!!! Pomoc dla Senny !!!
Administracja
Sulfur, Adirael, Aurora

Wydarzenia
Walentynki
Zadania kwartalne
Obrazek -15°C | Śnieg

Nad wilczą krainą zawisły gęste chmury, z których grubymi płatami sypie się śnieg. W wielu miejscach tworzy on wysokie, ponad półmetrowe zaspy.
Forum w trakcie przebudowy! Zapraszamy na nasz {Discord} po więcej informacji.

Morze Wydm

Mozaika naturalnych krajobrazów, od wilgotnych, tropikalnych lasów przez ciepłe, urodzajne morza, aż po rozległe sawanny i spiekane słońcem pustynie. Słońce tu nieustannie praży, kształtując ekosystemy pełne życia oraz wymagające od ich mieszkańców wyjątkowej odporności.
Awatar użytkownika
Iskariot
Dowódca Cieni
Zekhrizzyrral
<b>Dowódca Cieni</b><br>Zekhrizzyrral
Posty: 389
Płeć: Samiec
Ciąża: Nie
Siła: 70 (25+35+10){140}
Zręczność: 60 (25+35){120}
Czujność: 40 (5+35){80}
Wiedza: 30
Życie: 56 (04.02)
Energia: 60
Punkty Doświadczenia: 57(w. 610)
Profesje: Toksykolog [2], Myśliwy [3]
Tytuł: Kapłan Farothinyrrala

Morze Wydm

Post autor: Iskariot »

Dobrał sobie porę przychylną dla podróży, ale niekoniecznie dla zwierzyny docelowej do poszukiwań. Węże nie lubią zimna i tu dał plamę, mimo iż wiedział, na co się pisał. Matma tym razem się nie zgadzała, gdy liczył na szybkie zbieractwo i średnio co 10 metrów robił chop między cieniami, za każdym razem delikatnie lądując łapami na chłodnym piasku. Wtedy rozglądał się uważnie i nastawiał uszy. — Tsk... gdzie on może być... — Mruknał do siebie i kontynuował poszukiwania, mające więcej wspólnego z inwestycją w czas, niż realną efektywnością. W przyszłości musi zaangażować więcej tężyzny umysłowej w dobór pory dnia.
Po pół godziny gapienia się w wiecznie niezmienny i wiecznie zmieniający się krajobraz wydm, kątem oka dostrzegł łud szczęścia i prawdopodobnie łaskę Freya — tzn. Kobrę polującą na myszoskoczka. Oh, jak miło, prawie się rozczulił, widząc małe polowanie małego zwierzątka.
Usiadł niedaleko i poogladał, jak wąż robi popis szybkiego ataku, użycia jadu i zjadania ofiary. Może wyciągnie jakieś wnioski z obserwacji matki natury w akcji~
Mały gryzoń jeszcze chwilę próbował w panice uciekać, lekko po byciu dziabniętym, ale szybko wyzioną ducha przez jad, a potem kobra doczołgała się do niego w celach spożywczych. Lekko po połknięciu małego ssaka, Iskariot doskoczył do swojego własnego celu i zastosował oręż chaosu w postaci widełek, by nie skrzywdzić gada, a tylko unieruchomić. Nachylił się nad nim, wyciągając w międzyczasie z torby fiolkę z materiałek zawiniętym przy otworze. — Cześć przyjacielu. Mam nadzieję, że coś dla mnie zostawiłeś, prawda?. — Prawie żartobliwym tonem zwrócił się, choć nie liczył na odpowiedź odbiorcy. Po prostu pochwycił go za łeb i docisnął zęby jadowe do fiolki, wycisnął ile umiał jadu i wyrzucił go gdzieś na wydmy. Wąż oczywiście nie był zadowolony z tego i gdyby mógł, pokazałby mu gadziego faka, nim zniknął w piasku. Z silniejszym drapieżnikiem nie ma co zadzierać.

Koniec zbieractwa

𒅒𝕴𝖘𝖐𝖆𝖗𝖎𝖔𝖙𒅒

𝕿𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖙𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖑𝖎𝖙𝖙𝖑𝖊 𝖘𝖙𝖆𝖗,
𝕳𝖔𝖜 𝕴 𝖜𝖔𝖓𝖉𝖊𝖗 𝖜𝖍𝖆𝖙 𝖞𝖔𝖚 𝖆𝖗𝖊!
𝖀𝖕 𝖆𝖇𝖔𝖛𝖊 𝖙𝖍𝖊 𝖜𝖔𝖗𝖑𝖉 𝖘𝖔 𝖍𝖎𝖌𝖍,
𝕷𝖎𝖐𝖊 𝖆 𝖉𝖎𝖆𝖒𝖔𝖓𝖉 𝖎𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖘𝖐𝖞.

𝖂𝖍𝖊𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖇𝖑𝖆𝖟𝖎𝖓𝖌 𝖘𝖚𝖓 𝖎𝖘 𝖌𝖔𝖓𝖊,
𝖂𝖍𝖊𝖓 𝖍𝖊 𝖓𝖔𝖙𝖍𝖎𝖓𝖌 𝖘𝖍𝖎𝖓𝖊𝖘 𝖚𝖕𝖔𝖓,
𝕿𝖍𝖊𝖓 𝖞𝖔𝖚 𝖘𝖍𝖔𝖜 𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖑𝖎𝖙𝖙𝖑𝖊 𝖑𝖎𝖌𝖍𝖙,
𝕿𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖙𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖆𝖑𝖑 𝖙𝖍𝖊 𝖓𝖎𝖌𝖍𝖙.

𝕿𝖍𝖊𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖙𝖗𝖆𝖛'𝖑𝖑𝖊𝖗 𝖎𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖉𝖆𝖗𝖐,
𝕿𝖍𝖆𝖓𝖐𝖘 𝖞𝖔𝖚 𝖋𝖔𝖗 𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖙𝖎𝖓𝖞 𝖘𝖕𝖆𝖗𝖐,
𝕳𝖊 𝖈𝖔𝖚𝖑𝖉 𝖓𝖔𝖙 𝖘𝖊𝖊 𝖜𝖍𝖎𝖈𝖍 𝖜𝖆𝖞 𝖙𝖔 𝖌𝖔,
𝕴𝖋 𝖞𝖔𝖚 𝖉𝖎𝖉 𝖓𝖔𝖙 𝖙𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊 𝖘𝖔.

𝕴𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖉𝖆𝖗𝖐 𝖇𝖑𝖚𝖊 𝖘𝖐𝖞 𝖞𝖔𝖚 𝖐𝖊𝖊𝖕,
𝕬𝖓𝖉 𝖔𝖋𝖙𝖊𝖓 𝖙𝖍𝖗𝖔' 𝖒𝖞 𝖈𝖚𝖗𝖙𝖆𝖎𝖓𝖘 𝖕𝖊𝖊𝖕,
𝕱𝖔𝖗 𝖞𝖔𝖚 𝖓𝖊𝖛𝖊𝖗 𝖘𝖍𝖚𝖙 𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖊𝖞𝖊,
𝕿𝖎𝖑𝖑 𝖙𝖍𝖊 𝖘𝖚𝖓 𝖎𝖘 𝖎𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖘𝖐𝖞.

'𝕿𝖎𝖘 𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖇𝖗𝖎𝖌𝖍𝖙 𝖆𝖓𝖉 𝖙𝖎𝖓𝖞 𝖘𝖕𝖆𝖗𝖐,
𝕷𝖎𝖌𝖍𝖙𝖘 𝖙𝖍𝖊 𝖙𝖗𝖆𝖛'𝖑𝖑𝖊𝖗 𝖎𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖉𝖆𝖗𝖐:
𝕿𝖍𝖔' 𝕴 𝖐𝖓𝖔𝖜 𝖓𝖔𝖙 𝖜𝖍𝖆𝖙 𝖞𝖔𝖚 𝖆𝖗𝖊,
𝕿𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖙𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖑𝖎𝖙𝖙𝖑𝖊 𝖘𝖙𝖆𝖗.


Technikalia

Karta Postaci
[>>>LINK<<<]
Awatar użytkownika
Iskariot
Dowódca Cieni
Zekhrizzyrral
<b>Dowódca Cieni</b><br>Zekhrizzyrral
Posty: 389
Płeć: Samiec
Ciąża: Nie
Siła: 70 (25+35+10){140}
Zręczność: 60 (25+35){120}
Czujność: 40 (5+35){80}
Wiedza: 30
Życie: 56 (04.02)
Energia: 60
Punkty Doświadczenia: 57(w. 610)
Profesje: Toksykolog [2], Myśliwy [3]
Tytuł: Kapłan Farothinyrrala

Morze Wydm

Post autor: Iskariot »

Skoro miał to, czego potrzebował, zniknął w cieniu, by wrócić do domu.

/zt

𒅒𝕴𝖘𝖐𝖆𝖗𝖎𝖔𝖙𒅒

𝕿𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖙𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖑𝖎𝖙𝖙𝖑𝖊 𝖘𝖙𝖆𝖗,
𝕳𝖔𝖜 𝕴 𝖜𝖔𝖓𝖉𝖊𝖗 𝖜𝖍𝖆𝖙 𝖞𝖔𝖚 𝖆𝖗𝖊!
𝖀𝖕 𝖆𝖇𝖔𝖛𝖊 𝖙𝖍𝖊 𝖜𝖔𝖗𝖑𝖉 𝖘𝖔 𝖍𝖎𝖌𝖍,
𝕷𝖎𝖐𝖊 𝖆 𝖉𝖎𝖆𝖒𝖔𝖓𝖉 𝖎𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖘𝖐𝖞.

𝖂𝖍𝖊𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖇𝖑𝖆𝖟𝖎𝖓𝖌 𝖘𝖚𝖓 𝖎𝖘 𝖌𝖔𝖓𝖊,
𝖂𝖍𝖊𝖓 𝖍𝖊 𝖓𝖔𝖙𝖍𝖎𝖓𝖌 𝖘𝖍𝖎𝖓𝖊𝖘 𝖚𝖕𝖔𝖓,
𝕿𝖍𝖊𝖓 𝖞𝖔𝖚 𝖘𝖍𝖔𝖜 𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖑𝖎𝖙𝖙𝖑𝖊 𝖑𝖎𝖌𝖍𝖙,
𝕿𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖙𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖆𝖑𝖑 𝖙𝖍𝖊 𝖓𝖎𝖌𝖍𝖙.

𝕿𝖍𝖊𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖙𝖗𝖆𝖛'𝖑𝖑𝖊𝖗 𝖎𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖉𝖆𝖗𝖐,
𝕿𝖍𝖆𝖓𝖐𝖘 𝖞𝖔𝖚 𝖋𝖔𝖗 𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖙𝖎𝖓𝖞 𝖘𝖕𝖆𝖗𝖐,
𝕳𝖊 𝖈𝖔𝖚𝖑𝖉 𝖓𝖔𝖙 𝖘𝖊𝖊 𝖜𝖍𝖎𝖈𝖍 𝖜𝖆𝖞 𝖙𝖔 𝖌𝖔,
𝕴𝖋 𝖞𝖔𝖚 𝖉𝖎𝖉 𝖓𝖔𝖙 𝖙𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊 𝖘𝖔.

𝕴𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖉𝖆𝖗𝖐 𝖇𝖑𝖚𝖊 𝖘𝖐𝖞 𝖞𝖔𝖚 𝖐𝖊𝖊𝖕,
𝕬𝖓𝖉 𝖔𝖋𝖙𝖊𝖓 𝖙𝖍𝖗𝖔' 𝖒𝖞 𝖈𝖚𝖗𝖙𝖆𝖎𝖓𝖘 𝖕𝖊𝖊𝖕,
𝕱𝖔𝖗 𝖞𝖔𝖚 𝖓𝖊𝖛𝖊𝖗 𝖘𝖍𝖚𝖙 𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖊𝖞𝖊,
𝕿𝖎𝖑𝖑 𝖙𝖍𝖊 𝖘𝖚𝖓 𝖎𝖘 𝖎𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖘𝖐𝖞.

'𝕿𝖎𝖘 𝖞𝖔𝖚𝖗 𝖇𝖗𝖎𝖌𝖍𝖙 𝖆𝖓𝖉 𝖙𝖎𝖓𝖞 𝖘𝖕𝖆𝖗𝖐,
𝕷𝖎𝖌𝖍𝖙𝖘 𝖙𝖍𝖊 𝖙𝖗𝖆𝖛'𝖑𝖑𝖊𝖗 𝖎𝖓 𝖙𝖍𝖊 𝖉𝖆𝖗𝖐:
𝕿𝖍𝖔' 𝕴 𝖐𝖓𝖔𝖜 𝖓𝖔𝖙 𝖜𝖍𝖆𝖙 𝖞𝖔𝖚 𝖆𝖗𝖊,
𝕿𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖙𝖜𝖎𝖓𝖐𝖑𝖊, 𝖑𝖎𝖙𝖙𝖑𝖊 𝖘𝖙𝖆𝖗.


Technikalia

Karta Postaci
[>>>LINK<<<]
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Pustynia nie witała przybyszów. Nie stawiała bram, nie ostrzegała krzykiem ani znakiem. Po prostu była, rozciągnięta po horyzont, cicha i bezlitosna w swojej prostocie. Gdy Ophelia postawiła łapy na pierwszym pasie luźnego piasku, poczuła, jak świat za jej plecami powoli traci ostrość. Każdy krok naprzód odcinał ją od reszty krainy cienką, niemal niewidzialną nicią. Morze Wydm falowało przed nią. Złociste grzbiety, rzeźbione przez wiatr, który zmieniał kierunek bez ostzreżenia, przesypywał piasek z miejsca na miejsce, zacierał ślady, zmieniał krajobraz. Było tak, jakby pustynia sama nie życzyła sobie pamięci. Słońce wisiało wysoko, białe i obojętne, a ciepło unosiło się znad ziaren piasku tak intensywnie, że powietrze zdawało się drżeć. Ophelia szła wolno. Przyszła tu po ciszę. To była przestrzeń, w której nic nie woła, nic nie oczekuje, nic nie wymaga natychmiastowej odpowiedzi. Ostatnie spotkanie z duchem babci wracało do niej falami, cichymi i uporczywymi jak nocny chłód pustyni. Tamten wydarzenia nie były snem, były wspomnieniem tak rpawdziwym i realnym jak piach pod jej łapami. Ophelia wiedziała, że nie może liczyć na ponowne spotkanie, część jej duszy, ta bardziej lisia, cicha i ufna w znaki, wciąż miała nadzieję, że jeśli gdzieś można spotkać duchy, to właśnie tu. W miejscu, które żyje pomiędzy skrajnościami. Pustynia sprzyjała myślom, które niespokojne, zalewały jej umysł falami. Teraz była częścią klanu. Już nie tak samotna jak wcześniej, ale może właśnie teraz samotna bardziej niż kiedykolwiek. Myślała o wilkach, które poznała, o nowym życiu, nowych obowiązkach, wspólnym klanowym polowaniu na to coś dużego i włochatego. Powoli odkrywała, że moc nie polega na tym by płonąć najjaśniej, ale by nie spalić się samej. Bycie Ognikiem wciąż było dla niej nowe. Czuła ogień pod skórą, jak puls swojej własnej krwi, wewnętrzny żar. Jakby coś wewnątrz niej odpowiadało na każdy ruch powietrza, na każdą myśl. Ogień zaczynał jej słuchać. To było kuszące i niepokojące zarazem. Czasem reagował szybciej niż ona sama. Czasem wyprzedzał emocje, zamiast za nimi podążać. Coś budziło się w niej, ale było oporne. Czy to była ta cała magia? Szła pilnując oddechu i kroków. Medytacja. Lis instynktownie wybierał drogę, omijając ostrzejsze kamienie lub korzenie wystające z piachu. Wilk analizował przestrzeń, zapamiętywał układ fal, kierunek wiatru. A gdzieś pomiędzy nimi tlił się ogień, spokojny, ale czujny. Na granicy. Zawsze na granicy. Szukała punktów orientacyjnych, jakiejś grupy kaktusów, większego głazu, coś czego pustynia nie zmieni łatwo. Wiedziała, że pustynia te najdrobniejsze znaki zmieni. Wiedziała, że jej własne ślady znikną szybciej, niż zdąży się obejrzeć. Może właśnie dlatego szła dalej? Bo po raz pierwszy od dawna nie musiała wiedzieć, dokąd dokładnie zmierza. Wystarczyło, że idzie i żyje. Pustynia przyjęła ją w milczeniu, tak, jak przyjmuje wszystkich, którzy odważą się wejść między jej fale.

zdarzenie: iskra w ciszy
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Pustynia długo udawała pustą. Wiatr sunął po wydmach, sypiąc piaskiem jak drobnym szkłem, a słońce stało nieruchomo, nie zdradzając niczego poza bezkresnym horyzontem. Ophelia szła już od dłuższego czasu, gdy coś, niemal niezauważalne, wytrąciło ją z rytmu kroków. Zatrzymała się na moment, opuszczając głowę niżej, pozwalając, by lisia ostrożność wysunęła się na pierwszy plan. Piasek pod łapami był lekko zbity, troche nierówny. Wiatr nie zdążył jeszcze dokończyć swojej pracy. Ophelia okrążyła to miejsce wolnym półkolem, nie depcząc środka. Wilczy instynkt kazał jej patrzeć szerzej, nie tylko pod łapy. Ślad był stary, ale nie bardzo.
Rozmyty przez wiatr, lecz wciąż obecny. Coś cięższego przeszło tędy wcześniej. Nie zwierzyna, przynajmniej tak się jej wydawało. Zbyt równe rozłożenie ciężaru. Ktoś, kto wiedział, jak iść po pustyni, by nie zapadać się zbyt głęboko. Ophelia poczuła znajome ukłucie ciekawości. Pustynia rzadko bywała uczęszczana bez powodu. Ci, którzy się tu zapuszczali, albo mieli doświadczenie, albo nie mieli już nic do stracenia. Myśl o duchach, o wędrowcach pomiędzy światami, o nomadach krążących między wydmami, wszystko to wróciło nagle, jakby pustynia sama chciała przypomnieć, że nie jest tylko martwą przestrzenią. Ruszyła ostrożniej postanawiając zbadać czym są te ślady. Z czasem ślady zaczęły się powtarzać. Delikatne zagłębienia w piasku, tam gdzie wiatr na moment słabł. Znalazła stary kawałek materiału, poszarpany, niemal całkowicie przysypany, nisko zaczepiony o suchy, zeschnięty krzew. Nawet ogień pod jej skórą zareagował inaczej: nie zapłonął, nie przyspieszył, ale skupił się niespokojnie. Zapach pojawił się dopiero później. Poczuła dym, z dawno wygasłego ogniska i coś jeszcze. Jakby oleje, suszone zioła, skóra? Rozejrzała się zwilżając nos językiem. Pomyślała, że wejdzie na jedną z wydm żeby zobaczyć więcej. Tak zrobiła. Kiedy wspięła się na jeden z wyższych grzbietów wydm, zobaczyła coś ciekawego. Obozowisko było częściowo ukryte, wciśnięte w naturalne zagłębienie terenu, gdzie wiatr nie miał takiej siły. Kilka namiotów z jasnych, wyblakłych tkanin, wzmocnionych skórą i kośćmi. W środku, wygaszone palenisko, otoczone kamieniami, które nosiły ślady wielu ognisk. Nad jednym z namiotów coś wisiało, poruszając się lekko. Zmrużyła oczy przypatrując się splotowi sznurków, piór i drobnych kości. Poznała łapacz snów, wypłowiały od słońca, ale starannie wykonany. Miejsce nie wyglądało na porzucone, raczej na opuszczone na chwilę. Czy odeszli na zwiad, a może po wodę, albo na polowanie? Ugieła łapy by stać się nieco mniej widoczną. Szukała wzrokiem czy ktoś pilnował dobytku, czy może ufali że pustynia sama przypilnuje? Ophelia rozważała. Podejście oznaczało ryzyko. Nie wiedziała czyje to obozowisko, a wędrowcy byli różni. Niektórzy gościnni, inni podejrzliwi. Ogień, który nosiła w sobie, mógł zostać źle odebrany. Odejść, byłoby bezpieczniejsze. Zostawić obozowisko nienaruszone, pozwolić pustyni zamknąć ślady i pójść dalej własną ścieżką. Ciekawość trzymała ją na miejscu, skrobała od środka, popychała do tego by zejść i obejrzeć znalezisko z bliska. Wahała się. Pustynia cicho czekała na decyzję. Ophelia przyglądała się okolicy, próbując ocenić kiedy wrócą własciciele obozowiska. Ogień w niej lekko drgał. To głupie — przemknęło jej przez myśl — To nie moje miejsce. Nie mój obóz. Nie mój ogień. Z drugiej strony inny głos w niej mówił: Jeśli będziesz uciekać, nigdy się niczego nie nauczysz. Jest różnica między ostrożnością a tchórzostwem. Bądź odważna, idź, sprawdź. Ophelia już wiedziała, że ogień jest ruchem, decyzją, krokiem do przodu lub cofnięciem łapy, nie jest ani dobry ani zły. Może jednak pójdzie. Co złego może się stać? Ucieknie zanim wrócą. Pustynia zatrze ślady. Zsunęła się z grzbietu wydmy powoli, bokiem, uważnie stawiając łapy, pozwalając piaskowi osypywać się bez szelestu. Każdy krok był kontrolowany, świadomy. Skradała się jak gość, który nie wie czy zostanie przyjęty.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Obozowisko było mniejsze, niż wydawało się z góry. Namioty stały blisko siebie, ustawione półkolem, tak by osłaniały wnętrze przed wiatrem. Każdy z nich był inny, nieznacznie odmienny kształtem, kolorem płótna, sposobem zszycia. Nie wyglądały na robione w jednym miejscu ani czasie. Raczej na zbierane przez lata, naprawiane, łatana, funkcjonalne bez przywiązania do estetyki. Ophelia obeszła obóz wolnym krokiem, zataczając szeroki krąg. Sprawdzała przestrzeń między namiotami, zaglądała w cienie, pozwalając, by wzrok przyzwyczajał się do kontrastów. Nie było tu nikogo. Żadnych świeżych ruchów, żadnych dźwięków, które nie należałyby do pustyni. Piasek między konstrukcjami był miejscami ubity, miejscami miękki, tam, gdzie ktoś siadał częściej, gdzie stawiano skrzynki albo odkładano pakunki. Przy jednym z namiotów leżały drewniane skrzynki, niskie i szerokie, z metalowymi okuciami przy narożnikach. Jedna była zamknięta, druga uchylona. W środku widać było zrolowane płachty, zapasowe sznurki, kawałki skóry i płótna, materiały do napraw. Obok wisiały sakiewki przytroczone do wbitego w piasek pala. Ciężkie, wypełnione czymś sypkim, ziarnem, solą, suszonymi korzeniami. Ophelia nie dotykała ich. Wystarczyło spojrzenie, krótki wdech. Między namiotami znajdowało się palenisko. Krąg z ciemnych kamieni, wygładzonych od wielokrotnego użycia, w środku cienka warstwa popiołu i kilka nadpalonych kawałków drewna. Ogień gasł tu regularnie. Ktoś dbał o to miejsce. Obok paleniska leżał metalowy kociołek, odstawiony na bok, z cienką warstwą piasku w środku. Przy wejściu do jednego z namiotów wisiał łapacz snów. Z bliska widać było, jak misternie został wykonany: ramka z giętkiej kości, gładkiej i wypolerowanej dotykiem, nici naciągnięte równo, bez pośpiechu. Nie był ozdobny. Nie miał barwnych piór ani błyszczących kamieni. Tylko surowe elementy pustyni: kości, sznury, kilka krótkich, jasnych piór, ledwie poruszających się na wietrze. Zawieszony był dokładnie na wysokości pyska, tak aby każdy wchodzący musiał przejść pod nim. Ophelia zatrzymała się przy nim na chwilę, przechylając głowę. Nie analizowała symboli, po prostu się przyglądała. Potem weszła pomiędzy namioty. Sprawdzała każdy po kolei zaglądajac do środka, w półmrok, upewniając się, że nikt nie odpoczywa, nikt nie śpi. Cisza była niezmącona. Ophelia stanęła w końcu przy jednym z namiotów, tym, z którego dobiegał najsilniejszy zapach ziół i olejów. Płótno poruszało się lekko, miękko, zapraszająco. Zawahała się tylko przez ułamek chwili, a potem odsunęła zasłonę pyskiem i weszła do środka.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Płótno namiotu było szorstkie i chropowate, co Ophelia poczuła gdy odsunęła je pyskiem. Materiał nosił ślady długiej drogi: drobne pęknięcia po wyschnięciu na słońcu, miejsca wzmocnione dodatkowymi szwami, przetarte krawędzie, które miękko uginały się pod naciskiem. Pachniało kurzem, suchą skórą i czymś jeszcze, olejem, którym ktoś regularnie nacierał tkaninę, by chronić ją przed wiatrem i piaskiem. Zapach był ciężki, lekko żywiczny. Wślizgnęła się do środka ostrożnie, nisko, tak jakby ktoś patrzył. Zrobiła to instynktownie, lisia czujność kazała jej być jak najmniej widoczną, a wilcza uważność pilnowała, by nie potrącić niczego łapą ani ogonem. Wnętrze nie było duże, ale uporządkowane. Przy ścianach stały niskie skrzynki z ciemnego drewna, każda zamknięta prostym ryglem. Jedna była uchylona. W środku leżały rulony tkanin, kawałki sznurów, igły z kości i małe sakiewki wypełnione czymś sypkim. Zapach ziół był wyraźny i wielowarstwowy. Najpierw poczuła gorycz suszonej szałwii, potem słodkawy aromat czegoś przypominającego kwiaty pustynne, a pod spodem oleje — tłuste, ciepłe, wcierane w skórę albo futro. W powietrzu unosiła się też nuta dymu, starego, osiadłego w płótnie, takiego, który nie szczypie już w nos, tylko przypomina o wieczorach przy ognisku. Zatrzymała się na chwilę, żeby odetchnąć mieszaniną zapachów. Starała się zapamietać zapachy — kto tu był, czym się zajmował, jak żył. Na jednej z półek, zbitych prowizorycznie z desek, stały gliniane naczynia. Każde inne, każde oznaczone prostą kreską, nacięciem albo symbolem, który miał sens tylko dla właściciela. Pod nimi leżały pęki suszonych roślin, związane cienkimi sznurkami, niektóre kruche i blade, inne wciąż zachowujące kolor. Dalej, przy samym słupie podtrzymującym namiot, ktoś ustawił kilka ksiąg. Nie wyglądały na nowe. Okładki miały ślady od użytkowania, narożniki starte, grzbiety wielokrotnie zszywane. Jedna z nich miała na okładce ciemniejszą plamę, jakby kiedyś zamokła i wyschła. Ophelia podeszła bliżej. Przechyliła głowę, przyjrzała się zapisom widocznym na wystających kartkach. Zawahała się, po czym ostrożnie musnęła księgę pazurem. Wzięła ją ostrożnie w łapę, sprawdzając jej ciężar, fakturę papieru pod opuszką. Nie spieszyła się. Nie czuła presji. Była skupiona, zanurzona w cudzym śladzie życia, tak jak drapieżnik, który nie goni, lecz czyta teren, zanim zdecyduje, co dalej.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Płótno namiotu poruszyło się cicho. Nie gwałtownie i nie tak, jak przy silniejszym podmuchu wiatru. Jakby ktoś przeszedł tuż obok, zahaczając o linę naciągową. Ophelia uniosła gwałtownie głowę znad księgi, zastygając w bezruchu. Uszy skierowały się ku wejściu, a oddech spłycił się niemal niezauważalnie. Usłyszała krok. Niewyraźny dźwięk, bardziej wrażenie kroku niż sam dźwięk. Cisze rpzesuwanie piasku, takie jakie wydaje ktoś, kto stara się iść ostrożnie. Spojrzała w stronę wejścia wstrzymując oddech. Zewnętrzne światło przesączało się przez płótno, rysując na nim rozmyte cienie. Jeden z nich przesunął się powoli, zbyt blisko. Zatrzymał się. Cofnął. Serce przyspieszyło. Lisia część jej natury podniosła alarm, zanim wilcza zdążyła rozłożyć sytuację na czynniki. Kolejny dźwięk, tym razem tuż przy wejściu. Delikatne muśnięcie, jakby coś przesunęło się po płótnie od zewnątrz. Cień zadrżał, wykrzywił się, rozciągnął w nienaturalny sposób. Ophelia cofnęła się pół kroku. Zacisnęła łapy na księdze. Poczuła lekki zawrót głowy, uczucie rosnącego przerażenia że właściciele obozowiska wrócili i gwałtowne ciepło. Płomień spod jej pazurów przeskoczył z jej emocji na kartki księgi. Brzeg księgi zajął się ogniem natychmiast. Nim zdążyła to przemyśleć, widząc palącą się w jej łapach księge, rzuciła nią w stronę wyjścia.
Nie, nie, nie — syknęłą spanikowana. Wyskoczyła za księgą, próbując tłumić płomień łapami i powodując, że jej własne łapy zajęły się ogniem. Emocje były dodatkowym paliwem. Próbując opanować chaos jaki spowodowała, chciała wcisnąć i łapy i księgę głębiej w piasek, licząc że to przydusi płomienie. W czasie kiedy walczyła z księgą, inny mały płomyczek lizał niewinnie płótno namiotu. Musiał przeskoczyć z lecącej księgi na wejście namiotu. Materiał zajmował się powoli. Ophelia zostawiając dogasająca księgę, złapała za płótno namiotu. Szarpnęła nim chcąc oderwać płonący kawałek. materiał rozdarł się z suchym trzaskiem, a jego płonące fragmenty spadły na łapacz snów wiszący rpzy wejściu, również zaczynajac go palić. Nici pękły, kościana ramka uderzyła o piasek, a resztki splotu zajęły się ogniem szybciej, niż Ophelia zdążyła zareagować. Czuła, że sytuacja zaczyna ją przerastać. Jakby tego było mało, usłyszała głosy z ewnątrz. Kroki, te były cięższe, szybkie. Sylwetki pojawiły się między namiotami, a iluzoryczne cienie zniknęły. Kilka wilków wbiegło do obozowiska, a widząc dym i ogień, nie byly szczęśliwi. W ulamku sekundy Ophelia zrozumiała jak wygląda sytuacja. Otóż, wyglądała źle. Nie dość, że łaziła im po obozowisku, to jeszcze je niszczyła. Oni nie wiedzieli, że przypadkiem, mogli uznać, że specjalnie. Wstyd, strach i panika zlały się w jedno. Lisia natura przejęła ster, zanim rozsądek zdążył cokolwiek powiedzieć. Odwróciła się i rzuciła do biegu, przemykając między namiotami. Piasek sypnął spod łap, a obozowisko zostało za nią, z nadpalonym namiotem, tlącą się księgą i zniszczonym łapaczem snów. Za nią słychać było krzyki, zamieszanie. Ktos chyba ją gonił. Nie sprawdzała, zwiewała gdzie pieprz rośnie.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Biegła długo po tym, jak obozowisko zniknęło za grzbietem wydm. Opanowana przez instynkt, oddalała się od niebezpeiczeństwa szukając schronienia. Dopiero gdy oddech zaczął rwać się zbyt nierówno, zwolniła, a potem zatrzymała się całkiem, opadając nisko na łapy. Cisza przyszła nagle. Nie było krzyków. Nie było pogoni. Tylko pustynia, rozległa, obojętna i jej własny, zbyt głośny oddech. Serce waliło jeszcze przez chwilę, a myśli krążyły chaotycznie. Zrobiłam dokładnie to, czego się obawiali. Myśl pojawiła się sama, ciężka i lepka. Wstyd rozlał się pod skórą szybciej niż strach. Wiedziała, jak to musiało wyglądać z ich perspektywy, oto obca, która wchodzi do namiotu, dotyka cudzych rzeczy i zostawia po sobie ogień. Lisia część niej natychmiast podsunęła znajome rozwiązanie: Uciekłaś. Jest cicho. To wystarczy. Pustynia zatrze ślady. Namiot da się naprawić. To nie było celowe. Jeśli wrócisz, mogą cię osądzić. Mogą być wrodzy. Mogą nie chcieć słuchać. Ophelia zamknęła oczy, ogon podwinął się odruchowo bliżej ciała. Strach był realny, niemal cielesny. Instynkt każe wybierać bezpieczeństwo zamiast konfrontacji. Zostawić sprawy niedomknięte. Przetrwać. Przez dłuższą chwilę naprawdę rozważała odejście. A potem do głosu doszła wilcza część. Wilk w niej nie krzyczał, nie wymagał natychmiastowego działania. Był spokojny, ugruntowany. Jeśli teraz odejdziesz — mówił w niej spokojny, wilczy głos — zawsze będziesz uciekać. Nawet wtedy, gdy nie będzie przed czym. To nie było złośliwe. To nie była chęć zniszczenia. To był strach. Brak kontroli. Możesz to naprawić, być lepszą sobą, albo uciec. Ophelia uniosła głowę, patrząc na linię wydm, za którymi zostało obozowisko. Lisia natura zawahała się. Nadal szeptała o niebezpieczeństwie, o obcych, o ocenach i spojrzeniach. Po raz pierwszy lisie argumenty nie brzmiały jak ostrzeżenie, a raczej jak wymówka. Wciągnęła powietzre głęboko. Wcale nie przestała się bać, ale czy prawdziwą odwagą nie jest nie czuć strachu, a umieć go trzymać w ryzach? Wiedziała, że wrócenie tam nie cofnie tego, co się stało. Odejście… zamknęłoby ją dokładnie w tym samym miejscu, z którego próbowała wyjść. Spalona księga, zniszczony łapacz snów czy namiot, same się nie naprawią. Była winna tym nomadom chociaż same przeprosiny. Trzeba postępować honorowo szeptał ogień w niej. Usiadła owijajac się ogonem.
Boje się — powiedziała sama do siebie, próbując uporządkować myśli i walczące w niej instynkty — Ale to mój strach, mój ogień, moje konsekwencje. Powinnam to naprawić. Jeśli nie będą chcieli słuchać, to trudno, ucieknę, ale przynajmniej będę wiedziała, że próbowałam — kiedy to powiedziała, poczuła się lepiej. Wstała. Strach nie zniknął, wciąż był obok, ale tym razem nie prowadził, nie wybierał drogi. Każdy krok z powrotem w stronę obozowiska był cięższy niż ucieczka. Po raz pierwszy od dawna Ophelia nie wybrała tego, co najbezpieczniejsze dla niej samej. Wybrała odpowiedzialność. Po raz kolejny zatrzymała się na szczycie wydmy, której bok opadał w stronę obozowiska. Stanęła bokiem do wiatru. Odetchnęła głęboko. Skupiła się na ciele, czuła dotyk piasku pod łapami, rytm oddechu, napięcie mięśni. Czuła też ogień, teraz spokojny, nie pchał się na przód. Czuła też strach. Był wyraxny, jak cienka nić. Nie próbowała go odcinać, mógł być, byle nie decydował za nią. Wygładziła pyskiem futro na barkach, gest który miał ją uspokoić. Uniosła głowę, prostując sylwetkę. Potem ruszyła w dół wydmy. Szła powoli, nie skradała się, nie uciekała. Szła jak ktoś, kto wraca, wiedząc, że nie ma już nic do ukrycia.
Halo? Salve? Przyszłam przeprosić — wydusiła z siebie, chcąc, żeby wiedzieli że nie przyszła w złej woli.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Gdy Ophelia zeszła z wydmy, obozowisko nie było już ciche. Ogień w palenisku płonął nisko, przytłumiony piaskiem, ale wokół niego stały sylwetki. Kilka wilków, rozstawionych półkolem. Nie wyglądali na agresywnych. Żadne nie ruszyło się w jej stronę. Żadne też nie cofnęło się ani o krok. Ktoś wcześniej naprawił prowizorycznie płótno namiotu, zszywając je grubą, jasną nicią. Obok, na ziemi, leżały resztki łapacza snów: zwęglona obręcz, popękane pióra, nadpalone nici. Widok uderzył mocniej niż jakiekolwiek słowo.
Wróciła. — odezwał się niski głos z lewej strony, w odpowiedzi na jej powitanie. Ophelia zatrzymała się kilka kroków przed nimi. Nie pochyliła głowy. Nie zrobiła też kroku naprzód. Zapadła cisza, tylko wiatr poruszał płótnami namiotów.
Wiesz, co się tutaj robi z tymi, którzy podpalają obozowiska? — zapytał inny wilk, starszy, z poszarzałą kufą. Nie podniósł głosu. Jego spokój był niepokojący. Sierść na akrku Ophelii lekko się uniosła.
Domyślam się — odpowiedziała cicho, gardło miała suche — Dlatego uciekłam, obawiałam się, że nie zrozumiecie, że nie zrobiłam tego specjalnie, to był wypadek — opuściła wzrok na piach, ale uszy nastawione były ku grupie. Ktoś prychnął krótko, Ophelia drgnęła, czuła jak z nerwów napiecie w jej ciele rozgrzewa się. Odetchnęła głębiej starając się rozluźnić i cofnąć ten impuls. Sporjzała na spalony łapacz snów
Przepraszam, szczerze nie chciałam żeby tak wyszło. Nie proszę o wybaczenie, ale chcę pomóc naprawić to co zepsułam — zamilkła na chwilę. Oblizała nos — A jeśli uznacie, że nie powinnam tu zostać… odejdę i nie będę przeszkadzać — Wilki wymieniły spojrzenia. Wilczyca stojąca przy palenisku podniosła zwęgloną obręcz łapacza snów i obróciła ją w łapach.
Zniszczyłaś coś, co miało chronić. Wiesz, co to znaczy? — powiedziała bez gniewu ale i bez łagodności. Ophelia opuściła głowę. Tym razm nie odpowiedziała od razu. Zbierała się w sobie. Było jej bardzo głupio.
Teraz nie macie ochrony? — zapytała będąc niepewną. Przełkneła niewiwelką ilość śliny — Ale chcę to naprawić jesli pozwolicie. Nie umiem robić takich rzeczy, ale chcę pomóc tak jak umiem — Starszy wilk westchnął ciężko, zrobił krok naprzód. Teraz był wystarczająco blisko, by widziała blizny na jego łapach:
I uciekłaś, ale wróciłaś, dlaczego? — zapytał zachowując neutralny, jak się jej wydawałio ton głosu. Ophelia zawahała się. Przez krótką chwilę wyglądało, jakby szukała odpowiednich słów:
Instynkt kazał mi się ratować, ale instynkt to nie wszystko — powiedziała cicho — A strach nie zwalnia z odpowiedzialności.. Przez chwilę nikt nie odpowiedział. Starszy wilk z poszarzałą kufą nie spojrzał na Ophelię od razu, zwrócił się do swoich kompanów:
Słyszeliście, wypadek. — powiedział spokojnie.
Każdy, kto coś podpala, mówi, że to wypadek.
Nie każdy wraca — odezwał się ktoś inny, niższy głos, wilk stojący bliżej paleniska. — Mogła zniknąć razem z wiatrem.
Starszy wilk uniósł lekko łapę, uciszając dalsze szepty.
Patrzcie, co zrobiła — powiedział — Nie na to, co mówi.
Zapadła cisza. Starszy wilk w końcu spojrzał na Ophelię. Jego wzrok był czujny, ale nie wrogi.
Ja widzę strach. Dużo strachu. Nie widzę złośliwości. Nie wiemy jeszcze, czy ci wierzymy — powiedział wprost — Nie musimy wiedzieć teraz. Zostaniesz, ale nie jako gość, a jako ktos kto ponosi konsekwencje — zwrócił się znów do swoich — Odwaga to nie brak strachu. To decyzja, co robisz, kiedy on przychodzi. Wystarczy, bierzmy się do roboty.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Starszy wilk jeszcze przez moment milczał, jakby rozmyślał o czymś. Potem wyprostował się nieco, a jego ogon poruszył się leniwie, uspokajająco:
Nazywam się Kherem — powiedział w końcu. — Jestem strażnikiem tego kręgu i odpowiadam za decyzje, które tu zapadają. — Nie było w tym dumy ani potrzeby zaznaczenia władzy. Stwierdzał fakt, coś, co po prostu było. Wskazał głową na wilczycę stojącą przy palenisku, tę, która wcześniej podniosła zwęgloną obręcz łapacza snów. Jej sierść miała barwę wypłowiałego piasku, a na szyi wisiały drobne amulety splecione z kości i nici.
To Sahra, Strażniczka snów i znaków. Jeśli łapacz ma znów wisieć nad namiotami, to jej łapy będą go prowadzić.. Sahra spojrzała na Ophelię uważnie. Bez gniewu. Bez ciepła. Jak ktoś, kto ocenia materiał, zanim zdecyduje, czy nada się do pracy. Potem skinęła krótko głową.
Łapacz nie jest ozdobą — powiedziała — To pamięć, intencja i ochrona. Nie da się go zszyć ani naprawić. Trzeba zrobić nowy. — Oparła zwęgloną obręcz o skrzynkę i podeszła bliżej Ophelii, na tyle, by ich spojrzenia się spotkały — Jeśli chcesz naprawić to, co zniszczyłaś, pomożesz mi od podstaw.
Ophelia skinęła głową bez wahania — Powiedz, co mam zrobić. — Sahra odwróciła się. Zamilkła na chwilę, jakby układała w myślach kolejne słowa:
— Będziemy potrzebować nowej obręczy. Nie z drewna, ale z kości i to nie byle jakiej. Z wilczej czaszki. — Słowa zawisły w powietrzu. Ophelia poczuła, jak coś zimnego przebiega jej po karku. Krótkie, niekontrolowane napięcie, odruch cofnięcia się o pół kroku, który natychmiast powstrzymała. W gardle zaschło jej tak, jakby połknęła piasek. Niepokój pojawił się szybciej niż myśl. Ciężkie, obce uczucie, którego nie umiała od razu nazwać. Coś między lękiem, a poczuciem, że to zbyt blisko śmierci. Zbyt blisko niej samej. Sahra mówiła dalej, jakby dokładnie tego się spodziewała:
Nomadzi nie zabijają dla ozdób ani rytuałów — dodała chłodno. — Taka kość musi pochodzić z miejsca, gdzie ktoś już odszedł. Znalezionego. Nie odebranego.
Ophelia przełknęła ślinę. Lisia część w niej syknęła ostrzegawczo, podpowiadając ucieczkę, unikanie, zostawienie tego innym.
Potrzebne będą też pióra — kontynuowała Sahra. — Od małego ptaka, takiego, który nie żyje na pustyni. Będziesz musiała odejść dalej, poza wydmy. Ostatnim składnikiem będą nici. — Sahra uniosła spojrzenie nad horyzont — Włókna z pajęczyn pustynnych pająków. Delikatne, ale wytrzymałe. Trzeba je zebrać ostrożnie.
Zapadła cisza. Ophelia stała nieruchomo. Serce biło jej szybciej, ale tym razem nie od paniki. Raczej od ciężaru zadania, które nagle przybrało bardzo konkretny kształt.
Zrobię to — powiedziała w końcu cicho. Nie było w tym pewności. Była za to decyzja. Kherem skinął głową, jakby właśnie na to czekał.
W takim razie wyruszysz, gdy uznasz, że jesteś gotowa. I wrócisz z tym, co potrzebne. Dopiero wtedy będziemy mówić dalej. — Wiatr znów poruszył płótnami namiotów. Ophelia poczuła, jak pustynia otwiera się przed nią, ale nie jak droga ucieczki, lecz jak próba, którą będzie musiała przejść.
Wyruszę od razu — powiedziała krótko. Kherem zrobił pół kroku w bok, robiąc Ophelii przejście, a ona odwróciła się i ruszyła w stronę wydm. Tym razem nie uciekając, lecz idąc po coś, co będzie musiała przynieść z powrotem.

/zt
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

> powrót po polowaniu i zbieractwie

Kiedy wyszła spomiędzy skał ziemia znów zaczęła przechodzić w piasek. Poczuła tę znajomą suchość pod łapami, drobny, sypki i zdradliwy piasek. Odetchneła z ulgą. Morze wydm rozciągało się przed nią w nieskończonych falach złota i bladego beżu, poruszanych wiatrem jakby żyły własnym, powolnym rytmem. Słońce stało już wyżej, rozlewając ciepło po krajobrazie bez litości, ale też bez wrogości. Tak po prostu było. Szła wolno, niosąc w pysku przepiórkę przeplecioną przez wilczą czaszkę. Przepiórka pachniała jeszcze kurzem i trawą, kości wilczej czaszki pachniały starością i mchem. Dwa przedmioty tak różne, a jednak ważne. Jej spojrzenie błądziło po terenie z czujnością kogoś, kto zna pustynię, ale nigdy jej nie lekceważy. Omijała miękkie fragmenty piasku, stawiała łapy na twardszym gruncie, gdzie spod piasku przebijały się kamienie, gładkie, wypolerowane przez wiatr, czasem popękane jak wyschnięta skóra. Niektóre były ciemniejsze, niemal czarne od słońca, inne jasne i kruche, rozsypujące się przy dotknięciu. Między nimi rosły kaktusy. Niskie, kuliste, porośnięte cienkimi igłami, które połyskiwały jak szkło. Niektóre kaktusy były wyższe, rozgałęzione, z bliznami po dawnych uszkodzeniach. Ophelia przystawała przy nich co jakiś czas, obchodziła je półkolem, zaglądała w zagłębienia u ich podstaw. Wiedziała, że pustynne pająki nie wybierają miejsc oczywistych. Ich sieci były delikatne, ledwie widoczne, rozpięte nisko, między kamieniami, w cieniu, tam gdzie wiatr nie rozrywał ich co chwilę. Znalazła pierwszą przy niewielkiej skale. Pajęczyna była cienka, niemal srebrzysta, przyklejona do kamienia i piasku z uporem. Pochyliła się, delikatnie, z precyzją jakiej nauczyły ją lisie instynkty. Ostrożnie zebrała nici, zwijając je tak, by nie zerwać więcej niż trzeba. Nie spieszyła się. Poszła dalej. Wiatr niósł zapach rozgrzanego piasku i suchej roślinności. Gdzieś w oddali przemknęła jaszczurka, znikając pod kamieniem. Nad horyzontem krążył ptak, zbyt wysoko, by myśleć o nim jak o zdobyczy. Ophelia pozwoliła myślom płynąć razem z krokami. O Sah­rze. O Kheremie. O obozowisku, które czekało w ciszy i pracy. Każda znaleziona sieć trafiała do małego pakunku. Każdy krok przybliżał ją do celu. Pustynia była bezlitosna dla tych, którzy ją ignorowali, ale dla tych, którzy słuchali — bywała hojna. Gdy w oddali zaczęły majaczyć pierwsze kształty obozowiska nomadów, Ophelia poczuła, jak napięcie w jej ciele powoli ustępuje miejsca skupieniu. Miała wszystko, co obiecała zdobyć. Szła dalej, niosąc ze sobą piasek na futrze, ciepło słońca na grzbiecie, przepiórkę, pajęcze nici i wilczą czaszkę, dowody drogi, którą przeszła i decyzji, których nie cofnęła.
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Ophelia
Ifryt
<b>Ifryt</b>
Posty: 499
Rodzice: Katana x Lysander De Vill
Płeć: Samica
Siła: 7
Zręczność: 45 (15+30)
Czujność: 38 (8+30)
Wiedza: 25
Życie: 91 (11.02)
Energia: 40 (11.02)
Punkty Doświadczenia: 19
Profesje: Myśliwy [3]

Morze Wydm

Post autor: Ophelia »

Kiedy Ophelia dotarła do obozowiska, słońce było już niżej, a piasek przestał parzyć łapy. Namioty stały spokojnie, jakby nigdy nic się nie wydarzyło. Jedynie nowa, gruba nić na płótnie jednego z nich zdradzała wcześniejsze zamieszanie. Przy palenisku palił się ogień, równy i niski, a zapach dymu mieszał się z wonią ziół. Wilki zauważyły ją bez słów. Nie było napięcia, każdy zajmował się swoimi sprawami. Tym razem była cisza, która zapraszała. Ophelia podeszła powoli. Położyła ostrożnie pakunek na piasku przy palenisku. Przepiórka przeplciona przez oczodół czaszki oraz spory kłębek pajęczyn przyczepiony do wnętrza czaszki. Sahra podeszła pierwsza. Przez chwilę tylko patrzyła, najpierw na przedmioty, na Ophelię, na ślady drogi zapisane w piasku na jej futrze. Potem skinęła krótko głową:
Dobrze — powiedziała. To jedno słowo wystarczyło. Sahra usiadła przy czaszce. Położyła na niej łapy, delikatnie, jakby dotykała czegoś kruchego i świętego zarazem. Ophelia wstrzymała oddech, gdy kość zaczęła się uginać. Pod dotykiem Sahry kość miękła, jakby była z gliny albo ciepłej żywicy, nie kruszyła się ani nie łamała. Wilczyca pracowała spokojnie, pewnie. Palce łap przesuwały się po powierzchni, formując okrąg, wygładzając krawędzie. Czaszka traciła swój dawny kształt, stając się nową obręczą, gładką i pozbawioną ostrych krawędzi. Wciąż była kością, ale wyglądała inaczej.
To, co zostało po tych, którzy odeszli, może jeszcze chronić. — powiedziała Sahra cicho, nie podnosząc wzroku. Potem sięgnęła po pajęcze nici. Pod jej dotykiem rozciągały się, splatały same ze sobą, gęstniały, nabierając struktury. Sahra zaczęła pleść — powoli, rytmicznie, jakby każdy ruch miał swoje miejsce w czasie. Ophelia obserwowała w milczeniu.
Myślisz, że mogłabym spróbować? — zapytała niepewnie. W odpowiedzi Sahra podała jej zwęgloną, nadpaloną obręcz, tę podniszczoną: — Spróbuj — powiedziała. Łapy Ophelii drgnęły niepewnie. Siegnęła po obręcz, wzdrygając się lekko. Ta obręcz też była z wilczych kości, ale w jakiś sposób wydawała się czystsza, inna w dotyku niż czaszka którą przyniosła. Obręcz była krucha, miejscami osmalona, nierówna. Ophelia sięgnęła po pajęcza nić. Spróbowała ją nawlec tak jak Sahra. Podpartrując jak ona splatała nici, próbowała powtarzać jej ruchy. Raz źle, drugi raz lepiej, różnie wychodziło. Pajęcze nici plątały się, zrywały, wymagały cierpliwości, lisiej precyzji i wilczej wytrwalości. Czas mijał na wspólnej pracy. Sahra od czasu do czasu coś podpowiedziała, cos pokazała, coś poprawiłą w łapaczu Ophelii. Lisowilczyca bardzo sie starała, ale nie pytałą za dużo, żeby nie przeszkadzać. Potem przyszedł czas na pióra. Małe, delikatne, starannie wyrwane i oczyszczone. Wplatały je razem, w ciszy przerywanej tylko trzaskiem ognia. Siwomordy Kherem zabrał przepiórkę. Trafiła do kociołka razem z roślinami i mięsem z pustyni, które przynieśli wtedy, kiedy zaskoczyli Ophelię. Woda zaczęła bulgotać. Zapach zupy uniósł się nad obozowiskiem, miękki i kojący. Dwie samice wciąż pracowały niestrudzenie. W końcu powstały dwa łapacze snów. Nowy: czysty, równy, zawieszony przez Sahrę u wejścia do namiotu, gdzie poruszał się lekko na wietrze. Drugi: na nadpalonej obręczy, nierówny, nieidealny, z drobnymi błędami — został w łapach Ophelii.
Ten jest twój, będzie Ci przypominał — powiedziała Sahra. Gdy zapadł wieczór, wilki usiadły przy ogniu. Ophelia siedziała z nimi, trochę na uboczu, ale z nimi. Słuchała opowieści o drogach, które zniknęły pod piaskiem, o burzach, które zabrały całe obozowiska i o snach, które czasem warto było złapać, a czasem pozwolić im odejść. Ophelia w skupieniu kontrolując małe płomyki z ogniska, układała z nich proste kształty i zwierzatka, pokazując nomadom sztuke władania ogniem. Nie potrafiła dużo i nie zawsze się udawało, ale zależało jej żeby pokazać że ogień również jest miły. Potem odwdzięczyła się też własną opowieścią, którą gdzieś usłyszała. Noc zapadała coraz głębsza, a ogień trzaskał spokojnie. Ophelia, z łapaczem snów przy boku i ciepłem w brzuchu, czuła, że domknięcie nie zawsze oznacza koniec. Czasem oznacza początek czegoś, co zostaje na dłużej.

Rano wyruszyła na tereny klanu zabierając ze sobą łapacz snów.
/zt koniec zdarzenia
KARTA POSTACI
Na szyi nosi szalik z wietrznej włóczki

Obrazek
I swore my loyalty to me, myself, and I
moc rangowa
Awatar użytkownika
Yvarrah
Wilkołak
Teurg
<b>Wilkołak</b><br>Teurg
Posty: 304
Rodzice: Sulfur x Iliyah
Płeć: Samiec
Ciąża: Nie dotyczy
Siła: 41 (11 + 30)
Zręczność: 43 (13 + 30)
Czujność: 46 (16 + 30)
Wiedza: 40
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 15
Profesje: Alchemik [3], Zbieracz [1]

Morze Wydm

Post autor: Yvarrah »

zbieractwo
aloes zwyczajny



zbieracz poziom 1
Mechanika – wydobywa surowiec w 25 minut, a nie standardowe 30 minut.
Koszt – 20 energii
Ostatnio niekoniecznie był sobą. Ostatnie wydarzenia (w zasadzie nie takie znowu ostatnie, bo z jesieni), kiedy dojrzał kilka duchów, dawały mu się we znaki — chociaż oczywiście dzielnie udawał, że jest inaczej, całkiem tak, jakby samego próbując przekonać, że wcale nie trzęsie się w środku jak dziecko. Cholera, po kim on taki wrażliwy, bo na pewno nie po Sulfurze!
Jakoś tak się zamyślił, krocząc po prostu przed siebie, aż znalazł się w miejscu, którego zdecydowanie nigdy nie polubi. Westchnął sobie cierpiętniczo, przemykając leniwie złotym spojrzeniem po okolicy. Bo skoro już tutaj się znalazł — może warto byłoby czegoś poszukać. O ile zmysł zbieracza go nie mylił, podobne okolice nierzadko obfitują w aloes. Zaczął więc wypatrywać całkiem charakterystycznych, mięsistych liści rośliny, niespiesznie pokonując kolejne metry.

Yvarrahowi często towarzyszy >> biała płomykówka << zwana Mirael,
która uwielbia siedzieć na jego barkach.


Ekwipunek

x Śmietankowy cukierek — po zjedzeniu postać robi się cała biała na okres 5 postów
(jeśli już jest biała, wtedy robi się jeszcze bielsza)

TYM, KIM BĘDZIESZ JUTRO, STAJESZ SIĘ DZIŚ.

do Zbieracza

Awatar użytkownika
Yvarrah
Wilkołak
Teurg
<b>Wilkołak</b><br>Teurg
Posty: 304
Rodzice: Sulfur x Iliyah
Płeć: Samiec
Ciąża: Nie dotyczy
Siła: 41 (11 + 30)
Zręczność: 43 (13 + 30)
Czujność: 46 (16 + 30)
Wiedza: 40
Życie: 100
Energia: 100
Punkty Doświadczenia: 15
Profesje: Alchemik [3], Zbieracz [1]

Morze Wydm

Post autor: Yvarrah »

Szwendał się więc po tej pustyni, biedaczek, próbując znaleźć aloes jak najszybciej. Parszywy sukulent jednak najwidoczniej robił mu na złość, bo im mocniej Yvo szukał — tym bardziej nie znajdował.
Do pewnego momentu. W końcu jego spojrzenie padło na oddalony o kilka metrów zielony kształt, ku któremu zaraz podbiegł, krzywiąc się, gdy nagrzany piach drażnił go pomiędzy palcami. Do tego nadepnął na jakiś ostry odłamek, ale na szczęście jako wilkołak zaleczy się szybciej, niż można przypuszczać. Z całą jednak pewnością ta wycieczka nie wpłynęła pozytywnie na nastrój samca.
Widok aloesu jednak odrobinkę poprawił mu humor. Zerwał kilka sporych liści, po czym ruszył dalej.

/zt.
/zebrano: aloes zwyczajny x1

Yvarrahowi często towarzyszy >> biała płomykówka << zwana Mirael,
która uwielbia siedzieć na jego barkach.


Ekwipunek

x Śmietankowy cukierek — po zjedzeniu postać robi się cała biała na okres 5 postów
(jeśli już jest biała, wtedy robi się jeszcze bielsza)

TYM, KIM BĘDZIESZ JUTRO, STAJESZ SIĘ DZIŚ.

do Zbieracza

ODPOWIEDZ

Wróć do „Upalne Tropiki”