth
Vael nie odzywał się od razu. Dokończył spokojnie posiłek, bez pośpiechu, bez zachłanności. Nic go przecież nie goniło. Kiedy oblizał pysk z krwi i uniósł głowę, jego spojrzenie odnalazło Alistaira niemal natychmiast.
Pierwsza taka zdobycz zawsze zostaje w głowie. Nie przez mięso. Przez to, co musiałeś w sobie przekroczyć. — mruknął nisko, strzygąc uchem. Przez chwilę milczał, jakby pozwalał młodemu samemu nazwać to uczucie.
Dobrze, że to czujesz. To znaczy, że nie zabijasz bezmyślnie. — dodał ciszej, a potem się odsunął. Wtedy również spojrzał na Ophelię.
Widzimy się zatem u uzdrowiciela. Rany to nie wstyd. Zostawione bez opieki.. już tak. — rzucił spokojnie, by następnie ruszyć w stronę klanowych terenów.

/zt

Lodowiec

: 14 lut 2026, 17:48
autor: Ophelia
Przez dłuższą chwilę siedziała w ciszy, pozwalając, by wiatr targał jej sierść. Jej uszy wykonały subtelny ruch, jedno obróciło się za odchodzącym basiorem, drugie nasłuchiwało trzasku lodu i wody pod przeręblem. Instynkt lisa zawsze kazał jej upewnić się, że zagrożenie naprawdę minęło. Alistair odsunał się od foki, dopiero wtedy wstała i podeszła bliżej. Pochwyliła głowę, żeby za pomocą kłów zacząć odzielać skórę od mięśni. Doskonale wiedziała jak skóra leży na zwierzęciu i jak szarpnąć, żeby się ne narobić a osiagnąć efekt. Metodycznie i precyzyjnie oddzieliła skórę z płatem tłuszczu. Zabrała go i odsunęła na bok jednoczesnie przygniatając lekko łapą. Kiedy Alistair na nia spojrzał, odwajemniła spojrzenie na momeny. Jej czerwone, czujne jak u lisa oczy, zatrzymały się na jego ciele. Była ciekawa czy skorzystał z jej pokazu rozbierania zwierzyny. Opuściła ogon, którego końcówka lekko się poruszała ułatwiając wyciszanie emocji. Siegnęła do parującego mięsa, żeby zebrać i przeżuć kilka kęsów. Nie była łapczywa. Oblizała pysk wskazując ruchem głowy na zdobycz, zachęcając Alistaira by również coś zjadł. Wzięła jeszcze kilka kęsów. Nie była duża, to i nie potrzebowała dużo żeby sie nasycić. Kiedy skończyła, wzięła swój kawał tłuszczu i spokojnym krokiem podążyła tropem Vaelcartha.

/zt
zieractwo: tłuszcz foki x 1

Lodowiec

: 15 lut 2026, 14:52
autor: Alistair
Każde kolejne słowo wypowiedziane przez Vaelcartha zapisywał sobie gdzieś głęboko w myślach. Było to dla niego niezwykle istotne, bo basior, świadomie lub nie, podsunął mu właśnie odpowiedzi na część trudnych pytań, które krążyły mu po głowie.
J-jasne. Za niedługo dołączę… — Pożegnał się z wilkiem, gdy ten ruszył z powrotem w stronę klanowych terenów.
Kiedy został sam na sam z Ophelią, nie powiedział już ani słowa. Nie z niechęci czy przez brak ogłady; wręcz przeciwnie, czuł, że przy niej mógł sobie pozwolić na takie milczenie. I bardzo tego w tej chwili potrzebował.
Zamiast mówić, obserwował uważnie, jak lisica oddziela tłuszcz od mięśni foki. W jej wykonaniu wyglądało to banalnie prosto, choć Alistair był pewien, że sam nie poradziłby sobie nawet w połowie tak dobrze, jak ona. Korzystał więc z tej lekcji najlepiej jak potrafił.
W końcu, zachęcony gestem Ifrytki, podszedł do wciąż ciepłego ciała ich zdobyczy i zaczął jeść. Początkowo ostrożnie, jakby niepewny, na ile może sobie pozwolić. Wziął jeden, niewielki kęs. Gdy jednak smak tłustego, pysznego mięso rozlał się po jego pysku, uświadomił sobie, jak bardzo był głodny. Wbił pazury w krwistą tkankę i jadł coraz szybciej, coraz łapczywiej. Pochłonął większość resztek mięsa, które pozostawiły mu wilki.

Kiedy Ophelia również ruszyła w stronę klanowych terenów, Alistair spróbował samodzielnie oddzielić tłuszcz od pozostałych tkanek. Nie było go już wiele, a i sam wilczek radził sobie z tym marnie, ale ostatecznie dopiął swego. Zdobył własną, całkiem sporą garść foczego tłuszczu — choć niewątpliwie surowiec nie był wystarczająco dobrej jakości, aby jakkolwiek nadawał się do prawdziwego rzemiosła.
Wrzucił swój swoje "trofeum" do jutowego worka i, trzymając go w pysku, ruszył w końcu z powrotem do domu. Raz tylko obejrzał się za siebie, zerkając na focze ciało. Życie za życie...

//zt