Strona 7 z 7

N’ukhi

: 23 lis 2025, 22:40
autor: Angoulême
Kiedy tylko głos Sulfura przestał odbijać się echem po grocie nastąpiło małe trzęsienie ziemi, przez które adeptka aż podskoczyła w miejscu, ciężko jednak powiedzieć, czy było to spowodowane strachem, czy zwykłą grawitacją. Może obydwoma na raz? Nie wiedziała czemu polecił jej odsunąć się od ściany, skoro jego uderzenie było na tyle rozległe, że nawet stalaktyty pospadały z sufitu, a niektóre ze szczelin przepuszczające światło księżyca poszerzyły się i teraz wpuszczały jeszcze więcej srebrnych promieni. Zwinnie udało jej się uniknąć fragmentu skały wielkości porządnego wiadra, która spadała prosto na jej łeb, fortunnie zdążyła uskoczyć również przed paroma sopleńcami, które mogłyby ją dość mocno podziurawić. A wolała mieć jednak stałą ilość dziur w ciele. Na szczęście trzęsienie było krótkotrwałe i już pokrótce zapanował wględny spokój. Odetchnęła z ulgą. Ci, którzy odwiedzą to miejsce w ciągu dnia, raczej nie będą się napawać widokiem potrzaskanych głazów, które prawdopodobnie zawaliły drogę do głębszych części jaskini i inszych tuneli.
A więc tak wyładowujesz frustracje... — mruknęła, niespecjalnie dbając o to, czy jegomość o błękitnych ślepiach ją usłyszy, czy też nie, ot, rzuciła hasło w eter. Otrzepała futro z nadmiarowej ilości pyłu i kurzu, po czym zaczęła iść w stronę Księżycowego, z zaintrygowaniem patrząc, czego szuka w tej stercie gruzu. Wyjął całkiem zacny kawałek szafiru, który mienił się w świetle ognika.
Ładny. — przyznała i podrapała się pazurem po skroni. — Ale czy warto było dla niego wszystko tutaj rozwalać? Też mogło ci coś spaść na łeb. — zauważyła, kontrolnie zerkając na powałę, czy aby na pewno już jest wszystko w porządku i nic się tam nie kolebie. — Dla kogo tyle zachodu? Dla partnerki, córki, kochanki? — zagadnęła, siadając tuż obok.

N’ukhi

: 23 lis 2025, 23:22
autor: Sulfur
Sądząc po słowach, które dobiegły do jego uszu, kiedy tylko w jaskini się uspokoiło, Angoulême udało się przeżyć ekscytujące wydarzenie i jej czujność i wisnność zadziałały właściwie.
Sulfur jeszcze chwilę przyglądał się niebieskiej barwie minerału, którą podsycał blask niebieskiego ognika. Potem westchnął, chowając znalezisko do przybornika skrytego pod prawym skrzydłem.
Wilczyca miała drobnego pecha. Sulfur słyszał wszystko, nawet to, czego nie chciał:
— Wy wilczyce macie w zwyczaju doszukiwać się we wszystkim emocji. Złości, radości, miłości albo frustracji. Dorabiacie filozofię tam, gdzie jej nie ma. Najprostsze rozwiązania umykają waszej uwadze. Może to też cecha młodości — powiedział, otrzepując bark z kurzu, który tam osiadł.
Spojrzał po jaskini. Trochę się zmieniła, ale nie powiedziałby, że na gorsze. Na lepsze też niespecjalnie. Była jaskinią jakich wiele w górach. Świat ulegał zmianom. Czasem sam z siebie, czasem trzeba było mu trochę pomóc.
— Jak ostatnio sprawdzałem, byliście mniej sentymentalni. Nietypowe dla Potępionych. — to musiało wilczycy wystarczyć za odpowiedź, czy warto było walić tak.
W szafirze nie było też żadnej innej ciekawej, romantycznej historii.
— Dla mnie — skrócił chwilę niepewności, odpowiadając krótko.
Zanim zaczął się zbierać do wyjścia, jeszcze sprawdził stertę urobku, przy której wciąż stał. Nie zauważył już więcej szafirów. Te były dość rzadkie. Za to było jeszcze sporo kwarcowych szczotek błyszczących się ładnie w blasku światła. Obejrzał je, ale odłożył na bok, niezainteresowany zwykłym kwarcem.

N’ukhi

: 24 lis 2025, 23:12
autor: Angoulême
No proszę, jednak czasem dało się z nim pogadać i miał w sobie żyłkę filozofa, nawet jeśli sam tego nie zauważał. Chętnie klasnęłaby w łapy, ale nie chciała już narażać sfatygowanych ścian i sufitu jaskini, które mogłyby natychmiast zareagować kolejną porcją zrzucanego rumoszu, gdyby tylko pojawiło się odrobinę więcej decybeli od zwykłej rozmowy. Swoją drogą ciekawe, czy to małe trzęsienie spowodowało jakąś lawinę, pewnie dowiedzą się, gdy już będą schodzić traktem.
Masz rację, ale tylko połowicznie. To nie cecha młodości, to cecha wilczyc. — wzruszyła ramionami, przyznając się do tego dość powszechnego mankamentu, nawet jeśli była to oczywista oczywistość. Nic zresztą dziwnego, umysły płci pięknej pracowały trochę inaczej niż u tej brzydszej, u tej pierwszej wszystko było odrobinę bardziej skomplikowane, czasem na własne życzenie, a u tych drugich wszystko było proste jak konstrukcja cepa, zero jedynkowe, czarno białe.
Zbieranie klejnotów też nie jest rzeczą typową dla facetów. — zauważyła, unosząc jeden kącik pyska w krzywym uśmiechu. No chyba, że tak jak i ona poszukiwał kamieni szlachetnych do wyrobu jakiegoś pożytecznego amuletu, a nie do ozdoby w, dajmy na to, jakimś sygnecie. Co się zaś tyczyło sentymentalności — tak, była sentymentalna, Sulfur więc mógł wspaniałomyślnie założyć, że różni się od innych Potępionych, przynajmniej w tej materii.
Jestem Angoulême, a ty? — zapytała i dopiero teraz przyjrzała się jego skrzydłom. Były ogromne, ale różniły się od tych, które wyrastały upiorom, nie przypominały nietoperzych, bowiem były całe w piórach. Jedna z jego sterówek, bądź lotek idealnie nadawałyby się do pisania po pergaminach, ale nawet przez myśl jej nie przeszło, żeby o takowe poprosić, najprędzej by ją wyśmiał, pogonił, albo znowu uraczyłby ją kolejną salwą spadających stalaktytów.

N’ukhi

: 24 lis 2025, 23:26
autor: Sulfur
Mogło i tak być. Cecha wilczyc albo młodych wilczyc, jeden pies. Doszukiwanie się wszędzie nieistniejących emocji było dla Sulfura objawem swoistej histerii. A wszystko, co odejmowało rozum, w jego mniemaniu było niepożądane. Mruknął więc tylko pod nosem pozostawiając tę kwestię bez większej odpowiedzi, bo nie widziało mu się rozgrzebywać tego tematu.
Była inna ciekawsza kwestia do poruszenia:
— Zbieranie klejnotów jest cechą typową dla Księżycowych — stwierdził spokojnie, bo to nie był żadna myśl tajemna ani odkrywcza. Każdy zbierał klejnoty, kiedy były mu potrzebne. Można było zbierać je też bez powodu, ale to już była oznaka próżności. To przekonanie Sulfur jednak zostawił dla siebie. Nie wszystko musiało ujrzeć światło dzienne ani choćby mroki nocy.
Spojrzenie Sulfura zaszczyciło ją z bliska tylko jeden raz — gdy spojrzał na nią po tym, jak zapytała go o imię. Wcześniej patrzył wszędzie, tylko nie na nią, nie licząc początku spotkania i uwagi, by odsunęła się od ściany, ale nawet wtedy patrzył tylko na chwilę, jakby nie był zainteresowany tym, jak Angoulême.
— Sulfur — powiedział krótko. Nieprzedstawianie się w takiej konfiguracji nie miało żadnego sensu. Był pewien, że nawet jeżeli wilczyca teraz nie kojarzyła imienia, to prędzej czy później je skojarzy. Nie było żadnych plusów w zatajaniu tożsamości.
Wyminął wilczycę, by wyjść na zewnątrz przed jaskinię i spojrzeć na niebo. Wciąż od czasu do czasu można było zauważyć jaśniejsze smugi, gdy jakaś gwiazda przelatywała po firmamencie. Skupiał się na tych pojedynczych gwiazdach, poświęcając im całą swoją uwagę.

N’ukhi

: 25 lis 2025, 11:49
autor: Angoulême
Zapamiętała nazwę klanu, zapamiętała też jego miano, a kiedy je wyjawił skinęła w jego stronę łbem, z przyzwyczajenia. Nawet jeśli wiedziałaby, że był przywódcą, nie poczułaby w tamtej chwili niepewności, czy onieśmielenia, w końcu sama była dziełem lędźwi obecnego króla, a także byłej już królowej klanu Potępienia. Być może mieli więcej wspólnego, niż wydawało im się w tamtym momencie. Dżwignęła się z siadu i sama ruszyła w kierunku wyjścia, obierając drogę na przestrzał, przecinając powalone głazy, czasami je gracko przeskakując. Postronny obserwator mógłby odnieść wrażenie, że Angoulême podąża za samcem jak cień, zupełnie jak jego świecący towarzysz, w rzeczywistości jednak było to tylko wrażenie. Adeptka bowiem na co dzień zachowywała się zupełnie jak kot, podążając własnymi drogami, nie podążając za tłumem. Jak typowa indywidualistka, introwertyczka. Nie mniej jednak jak już nadarzała się okazja, żeby otworzyć do kogoś pysk, korzystała z tego, zawsze wychodziło jej to na dobre. I zawsze dowiadywała się czegoś ciekawego.
Usiadła po przeciwległej stronie wejścia i ponownie oparła się o ścianę. Przypomniało jej się, że w torbie ma parę smakołyków. Poluzowała pasek, ściągnęła torbę z ramienia i postawiła listonoszkę na ziemi, intensywnie w niej grzebiąc. Gdy przedostała się przez bibeloty dosięgnęła do suszonych kawałków makreli, wyciągając jeden porządny i zaczęła go pałaszować. Mimo czasu nie zdążył zwietrzeć i nadal zachował pierwotny smak. Spojrzała na towarzysza. Wykazałaby się brakiem manier, gdyby i jemu nie zaproponowała drobnej przekąski.
Poczęstujesz się? — przesunęła zachęcająco otwartą torbę kilka centymetrów w jego stronę, aczkolwiek nie wiedziała, czy w Klanie Księżyca jadali takie portowe przysmaki. No cóż, przynajmniej będzie miała czyste sumienie. Przeżuła kolejny kawałek wędzonej ryby i otrzepała łapy.
Właściwie to... po co je zbieracie? — skoro zbieranie klejnotów było "rzeczą typową dla Ksieżycowych", zaczęła się zastanawiać, po co to robią. Dekorują nimi alkierze? A może mieli w szeregach wilki pasjonujące się gemmologią, które potrafiły wykorzystywać ich ukryte właściwości i dopasowywać je pod konkretną personę? Pewnikiem zaraz się dowie, nie było co wybiegać w przyszłość i tworzyć milion różnych scenariuszy.

N’ukhi

: 25 lis 2025, 23:07
autor: Sulfur
Mając wciąż zadarty łeb na niebo, przeniósł wzrok na Angoulême, która również wyszła z jaskini. Już miał odwrócić wzrok, gdy wilczyca wyjęła z torby przekąskę o bardzo specyficznym zapachu. Nos Sulfura zmarszczył się automatycznie, gdy tylko wilk zdał sobie sprawę, co to jest. Ciężko powiedzieć, czy dotarł do niego rybny zapach, obrzydzenie wymalowało się wystarczająco na jego pysku.
— Nie — odparł, odsuwając nieco łeb od pakunku. Szczęśliwie Potępiona nie wsadziła mu suszonej ryby pod sam nos.
Głowę miał przez chwilę zaaferowaną wciąż spadającymi gwiazdami, więc niemal pomyślał, że to o nie Angoulême pyta. Dotarło jednak do niego, że ona wciąż nawiązuje do kamieni szlachetnych. Zajęty szukaniem swego nie zauważył wcześniej, że sama wygrzebała spomiędzy skał błyskotkę dla siebie. Nie mógł więc w ten sposób odbić pytania. Nie chciało mu się też jakoś specjalnie tłumaczyć tak prostych spraw, dlatego zapytał:
— Nie nauczyli cię w klanie po co zbiera się kamienie szlachetne? — spytał, lustrując ją wzrokiem od czubka uszu po krańce łap. — Sądząc po wzroście musiałaś już odbyć jakieś szkolenie. Z resztą, gdy tak się jej przyglądał, dostrzegł na jej łapie bransoletkę, więc niemo wskazał pazurem ozdobę.

N’ukhi

: 25 lis 2025, 23:50
autor: Angoulême
Wzruszyła ramionami, po czym zamknęła torbę z łakociami i ponownie zarzuciła ją sobie na ramię, zapinając strzemiączko. Może to i lepiej, że odmówił, zostanie dla niej więcej na dalszą podróż i na dalsze zbieranie komponentów do amuletu, w przypadku gdyby zgłodniała podczas szukania. A pewnie zajmie to jej jeszcze parę dni. Chyba ich tereny nie graniczyły z morzem, skoro aż tak drastycznie reagował na zapach ryb. Albo po prostu miał z nimi jakieś przykre doświadczenia. Czekając na odpowiedź zerknęła na firmament, gdzie spadające gwiazdy nadal dawały piękny spektakl, gdy się znowu odezwał powróciła na niego wejrzeniem fiołkowych oczu. Dopiero teraz jej uwagę przykuł klucz, który dyndał na łańcuszku na jego szyi. Czy powinna o niego zapytać? Nie, raczej nie, pewnie znowu ją zbędzie, udając tajemniczego.
Raczej nikt u nas nie przykłada do nich większej wagi. — na zamku jeszcze nie spotkała się z żadnym pasjonatem gemmologii, jedyne kamienie szlachetne jakie widziała, to te w ozdobach, ale też nie u wszystkich, a u tych wyżej postawionych. Sama była tego przykładem, nosząc bransoletę z ametystów, na którą zwrócił uwagę Sulfur. — Jedyne, co zbieramy, jeśli już, to perły.

N’ukhi

: 27 lis 2025, 23:18
autor: Sulfur
Mógł jej zrobić mały wykład o przydatności kamieni szlachetnych oraz ich walorach ozdobnych, ale w sumie ani nie miał na to ochoty, ani czasu, ani powodu, by udzielać takiej wiedzy.
— Jeszcze będziesz miała czas zmienić zdanie — odparł jej na stwierdzenie nieco za bardzo obojętnie. Kaimler mu świadkiem, że było inaczej. A nawet gdyby nie Kaimler, to każdy prędzej czy później, jeżeli chciał się bawić w artekatyczną magię, musiał się za kamieniami uganiać.
Tymczasem był o wiele bardziej zaaferowany inną kwestią — spadającymi gwiazdami. Angoulême musiała mu więc wybaczyć, że ograniczał patrzenie na nią do minimum. W końcu Sulfur zdecydował się odpiąć spod drugiego skrzydła koronę i założyć ją na głowę — piękną, kryształową, zrobioną jakby z lodu, a niby diamentu. Zalśniła księżycową łuną, gdy tylko znalazła się na głowie samca, a po okolicy rozeszła się elektryzująca aura, jakby jakaś miazma zbierała się wokół korony albo samca.
— VrronWystarczy — powiedział w stronę nieba twardo i rozkazująco. Jego niski, głęboki głos rozszedł się po okolicy dudniącym echem i naprawdę chwilę potem miało się wrażenie, że żadna następna gwiazda nie spadła już z nieba, jakby się nie ważyła.
Samiec z kolei ściągnął ze łba koronę i na powrót schował ją pod skrzydłem. Poprawił rozdzieloną na dwie części grzywkę łapą i rozłożył lekko skrzydła.
— Quel caen — powiedział to Potępionej i w paru zgrabnych susach wzbił się w powietrze. Tyle go widziała.

/zt

N’ukhi

: 28 lis 2025, 0:10
autor: Angoulême
Nie było jej dane dowiedzieć się niczego więcej o kamieniach szlachetnych, nie dowiedziała się też co Sulfur sądził na temat pereł. Nie zdążyła poruszyć jeszcze wielu kwestii, bowiem niebieskooki postanowił przerwać spotkanie i to w dość spektakularnym stylu. W jednej chwili dowiedziała się, że jest alfą Klanu Księżyca oraz, że włada magią przerastającą wszystko, co znała do tej pory. Z otwartym pyskiem obserwowała, jak jedno słowo, które padło z jego ust spowodowało nagłe przerwanie spektaklu spadających gwiazd, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Chwilę to trwało, zanim otrzeźwiała ze szczerego zdziwienia, jednak nieco za późno, by zdążyć się pożegnać z basiorem, który już szybował w znanym tylko sobie kierunku. Essa milva, vronn, quel caen — te trzy zwroty postanowiła sobie zapamiętać, nie wiadomo, kiedy jeszcze mogą się przydać. Siedziała tak jeszcze jakiś czas przy wejściu do groty, aż na niebie zamajaczyła łuna zbliżającego się wschodu słońca. Potem opuściła górę N'ukhi, ale w sposób mniej widowiskowy, schodząc tym samym traktem, którym tutaj dotarła. Na szczęście wcześniejsze trzęsienie ziemi nie spowodowało lawiny i szlak nie był zasypany śniegiem. Czas szukać pozostałych komponentów do amuletu.
/zt